Nacjonalizm wobec feminizmu. Wojna o dusze kobiet - Jan Hucuł
Prawica przegrywa wojnę o kobiety. Choć stwierdzenie to nie jest ani szczególnie odkrywcze, ani nowe, to w ciągu ostatnich lat problem ten unaocznił się z całą swoją siłą. Prawica jednak, w tym jej narodowa odnoga, uporczywie stara się go nie dostrzegać, a gdy już to zrobi, to jej reakcja ogranicza się do rezygnacji lub bagatelizowania występujących zjawisk. Tak oto z jednej strony mamy niedającą się wygrać wojnę z siłami zewnętrznymi – zachodnią dekadencją przelewającą się do nas wraz z kolejnymi produkcjami Netflixa, a z drugiej – ze sprowadzaniem problemu do szesnastoletnich „Julek”, z których przyjemnie się pośmiać. Choć reakcje te są tak różne, to często potrafią być artykułowane przez te same osoby. Jak możliwe jest jednak łączenie tych dwóch skrajności w jednej narracji? Nie jest to trudne, gdy uświadomimy sobie, że wyrastają one z jednego korzenia, którym jest pielęgnowana od lat bierność.
Choć reakcje te są tak różne, to często potrafią być artykułowane przez te same osoby. Jak możliwe jest jednak łączenie tych dwóch skrajności w jednej narracji? Nie jest to trudne, gdy uświadomimy sobie, że wyrastają one z jednego korzenia, którym jest pielęgnowana od lat bierność. Prawica przegrywa wojnę o kobiety nie dlatego, że ma do czynienia z przeciwnikiem silniejszym i sprytniejszym, ale dlatego, że jest to wojna, która jej nie interesuje. Przypomina w tym mieszkańców antycznego Rzymu, na zmianę, a to rozsiewających plotki o dzikich hunach podobnych do zwierząt, a to lamentujących nad Biczem Bożym, którzy nie podejmowali jednak żadnych działań, póki Attylla nie stanął u bram miasta. Podobnie jak Rzymianie, prawica nie dostrzega, że źródłem obecnych problemów nie są barbarzyńcy, od wieków obecni na rubieżach imperium, ale ich własna bezsilność, pozwalająca te granice przekrażać.
Cóż zatem jest faktycznym źródłem klęsk, których nie da się już dłużej nie dostrzegać. Prawica przegrywa wojnę o kobiety, bo sama nie ma na nie pomysłu ani oferty. Nie ma nawet woli, by taką ofertę stworzyć. Widząc pogłębiającą się indolencję głównego nurtu polskiej prawicy, to na nas narodowcach spoczywa zupełnie nam obca, lecz wymuszona realiami rola, by taką ofertę stworzyć, by stworzyć wzorzec kobiety narodowej i kobiecą ofertę na prawicy. Bolesna rzeczywistość. W historii ruchu narodowego dotychczas nie występował ani wzór, ani tym bardziej archetyp typowo kobiecy. O ile ruchy lewicowe mogą się powoływać na sufrażyski lub bojowniczki PPS-u, przenoszące dynamit wszyty w gorsety, to idea narodowa skupiona była zawsze wokół wzorców męskich.
A postulowała jedynie polityki horyzontalne. Należy dostrzec, że już u samych początków polscy nacjonaliści tworzyli ofertę skierowaną np. do chłopstwa, a w późniejszym okresie tworzyli chociażby Narodowy Związek Robotniczy. Stworzenie zatem narodowej agendy kierowanej do kobiet mogłoby być nowoczesnym uzupełnieniem postulatów narodowych o tę część narodu, która dotychczas pozostawała przez nas w jakiejś mierze niezagospodarowana, a stanowi jego istotną część. Postulaty kobiece. Czego zatem mogłyby dotyczyć postulaty kobiece na szeroko pojętej prawicy? Oczywiście autor jako mężczyzna nie jest zapewne świadom wszystkich potrzeb kobiet, narzuca się mu jednak kilka wartych rozważenia obszarów. Po pierwsze postulaty związane z położnictwem i opieką ginekologiczną.
Zatem wytworzenie w boju nieustępliwej postawy otwartego głoszenia przekonań pozwoli ponownie uruchomić mechanizm transmisji idei na rzecz prawicy. Wymaga to oczywiście podejścia racjonalnego i pełnego kobiecego wyczucia, a nie prymitywnego fanatyzmu, który wymusza na każdym kroku udowadnianie swoich racji. Koleżeński i konformistyczny mechanizm transmisji nie opiera się na wytrwałej ewangelizacji, racjonalistycznej argumentacji, ale na wspólnym przebywaniu z skutkującym wytworzeniem u drugiej osoby powiązania między naszymi poglądami i naszą osobą. Nie da się zatem przekonać do poglądów ideologiczną napastliwością, ale i nie da się również do nich tych przekonać, gdy poglądy te ukrywamy i boimy się je artykułować. Na tym polega kluczowe rozróżnienie, o którym nie wolno zapominać. Przytoczony wyżej opis wzorca działaczki narodowej może rodzić błędne poczucie, że sprowadza się on do powielania modelu lewicowego z zastrzeżeniem ideologicznego aréboire.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Prawica przegrywa wojnę o kobiety. Choć stwierdzenie to nie jest ani szczególnie odkrywcze, ani nowe, to w ciągu ostatnich lat problem ten unaocznił się z całą swoją siłą. Prawica jednak, w tym jej narodowa odnoga, uporczywie stara się go nie dostrzegać, a gdy już to zrobi, to jej reakcja ogranicza się do rezygnacji lub bagatelizowania występujących zjawisk. Tak oto z jednej strony mamy niedającą się wygrać wojnę z siłami zewnętrznymi – zachodnią dekadencją przelewającą się do nas wraz z kolejnymi produkcjami Netflixa, a z drugiej – ze sprowadzaniem problemu do szesnastoletnich „Julek”, z których przyjemnie się pośmiać. Choć reakcje te są tak różne, to często potrafią być artykułowane przez te same osoby. Jak możliwe jest jednak łączenie tych dwóch skrajności w jednej narracji? Nie jest to trudne, gdy uświadomimy sobie, że wyrastają one z jednego korzenia, którym jest pielęgnowana od lat bierność.