Podróże filozoficzne. Erich Fromm
Zygmunt Freud jest jedną z osób, które ukonstytuowały współczesną psychologię, ale tym razem nie o popędzie seksualnym i nie o snach będzie mówił prof. Janusz Sytnik-Czetwertyński, ale o miłości, jako przezwyciężaniu samotności. Wyjaśni, dlaczego człowiek bardziej pragnie być kochanymi, niż samemu kochać. W tym odcinku „Podróży filozoficznych” będzie też o następcy Freuda, Erichu Fromm’ie.
Mili słuchacze, nasz dzisiejszy bohater, Freud, jest jedną w sposób, która ukonstytuowała współczesną psychologię. Bardzo jest znany z jego twierdzeń dotyczących naszych popędów, szczególnie seksualności, również z twierdzeń dotyczących naszych snów, ale ja chciałbym się zająć dzisiaj pojęciem, którym też Freud pisał bardzo wiele, a jeszcze więcej jego późniejszy uczeń, Fromm, A które nie stoi zazwyczaj na sztandarach wszystkich podreczników, które piszą o historii filozofii i omawiają akurat Freuda. Co Freud mówił o miłości? No, człowiek przychodzi na świat z nicości. Nicość, choć przerażająca, jest bezpieczna.
W nicości nic się nie zdarza, również nic złego. Jest to sytuacja precyzyjnie określona. Świat zaś jest niebezpieczny, a człowiek nagi i bezbronny. Później przychodzi uświadomienie samego siebie, a wraz z tym poczucie odrębności wobec świata zewnętrznego. Przynosi to pewne pierwsze wrażenie osamotnienia. Świadomość tego osamotnienia jest zaś źródłem wstydu, winy, niepokoju. I to jest właśnie siła, która, zdaniem Freuda i Fromma, pcha człowieka do miłości. Człowiek pragnie miłości, by po prostu powrócić do tego bezpiecznego świata, w którym wszystko się zaczęło. Tam, gdzie jeszcze niczego nie odczuwał. Powrócić po prostu do łona matki, kiedy to w pierwszym zespoleniu czuł więź ze światem zewnętrznym.
Teraz pragnie więź tę po prostu odtworzyć, ale nie może tego zrobić wprost, więc może to zrobić jedynie poprzez drugiego człowieka, zespolić się z nim. Zatem miłość to inaczej przezwyciężanie samotności albo, jak pisał Fromm, ucieczka od samotności. Miłość to też nie tyle uczucie, ile sposób angażowania się człowieka wobec świata. Freud powiedział, że dlatego miłość jest sztuką, a Fromm dopisał, że tkwi w niej w takim razie pewien aspekt wyćwiczalności. Miłość skazana jest na niepowodzenie. Gdy człowiek będzie się starał rozwinąć swoją osobowość, gdy będzie chciał zdobyć twórczą postawę życiową, ma pewne szanse na przeżycie autentycznej miłości.
Dlatego, Fromm powie, ludzie często mylą swoje uczucie miłości. Myślą głównie o tym, by być kochanym, a nie o tym, by kochać, by czyjąś miłość zdobyć. Mężczyźni, by rozbudować swoją wartość, inwestują w swoją, by tak rzec, scenografię, pozycję życiową, pieniądze, samochód, dom. Kobiety zaś w siebie samą, swój wygląd. Wielu ludzi, dopowie Freud tym razem, sądzi, że zdobyć miłość to po prostu być sympatycznym i pociągającym fizycznie. Że miłość to tylko problem obiektu, a nie zdolności człowieka do miłości. Ludzie myślą, że kochać to jest rzecz prosta. Patrzą w związku z tym na siebie jak na towar. Taki, który można w swym przeświadczeniu gdzieś kupić, pozwolić sobie na niego i zakochują się w sobie, gdy stwierdzają, że znaleźli możliwie najlepszy towar na rynku.
Fromm dopowie, ludzie mylą uczucie zakochania też ze stałym uczuciem miłości, bo kiedy przemija cud doznania jedności, poznania się, takiego nagłego zbliżenia, powracamy do swojej poprzedniej postawy, która jest najczęściej samotna. Nudzimy się partnerem, niczym zabawką i poszukujemy z powrotem tego, co wcześniej – samotności. Dlatego wpierw należy sobie oświadomić, że właśnie miłość jest sztuką i ma dwa etapy. Teoria i praktyka. Tak jak ze sztuką medyczną i każdą inną. Opanowanie sztuki wymaga zaś maksymalnego zainteresowania. A ludzie wolą uczyć się tylko tego, co przynosi prestiż i pieniądze. Proszę Państwa, to co powiedział Freud, a później rozwinął Fromm na temat miłości, było szokiem dla współczesnych.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.