Mentionsy Mentionsy
Oplotki - biznes przy rękodziele - Agnieszka Gaczkowska
Oplotki - biznes przy rękodziele - Agnieszka Gaczkowska

SUKCES HANDMADE - Ania Zajda

30.01.2026 ·42 min 44 s

W dzisiejszym odcinku eksplorujemy jej własną definicję sukcesu handmade z Anią.Ania Zajda - malarka, ilustratorka, projektantka twórczych sytuacji i ceramiczka. Prowadzi dziko kreatywne warsztaty, które pomagają innym tworzyć bez spiny, odblokować swój malarski potencjał i poruszyć wizualną wyobraźnię.Autorka programów online takich jak: Kurs Brzydkiego Malowania i Malarki Wielkiego Formatu.Lubi kolor porostów i neonowy róż, spacery w naturze i książki Haruki Murakamiego. Współpracowała z: Muzeum Narodowym w Krakowie (warsztaty rodzinne), Muzeum POLIN (Plener Malarski), Rzeczownikiem (projekt ilustracji kartek), Kwiaciarnia Prowincjonalna (projekty plakatów, naklejek i zawieszek). Współtwórczyni i współautorka stref Edukacji w Muzeum Łazienki Królewskie takich jak: Idź na żywioł! oraz Opowiadaj! Japonia w pięciu opowieściach! Jej działania można obserwować na Instagramie:@made_by_aniazajda i @uzajdeczki.Tutaj skorzystasz z bezpłatnych materiałów u Ani:https://www.subscribepage.com/kwiatyikolory-----------------Chcesz prowadzić warsztaty rękodzieła lub robisz to od lat i szukasz środowiska wzrostu - zaglądaj tutaj: PROWADŹ WARSZTATY RĘKODZIEŁA PO MISTRZOWSKUWięcej podobnych treści w BIBLIOTECE:https://oplotki.pl/produkt/biblioteka-akademii-rekodzielnika-wszystkie-biznesowe-materialy-dla-tworcow-handmade-razem/Tam również te niepublikowane odcinki podcastów, nagrania szkoleń stacjonarnych, masterclassów online, kompleksowych kursów (np. wyceny, prowadzenia warsztatów rękodzieła), porad specjalistów (księgowość dla rękodzielników, aspekty prawne) i wieeeele więcej - WSZYSTKO, co może Cię wesprzeć w prowadzeniu biznesu w oparciu o rękodzieło lub rzemiosło.Chcesz wesprzeć ten podcast?Tutaj znajdziesz link do dobrowolnej zrzutki, która pomaga finansować ten projekt:https://suppi.pl/oplotkiChcesz zasponsorować dany odcinek lub serię odcinków wykupując promocję dla TWOJEJ DZIAŁALNOŚCI w tym podcaście?Pisz: [email protected]

Ania, ja myślę, że my od razu wchodzimy do konkretu, bo w mojej definicji sukcesu to właśnie jest ten bardzo ważny kawałek, że tam gdzieś ma być ta przestrzeń na odkrywanie siebie, na takie znajdywanie tego, co jest w środku i zawsze było, tylko po prostu wołało o takie dostrzeżenie, odkrycie i to jest coś, co ty dajesz innych. Ale ciekawa jestem, bo może w twojej definicji sukcesu to też jest taki kawałek, A może ta definicja sukcesu wygląda zupełnie inaczej. My tutaj mówimy trochę o tej definicji sukcesu handmade, czyli takiej własnoręcznie ukutej, takiej nie, że ktoś z zewnątrz, ten zewnętrzny świat nam powiedział, co to sukces znaczy, tylko w pewnym momencie życia dojrzewamy do tego, żeby wyznaczyć sobie te KPI-e sukcesu samodzielnie. No i pytanie, jak wygląda to u Ciebie? Wiem, że łączysz rzeczy właśnie takie twórcze, biznesowe, no i to różnie wygląda.

Jak z tym sukcesem handmade jest u Ciebie? handmade sukcesem. Znaczy tak, trochę o sobie, trochę o innych. Więc ja myślę, że to jest takie dopuszczenie dziecka trochę takiej zabawy, twórczości, takiego entuzjazmu, tego właśnie do czego my się palimy, co nas tak jara i rozpala po prostu, że my tak się palimy, że już się nie możemy doczekać kiedy coś zrobimy, że potrafimy... Nie spać. Tak, że my mając jakąś ideę, pomysł, po prostu jesteśmy rozgrzane i gotowe do akcji w 100% i zanurzone w tym. Tylko często niestety jest tak, że ten świat zewnętrzny nam mówi, dlaczego mówię o tym dziecku, jesteś dorosła, no to rób po dorosłemu.

No to po dorosłemu teraz wstajesz o tej godzinie, nie wiem, robisz rutynę poranną, Ja nie mam porannych rutyn, ale po prostu chodzi mi o taką rutynę, która przygniata wręcz, która jest taką z jednej strony bieganiną, zestawem obowiązków i my pod tym zestawem obowiązków po prostu grzęźniemy. I nie mamy czas na to, co jest w nas żywe, co jest prawdziwe, co po prostu nas uruchamia i tą naszą inność też pozwala jej się pokazać. I wstydzimy się tego, tak? Bo powinniśmy być dorośli. Więc sukcesem jest to odkryć w sobie i pozwolić, pozwolić w ogóle, bo to jest już bardzo dużo, pozwolić, żeby to istniało, żeby to miało przestrzeń i ja staram się dawać też dużo tej przestrzeni, żeby...

Nie tylko, nie wiem, 20 minut dziennie, ale żeby sobie poszerzyć, znaczy wiadomo, startujemy od 20 minut dziennie, czy mniej nawet, jakiejś takiej twórczej działalności typu malowanie, rysowanie, bardzo prostych rzeczy i potem, żeby sobie tą przestrzeń poszerzać i robić sobie coraz więcej miejsca. No w zależności od możliwości, bo to też ten sukces gdzieś wiąże się z akceptacją naszych możliwości różnych, od finansowych po czasowe, ale generalnie, żeby robić sobie przestrzeń i dać miejsce temu, tej naszej takiej dziecięcej aktywności, temu, że możemy być no niedoskonali też w tym, tak? Dokładnie. W dużej mierze wiąże się z niedoskonałością.

Jak to jest u Ciebie z tym poczuciem, co z tymi błędami w rękodziele? No bo to jest coś, bo generalnie my tworząc często mamy w głowie wizję. Bo się naoglądamy. Instagrama, gdzieś idziemy na wystawę. I to jest o tyle fajne, że to nas gdzieś inspiruje. Tylko, że może być tak, że jak przekroczymy granicę tej inspiracji, że nas zblokuje, bo ja nie potrafię tak, bo nie dorastam do swojej wizji, bo po prostu nie wyrabiam. Bo powinnam już właściwie wziąć... Często osoby początkujące mają do siebie takie wymagania, że ja powinnam wziąć teraz pędzel, nie wiem, glinę i umieć, nie wiem, w ogóle po prostu... No i kto ma na ręce, to tak łatwo wygląda, nie?

Tak, tak, o właśnie, no nie? To jest przecież proste, bo artyści, którzy już są... Mamy taką w ogóle bardzo ugruntowaną, ja nie wiem skąd się to bierze, taką wizję artysty, twórcy, który urodził się, wyssał z mlekiem matki talent, taki Picasso i on po prostu zawsze tworzył cudownie. Nie wiem, od po prostu 3 lata miał, generalnie wziął do ręki pędzel i on już malował. W ogóle kwestia procesu to nikt o tym nie mówi. Bardzo mało osób mówi o tym, jak ten proces twórczy jest skomplikowany. No i teraz... my stajemy przed tą kartką, chcemy coś namalować i to w ogóle nie wygląda tak jak w naszej głowie.

to jest kwestia też podejścia, że dzisiaj mówię sobie, dzisiaj spróbuję byle jak po prostu, albo dzisiaj spróbuję właśnie popełniać błędy celowo, to powstaje coś takiego, taka kreatywna iskra się budzi, że na przykład ja pamiętam z takiej mojej historii, jak ja wracałam do tworzenia, bo miałam taki okres, pewnie jeszcze o tym będziemy mówić, kiedy takiej nauki szkolnej, który mnie odciął na pewnym etapie od twórczości. Ja sobie wracałam do takiej, tak uczyłam się własnej kreatywności, jak to zrobić, żeby to było przyjemne, fajne, żeby ten proces był dla mnie satysfakcjonujący.

Ja pamiętam, że miałam taką książkę właśnie do ilustracji, gdzie było banalne ćwiczenie, po prostu ćwiczenie, gdzie z kropek robiło się kota. No nie wiem, wykropkuj kota, czy wykreskuj, po prostu z kreseczek, żeby stworzyć. I mnie to tak... podjarało po prostu i ten właśnie, ten kod nie był ładny, ale ja się jarałam, że o kod może tak wyglądać, jakie to śmieszne, bo my nie dostrzegamy też tego aspektu, że nas sztuka, tworzenie może bawić, ono właśnie jak się pojawia ten taki element śmiechu w tym, jakie to jest w ogóle cudowne, że my możemy się zaśmiać nad tą kartką. że to nie wszystko musi być dążeniem do pięknego, idealnego, że właśnie to, co... Na przykład ja bardzo uwielbiam robić takie rysunki wstępne.

do jakichś projektów, nawet do zamówień, bo ja je robię bardzo szybko i bardzo byle jak. To jest taki pierwszy element mojego procesu, gdzie to jest tak żywe, tak z ręki, to potem przechodzi tak ugładzenie jakieś, ale ten pierwszy moment, kiedy ta idea się pojawia, Kiedy to się wykluwa, ja w ogóle często nie wiem, co ja chcę namalować, tak od A do Z. To się stopniowo rodzi i pojawia i to jest tak cudownie ekscytujące. Wiadomo, że jak ja bym komuś pokazała ten rys, tutaj akurat moje notatki, Ale jakbym komuś pokazała ten rysunek i ktoś by na to popatrzył, no puknąłby się w głowę i co w tym fajnego. Ale to przeżycie tej rodzącej się twórczości jest fantastyczne po prostu.

Każdy twórca ma tak jakby ten... który jest takim, o, nareszcie. Ciekawa jestem, jak u Ciebie wygląda to, wiesz, to godzenie, bo wiem, jak często tutaj rozmawiamy, że jest ten aspekt właśnie tej twórczości, tego dania sobie przestrzeni, gdzie ja mogę pohasać. Może po prostu być w pełnej krasie, ale też żyjemy w konkretnej rzeczywistości w życiu, często w tym settingu biznesu, nie? Te nasze ramy. Jak godzisz te dwa światy tak dla siebie? Bo mam wrażenie, że jakbyśmy mogły, jakby nas spuścili ze smyczy, to my hasłamy cały czas. Tak. Bogini taka na łące po prostu. Ten aspekt jest bardzo rozwinięty w twórcach. Tak, ciekawa jestem jak to godzisz, bo wiem, że często my się tutaj potykamy, jak łączymy właśnie twórczość z biznesem, to często ten biznes potrafi się dla nas stać takim kangańcem i tam jest ta obawa, często ją słyszę u klientek, że ja nie chcę robić biznesu na mojej pasji, bo ja zabiję tą pasję.

No jak ja zacznę myśleć nad sobą, czy ja jestem 100% autentyczna, no to zwariuję zaraz po prostu, już mi się słabo robi. Ja w ogóle jak widzę słowo autentyczny, to mam takie bicie serca po prostu przyspieszone. Bądź autentyczny, no kurde, po prostu idź i się zachowuj, tak jak się zachowujesz, po prostu sobie, no bądź, bądź sobie, bądź i niech Ci będzie w tym przyjemnie, wygodnie. A jak już się zaczynasz pytać, to albo tak, no nieważne. W każdym bądź razie, co mnie wspiera w tych kwestiach biznesowych, może tak, to są na ten moment mastermindy. i spotkania z innymi twórcami i ja bardzo potrzebuję nie być sama w tym wszystkim. Po prostu często przy tym biznesie, który jest u mnie przynajmniej, ja nadaję w ogóle szczach, może powiem, mieszkam w Czechach, w dużej mierze pracuję w online i po prostu potrzebuję kogoś, z kim będę mogła się skonsultować na żywo, więc w tym mnie wspierają

mastermindy i też coraz częściej zaczynam myśleć o współpracach po prostu, o takich projektach, działaniach, które bym robiła z kimś, no bo im dalej, to jest mi trudniej samej, im to się wszystko bardziej rozwija, to czuję, żebym gdzieś chciała więcej, ale sama już po prostu nie wyrabiam albo potrzebuję kogoś, kto mi poszerzy perspektywę, żeby nie siedzieć w tej swojej głowie, bo my często właśnie tak ciułamy sobie ten biznes i dopiero jak będę miała idealne, to wyjdę, a fajnie jest z kimś się konsultować po prostu i to wtedy nam cały czas poszerzać sobie tą perspektywę, więc tak. to wygląda, nie wiem czy odpowiedziałam na to pytanie mentalnie powieszona w wiertarce od sąsiada to właśnie dlatego, kurcze ale dobra, stwierdzymy się wytnie nie słychać było tutaj to dobrze

Bo Zoom nie zbiera. Ale to tylko pokazuje, że dwa boty tu nie nagrywają, tylko życie dzielenie w tle i prawdziwi ludzie. Ale wiesz, utnęłam właśnie też na tym miejscu mastermindu, bo to też jest format, w którym pracuję, który jest bardzo mi przyjazny i mam wrażenie, że on mieści bardzo dużo takiej przestrzeni właśnie dla tej kreatywności twórcy. I często obserwuję też tą kreatywność. Często do mnie trafiają osoby, które trochę z tej branży kreatywnej chcą wyciągać tą kreatywność. Przychodzą do mastermindu, mówią, no bo ty siedzisz tam w handmaidzie, ty coś o biznesie wiesz, bo dobrze ten biznes robisz. Tutaj nie wiem, no i tu wchodzi, ja jestem w takiej, takiej, śmakiej branży, czy ja mogę? Oczywiście zapraszam. Ale później się okazuje, że jak my jesteśmy w tym mastermindzie, to tej kreatywności tej osobie naprawdę nie można odmówić.

Hej, to może nie jest branża handmade, ale kreatywności to ci nie brakuje. I mam wrażenie, że w ogóle jakby danie sobie tej przestrzeni na kreatywność, niezależnie czy ona się gdzieś tutaj wyraża poprzez twórczość, rękodzieło, rzemiosło, czy właśnie to jest ta trochę sztuka biznesu. To są trochę podobne procesy. I bardzo fajnie to nazwałaś, że gdzieś pojawia się ten moment bycia w tym gronie osób, które nas widzą, nas słyszą, nas rozumieją. który jest trochę katalizatorem tego, co wychodzi z nas, że jak my się możemy otworzyć, możemy bezpiecznie poeksplorować, mamy tych świadków, którzy nie oceniają, tylko dają tą przestrzeń, trzymają tą przestrzeń, to tam się dzieje jakaś taka magia. I trochę chciałam Cię podpytać, czy to zawsze tak było u Ciebie w działalności twórczej czy biznesowej, że jakby miałaś ten kawałek świadomości, że dobrze się otoczyć świadomym stanem, takim gronem,

ja mówię kurator, jak trochę kurator wybieramy, kto jest wokół nas. Czy to zawsze tak było u Ciebie? Nie. Nie zawsze, bo ja inaczej, zawsze jakoś pracowałam... w jakiś sposób w zespole, tylko może sobie nie zdawałam sprawy z tego, jak to bardzo jest dla mnie ważne, bo ja zanim zaczęłam prowadzić swój biznes, no to pracowałam na etacie w muzeum. I tam pracowaliśmy bardzo dużo zespołowo. I potem jak wyjechałam do Czech, no to zostałam bardzo sama, w sensie, no bo to jest na takiej zasadzie, że jestem z moim chłopakiem w Czechach, mamy psa, kota, potem te koty dochodzą jeszcze. Tak. Tak. No ale mimo wszystko ja zostaję finalnie sama ze zwierzętami w domu na 8 godzin, bo tak sobie trochę etatowo też podchodziłam do tej pracy, chociaż to też było szeroko momentami.

Ja trochę tak podchodzę do tego, kim się otaczamy. Mam wrażenie, że w ogóle te podcastowe rozmowy to są... Czyli takim prawdziwym kuratorem takich najlepszych dzieł, których mogę być świadkiem po prostu. Jestem ciekawa, z jakiego klucza wybierasz, bo trochę tak jak ten kurator, mamy jakiś konkretny zamysł, pomysł, coś, co chcemy pokazać. Jakim kluczem kierujesz się teraz, kiedy wybierasz właśnie to otoczenie, które ma cię inspirować, ma cię wspierać? Myślę, że to też może być taka bardzo wartościowa podpowiedź dla osób, które nas słuchają. Ja patrzę, z czego mi brakuje i co mi może dać lider. Na przykład teraz jak wybierałam sobie mastermind, to mi bardzo brakowało spokoju.

I co jeszcze ciekawe jest, może tak dodam tutaj na marginesie, co mnie zaskoczyło w tych mastermindach, że ja mam strasznie dużą potrzebę i co było dla mnie bardzo satysfakcjonujące też w tych mastermindach, że ja mam potrzebę komuś poradzić, że mnie to tak jarało. Bardziej niż to, że ja dostanę jakieś rady, czy że przedyskutujemy mój problem, że po prostu ja tam mam przestrzeń, że to jest jakieś moje pole ekspresji też. Po prostu wypowiedź własna z innymi, tutaj spotkanie się i pogadanie i powiedzielenie jakichś takich swoich złotych myśli. to po prostu mnie tak zaskoczyło, że mi te mastermindy po prostu dają dużo takiej energii, że one się kończą i ja po prostu po tym mastermindzie automatycznie trochę muszę oklapnąć, bo ja jestem bardzo taka emocjonalna, ale mi się chce, po prostu mi się chce, więc ze stanu takiego, gdzie ja...

Ale wiesz, mówiąc o sukcesie, często przeoczamy tą drugą stronę nadalu, porażkę. No i umówmy się, że sukces, porażka to są takie bardzo symboliczne terminy. Bo tak naprawdę często jest tak, że ta porażka staje się fundamentem sukcesu, albo jest tak naprawdę jakimś przygotowaniem nas do sukcesu, sprawdzeniem naszej pojemności na sukces, albo jest po prostu właśnie takim bodźcem, który mówi nie, nie, to nie tędy. No i trochę chcę Cię podpytać o te porażki, tu robię taki cudzysłów, słuchajcie, na wideo. Czy były takie wydarzenia, które dla Ciebie, tak wiesz, kiedyś się działy, wyglądały trochę jak taki fuck up, ale patrzę mi z perspektywy tączkówcze, dzięki, to był prezent odnosu.

I tak do siebie wtedy i wzmacniamy się. No ale dobra, wracając już do tych porażek, które w ogóle, jak myślę tak z perspektywy czasu, to my nigdy nie wiemy, co obróci się w jakiś sposób na naszą korzyść. I to warto mieć świadomość tego, gdy doświadczamy trudnych rzeczy. Ja teraz miałam taką sytuację, no mieliśmy chorego psa i się zastanawiałam, po co to jest cały czas. No aż mi się ten skład zawiesił, no bo psa już nie ma z nami. No ale wracając do twórczych bardziej rzeczy, to jedną z takich, które bym wymieniła, to była jakby porażka pięcioletnia wręcz, bo ja byłam w liceum plastycznym i gdzie, uwaga...

na profilu ceramicznym, gdzie oczywiście też uczyliśmy się malarstwa, gdzie zrobiłam dyplom, bo czteroletnie może było to liceum, no generalnie długo, długo było. I ja wyszłam z tego liceum z takim zdaniem pod tytułem koniec ze sztuką, mimo tego, że dyplom miałam obroniony tam na 6-5, coś takiego. i po prostu ale wyszłam z przeświadczeniem nie, jestem artystką nie, jakby twórczość zamykamy ten rozdział, idę na bibliotekoznawstwo tylko na bibliotekoznawstwie okazało się, że to w ogóle nie jest moja bajka i może nie tyle nie w ogóle, ale ja sobie tam wynajdywałam osoby, które były związane ze sztuką

obrazową. Tylko, że ja nie robiłam tej książki. Nie malowałam jej, bo nie byłam jakąś czynną ilustratorką. Po prostu organizowałam zajęcia dla innych w muzeum. Tylko tą książkę robiła moja koleżanka z biurka plus dziewczyna, którą ja zaproponowałam, bo się bardzo interesowałam w ogóle książkami. Miałam taką świadomość ilustracyjną dużą. A ja pisałam tekst. I Boże, jak ja cierpiałam. Ja tak cierpiałam, dziewczyny o tym nie wiedziały, znaczy może tak dostrzegały intuicyjnie, ale ja tak cierpiałam po prostu, ja widziałam te wszystkie ilustracje, jak to się tworzy, jak one to przynoszą po prostu i taki ból tyłka poczułam, że jestem się bez jaj, trzeba coś z tym zrobić, bo po prostu ewidentnie jest tu jakaś potrzeba.

I zaczęłam sobie powoli wracać do malowania, pomimo tego, że... No i właśnie szukać takich własnych sposobów. pomimo tego, że pracowałam na etacie, ale tak sobie znajdowałam 30 minut dziennie, żeby móc tworzyć. No i to tak stopniowo, stopniowo się działo, więc ta w jakiś sposób porażka i ten okres, który był dla mnie turbo ciężki, kiedy właśnie ja pamiętam no właśnie te wszystkie prace wspaniałe, to jak ta książka powstaje i ona, ja się cieszyłam z tej książki, ona była fantastyczna, to była fantastyczna książka, i cieszę się z tych tekstów, które tam napisałam, ale to w ogóle nie było jakby mój obszar geniuszu, bo pisanie tekstów zawsze gdzieś jest dla mnie do dzisiaj trudne.

Muszę sobie teraz wizualizować taką osobę, czyli zaczynam, coś tam już robię w tym handmindzie, mam już jakieś doświadczenie. Na pewno to, żeby nie czekać tak długo z tym, jak się osiągnie, nie wiadomo jaki poziom, bo my często dajemy już wartość, mając często niekoniecznie jakiś super bagaż wiedzy. Na przykład mi jako osobie, która ma już dosyć dużo umiejętności i gdzieś doświadczenia, to czasami jest trudno przypomnieć sobie jak było na początku. A takie osoby, które gdzieś już są dwa kroki dalej za tymi, które by były po prostu na początku samym, już mają jakieś mikro doświadczenia, no to mają to na świeżo.

I to jest bardzo super cecha, że są takie właśnie w tym świeże i przez to łatwiej jest dotrzeć do pewnych osób i coś pokazać. Z takich podstawowych kroków, więc bym zaczynała. I też otaczanie się właśnie fajnymi osobami i też nie przerażanie się o to, co mnie na pewno na początku było mega trudne. To jest to, że ten biznes jest bardzo złożony i tego jest bardzo dużo, ale powoli jakby wziąć ten głęboki oddech, za każdym razem, na którym etapie biznesu by się nie było, to wziąć głęboki oddech i skupić się na tym, co robię teraz i zrobić to na tyle dobrze, na ile się potrafi, bo jeszcze potem się to będzie poprawiać miliard razy, ale spokojnie, no nie?

I wtedy zamilknąć. Możesz puścić wodze fantazji, możesz pójść w dowolnym kierunku, ale myślę, że po prostu pytanie jest tak szerokie i otwiera na nas skarpandory, że masz totalną wolność, jak chcesz na nie odpowiedzieć. Handmade, hobby czy biznes? Handmade, a jeszcze handmade tutaj. Kurczę, ale mnie teraz zaszczeliłaś, poczekaj. Nie mam pojęcia oczywiście, ale sobie tak zaczęłam kminić, że gdyby to było moje tylko hobby i nie musiałabym finansowo zabiegać o pieniądze, no to pewnie bym robiła to w jakiś sposób tak jak robię dalej, bo... dużym obszarem tej mojej działalności biznesowej są spotkania z innymi ludźmi, czyli po prostu ja bym sobie zawsze próbowała ten świat twórczy poszerzać o inne osoby, bo tak jak, co jest ciekawe, w biznesie my się w pewnym momencie orientujemy, że nie będziemy tymi zosiami samosiami,

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.