Mentionsy Mentionsy
Opowiem Ci historię
Opowiem Ci historię

Potworna rzeź w willi generała Kozickiego | 164

11.06.2026 ·33 min 41 s · 6 rozdziałów · 1 sponsor

❤️ PATRONITE: https://patronite.pl/opowiemcihistorie 📸INSTAGRAM: https://www.instagram.com/kamil.barnowski/W marcu 1938 roku w Skierniewicach doszło do wydarzeń, które poruszyły całą przedwojenną Polskę. Generał Stanisław Kozicki po powrocie ze szpitala zastał swoją rodzinną willę całkowicie zamkniętą. Zemdlał, gdy w końcu dostał się do środka.Wystąpili: Kamil Barnowski, Paweł KalinowskiOpracowanie: Katarzyna DziubaMuzyka: Rafał Baryła http://entropysound.plKontakt: [email protected]

0:03 · Wprowadzenie i historia zbrodni 1

Dane z zatrudnionych kobiet różnią się w zależności od źródła. Najprawdopodobniej około 16-letnia Józefa Olczakówna pracowała jako bona, czyli opiekunka, guwernantka. Starsza od niej o 2 lata Zofia Piotrowska pełniła obowiązki służącej. Co ciekawe, ta druga została przyjęta na służbę zaledwie przed kilkoma dniami. W domu przebywał również ordynans generała Bronisław Janowski, młody żołnierz przydzielony do osobistej obsługi wyższego rangą wojskowego. Na co dzień zajmował się sprawami gospodarczymi, pomagał w prowadzeniu domu i pozostawał do dyspozycji przełożonego. Według relacji był to niski, mierzący zaledwie 155 cm mężczyzna o tępym wyrazie twarzy.

5:12 · Szczegóły zbrodni i podejrzenia 7

Już pobieżne oględziny wskazywały, że zbrodni dokonano z wyjątkową brutalnością. U każdej z ofiar zaobserwowano liczne obrażenia, zarówno cięte, jak i tłuczone. Większość z nich zlokalizowano w obrębie czaszki. Jak ustalono później, wszystkie zadano porzuconą na miejscu zbrodni siekierom. Dziennikarze próbowali krok po kroku odtworzyć przebieg tamtej nocy. Tu bardzo szybko pojawiło się jedno nazwisko – Bronisław Janowski, ordynas generała. Człowiek, który mieszkał z Kozickim pod jednym dachem, a który po zbrodni po prostu zniknął. Jego nieobecność od razu nasuwała wstępne hipotezy.

Janowski znał układ mieszkania, na pewno wiedział jak poruszać się po nim po ciemku. A brak śladów włamania sugerował, że zbrodni dokonał ktoś z domowników. Jeśli w istocie tak było, to mógł to być jedynie ordynans. Tym bardziej, że świadkowie potwierdzili, iż widzieli Janowskiego w piątkowy poranek, a więc już po dokonaniu zabójstwa. Mężczyzna wyszedł z domu dzierżąc w dłoni walizkę. Miał być wówczas ubrany po cywilnemu. Kierował się w stronę dworca kolejowego. Uzyskane informacje pozwoliły odtworzyć najbardziej prawdopodobny przebieg wydarzeń. Założono, że Janowski jak każdej innej nocy spał w kuchni na składanym łóżku polowym.

Generałowa miała wyskoczyć z łóżka, narzucić na siebie kołdrę i chwycić za pierwszą rzecz, która mogła posłużyć jej do obrony – ciężkie lustro w metalowej oprawie. Walka była nierówna, a jej wynik z góry przesądzony. Tarcza w postaci lustra nie pomogła. Janowski kilkukrotnie śmiertelnie uderzył generałową w głowę. Przy jej ciele znaleziono rozbite, ostre kawałki szkła, ale to nie ono przykuło największą uwagę śledczych. W zaciśniętej dłoni Kozickiej odkryto pasmo długich blond włosów. Skoro on był krótko ostrzeżonym wojskowym, to włosy musiały należeć do kobiety, a to oznaczało, że ordynans miał wspólniczkę, ale wówczas były to jedynie luźne spekulacje.

Po zabójstwie generałowej Janowski miał ruszyć dalej. Jego następną ofiarą padła Bona, Józefa Olczakówna. Jedne źródła wskazywały, że szesnastolatka została zabita we śnie, inne, że zbudzona hałasami próbowała się ratować. Nie zdążyła. Napastnik dopadł ją w chwili, gdy przerażona dziewczyna w pośpiechu nakładała na siebie ubranie. W obu wariantach finał był ten sam. Olczakówna, tak jak jej poprzedniczki, zginęła od kilku ciosów zadanych w głowę i górną część ciała. Na samym końcu Janowski miał zaatakować pięcioletnią Lili. W gazetach przewija się opis, w którym dziewczynka albo spała, albo zlękniona rozchodzącymi się po domu krzykami ukryła się pod kołdrą.

Wywnioskowano to na podstawie położenia ciała. Według oficjalnych danych dziecko uderzono trzykrotnie. Po serii zabójstw Janowski miał wrócić do kuchni. Tam porzucił siekierę, zdjął zakrwawiony mundur i przebrał się w cywilne ubrania należące do generała. Od tego momentu jego kolejne kroki wydają się być pewniejsze, bowiem w tym miejscu pojawiły się twarde dowody oraz zeznania świadków. Janowski miał splądrować mieszkanie, o czym świadczył zastany na miejscu chaos i walające się po podłodze rzeczy wyciągnięte z szuflad i szaf.

Przeszukał torbę generałowej, w której znalazł mniej więcej 50 złotych. Oprócz gotówki jego łupem padło kilka elementów garderoby, a według niektórych źródeł także biżuteria, butelka wina, zegarek i kilka pomarańczy. Najbardziej zaskakujące było jednak to, że sprawca nie zabrał ukrytych w bieliźniarce oszczędności, a kwota była niemała – wynosiła 1000 złotych. Czy zbrodniarz mordujący z pobudek rabunkowych nie pokusiłby się na tak ogromną sumę pieniędzy? A może Janowski nie przeszukał mieszkania dokładnie i nie znalazł ukrytej gotówki? Po wszystkim zbrodniarz miał pozamykać okiennice, zawrzeć drzwi kuchenne na sztabę i wyjść głównymi drzwiami trzymając w dłoni walizkę, oczywiście również skradzioną Kozickim.

Wówczas został zauważony przez świadków. Jednym z nich była służąca rodziny Tchórzewskich. Kiedy ta nawiązała z nim rozmowę, Janowski z pełnym spokojem poinformował ją, że generałowa otrzymała wiadomość o pogorszeniu stanu zdrowia męża i wyjechała z córką oraz resztą służby do Warszawy. Tę samą wersję miał powtórzyć dozorcy Zielińskiemu. Poprosił jeszcze, by ten pilnował mieszkania, bo on również wyjeżdża. Jeśli wierzyć świadkom, Janowski po zbrodni nie zachowywał się jak człowiek ogarnięty paniką. Nie sprawiał wrażenia oszołomionego, przeciwnie, wymyślił wiarygodnie brzmiącą historię, metodycznie stawiał kolejne kroki, tak jakby działał wedle ściśle założonego planu.

17:38 · Opis zbrodniarza i jego motywów 2

Precyzowano również, że Bronisław Janowski miał około 21 lub 22 lat. Wychowywał się na Chojnach, obecnie jednej z łódzkich dzielnic. Opisywano go w sposób skrajnie nieprzychylny. Ekstremalna bieda oraz brak ojca miały wywrzeć negatywny wpływ na jego kształtującą się moralność. Podkreślano niskie pochodzenie, brak wykształcenia i prymitywizm, jakby już sam życiorys miał stanowić wyjaśnienie zbrodni. Przywołano też postać brata Janowskiego, który miał być znany lokalnej policji jako zawodowy złodziej. Śledczy zaczęli odtwarzać nie tylko późniejsze kroki Janowskiego, ale i sprawdzać osoby z jego najbliższego otoczenia.

Tak też trafiono na nazwisko kobiety, z którą miał utrzymywać bliskie relacje. Była nią Władysława Kwiatkowska. Jaki dokładnie był jej status w życiu poszukiwanego? Według jednych doniesień była jego kochanką, według innych małżonką. Najczęściej Kwiatkowską można było odnaleźć pod hasłem nieformalna żona. Było to określenie charakterystyczne dla epoki, sugerujące trwały związek przypominający małżeństwo, ale pozbawiony oficjalnego usankcjonowania. Mówiąc współczesnym językiem, para żyła w nieformalnym związku, konkubinacie. Z ustaleń śledczych wynikało, że Janowski znał Władysławę jeszcze sprzed służby wojskowej.

20:17 · Relacje z Władysławą Kwiatkowską 1

Ciemna blondynka o wypłowiałych włosach czyni ujemne wrażenie. Jednocześnie śledczy rzeczywiście zaczęli sprawdzać, czy Kwiatkowska mogła mieć związek ze zbrodnią albo przynajmniej z planowaną ucieczką Janowskiego. Z relacji prasowych wynika, że tuż przed masakrą w domu Kozickiego Władysława zwolniła się z dotychczasowej pracy, według jednej z gazet, na wyraźne polecenie męża. Śledczy porozmawiali również z mężczyzną, który pozwolił kobiecie zamieszkać pod swoim dachem. Według tych zeznań Janowski pojawił się w jego domu w piątek o godzinie 9 rano. W ręku trzymał walizkę. Uznajmił, że dostał urlop, więc on i Kwiatkowska wyjeżdżają do rodziców, do Łodzi.

20:28 · Podróż i aresztowanie Janowskiego 11

Gospodarz zauważył pewną niespójność. Janowski i tak miał w najbliższych dniach zakończyć służbę wojskową. Skąd więc taki pośpiech? Dlaczego nie poczeka z wyjazdem do powrotu generała? Ten jednak nie wdawał się w wyjaśnienia. Co istotne, w pewnym momencie Bronisław miał otworzyć walizkę, z której wyjął kilka elementów damskiej i dziecięcej garderoby. Podając ubrania Kwiatkowskiej, poprosił, by ta przebrała siebie i dziecko. Jak ustalono na późniejszym etapie, była to odzież należąca do zamordowanej generałowej, jej pięcioletniej córki.

Tymczasem z każdą kolejną godziną śledczy coraz dokładniej odtwarzali trasę ucieczki Janowskiego i kobiety, która mu towarzyszyła. Sprawdzono wstępne doniesienia o ich rzekomej podróży do Łodzi, jednak informacje zdementowano. Z późniejszych ustaleń wynikało, że po opuszczeniu Skierniewic Bronisław i Władysława odjechali pociągiem odchodzącym ze stacji około godziny 10.20 rano. Tego samego dnia, po południu, znaleźli się w Mińsku Mazowieckim, a więc zaledwie kilka godzin po zbrodni byli już daleko od domu generała Kozickiego. Wszystko wskazuje na to, że przemieszczali się od jednych krewnych do drugich, szukając schronienia i próbując przeczekać pierwsze dni po morderstwie, zarówno w Mińsku, jak i w pobliskich wsiach.

W poniedziałek w Cegłowie zostali zauważeni przez patrolującego okolice policjanta. Choć do aresztowania nie doszło, to właśnie ten moment zaważył na ich późniejszym losie. Znaleźli się pod obserwacją. Po zmroku para opuściła Cegłów. Ruszyła dalej do huty kuflewskiej, gdzie mieszkał ojciec chrzestny ich córki, Władysław S. Janowski, Władysława i dziecko mieli przenocować w jego chacie. Ułożyli się do snu na słomie, rozesłanej przy kominie. O północy pod dom przyjechała policja w towarzystwie sołtysa i jednego z krewnych Janowskich. Znajoma twarz miała wzbudzić zaufanie i przekonać Bronisława do wyjścia na zewnątrz.

Funkcjonariusze zapukali do okna, poprosili gospodarza o rozmowę. Janowski natychmiast zorientował się, że może to być podstęp. Nie pozwolił, by otworzono drzwi. Tłumaczył, że na zewnątrz mogą stać bandyci. Kolejne wydarzenia rozegrały się błyskawicznie. Janowski zerwał się z posłania i oddał pierwszy strzał. Funkcjonariusze odpowiedzieli ogniem. Wtedy morderca, zdając sobie sprawę, że jest otoczony, miał wbiec po drabinie na strych. W tym czasie policja obstawiła dom. Pilnowano, by nikt nie wyszedł z budynku. Wezwano dodatkowe wsparcie. Zanim na miejsce dotarła jednostka pancerna, Janowski widząc beznadziejność swojego położenia, skierował lufę w prawą skroń i pociągnął za spust.

Jedne gazety przedstawiały tę scenę jako finał desperackiej obrony. Sugerowano, że bandyta walczył z funkcjonariuszami na wszelkie możliwe sposoby i nie zamierzał się poddać. Ostatnią kulę zostawił dla siebie. Prawdopodobnie dziennikarze zdecydowali się lekko podkoloryzować fakty. Obrona Janowskiego nie była aż tak brawurowa. Ustalono, że poszukiwany zbieg miał przy sobie jeszcze 8 naboi, a więc nie zabił się dlatego, że skończyła mu się amunicja. Po prostu zrezygnował z dalszej walki. Rannego zdjęto ze strychu i przewieziono do szpitala w Mińsku Mazowieckim. Nie doczekał końca transportu. Zmarł w drodze.

Zwłoki Bronisława Janowskiego przeniesiono do kostnicy w szpitalu w Mińsku. Jeszcze tego samego wieczoru z polecenia prokuratury przeprowadzono sekcję. Następnego ranka został pochowany na miejscowym cmentarzu na koszt władz miasta. To również dobrze pokazuje tempo w jakim zamykano tę sprawę. W ciągu kilku dni doszło nie tylko do zbrodni, pościgu i śmierci podejrzanego, ale także do pogrzebu mordercy i końcowych ustaleń śledczych. Po śmierci głównego podejrzanego, uwaga policji skupiła się na Władysławie. Kobieta została aresztowana, a jej dwuletnią córkę przekazano pod opiekę najbliższej rodziny.

Prasa przez chwilę próbowała jeszcze utrzymać atmosferę niepewności, sugerując, że kobieta brała czynny udział w poczwórnym morderstwie. Z czasem ta konstrukcja zaczęła się sypać. Kluczowe znaczenie miała ekspertyza włosów znalezionych w zaciśniętej dłoni Heleny Kozickiej. Badanie porównawcze wykazało, że kosmyki należały do zamordowanej generałowej. Najprawdopodobniej, zasłaniając się przed ciosami, Helena Kozicka wyrwała sobie pasmo włosów, które zostało później między palcami. To z automatu zmniejszało prawdopodobieństwo istnienia mitycznej wspólniczki Janowskiego. Ekspertyza obaliła najważniejszą poszlakę przeciwko Władysławie.

Od tej chwili coraz bardziej prawdopodobna stawała się wersja, że o zbrodni, jak sama przekonywała, dowiedziała się już po fakcie, dopiero podczas podróży do Mińska Mazowieckiego. Według prasowych doniesień po śmierci Janowskiego stan psychiczny Władysławy zaczął się gwałtownie pogarszać. Pisano, że popadła w głębokie załamanie, że groziła odebraniem sobie życia. Ustalono również, że Kwiatkowska była w szóstym miesiącu ciąży, co mogło potęgować jej histerię. Śledztwo w sprawie zbrodni w Skierniewicach formalnie dobiegło końca. Prasa nadal pisała o bestialskim mordercy. Ale w gruncie rzeczy najważniejsze ustalenia były już gotowe.

Najprostsza odpowiedź – dla pieniędzy i dóbr materialnych. W mieszkaniu panował nieład, część przedmiotów zniknęła. Sprawca zabrał łup i próbował z nim uciec. To wersja najbardziej oczywista, a zarazem najwygodniejsza. Ale właśnie tu pojawiają się wątpliwości. Przecież w mieszkaniu ukryta była znacznie większa kwota, której Janowski nie zabrał. Czy rzeczywiście pozbawiłby życia 4 osoby dla kilku fantów i 50 złotych? Możliwe, że chodziło o zwykłą desperację. Janowski miał na utrzymaniu kobietę i małe dziecko. Kolejne było w drodze. Ich sytuacja materialna wyglądała naprawdę źle. Władysława pracowała dorywczo, żyli skromnie, właściwie na granicy nędzy.

Jest wreszcie trzecia możliwość – zemsta. To najbardziej nieuchwytna z hipotez, ale nie da się jej całkowicie zignorować. Relacja między oficerem tej rangi a ordynansem z definicji była nierówna. Międzywojenne Wojsko dobrze znało twardą dyscyplinę, dystans i hierarchię. Czy Janowski czuł się upokarzany? Czy Kozicki wykorzystywał swoją pozycję, by wyraźnie wskazywać ordynansowi jego miejsce w szeregu? I czy miało to związek z rzekomym nierównym postępowaniem względem służby przez małżonkę generała? Włodzimierz Kozłowski w swoim opracowaniu wspomina jeszcze o czwartej alternatywnej motywacji sprawcy.

Autor dotarł do informacji, według których gosposia generałostwa miała przyłapać Janowskiego na kradzieży. Ten postanowił uciszyć niewygodnego świadka. Nie przewidział, że krzyki dziewczyny zbudzą jego pracodawczynię. Później poszedł już morderczą serią. Niewykluczone również, że nie było jednego konkretnego powodu, ale że wszystkie te aspekty nakładały się na siebie, w konsekwencji doprowadzając do jednej z największych zbrodni w historii Skierniewic. Rabunek wydaje się celem nadrzędnym. Bieda i odpowiedzialność za rodzinę, która już niebawem znów miała się powiększyć, mogły działać jak presja.

Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.