Drony nad Polską i fala dezinformacji. Test dla NATO i UE?
Rosyjskie drony naruszyły polską przestrzeń powietrzną – a w sieci natychmiast pojawiła się fala fejków, spekulacji i prób siania paniki. Czy mamy do czynienia z elementem szerszego ataku dezinformacyjnego na Polskę? Jakie narracje dominują w mediach społecznościowych i czemu mają służyć? Czy to test reakcji polskiego społeczeństwa, a także jedności NATO i Unii Europejskiej? Na co musimy być przygotowani w najbliższych miesiącach i jak rozpoznawać manipulacje informacyjne? Gość: Jarosław Wolski, politolog, publicysta, ekspert Akademii Marynarki Wojennej.
To jest próba wzbudzenia antagonizmów polsko-ukraińskich, taka dość wyraźna. Wyraźnie widać, że Rosjanie próbują rozmywać odpowiedzialność za to naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej, że Rosjanie próbują przekierować na Ukraińców podejrzenie, ale nie wojskowych, tylko opinii publicznej. Przy okazji też starają się ukazać siły zbrojne RP jako organizację, która nie jest zdolna do obrony krajowego terytorium. I to widać dość wyraźnie jako takie dwie główne osie narracyjne rosyjskiej propagandy. Natomiast... Mnie osobiście mocno martwi kwestia tego, że część komentatorów, publicystów ewidentnie replikuje rosyjską albo prorosyjską propagandę. Rosyjskie i białoruskie media prorządowe, tzw. blogerzy wojenni, podają nieprawdziwe informacje, tak jak pan mówi, dotyczące dronów, że to rzekomo ukraińskie.
Pana zdaniem po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej można się spodziewać intensyfikacji rosyjskich działań informacyjnych, które będą podsycać psychozę strachu wokół tego incydentu? Tak, oczywiście, każdy tego typu incydent jest wykorzystywany przez Rosjan. Natomiast tutaj mamy do czynienia z dwoma naraz ciekawymi kierunkami. Pierwszym jest próba odsunięcia, przynajmniej w tej warstwie medialnej, sprawstwa Rosji, czyli próba udowadniania, że to nie były rosyjskie drony, a drugą jednocześnie jest próba wzbudzania antagonizmów polsko-ukraińskich. Natomiast znając przebieg zdarzeń nie ma mniejszego nawet cienia wątpliwości czyje to były drony. Były to drony rosyjskie, z których część startowała z terytorium Białorusi, a część nadleciała na Polskę przez Ukrainę, ale też odpalonych z terytorium Rosji. Powiedziałem budować w nas strach wokół tego incydentu czy innych podobnych w przyszłości, których nie można wykluczyć?
Tak, oczywiście. Rosjanie w internecie będą starać się, tak jak pan mówi, budować narrację o nieskuteczności NATO czy niskiej jakości polskich sił zbrojnych, braku możliwości obrony Polski. Ten atak dronowy służy sprawdzeniu, to test reakcji społecznej i zastraszaniu. Tu pytam o tę warstwę informacyjną. Cel rosyjskiego ataku był wielorakijny. Ponieważ Rosjanie zwykle w takich przypadkach starają się upiec kilka pieczeni Drony nad Polską i UE. Drony nad Polską i UE.
Ale bez wpadek, więc niestety trzeba mieć świadomość tego, że Rosjanie mają ułatwione zadanie, natomiast polskie ośrodki informacyjne mają to zadanie utrudnione. Ta dezinformacja, fałszywe informacje, próby siania paniki będą nam towarzyszyć jeszcze bardziej w najbliższym czasie? Oczywiście. Będziemy mieli do czynienia ze stałym podgrzewaniem atmosfery, podgrzewaniem nastrojów. Będziemy mieli do czynienia z ciągłymi kampaniami dezinformacyjnymi. Zresztą nie jest nic nowego. Zaczęło się w okolicy 2010 roku, a w zasadzie tak po 2008 roku i trwa ze zmiennym natężeniem, które w zasadzie od pandemii tylko rośnie. Mamy do czynienia, Pana zdaniem, z prowokacją na dużą skalę? KONIEC! Działanie rosyjskie było intencjonalne?
W sieci pojawiły się nawoływania, na przykład, że trzeba nazwać rzeczy po imieniu, że to atak na Polskę. Jest pan autorem książki Spokojnie o wojnie. Czy Rosja zaatakuje Polskę? Myśli pan, że minionej nocy tytuł stał się faktem? I tak i nie, ponieważ my atakowani jesteśmy od wielu lat. Trwa ta wojna hybrydowa. Mamy do czynienia z szeregiem nieprzyjaznych aktów względem Polski. Natomiast nie był to atak mający charakter kasuzbeli, czyli przyczyną do wypowiedzenia wojny. To są znowuż te działania takie rosyjskie, na zasadzie to nie jest nasza ręka. Natomiast bez dwóch zdań mamy do czynienia z aktem wrogim, aktem, który powinien znaleźć odpowiedź NATO. W mojej ocenie należałoby dokonać asymetrycznej odpowiedzi względem Rosji, ponieważ Rosja rozumie tylko język siły.
Rosje wyważone, stanowane działania nie zniechęcają, ponieważ takie działania Rosja odbiera jako słabość. Rosjanie muszą mieć jasno... Czy w sferze informacyjnej czegoś się nauczyliśmy przez te trzy i pół roku wojny na Ukrainie i powtarzających się naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej? Bardzo trudne pytanie panie redaktorze. Uważam, że pewne zmiany na plus w organach państwa są, natomiast uważam, że jako społeczeństwo polskie per se bardzo przez ostatnie 5 lat straciliśmy. Przede wszystkim takiego zaufania do struktur rządowych. Tutaj niestety ta rosyjska wojna informacyjna, wojna kognitywna w dużym stopniu jest dla Rosjan udana.
Polacy coraz częściej mniej ufają państwu, mniej ufają strukturom oficjalnym, no jest to dość duży problem. I na koniec mamy braki w komunikacji w sytuacji kryzysowej. Wiemy, że komunikaty RCB zostały wysłane zbyt późno. To nie jest kwestia RCB. Ja uważam, że cierpimy na brak dobrze przygotowanych rzeczników organów centralnych. Niestety widać tutaj, że niektóre osoby zostają rzecznikami z przyczyn innych niż warsztat pracy albo przyczyny czysto merytoryczne. Myślę, że bardzo na tym cierpi przekaz komunikacyjny. Wydaje się, że dobrym kierunkiem jest to, jak dobrze pracują rzecznicy np. Policji albo Straży Granicznej. Natomiast w przypadku rzeczników struktur centralnych jest w tym duży problem moim zdaniem. Jarosław Wolski, politolog, publicysta, ekspert zajmujący się wojskiem i obronnością z Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.