Nie mam łez [OSKARŻAM - odcinek 49]
Mieszko miał wypaść ojcu z rąk, gdy ten niósł go ułożyć do snu. Półroczny chłopczyk zmarł w szpitalu, miał potworne obrażenia głowy, połamane żebra. Rok wcześniej, będąc pod opieką ojca, w tajemniczych okolicznościach zmarła trzymiesięczna Lilianka. Prokurator nie miał wątpliwości: Piotr P. mordował własne dzieci, bo mu przeszkadzały. A co zdecydował sąd?
W celi aresztu śledczego na Białołęce poznaje znanego młodego biznesmena Piotra K., który przebywa tam w związku z zarzutami oszustwa. K. zezna później, że bardzo się ucieszył poznając kogoś w swoim wieku na poziomie. Byłem osamotniony, na skraju załamania. Piotr z dnia na dzień stał się jedyną osobą, z którą rozmawiałem po nocach, na spacerach, na świetlicy. Powiedział, że mnie zna, kojarzy biznes, który prowadziłem. Rozmawialiśmy o planach na przyszłość. Mieliśmy razem tworzyć biznes, jak wyjdziemy z aresztu. Rozmawialiśmy o swoich rodzinach, marzeniach, wspomnieniach, o wszystkim. Powiedział mi, że siedzi, bo prokuratura uważa, że celowo upuścił swoje dziecko.
Mówił, że szedł z chłopcem na rękach, miał go odłożyć do wózka i potknął się o dywan. Dziecko upadło na podłogę i zmarło. Powie pod przysięgą najmłodszy polski milioner. Piotr P. opowiadał o swojej mamie, która poświęciła życie, by opiekować się jego niepełnosprawnym bratem. O tym, że bliscy nie wiedzą, jaki jest naprawdę. Mówi o tym, jak zakochał się w swojej żonie i jak ich związek zaczął się rozpadać po tym, jak urodziła się ich córka Liliana. Wcześniej był centrum jej świata. Żona miała codziennie uprawiać z nim seks. Później, już cytuję, nie brała do dzioba. Dziecko stało się najważniejsze. On czuł się pominięty. Zapamięta jego wyznania Piotr K.
Oskarżony powie mu nawet, że jak tylko wyjdzie z aresztu, podda się wazektomii, bo już nigdy nie chce mieć dzieci. To właśnie Piotr K. usłyszy, że Mieszko nie zginął przypadkiem. Współosadzony wyznaje, że ścisnął dziecko, a później nim rzucił, bo denerwowały go dziwne tyki maluszka. Naprężanie ciałka podczas noszenia na rękach. Piotr K. dowiaduje się też, że P. wielokrotnie wcześniej próbował odebrać życie chłopcu, np. konstruując źle zamocowaną huśtawkę, na której Bujał mieszka przy otwartym oknie. W mleku miał podawać synkowi kapsaicynę z ostrych papryczek, która mogła wstrzymywać akcję oddechową. Od słowa do słowa powiedział mi, że to się stało, gdy jego żona poszła na zakupy do galerii handlowej.
On najpierw wysłał jej film albo zdjęcia, że dziecko śpi i wszystko jest okej. Później zmusił dziecko do wymiotów, wziął coś, co nazwał gruszką i zassał nadtrawioną treść pokarmową, a następnie wcisnął to dziewczynce do dróg oddechowych. Relacjonuje śledczym Piotr K. Tego prokuratura nie wiedziała. Tak przerażający scenariusz nie przyszedł nikomu do głowy. Ciało dziewczynki, podobnie jak ciało mieszka wcześniej, jest ekshumowane. Dokonano kolejnych sekcji, szukano potwierdzenia na prawdziwość zeznań K. Podczas uzasadniania wyroku o taką analizę pokusił się także sąd.
Zeznania Piotra K. zostały uznane za wiarygodne i poparte innymi dowodami, między innymi z opinii biegłych. Ostatecznie prokuratura przedstawiła Piotrowi P. w sumie osiem zarzutów. Oskarżyła go o to, że zabijał dzieci działając z zamiarem bezpośrednim oraz w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, wynikającej z frustracji związanej z ojcostwem. Zdaniem oskarżyciela sposób w jaki P. zamordował Lilianę spowodował u niej cierpienie ponad miarę. Z kolei w przypadku chłopca, opierając się na opiniach biegłych, oskarżyciel stwierdził, że uderzał ze znaczną siłą głową dziecka o podłogę, czym spowodował co najmniej trzy tempe masywne urazy głowy i doprowadził między innymi do złamania kości sklepienia i podstawy czaszki.
Obrona przekonuje, że główny świadek w sprawie Piotr K. to wybitny krętacz, a ciąg poszlak przedstawionych przez oskarżyciela publicznego nie układa się w spójną całość. Elementy oskarżenia są ułożone tak, jak dziecko układa puzzle. Jedno nie pasuje do drugiego. Mecenas pokazuje zdjęcia Piotra P. z niemowlętami w ramionach, na spacerach, pchającego wózek. Nie boimy się bronić Piotra P., bo nie bronimy mordercy. Bronimy młodego mężczyzny, dla którego ta sprawa stała się podwójnym dramatem. Stracił dzieci, żonę, wolność. A tłum jest żądny krwi, słyszymy. 32-letni dziś Piotr P. w mowie końcowej prosił sąd o uniewinnienie.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Mieszko miał wypaść ojcu z rąk, gdy ten niósł go ułożyć do snu. Półroczny chłopczyk zmarł w szpitalu, miał potworne obrażenia głowy, połamane żebra. Rok wcześniej, będąc pod opieką ojca, w tajemniczych okolicznościach zmarła trzymiesięczna Lilianka. Prokurator nie miał wątpliwości: Piotr P. mordował własne dzieci, bo mu przeszkadzały. A co zdecydował sąd?