Sto twarzy Moniki A. [OSKARŻAM - odcinek 24]
Monika wierzyła, że uroda i spryt zapewnią jej upragnione życie. Gdy jednak straciła męża, pracę i reputację, posunęła się do mordu, by przejąć nieruchomości w centrum Warszawy. Szczegóły tej zbrodni i determinacja Moniki w dążeniu do celu to scenariusz na film, w którego fabułę ciężko uwierzyć. Posłuchajcie tekstu Hanny Dobrowolskiej, reporterki sądowej i autorki książek kryminalnych. Czyta Mariusz Bonaszewski. Wszystkie odcinki "Oskarżam. Cyklu kryminalnego Gazeta.pl>>>
Prokurator Godzisz wiedział, że to kobieta, która może się posunąć bardzo daleko. W sprawę zaangażowano funkcjonariuszy Komendy Powiatowej i policjantów z terroru Komendy Stołecznej Policji, Wydział do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw. Grzesiek został przesłuchany, wskazał miejsce ukrycia zwłok. Prowadził śledczych bezbłędnie przez łąki i zarośla. W miejscowości Zaborowo odnaleziono pogorzelisko, a w nim między innymi fragment ludzkiej żuchwy. Wszczęto śledztwo, jakiego w tamtych stronach jeszcze nie było. Grzesiek został zatrzymany pod zarzutem udziału w zabójstwie, którego, jak twierdził, nie popełnił. Do wszystkiego, w czym brał udział, miała go zmusić Monika. Kobieta mieszkała już w centrum Warszawy w mieszkaniu 86-letniego Aleksandra P., człowieka, którego szczątki wskazał Grzesiek.
W rzeczywistości miały prowadzić burdel w wynajętym mieszkaniu. Monika była ambitniejsza od Ewy. Miała magistra z zarządzania i chciała znaleźć pracę. W połowie 2013 roku na jej ogłoszenie odpowiedział mężczyzna o imieniu Cezariusz. Proponował pracę w Agencji Nieruchomości. Był to pośrednik, który poznał Monikę ze znanym handlarzem nieruchomości i właścicielem co najmniej trzech mieszkań w ścisłym centrum stolicy. Aleksander szukał asystentki. Osoby, która będzie w jego imieniu prowadziła interesy i wynajmowała posiadane mieszkania. Prosił, żebym uporządkowała dokumenty dotyczące tych nieruchomości. Powiedziałem, że mogę zostać w Warszawie, jeśli moja mieszkająca z narzeczonym siostra zechce mnie przenocować.
Nie chciałam zrzucać się jej na głowę. Wtedy Aleksander udostępnił mi swoje mieszkanie na Marszałkowskiej, w tym samym bloku, w którym mieszkał, tylko w innej klatce. Dał mi klucze bez żadnej umowy. Chwalił się oczywiście, że jest majętny i samotny, ale traktował mnie z szacunkiem. Mówił, że jestem dla niego jak wnuczka, twierdziła Monika już w sądzie, ale jej słów nie miał kto potwierdzić. Sąsiadom dość szybko zaczęła opowiadać, że mieszkania Aleksandra P. są już właściwie jej własnością. Chwaliła się także na wsi, że wkrótce będzie panią z Warszawy. Nawet Marcinowi pisała w SMS-ach, że Piotruś odziedziczy po niej miliony, a nie ochłapy jak po ojcu. Jednym opowiadała, że owinęła sobie dziada wokół palca przez łóżko, innym, że łączyły ich tylko relacje towarzyskie i rozmowy o życiu przy Martini Bianco.
Aleksander mnie wspierał. Nigdy mnie nie oceniał, podkreślała. Pracowała u niego dorywczo, etat księgowej dostała w biurze rachunkowym na Mokotowie. Dojeżdżała z centrum taksówką, za którą płacił Aleksander. Ponoć chciał mieć ją blisko siebie. Gdy w czwartki wracała do Sokocina, on wyjeżdżał na działkę Donatolina. Wracali w niedzielę, by wspólnie spędzić wieczór. Taki mieli rytuał. Jeden z takich wieczorów Monice szczególnie zapadł w pamięć. Wróciła autobusem do stolicy, ale nie mogła dostać się do lokalu wynajmowanego od Aleksandra. Wyglądało na to, że wymienił zamki. Nie odbierał telefonów. Zdruzgotana Monika zatrzymała się u siostry, w międzyczasie wynajęła sobie kawalerkę na Mokotowie, bliżej pracy w biurze.
Gdy senior w końcu się odezwał, była na niego wściekła. Przepraszał za swoje zachowanie, tłumacząc, że podejrzewał ją o kradzież pieniędzy, ale udało mu się ustalić winowajcę. Nalegał, żebym wróciła, ale się nie zgodziłam. Mówiłam mu, że gdyby nie siostra, zostałabym zimą na noc na dworcu. Aleksander przepraszał. Obiecywał, że to się nie powtórzy i że przepisze na mnie mieszkanie w kamienicy przy Marszałkowskiej w zamian za dożywotnią opiekę nad nim. Zgodziłam się. Każdy by się zgodził. Powiedział jednak, że przepisze na mnie ten lokal, jak będę miała już prawomocny rozwód. Bał się chyba, że gdyby z mężem mi się jednak ułożyło, mogłabym się wycofać, tłumaczyła.
Będąc już na ławie oskarżonych zapewniała, że nigdy nie miała intencji nielegalnego przejęcia mieszkań. Z zeznań niektórych świadków wynika, że Monika przyjechała do stolicy zwerbowana przez grupę przestępczą przejmującą mieszkanie od starszych osób. Pojawia się postać tajemniczego Marka, który chciał Monikę wykorzystać jako słupa. Diabłem nakłaniającym do złego miał być również pośrednik, który skontaktował ją z dziadem. Cezariusz był świadomy, że Aleksander często zmienia asystentki, bo sam mu je przyprowadzał. Cezariusz mnie namawiał, żeby przejąć szybko te chaty, że są warte miliony. Wiedział, że mam pełnomocnictwa i mogłabym to zrobić, wyjaśniała. Monika wiedziała, że Olek, bo tak mówiła o pokrzywdzonym, ma słabość do dużo młodszych kobiet.
Według Grześka pan Aleksander obejrzał wnikliwie lokal i poradził młodemu chłopakowi, by podczas sprzedaży nieruchomości zażądał większej kwoty niż tę, którą początkowo sugerował. Wtedy Monika miała napisać 19-latkowi SMS, by wyciągnął emeryta do toalety, twierdząc, że niepokoi go jakiś zapach. Gdy wyszliśmy z łazienki, okazało się, że Monika jest już w mieszkaniu. Musiała wejść po cichu. Uderzyła dziadka w głowę butelką po winie. Jego zamroczyło, osunął się i wtedy Monika wyjęła z torebki nóż i podcięła mu gardło. On od razu upadł, z jego szyi lała się krew. Jak się kręcił, to krew poleciała na ścianę, mówił Grzesiek podczas przesłuchania.
Powtórzył to także w trakcie wizji lokalnej, gdy na manekinie demonstrował scenę zabójstwa majętnego biznesmena. Chłopak wyjaśnił, że Monika wyjęła emerytowi z kieszeni pieniądze i telefony, kazała przykryć ciało pościelą, a następnie zarządziła, że trzeba go spakować. Poszliśmy do galerii handlowej Sadyba kupić walizkę, taką dużą, ciemną, powiedział. W sklepie Barracuda zapłacili 399 złotych za walizkę o pojemności 110 litrów. Ciało Denata z trudem zmieściło się do torby. Grzesiek pamiętał, że musiał je upychać nogą. Monika w tym czasie zmywała ślady krwi z podłogi. Zachlapane ściany niechlujnie zamalowali kupioną pod blokiem białą farbą. Później Monika znalazła przez internet wypożyczalnię samochodów i na trzy dni wynajęła srebrnego Hyundai'a, którym wywieźli z mieszkania zwłoki Aleksandra P.
Nie zaprosiła go, by wywabił milionera z mieszkania. Wręcz przeciwnie. Obiecała Grześkowi, że umówi go z panem Aleksandrem, bo senior chciał mu zlecić odpłatnie prace gospodarcze na działce za miastem. Monika przygotowała wzór umowy i z tym właśnie dokumentem Grzegorz jechał rano na Marszałkowską. W międzyczasie okazało się, że czegoś zapomniał i przyjechał z przyszłą ofiarą do mieszkania na Mokotowie. Moniki w tym czasie nie było w domu, bo jak twierdzi, spacerowała po centrum Warszawy, zjadła śniadanie i oglądała wystawy sklepowe. Prawie jak w filmie z Hepburn, tylko finał inny. Kobieta relacjonowała, że Grzesiek napisał jej już po wszystkim i wróciła na Konstancińską pewna, że Aleksander już wrócił do domu.
Jednak po wejściu do lokalu zobaczyła ślady krwi. Aleksander leżał bez ruchu, w powietrzu czułam gaz łzawiący. Krzyczałam, coś ty Grzesiek narobił. On trzymał w ręce plik banknotów i mówił, zobacz, ile stary miał kasy. Chciałam wezwać policję, ale Grzesiek mnie straszył, że pójdę siedzieć za zabójstwo, bo to jest moja chata. Groził, że mnie zap***doli jak starego. Nie pomagała mu sprzątać. Nie mogłam patrzeć, wyjaśniła. Przyznała, że wynajęła auto, ale została zmuszona przez Grześka. To tak, że on miał wymyślić zakup walizki, malowanie ścian i wykopanie dołu. Monika twierdzi, że była roztrzęsiona po zabójstwie, którego dokonał jej znajomy. Kontrastuje z tym fakt, że autem, którym w poniedziałek wywiozła zwłoki Aleksandra P., następnego dnia pojechała do Płońska na rozprawę rozwodową.
Są nagrania, na których widać ją ubraną na czarno, elegancką i opanowaną. Kilka dni później wprowadziła się do mieszkania ofiary, a w Lombardzie pod domem za kwotę 6 240 zł sprzedała złoto należące do starego. Zbrodnia do poprawki. Nikt nie zgłosił zaginięcia Aleksandra, więc Monika mogła spokojnie działać. Zresztą, gdyby ktoś pytał, zamierzała kłamać, że wyleciał do Ameryki w poszukiwaniu swojej córki i byłej żony. Monika przez internet intensywnie szukała notariusza, który za seks zgodziłby się złamać prawo i stwierdzić sprzedaż nieruchomości bez udziału właściciela.
To był ten sam człowiek, którego twarz widziałam na dokumentach w mieszkaniu w Warszawie. Zwymiotowałam, a ona kazała mi zbierać jakieś zakrwawione szmaty, które wypadły z torby, twierdziła. Miał rany na głowie i podcięte gardło. Po umieszczeniu zwłok w aucie Monika robiła zdjęcia telefonem. Małolatom mówiła, że to zapewni jej alibi i w razie wpadki będzie mogła wrobić właściciela pojazdu, czyli jej ukochanego Darka. Zwłoki wywieźli do Zaborowa. Rzuconą na ziemię walizkę polali benzyną i przykryli kawałkami papy. Ponoć w czasie, gdy ciało Aleksandra płonęło, Monika rozmawiała z kimś przez telefon. Była bardzo zadowolona. Może myślała, że to się nigdy nie wyda, zastanawiała się później Ola.
Zdjęcia zwłok w bagażniku pokazała Dariuszowi, który kolejny raz próbował zakończyć niepokojącą znajomość. Powiedziała mu, że zabiła emeryta i wrobi go w zabójstwo. Mężczyzna pojechał na komisariat policji w Wawrze i opowiedział o wszystkim dyżurnemu policjantowi. Podobno nie przyjęli zawiadomienia i pogonili go sugerując, że ma problem z głową, bo historia brzmiała jak zmyślona. 30-latka chciała szybko przejąć i spieniężyć mieszkania. Miała nawet ugadanego notariusza z Gdańska, który miał się zgodzić na przekręt za fantazyjny seks. Była strażniczka więzienna, szukała nawet dublera, który zagrałby Aleksandra. Podobno z pomocą znajomego odszukała kogoś łudząco podobnego do dziada.
Ostatecznie umowę podpisać mieli legalnie u pani notariusz z Warszawy. Monika bardzo szczegółowo opowiedziała prawniczce o swoim romansie z dużo starszym biznesmenem. Mówiła, że ta znajomość jest już tylko przyjacielska i ona mu pomaga w sprzedaży nieruchomości. Kobieta sprawiała wrażenie bardzo miłej, energicznej, zabawnej. Prosiła, aby czynności notarialne przeprowadzić w mieszkaniu sprzedającego. Bardzo rzadko zdarza mi się tak postępować, ale z uwagi na wiek tej osoby i trudności z poruszaniem wyraziłam zgodę. Umówiłyśmy się na spotkanie 18 czerwca, ale pani Monika się nie stawiła, zeznała później prawniczka. Notariuszka nie wiedziała, że Monika nie dotarła na spotkanie, bo dzień wcześniej została zatrzymana pod zarzutem zabójstwa Aleksandra P.
Nieciekawe akta. Ani w toku śledztwa, ani na żadnym etapie postępowania sądowego nie udało się ostatecznie rozstrzygnąć, kto zabił Aleksandra P. Para morderców przerzucała się odpowiedzialnością do końca. Monika uważała, że Grzegorz i Ola ją wrabiają. Jej obrona próbowała podważyć wiarygodność nastolatki, sugerując fantazjowanie na korzyść ukochanego. Monika osadzona w areszcie na Grochowie szybko zasłynęła wśród nowych koleżanek. Każdemu, kogo spotkała, opowiadała, za co siedzi, nawet jak nikt jej nie pytał. Twierdziła, że pomówił ją o morderstwo, a ona tylko zacierała ślady, bo młody chłopak ją do tego zmusił. Sprawę przedstawiała bardzo jasno.
Czytałyśmy akta pod celą. Były nieciekawe, włosy dęba stawały, mówiła jedna z więźniarek. Nawet w areszcie chciała być w centrum uwagi. Dziewczyny ją pocieszały, zapewniały, że wszystko się jakoś ułoży. Na grochowie huczało, że Monika obiecuje pieniądze dla fałszywych świadków. Wybrana osoba miała powiedzieć, że widziała zbrodnię z okien pobliskiego budynku i potwierdzić, że Aleksandra zabił Grzesiek, albo powiedzieć, że w czasie zbrodni Monika była gdzieś indziej. Ostatecznie zamiast okazać pomoc, jedna z koleżanek ją pogrążyła, a prokurator dołożył Monice zarzut nakłaniania do fałszywych zeznań. Dowodem, który ostatecznie pogrążył oskarżoną, był znaleziony w mieszkaniu jej rodziców nóż wojskowy, z którego biegli wyizolowali DNA zamordowanego.
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Monika wierzyła, że uroda i spryt zapewnią jej upragnione życie. Gdy jednak straciła męża, pracę i reputację, posunęła się do mordu, by przejąć nieruchomości w centrum Warszawy. Szczegóły tej zbrodni i determinacja Moniki w dążeniu do celu to scenariusz na film, w którego fabułę ciężko uwierzyć.
Posłuchajcie tekstu Hanny Dobrowolskiej, reporterki sądowej i autorki książek kryminalnych.
Czyta Mariusz Bonaszewski.
Wszystkie odcinki "Oskarżam. Cyklu kryminalnego Gazeta.pl>>>