Mentionsy Mentionsy
OFF Czarek
OFF Czarek

W czasach, gdy ziemia była morzem [Poetycki piątek]

30.01.2026 ·24 min 27 s

Więcej OFF Czarka znajdziesz w aplikacji TOK FM - https://audycje.tokfm.pl/premium/promo/offczareks Poetycki piątek z Bogusławą Sochańską, tłumaczką z języka duńskiego. Czytamy wybrane nieopublikowane (jeszcze!) wiersze Michaela Strunge. Rozmowa o samotności i szukaniu siebie w miejskiej dżungli lat 70. Zapraszamy na poezję która rozgrzewa w czasie siarczystych mrozów. 

Czas na Poetycki piątek, czyli szczypta poezji, która rozgrzeje nas przed nadchodzącymi siarczystymi mrozami. Gościem ze studia w Poznaniu jest pani Bogusława Sochańska, tłumaczka z języka duńskiego. Dzień dobry. Dzień dobry. Ponieważ pani Bogusława tłumaczy z języka duńskiego, to Poeta dzisiejszy będzie kultowym poetą duńskim. Tak bym to widział. Co pani na to? No tak. Tak, to prawda. To prawda. Kultowy. Mnie się wydaje, że niemal zawsze, gdy zdarza mi się rozmawiać z panem o poezji duńskiej, to mówię o poecie czy poetce, że jest kultowy czy kultowa.

To rzeczywiście tak jest. Zdałam sobie właściwie dzisiaj sprawę z tego, że jest tylu poetów w Danii, którzy budzą silne emocje, którzy są Albo byli, a niektórzy byli i są uwielbiani, kochani, czytani, cytowani, wspominani. To chyba jest jednak coś bardzo, bardzo charakterystycznego, bo to jest jednak w końcu bardzo mały kraj, mały naród, a poezja bardzo mocno tam stoi, powiedziałabym. I poeta, o którym dzisiaj rozmawiamy, za chwileczkę pani Bogusława Sochańska zdradzi jego nazwisko, jest też członkiem Klubu 27. A co to za klub, panie redaktorze?

To są osoby, które zmarły w wieku 27 lat. Aaa, okej. No właśnie. I to już mamy drugiego takiego wśród kultowych poetów duńskich. Bo kilka lat temu opowiadałam Państwu o Yai Hassanie, poecie palestyńskiego pochodzenia, duńskim poecie, który zmarł też niedawno, w wieku lat 25. A Michael Strunge, tak powiedzielibyśmy po duńsku Michael Strunge, a po polsku powiemy Michael Strunge, zmarł Czy też, hmm, no zmarł, tak, bo potem powiemy coś więcej na ten temat. W 1986 roku, czyli już dość dawno, to był poeta, który rozwinął na krótko, bo raptem na siedem lat,

Skrzydła jako poeta w latach 1978-1985. Był to czas... Nie wiem, przepraszam, że wejdę, ale nie wiem, czy to rozwinięcie skrzydłem, skrzydeł jest właściwym wyrażeniem w kontekście jego choroby i śmierci i ostatnich słów. Właśnie. Tak, no to już powiedzmy od razu, nie będziemy trzymać w napięciu słuchaczy. Poeta chorował rzeczywiście. To nie było dla wszystkich jasne i oczywiste. Był wspaniałym, młodym, żywym, aktywnym człowiekiem. No ale przyszedł moment, kiedy zaczął odczuwać pewne dolegliwości. Określano to jako manię. Ja się nie znam na psychiatrii, nie wiem.

Jakieś manie prześladowcze. Dość, że sam się zgłosił na leczenie i przyszedł taki moment, kiedy czuł się tak źle psychicznie, że sam zgłosił się do szpitala. Po kilku tygodniach Pobytu w tym szpitalu i kuracji uznano, że może spokojnie sobie pójść na jakąś przerwę na kilka dni do domu. Wrócił do swojej dziewczyny, z którą mieszkał i w pewnym momencie stanął przy otwartym oknie i powiedział A teraz będę latał. I wyskoczył z tego okna. No i opinie są były i są po dziś dzień podzielone. Czy to był nagły atak właśnie tej choroby psychicznej, czy też to było samobójstwo.

Są przeciwnicy i zwolennicy tej teorii jednej i drugiej. Michael Strunge. Tak, Michael Strunge. Młody, piękny człowiek. Uwielbiany. Dlaczego? No, tu muszę króciutko tło nakreślić, bo w latach siedemdziesiątych, to pamiętamy wszyscy, że przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych to jest wielki rozkwit kultury Dzieci kwiatów, kultury hipisowskiej, która negowała wszystko, co było wcześniej. I to samo działo się również w literaturze duńskiej. I to był okres, oczywiście to jedno z drugim było silnie związane, bardzo, bardzo intensywnie rozwijającej się wiary w komunizm, socjalizm wśród młodych ludzi, zwłaszcza intelektualistów, akademików, studentów.

W związku z tym również poezja naznaczona była tym czasem i tymi ideami, tym myśleniem. I całe lata 70., poza oczywiście wyjątkami, bo jak wiadomo zawsze są wyjątki, nie ma sztywnych wzorców czy norm, ale dominującym nurtem był nurt poezji upolitycznionej mocno, bardzo osadzonej w konkretnych realiach, wojującej. O lepszy byt, wojującej z kapitalizmem i tak dalej. Trochę tego mamy dzisiaj znowu, ale może w nieco innej formie. Tamta poezja często miała formę dość prostą, którą w Danii określano mianem, tu użyję duńskiego słowa, knekprusa.

A znaczy ono łamana proza, proza łamana, czyli kawałek prozy posiekany na mniejsze, na krótkie wersy, żeby wyglądał tak jak wiersz. I powstawały w ten sposób całe poematy. Kiedy jeszcze byłam studentką filologii duńskiej dawno, dawno temu, to nawet, przyznam, był taki moment, że jedna z autorek, poetek, pisarek tamtego czasu, która bardzo feministyczne miała, głośne, głośne teksty, bardzo mnie fascynowała wtedy. No ale dzisiaj, kiedy czytam jej tak zwaną poezję, no to niestety wszystko to blednie. I w reakcji na ten właśnie styl pisania pojawia się na przełomie lat 70. i 80. grupa bardzo młodych poetów i poetek, którzy oczywiście są temu przeciwni, dla których znowu tak jak dawniej, jak zawsze w poezji, ważna staje się forma, ważna staje się estetyka, ważne staje się piękno słowa.

Metafora, która była prawie nieobecna w tej polityzującej poezji lat siedemdziesiątych. No ale co szczególne dla tej grupy poetów, może nie dla wszystkich, bo to znów nie wolno tak do jednego worka wszystkiego wrzucać, ale było kilku znaczących. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze uda mi się u pana przynajmniej o jeszcze jednym z nich opowiedzieć. Jednym z wiodących tematów było miasto. No dzisiaj to dla nas nic takiego. Miasto, ciało, takie przeżywanie bardzo, bardzo cielesne, bardzo emocjonalne również tego wielkiego, rozhukanego wtedy coraz bardziej głośnego i migotliwego miasta.

No i może byłby czas, żeby przeczytać jakiś wiersz? Tak, rozpocznijmy w tej części wierszem, bardzo proszę. Dobrze. Maszyna nocy. To jest wiersz z tomiku, który ukazał się w 1981 roku o znamiennym tytule Rozwijamy sztandary marzeń. Chociaż wcale nie dotyczy tych haseł, które były wiodące w latach 70-tych w poezji. Światła miasta Powoli ładują energią noc. Migoczą guziki gwiazd i na ekranie księżyca widać pierwsze obrazy.

TOK FM. Na każdy temat, z każdej strony. Poetycki piątek. Dzisiaj poezja duńska, ale po polsku. Autorem, kultowym duńskim poetą, o którym rozmawiamy jest Michael Strunge. Tak trochę już po polsku wymawiam. Bardzo dobrze, bardzo dobrze. I słuchaliśmy utworu, wiersza Maszyna. Nocy to jest wiersz z tomu Rozwijamy sztandary marzeń z 1981 roku i Rozwijamy dalej rozumiem. Tak, w tym wierszu oczywiście mam nadzieję, bo staram się czytać powoli, tak żeby był czas na wsłuchanie się w to, o czym poeta mówi.

Wydaje mi się, że dość wyraziście tutaj wybrzmiało z jednej strony fascynacja miastem, a z drugiej strony przerażenie. Tym, jak ono wyobcowuje, prawda? Ci młodzi ludzie zebrani gdzieś tam w jakimś niszowym miejscu, na jakimś koncercie, wzajemnie się wspierający, ale jednak zagubieni i w gruncie rzeczy samotni, chwytający się jak tonący brzytwy takich często nawet powierzchownych relacji. Przerabiamy lęk na przyjaźń na przykład, tak? Pozorne przyjaźnie. To wszystko w mieście i przeczytałabym jeszcze jeden wiersz o mieście po to, żeby potem może troszeczkę inny ton podkreślić w tej poezji.

Tak, tak, tak, tak, tak, tak, tak, oczywiście. Tytuł tego wiersza to, co nadejdzie. A może to, co nadchodzi nawet. Dykomene po duńsku. Za zaparowaną szybą widzę gwiazdy miasta i nieba. Pode mną kręci się glob. Nade mną otwarta przestrzeń. To stąd napływają myśli i obrazy. Widzę złociste, łagodne oczy kobiety. Widzę nieznane zwierzęta w nieznanych lasach. Przeczuwam dalekie ludy, ich światy i legendy. Czuję, że w każdej chwili będą mi bliskie.

Będę wtedy w stanie nie patrzeć na słońce, tylko zamknę oczy i pozwolę się wypełnić jego ciepło. Ja, ukryty na środku ulicy i nic więcej. To też bardzo poruszający i wzruszający wiersz. Znowu o poszukiwaniu jakiegoś domu, z jakimś pokojem, z jakimś oknem, w którym będę mógł zobaczyć drogi, którymi przeszedłem, czyli zrozumieć swoje życie, zrozumieć co mną powodowało, co sprawiało, że Moje życie ułożyło się tak, a nie inaczej.

I to marzenie o tym, żeby wreszcie uciec od tych wszystkich myśli, od tych wszystkich udręk i nagle przypomnieć sobie, jak to jest iść i myśleć tylko o tym, że idę. O niczym więcej, o niczym innym. I już nie patrzeć na to słońce, nie wyrywać się do tego słońca, do tych marzeń, tylko zamknąć oczy, pozwolić się wypełnić ciepłu słońca I stać w środku ulicy i nic więcej. Nie potrafię już nic więcej powiedzieć i skomentować. Bardzo to też z drugiej strony smutne i zastanawiam się czasem dlaczego, co sprawiło poza tą tęsknotą do marzeń, do wyrwania się z tej doczesności, co jeszcze sprawiło, że Duńczycy tak uchochali Michaela Strungego.

Może to też to, że to był jednak bardzo młody poeta, którego głos wybrzmiał bardzo, bardzo głośno. Zresztą nie był sam, bo było ich kilkoro. To był też taki czas, no u nas przecież, aha, wspaniałe to bywały czasy i zdarza się to pewnie i dzisiaj też, gdzie pracują ze sobą razem poeci, muzycy, filmowcy, artyści i żyją bardzo w swoich środowiskach, wzajemnie się inspirują i to też był powód, dla którego tak głośno było o Michaelu Strunge. Były nagrywane filmy, Jest zresztą taki film, który można na YouTube zobaczyć, na którym on i kilku jeszcze innych spośród tych poetów wędrują właśnie przez to nocne, rozświetlone miasto.

Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.