Niechciane dziecko #OnetAudio
44 lata temu zapadł wyrok w sprawie, która wstrząsnęła, jeśli nie całą Polską, to na pewno całą Warszawą. A zaczęło się od makabrycznego znaleziska w Jeziorku Czerniakowskim.
Był dość spory i dryfował na pokrytym krą jeziorze. Przeciągnęli go kijem do brzegu, a kiedy przecięli sznurek i rozwinęli przemoknięte gazety, zobaczyli duży garnek. W środku znajdowała się odcięta ludzka głowa. Zawiadomiona natychmiast milicja obywatelska od pierwszej chwili uznała, że ma do czynienia z początkiem serii, a w Warszawie grasuje seryjny morderca. Bezcielesna, odrąbana siekierą głowa była tak wstrząsająca, że żadne inne rozwiązanie nie przyszło im na myśl. Początkowo wszystko szło dość szybko, bo funkcjonariusze powiązali odnalezioną głowę ze zgłoszeniem, które 24 godziny wcześniej złożył Jerzy Orzechowski w Komisariacie Śródmiejskiej Milicji.
Zgłosił on, że zaginęła jego była małżonka Danuta. Wyszła do pracy, ale do gmachu TVP na Woronicza nie dotarła. Nie pojawiła się także w domu. Wezwany przez Milicję Obywatelską Orzechowski, w głowie umieszczonej w garnku natychmiast rozpoznał swoją wieloletnią partnerkę. Milicja stanęła jednak przed wieloma pytaniami, z których najważniejsze brzmiało – gdzie jest reszta ciała Danuty Orzechowskiej? Przeszukania w okolicy Jeziorka Czerniakowskiego nie przyniosły żadnego rezultatu. Nigdzie nie było śladów walki ani makabrycznej zbrodni, która musiała zostawić przede wszystkim dużą ilość krwi. Przeszukano także mieszkanie Danuty, w którym mieszkała z nastoletnią córką Katarzyną.
Milicjanci nie stwierdzili żadnych oznak, żeby do zbrodni doszło w kamienicy Przenoakowskiego. Byli w kropce. Kilka dni po makabrycznym odkryciu w Jeziorku Czerniakowskim milicja została wezwana na dworzec centralny w Warszawie, bo ze skrytek dworcowych zaczął wydobywać się zapach, który kojarzył się z psującym mięsem. Po kolei otwierano skrytki, żeby w tej o numerze 271 odnaleźć torbę podróżną, a w niej poćwiartowane zwłoki pasujące do odnalezionej głowy. W skrytce obok znajdowała się przywieziona z NRD skajowa walizka, a w niej druga część zwłok Danuty Orzechowskiej.
Na walizce ułożono skromny bukiet złożony zaledwie z trzech kwiatów – frezji, tulipana i żonkila. Milicjanci byli już prawie pewni, że mają do czynienia z seryjnym mordercą, a jego znakiem rozpoznawczym będą właśnie kwiaty. Śledztwo odknęło w martwym punkcie na kilka dni. Milicja w desperacji postanowiła zwrócić się do warszawiaków. Ogłoszenie ze zdjęciem skajowej walizki, w której znaleziono część poćwiartowanych zwłok, pojawiło się w czasie największej oglądalności tuż przed dziennikiem telewizyjnym. Milicja apelowała do wszystkich, którzy mogli widzieć przed 20 lutego kogoś z podobnym bagażem podążającego w stronę dworca centralnego. To był strzał w dziesiątkę.
Na komendę MO zgłosiła się pani Irena Podlaska, która nie tylko widziała osobę z taką walizką, ale doskonale wiedziała, kim jest osoba niosąca wyraźnie za ciężki dla niej bagaż. Tego samego dnia milicja ponownie weszła do mieszkania Danuty Orzechowskiej i zatrzymała jej nastoletnią córkę Katarzynę. Przebieg tego, co 18 lutego wydarzyło się w mieszkaniu na Noakowskiego, znamy z jej zeznań. Ale najpierw należy spojrzeć na to, co działo się tam przez lata. Bo to był najważniejszy argument dla sądu, kiedy 25 września 1980 roku ogłaszał wyrok. Danuta i Jerzy poznali się na studiach na Politechnice Warszawskiej.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
44 lata temu zapadł wyrok w sprawie, która wstrząsnęła, jeśli nie całą Polską, to na pewno całą Warszawą. A zaczęło się od makabrycznego znaleziska w Jeziorku Czerniakowskim.