Mentionsy Mentionsy
Pastolektorownia
Pastolektorownia

kraken i orzeszki w kotle-PASTOLEKTOR REUPLOAD

23.10.2021 ·4 min 29 s

pastolektor zawsze w naszych sercach

Masz osiemnasty level. I lożkę taką w chuj, że aż się posrać można. No właśnie. Posrać. Wracasz se do domku, tup tup tup. I tramwajkiem, czu czu czu. I niby wszystko spoko. No i tak se gadasz z tą lożką i śmieszkujesz. Zostało z dziesięć przystanków, se myślisz, kurde, fajnie by usiąść było. I tu nagle czas zwalnia, głosy cichną, czujesz lekkie swędzenie w jelicie, słyszysz jakby coś ci popierdalało w brzusiu i nagle odezwał się on, kraken jebany. Właśnie przypomniałeś sobie, że ostatnio poniósł cię melanż i zjadłeś troszkę dużo orzeszków i w chuj koli. W ciągu paru sekund myślisz nad swoim życiem i że to wydarzenie może je na zawsze zmienić.

Pozostało 10 minut drogi tramwajkiem i 15 pieszo, a krakenowi tak trochę mniej. Czas wraca do normy. Ludziom wraca głos. Loszka zaczyna nawijać, a ty stoisz jak wryty. Ona pyta co jest. Ale ty wiesz, że ona już jest, bo wyczułeś w jej głosie ukryty smuteczek spowodowany wiedzą o twoim ostatnim melanżu. Jedyne co dostała w odpowiedzi od ciebie to spojrzenie pełne bólu, smutku i cierpienia. Wiesz, że musisz kurwa działać. Obczajesz sokoli wzrokiem, czy nie ma miejsca do siedzenia. Ni chuja. Sprawdzasz pozostały czas na apce. Robisz szybkie obliczenia, nawpierdalałeś orzeszki, a mamkę mówiła, że to dobrze na mózg robi. Doszedłeś do wniosku, że misja może zakończyć się niepowodzeniem. Szepczesz o tym loszce na ucho. Czujesz się, jakbyś się z nią żegnał.

Prawie ci z oczu pociekło. I z dupy jeszcze bardziej prawie. Każdy przystanek jest równoznaczny kolejnym centymetrom pokonanym przez krakena w krainie głównym płynącej. Jeszcze jeden przystanek. Przygotowujesz się psychicznie na moment wyjścia. Jak żołnierze przed wyjściem na plażę Omaha. Trzymasz lożkę za rękę. Ona powtarza, że dasz radę. Ty też to powtarzasz, ale prowoli brakuje ci sił. Czujesz jakby ten karakan wysysał z ciebie całą energię. Słyszysz dźwięk. Przystanek Grotkowska. Ten dźwięk jest dla ciebie jak nowa płyta z booka. Wszystkim czego pragniesz. Drzwi się otwierają, widzisz prostą ulicę wiodącą do celu. Czujesz jakby próbowała cię wzywać na pojedynek. Akceptujesz wyzwanie. Z prędkością murzyna uciekającego z plantacji bawełny zapierdalasz jak najszybciej.

Obok biegnie twoja wybranka dopingując cię i chwaląc każdy kolejny krok. Pokonałeś jedną trzecią trasy i staje się to czego się obawiałeś. Znajomy swą dwie lidku. Kraken dorzucił kolejne orzeszki do kotła. Stajesz w miejscu i ściskasz poślady, bo w ruch czyhał bram mordoru. Wiesz, że jesteś postawiony przed dylematem. Iść ze ściśniętymi pośladami przez 10 minut, które wydają się wiecznością, czy szybko załatwić sprawę pod podstawówką obok i mieć wyrzuty do końca życia, bo wiesz, że szkoła nawet spoko. Zawsze jakiś plus.

Zwalniasz, bo czujesz, że w tych ostatnich milimetrach krakena drogi twoje chodzenie coraz bardziej mu pomaga niż przeszkadza. Twoja lożka, która poszła otworzyć drzwi widząc to zawraca biegiem do ciebie i bierze cię za rękę. Drugą ręką dosłownie trzymasz się za swoją czarną perłę, żeby nie wyleciał kraken. Bronisz wyjścia jak Petru Mównicy, wchodzisz przez drzwi. To już zaraz. Po wyjściu orientujesz się, że coś jest nie tak. Kurwa, kibel jest na trzecim piętrze. Serio, pierdolisz to i wbiegasz jak najszybciej możesz. Loszka krzyczy do ciebie, żebyś tego nie robił, bo to zbyt niebezpieczne. Po drodze rozpinasz płaszcz i spodnie. Czujesz, że kraken rozpoczął akcję ewakuacyjną. Wyszło już parę centymetrów. Wjeżdżasz z buta do kibla, już prawie bez spodni. Siadasz na kiblu, pozwalasz mu wyjść. To lepsze niż orgazm.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.