Mentionsy Mentionsy
Pastolektor Reupload
Pastolektor Reupload

Antologia Polskiej Patologii

23.08.2021 ·6 godz 3 min · 1 rozdział

Antologia Polskiej Patologii Pastolektor Reupload

0:00 · chp0 25

Sytuację poprawiał fakt, że baba mieszkała sama i nie miała znajomych, jeśli nie liczyć dewot, w towarzystwie których zapierdalała w niedzielę na dziesiątą modlić się, żeby ten chuj spod szóstki co wierci po nocach odpierdolił jak najszybciej, a ta kari spod ósemki dostała raka płuc od szlugów, I żeby ten jej niedorobiony płuc zdechł w jej brzuchu. Żarty skończyły się, gdy baba poszła na cmentarz, ten sam, na którym sepki rozpierdoliły na grobek Matiego, który pobił wszystkich anonów chłodem, zamarzając w stanie zajebania narkotykowego, a gówniarz skarnął po drodze mnie, Szymiego i takiego Erizę jeszcze, żebyśmy mu pomogli. Pobiegliśmy za babą, a gówniarz i szymi cały czas krzyczeli za nią, ty kurwo, z obu stron uliczki. Taka wąska gówniana, po obu stronach pełno drzew, bo las mocno. A ona już widać miało mokro. Ja i Erize siedzieliśmy z dupami cicho na razie, ale Erize dostawał jakichś ataków śmiechu co jakiś czas i musieliśmy go uspokajać, żeby nie zepsuł akcji.

Wyłaź kurwa, bo jak ci zapierdolę! Ty kurwo! Wyłaź gnoju jeden, ty! Ty kurwo! Prawie że pobiegła na cmentarz, a my w tym czasie rozdzieliliśmy się tak, żeby każdy zaszedł ją z jednej strony. Wokoło nie było żywej duszy, zero Januszów, bo do wszystkich świętych daleko, więc nikt nie dawał jebania o cmentarze, tylko my i ta baba. Ty kurwo! Baba aż podskoczyła, rozgląda się, nikogo nie ma, erizę gnije ostro w krzakach i trzęsie się, jakby miał jakiś atak. Ty kurwo! Ty kurwo!

No, chyba że porzucać w kamieniami wszafranów i wasylów. Gdy my byliśmy w Podbazie, to stały się w okolicy trzy straszne miejsca, gdzie mogliśmy chodzić. Pierwszy z nich był nawiedzony dom. W każdej dzielnicy, w każdym mieście musi być przynajmniej jeden taki. Nasz był dwupiętrową ruiną, gdzie czasami nocowali bezdomni i ćpuny, więc pełno w nim było reklamówek z zaschniętym klejem, strzykawek i guwien w kątach. Zdarzyło nam się nawet zobaczyć, jak ktoś naruchał na inne spróchniałe już gówno, więc odpierdalały się tam chore skurwysyństwa, powiadam wam. Poszliśmy tam kiedyś ja, Główniarz, Szymi, Elizę i Paulina. Mieliśmy może po 12 lat wszyscy i średnie IQ w grupie nie było pewnie wyższe od średniej jej wieku. Był jesienny wieczór, ciemno wszędzie, głucho wszędzie, gołe gałęzie drzew poruszały się na wietrze jakby pisał o nich Blackwood, a na niebie szybowały pelikany.

Nic poza tym, ani duchów, ani bezdomnych, ani osiedlowej kurwy jebanej przez najebanego Janusza z białą gorączką. Główniarz mówi, żebyśmy weszli na piętro, a nagle Paulina jak nie piśnie i jak nie chwyci mnie za ramię, aż sam podskoczyłem ze strachu, bo złapała mnie tak mocno, jak papież jedną ze swoich nieletnich faworyt. Patrzę na nią, ona oczy wystrzeszczone z przerażenia, biała na twarzy, trzęsie się i wskazuje na ścianę koło schodów. Na początku szukałem jakiegoś ducha albo mordercy, ale w końcu zobaczyłem to, co ona. Po ścianie spływało jakieś bordowe albo brązowe gówno, które w dodatku zdawało się świecić w świetle księżyca. Erize dostał ataku paniki i chciał spierdalać. Ktoś powiedział, że to na pewno krefi, że na górze jest trup. Poszedłem na górę z gówniarzem, ale nic nie znaleźliśmy. Podłoga była pusta, zero plam, nic.

A teraz najdziwniejsza część. Zeszliśmy z powrotem, a na ścianie pusto. Nie został żaden zaciek, nic się nie błyszczało, nic nie było mokre. Spierdoliliśmy stamtąd, trochę strachając w sumie, bo byliśmy gówniakami, a gówniaki boją się własnych cieni. Dogoniliśmy Paulinkę, Szymiego i Rizę. Ten ostatni właśnie rzygał na swoje buty, Szymi odpalał szluga trzęsącymi się łapami, Paulina stała kołusząc się jak dziecko z chorobą sierocą, a jak tylko mnie zobaczyła, to złapała mnie znowu za ramię jak jakiś badupczyciel i zaczęła szlochać. Szymi nam mówił, że jak poszliśmy na górę, to oni już wyszli na ulicę i widzieli na górze jakieś cienie ruszające się. To pewnie byliśmy my, Cniegu, wiesz? Mówię. Nie. Powiedziała mi w oczy Paulina wzrokiem opętańczym, jak u Krzyśka Szufli. Miała wtedy, tak jak on, popierdolenie wypisane na twarzy.

Anon, te cienie były w innym pokoju. Ej, no ale bez żartów, co? Cienie, kurwa, no bez przesady. Gówniarz śmiechał i przy okazji tak lekko kopał po nodze Erizę, który krztusił się jeszcze wymiocinami i śmiesznie było wtedy. O kurwa! Szymi strachnął, mówi nam, żebyśmy spojrzeli na dom, a tam kurwa rzeczywiście jakieś cienie się poruszają w oknie na piętrze i jeden na dole. Spierdoliliśmy jak pokurwieni, nie patrząc za siebie. Nawet Erizę i Szymi utrzymywali mordercze tempo, chociaż temu pierwszemu brzuch opadał na kolana, a temu drugiemu krok spodni. Chuj wie co się wydarzyło w nawiedzonym domu tej nocy. Drugim strasznym miejscem w mojej okolicy był bunkier. Ironicznie był zlokalizowany w takim małym parku, czy raczej wielkim trawniku z paroma drzewami i ścieżką niedaleko kamienic, tych samych gdzie otwarto burdel, zamiast gdzieś w środku lasu albo miejscu gdzie nikt by go nie znalazł.

W latach 90-tych właz był otwarty i każdy mógł wejść do środka, Ale jakoś jak byłem w gimbazie, to założono tam mocarną kłódkę, żeby odstraszyć ćpunów i bezdomnych, dla których do tej pory była to ulubiona miejscówka. Poszliśmy tam pewnego razu, mając nadzieję, że znajdziemy jakieś wojenne memorabilia, najlepiej granaty albo karabiny. Poza mną i dwoma sypkami był jeszcze Rize, który jak zwykle bał się i powtarzał, żebyśmy wracali. Weszliśmy do bunkra, który bardziej wyglądał na piwnicę. Po prostu był siecią betonowych podziemnych korytarzy i pokoików. Seby szły naprzędzie, ja w środku, a Erize wlógł się na ziemi, przerażony. Znalazłem sporo legend o tym bunkrze. Że w ścianach są zamurowani esesmani, że gdzieś głęboko jest pomieszczenie o metalowym zakrwawionym łóżku do eksperymentów, że żyją tam wysokie stwory-kanibale będące efektem wstrzykiwania marihunaen itd.

Weszliśmy w jakiś boczny mały korytarz i stanęliśmy, żeby uzgodnić co dalej, żeby się nie zgubić. Erize doszedł do naszej trójki, zapanowała sekunda ciszy i nagle słyszymy takie uuuu, jakby Terka się zagnieździł w tych murach ponczuchy. O kurwa, o kurwa, o kurwa, o kurwa! Erize panika, mod activated. Jeden sewa od razu mówi, że coś w głębi, widział jakby się poruszyło. Spojrzałem i przysiągłbym, że rzeczywiście jakiś cień zdawał się do nas zbliżać. W tym momencie znowu nastąpiło uuuu, ponczuchy i zaczęliśmy spierdalać ile sił w nogach, tratując jeden drugiego. Gdy dobiegaliśmy do wyjścia, usłyszałem jakiś nieludzki rych, krzyk, ale równie dobrze mógł być to odgłos czegoś metalowego. Wybiegliśmy na światło dzienne i ruszyliśmy biegiem na nasze osiedle.

Nieraz brakowało też talerzyków, kubeczków i sztućców. Ma małego Erizę, gdy podchodzi, żeby odebrać ciasto, a tu nie ma talerzyka, żeby mu je na nim podać. I nauczycielka wpadła na pomysł wspaniały. Znalazła kartkę z bloku rysunkowego i zgięła ją w pół. Super talerz, kurwo. Ze sztućcami był najmniejszy problem, bo łyżki od bólu można było zastąpić klapkami na baterie telefonów komórkowych. Nokia 3,310 i 3,510 miało już wtedy kilku sebów, więc nie były jakoś super nieosiągalne. Większość miała komórki po rodzicach albo starszym rodzeństwie, ja też. Swojego telefonu nie używałem jako łyżki, bo był pomalowany lakierem do paznokci i mógłbym się go nażreć. Skoro mowa o telefonach, nie mógłbym pominąć Dzięki za oglądanie!

Patrz, co narobiłeś, hehe. W podbazie wszyscy grzecznie zapierdalali do kościółka, przymuszani przez rodziców. Mnie mamę nie zmuszała, a stary zawsze pijany był, więc miał wyjebane, ale wychodziłem regularnie z gówniarzem i Pauliną do lasu albo na łąki i fajnie było wtedy. Elizę bał się z nami chodzić, bo dostałby w pierdol, jak jakby jego ojciec się dowiedział. Z czymś coś tam mówił, że on napierdoli wszystko, ale ksiądz ma dobry flow i fajnych słów używa mu, że mu się w rapsach przydadzą. P.S. to prawda. Gówniarz zesłany został na ten świat przez samego Cthulhu, albo jakiegoś jebanego boga gówna i obrzydlistwa, a Paulinka gdyby urodziła się 20 lat wcześniej, to mogłaby inspirować Merciful Fate do nagrania Melissa, więc byli doskonałym towarzystwem dla proto-Anona syna skurwysyna.

Ale wróćmy do podbazy, żeby było chronologicznie. Paulina była integralną częścią naszej paczki i nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Gdy Gówniarz wyznał jej zauroczenie, coś się zmieniło i gdy byliśmy tylko we trójkę, dało się wyczuć między nimi delikatne napięcie. Wydwoje nigdy ich nie widziałem ani nie słyszałem, by kiedykolwiek się spotkali, dlatego łaziliśmy częściej z Szymim i Erize, którzy nieświadomie przywracali ład, uniemożliwiając Gówniarzowi flirtowanie. Paulina w międzyczasie spędzała coraz więcej czasu z moją siostrą i zastanawiam się, ile miało to wspólnego ze mną, a ile z prawdziwą dziewczęcą przyjaźnią. Wiecie, przez żołądek do serca, przez siostrę do brata, chociaż może to trochę narcystyczne z mojej strony, ale nie twierdzę, że te dwie łączyła prawdziwa, szczera przyjaźń. Wiedziałem je razem wielokrotnie i zaręczam, że nigdy potem nie było mi dane zobaczyć pary, która byłaby tak zżyta i tak się dogadywała, nie będąc przy tym parą.

Pamiętam, że jeden Sebastian chciał Tazosa Pokémon od jakiegoś Matiego. Ten powiedział mu, że mu nie da, bo ma jednego i żeby spierdalał. Po lekcjach Mati został przekopany przez Sebę i jego kolegów, a na koniec napluli mu na ryj i zabrali nie tylko tego jednego Tazosa, ale wszystkie jakie miał. Oczywiście następnej niedzieli sepki stały grzecznie w kościele, pierdoleni hipokryci. Nie kradnij, no kurwa dobry żart, nie kradnij chyba, że cię nie stać. W gimbazie zaczęło się to robić groźne, bo przeciętne seby przestały bać się nauczycieli, uwag, wzywania rodziców, skarżenia. Do tego buzowały hormony, więc za podejrzenie bycia pedałem, za krzywe spojrzenie albo nawet za coś, co się rzeczywiście zrobiło, można było dostać luta na ryj. Kiedyś jakiś pseudo-Alpha-Seba zaczepiał Erizę. Erizy bał się wszystkich i wszystkiego i większość uczniów robiła sobie z niego żarty.

Erizę go ignorował, bo spokojny i grzeczny był i bał się konfrontacji ze skurwysynem mającym więcej zmarszczek na chuju niż na mózgu. Ty gruba kurwo! Po lekcjach za garyżami cię widzę, rozwiążemy ten problem jak mężczyźni, cioto pierdolona kurwo! Erize prawie się popłakał, próbowaliśmy go jakoś ukryć i pomóc wydostać się ze szkoły, żeby nie dostał wpierdolu, ale nie dało rady, złapały nas sepki, zaprowadziły za garaże, gdzie czekała już cała ekipa, gotowa by dać wpierdol dla nas. Erize zapłakany, Seba ściąga koszulkę. No chodź kurwa! Inny Seba popchnął Erizę do przodu, ten się trzęsie ze strachu. My w sumie też przerażeni z kumplami, bo Seba miał pokurwienie w oczach, a od takich debili należy trzymać się z daleka. Seba ruszył do ataku, Erizę próbował go odepchnąć, zrobić unik, cios w brzuch, żebra, parciol na udo.

Sepki się śmieją, agresor ostro nabierdala Erizę dalej i wyzywa jego matkę od kurwy, że wypluła z cipy takiego niedoroba. Wszyscy wiedzieliśmy, że walka nie ma sensu, bo Eriza nie ma nawet najmniejszych szans. I wtedy Sebek się potknął. Nie wiem czy to jakaś kurwa niebieska szczęście, karma czy coś innego, ale Seba nadepchnął na swoje sznurówki i wypierdolił jak długi na ziemi. Erize w szoku. Stoi i nie wie co robić. Erize, szybko! Napierdol mu póki leży! Ktoś krzyknął, chyba gówniarz, a może ziemek z padaczką. Seba podnosił łeb ze wściekłością w oczach. Jeb! Erize wypierdolił mu butam na mordę, potem nakrył go i zaczął nakurwiać pięściami. Nie żyjcie sobie, żeby miłobiono siać ty z mamę! Seba coś tam jęczy i charczy, dusi się własną krwią, bo miał już rozjebany nos i wargi, a Erize dopiero się rozgrzewał.

Machał łapami jak jakiś goryl. Jakiś Seba chciał go odciągnąć, bo wiadomo, solo jeden na jeden, więc trzeba zapewnić Sepkowi przewagę, co nie? Podszedł do Erize, szarpie go, ten mu wypierdolił łokcia na brodę jak jebany goryl. Aaaa! Nie zicie tego! Skończył, gdy Sebek Agressort stracił przytomność i leżał w kałuży własnej krwi i szczyn. Inne Sebki bały się podejść bliżej, bo Erize by im napierdolił spokojnie w tamtym momencie. Spierdoliliśmy czym prędzej, gratulując kumplami udanego w pierdolu. Parę dni później pięciu typów w kominiarkach złapało Erizę pod blokiem i napierdoliło mu kijami. Ustawki były rozwiązaniem na wszystko, prawda, ale tak długo jak Seby wygrywają. Jeśli solówka nie wystarczy, to trzeba dopaść ofiarę kolejny raz do skutku. Seba stracił tego dnia zęba i później chodził z taką szczerbą, opowiadając jak to nie stracił kła w walce i jak to męsko nie walczył.

Tylko nieliczni pamiętali jak tego popołudnia potknął się o własne nogi, a później zejszczał w spodnie i zemdlał, gdy dopadł go rozcieczony Erizę. Poza szkołą ustawki odbywały się właściwie wszędzie, bez zbędnego czekania i zwlekania. Parę razy semy napierdalały się pod moimi oknami, bo spotykały się w klatce naprzeciwko. Wielu z nich później chodziło z poobijanymi mordami i wybitymi zębami, wyglądając jak golumy, ewentualnie powyprzedażowe fortepiany. Był kiedyś taki w chuj śmiechowy teledysk, w którym były jakieś zdeformowane, niedorobione karły i klawiszowiec bezmyślnie nakurwiał młotkami w klawisze fortepianu. Mój stary też kiedyś wdał się w jakąś bójkę i wypierdolili mu kła. Później, gdy byłem już jakoś w szkole średniej, to żeby ogólnie zaczęły mu wypadać po latach chlania i obecnie ma ich może z pięć.

My praktycznie nigdy nigdzie nie jeździliśmy, ani nie chodziliśmy robić rodzinnych ognisk albo grillów, bo albo stary był pijany, albo mama musiała nosić okulary i długie rękawy, żeby ukryć siniaki. Jeśli w ogóle, to zabierałem siostrę, parę osób z paczki i szliśmy na łąki zrobić sobie na dziko jakieś ognisko. Czasami mieliśmy kiełbaski, czasami ktoś przynosił zupkę chińską i było pieniężnie. Potem wieczorami siadaliśmy wokoło ogniska i opowiadaliśmy sobie straszne historie, strasząc dziewczyny i Erizę przy tym. Później, jak wracaliśmy do domu w pociemku, to piszczeli ze strachu, gdy tylko trawa poruszyła się na wietrze albo cień przemknął po niebie. Na początku gimbazy procent osób posiadających w domu komputer był już zauważalny. W ciągu trzech kolejnych lat większość, z pominięciem największych biedaków i patoli, miała już doczekać się kompów z dostępem do internetu.

Ludzie się jednak nabierali i nie brakowało sepków i karyn z bodajże srebrnymi ikonkami kołoników. Bogactwo kurwa. Co ciekawe, osoby z takimi właśnie gównokątami za SMSy cieszyły się większą popularnością u płci przeciwnej. Dzisiejszymi odpowiednikami takich błaznów byliby idioci wrzucający na Instagramy i Facebooki motywujące obrazki i religijne cytaty, że niby jakie to ich życia nie są błogosławione. No ale przynajmniej za to nie trzeba nic płacić. W tych latach furore robiły też łańcuszki na Gigi i Epulsie. Były wszędzie. Jeśli nie wyślesz tego do 10 osób, to zgwałci cię szatan, zaatakują pelikany i zostaniesz wyjebany na śmietnik jak syn znanego vlogera Rocka. Kiedyś rozmawiałem na temat tych łańcuszków z Erize, który skrycie powiedział mi, że on to trochę w nie wierzy i zawsze wysyła dalej, bo z losu nie powinno się żartować i kto wie, może w tych łańcuszkach jest trochę prawdy?

Główniarza i Szymie go dołączył Erize, który strachał mocno, bo jeśli ktoś mu najebie dlatego, że jest gruby, ale sepki nie były nim zainteresowane i jeszcze go pocieszali. Gruby, nie peniej, jest nas wielu. A Szymi, nas to nie podołały, bo nie dacie nam rady. Zebraliśmy ekipę, łącznie z 10 osób, w tym nasza spierdoksowa czwórka. Poszliśmy do domu tego Janusza tylko tyłem, przez łąki, bo na chodniku oczywiście psy wylegiwały się jak jebane jaszczury. Jak te skurwiele w Gothicu 2, na plaży, w koryjni, z koło tych statków. Słyszycie tylko sssssss. Zanim gnoje nawet się wyrenderują i wiadomo, że trzeba spierdalać jak MC Omen podczas nagrania. Dotarliśmy do ogrodzenia, jeden Seba mówi, żeby Erizę tylko czatował i krzyknął, jak psy będą biegły. Ktoś zapytał, czy ten Janusz w ogóle jest w domu.

I przy okazji wygiął chyba framugę z jednej strony. Psy! Psy! Krzyknął do nas Erize i wszyscy zaczęliśmy uciekać. Przeskoczyliśmy przez ogrodzenie, pobiegliśmy przez łąki i schroniliśmy się w okolicach krateru, nad którym widzieliśmy kiedyś UFO, bądź dziwne światła niewiadomego pochodzenia. Sepki i szymy pisa palili, a Erize rzygał po biegu, a ja tak stałem i zastanawiałem się, co się właśnie odjebało i czy zabycie w towarzystwie Sepków, którzy wypierdolili okna w domu Janusza, grożą mi bagiety i sztum. Nic się jednak nie stało. Policja nawet nie szukała chyba sprawców. Janusz wstawił nowe okna i siedział potem z dupą cicho bojąc się wpierdolu albo kolejnego ataku na jego dom. Ale najlepsze, że kupił psy do obrony jego posiadłości, a tu taki zawód.

Nie śmiała się tylko grupka najbliższych mi osób. Gówniarz, Szymi i Paulina. Nawet Erize poleciał w chuja i nie okazywał, że jest po mojej stronie, ale rozumiem dlaczego. To instynkt samozachowawczy. Jedz albo zostaniesz zjedzony. Którejś zimy w podbazie szliśmy z Sebami na dwór porzucać się śnieżkami i ulepić bałwana. Najlepiej z jakimś sterczącym lodowym chujem. Łaziliśmy po osiedlu, Seby jak to siebie Seby zaczęły pokazywać kto jest kurwa najlepszy daj mi teraz kurwa przeciwnika, zaczęli rzucać w jakiegoś suchoklatesa Matiego śniegiem, ale nagle któryś z nich wpadł na pomysł wspaniały. Anon, które to twoje okna? A co ci potem? No kurwa, powiedz, nie? Pooglądamy sobie twoją siorkę może. Gdy już miałem mu się jakoś odgryźć, włączył się inny Seba. Seba! To te! Tam! I wskazuje palcem na okno.

Jak nie graliśmy na cymbałkach, to śpiewaliśmy chórkami na oceny. O hulaniu na polu i braniu w kakao. Albo o tylu Żydach w całym mieście zapierdalających z mydłami. Nienawidziłem tego. W pierwszym semestrze śpiewaliśmy zawsze ja, Paulina, Szymi, Gówniarz i czasem Erizę. Ale nie zawsze. Szymi ostro rapował zawsze i wszyscy kręcili z niego bekę, ale Paulina miała naprawdę ładny głos anonki. Trochę jak taka niewytrenowana Regina Spektor z taką niedbałą skocznością i przeciąganiem sylab. Tylko... bez wyższych nut oczywiście. Ja zawodziłem zapewne jak kozioł, bo akurat wtedy zaczynała mi się mutacja. Super pomysł kurwo, lekcja śpiewu, gdy wszyscy są w trakcie mutacji. Gówniarz w sumie podobnie. Rize miał pyskliwy głosik i nieraz brzmiał bardziej dziewczęco niż dziewczęta.

Nie zostawaliśmy w tych miejscach na noc, więc historie o duchach odpadały, ale nieraz śmiechaliśmy do zabawnych, wulgarnych opowiadań, jak chociażby o Sebie, który walił w dupę Karynę, a potem musiał wydłubywać gówno z chuja. Ale wtedy to już nie było to samo. Bez Pauliny paczka szybko zaczęła podopadać, a rzeczy śmieszne wyparł chamski, rynsztochowy humor, jak na przeciętnym forum Mosikuj Kupie. Szybko i moja siorka przestała pojawiać się w tym gronie, bo nie chciała być jedyną dziewczyną. W obecności samych chłopaków Szymi i Główniarz nie musieli się niczego krępować, a nawet Erize czasem zachowywał się dziko, jak na przykład wtedy, gdy niechcący poruchał się podczas jazdy na rowerze i później musiał wycierać siodełko liśćmi namoczonymi w kałuży. Po drugiej klasie, nim bazy, wakacje, zaczęły kojarzyć się nawet normalniejszym Sepkom i Karynom z chlaniem i imprezowaniem.

Ech, anony. Dzisiaj napiszę trochę o Erize, bo był członkiem naszej paczki, ale nigdy zbyt wiele nie miałem o niej okazji powiedzieć. Być może z powodu jego charakteru. Erize poznałem jeszcze w zerówce, gdzie dzieci z niego gniły, bo był od nich wyraźnie grubszy. Raz jakiś sebek do niego podskoczył i skończył higienistki z rozjebaną wargą, za co później razem z ziomkami dopadli grubasa i dali dla niego wpierdol na placu zabaw. Krążyły plotki, że odciągnęli mu spodnie i majtki i wrzucili mu w nie psie gówno, a potem przekopali, żeby stolec ubrudził mu bieliznę i dupę. Ale jak to bywa z plotkami, była to po prostu chyba plotka, ale fakt faktem Erize przestał wtedy stawiać się, gdy ktoś mu dokuczał z obawy przed wpierdolem. W podbazie powoli zaczęła się formować nasza paczka.

Główniarz, Szymi i ja zaczęliśmy razem chodzić na twór i odpierdalać jakieś pomniejsze inby, a później oczywiście dołączyła do nas Paulina i moja siorka. Erize w tym czasie był takim znajomym na doczepkę. Jak z nami chodził, to chodził, ale jak go nie było, to nikt nie płakał. I w sumie tak zostało do końca. Nie pamiętam, by był z kimś naprawdę blisko, podczas gdy taki główniarz i Paulinka wiedzieli o mnie praktycznie wszystko, a ja o nich. Prawie! Kurwa matka boska, ty jebany chuju! Nawet Szymis, którego nieraz gniliśmy i był nieraz rzepem na psim ogonie, postarał się nas poznać i chciał, żebyśmy my poznali jego, a Erize zbyt wiele o sobie nie mówił i zbyt wiele nie słuchał, co my mieliśmy do powiedzenia. Poznałem parę lat później na forum ziomeczka, z którym gadam do dzisiaj czasem, który ma jakiś tam autyzm czy chuj wie co i bardzo podobnie mi się z nim rozmawia.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.