"Lalka" Bolesława Prusa. Fragment siódmy
Wokulski i Łęcka powracają. Tym razem głosem Andrzeja Seweryna. To jest szósty odcinek audio adaptacji "Lalki" Bolesława Prusa emitowanej na antenach RMF FM i RMF Classic. Premiery online w poniedziałki i czwartki. Partnerem "Lalki" w RMF Classic jest BP, właściciel kawiarni Wild Bean Cafe na stacjach BP. #płatnawspółpraca
Ależ gwarantuję, że tak będzie. Będę bardzo zadowolona, jeżeli spełni się pańskie proroctwo. Może już wrócimy do tamtych państwa? Zwrócili się od pomarańczarni z powrotem. Dla pana Ignacego Rzeckiego nadeszła znowu epoka niepokojów i zdumień. Ten sam Wokulski, który rok temu poleciał do Bułgarii, a przed kilkoma tygodniami jak magnat bawił się w wyścigi i pojedynki, nabrał dziś nadzwyczajnego gustu do widowisk teatralnych. Już blisko tydzień trwała ta nowa mania, która dziwiła i gorszyła nie samego tylko pana Ignacego. Raz na przykład stary szlangbaum, oczywiście w jakiejś ważnej sprawie, przez pół dnia szukał Wokulskiego. Był w sklepie, Wokulski dopiero co wyszedł ze sklepu, kazawszy pierwej odnieść aktorowi Rossiemu duży wazon z saskiej porcelany.
Pan Ignacy nie wiedział, gdzie posadzić znakomitą osobę i jak cieszyć się z honoru wyrządzonego przez mecenasa jego stachowi. Tymczasem stach nie tylko nie wzruszył się dostojnymi zaprosinami na wieczór, ale wprost odmówił, co nawet trochę dotknęło mecenasa. – Dlaczego żeś nie przyjął zaprosin? – zapytał zrozpaczony pan Ignacy. — Bo muszę być dzisiaj w teatrze — odpowiedział Wokulski. Sny miał Rzecki okropne. Śniło mu się, czy tylko przewidywało, że ciągle jest w teatrze i że widzi Wokulskiego z szeroko otwartymi oczyma zapatrzonego w jedną lożę. W loży tej siedziała hrabina, pan Łęcki i panna Izabela i Rzeckiemu zdawało się, że Wokulski patrzy tak na pannę Izabelę. — Niepodobna — mruknął.
— Stach nie jest aż tak głupi. A jednak. Pewnego razu podszedł do niego klejn z jakimś listem. Było na kopercie napisane bardzo pilno, więc otworzyłem, rzekł mizerny subiekt podając papier Rzeckiemu. Pan Ignacy otworzył i czytał. Człowieku, głupi czy nikczemny, pomimo tylu życzliwych ostrzeżeń kupujesz jednak dom, który stanie się grobem twego w tak nieuczciwy sposób zdobytego majątku. Pan Ignacy rzucił okiem na wiersz ostatni, ale nie znalazł podpisu. List był anonimowy. Spojrzał na kopertę. Miała adres Wokulskiego. Czytał dalej. Jaki zły los postawił cię na drodze pewnej szlachetnej damy, której o mało nie zabiłeś męża, a dziś chcesz jej wydrzeć dom, gdzie zmarła jej ukochana córka?
– Tak, tak. Tak, potakiwał głową klejn, ale kupuje nie na własne imię, tylko za pośrednictwem starego szlangbauma. Tak przynajmniej mówią w domu, bo i ja tam mieszkam. Za dziewięćdziesiąt tysięcy rubli? Właśnie. A że baronowa Krzeszowska chciałaby kupić tę kamienicę za siedemdziesiąt tysięcy rubli, więc anonim zapewne pochodzi od niej. Nawet założyłbym się, że od niej, bo to piekielna baba. To jest okropne, że Stach ma więcej zaufania do Żydów aniżeli do mnie, myślał Rzecki. Po co on jednak kupuje ten dom? Po co wdaje się z Łęckimi? A może nie kupuje? Może to tylko pogłoski? Cały dzień tylko o tym myślał. Była chwila, że chciał wprost zapytać Wokulskiego, ale zabrakło mu odwagi.
Stach, mówił w sobie, wdaje się dziś tylko z panami, a ufa Żydom. Co jemu po starym Rzeckim? Więc postanowił pójść jutro do sądu i zobaczyć, czy naprawdę stary szlangbaum kupi dom Łęckich i czy, jak mówił Klein, dolicytuje go do 90 tysięcy rubli. Jeżeli to się sprawdzi, będzie znakiem, że wszystko inne jest prawdą. Nie podnosząc głowy od ksiąg, siedział przy kantorku do szóstej, a tak był zatopiony w robocie, że już nie tylko nie przyjmował pieniędzy, ale nawet nie widział i nie słyszał gości, którzy roili się i hałasowali w sklepie, jak olbrzymie pszczoły w ulu. Nie spostrzegł też jednego, najmniej spodziewanego gościa, którego panowie witali okrzykami i głośnymi pocałunkami.
Dopiero gdy przybysz, stanąwszy nad nim, krzyknął mu w ucho – Pani Ignacy, to ja! Rzecki ocknął się, podniósł głowę, brywi i oczy w górę i zobaczył Mraczewskiego. – A? – spytał pan Ignacy, przypatrując się młodemu elegantowi, który opalił się, zmężniał, a nade wszystko utył. — No co? No co słychać? — ciągnął pan Ignacy, podając mu rękę. — Jakże się pan miewasz? Skąd eś się tu wziął? No gadaj prędko! — zawołał Rzecki wesoło, uderzając go w ramię. — Kiedy żeś przyjechał? — A to cała historia — odpowiedział Mraczewski, rzucając się na fotel. — Przyjechaliśmy tu dziś z Suzinem o jednasty. Od pierwszej do trzeciej byliśmy z nim u Wokulskiego, a po trzeciej wpadłem na chwilę do matki i na chwilę do pani Stawskiej.
– Stawska, Stawska? – przypominał sobie Rzecki, trąc czoło. – Znasz ją, pan przecie? Ta piękna, co to ma córeczkę? Co to się tak podobała panu? – Ach, ta… wiem… Nie mnie się podobała, westchnął Rzecki, tylko myślałem, że dobra byłaby z niej żona dla stacha. Paradny pan jesteś, roześpiał się Braczewski. Przecież ona ma męża. Do słuchania Lalki przy dobrej kawie zaprasza BP, właściciel kawiarni Wild Bean Cafe na stacjach BP.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
BP wprowadza słuchaczy do opowieści o lalce Bolesława Prusa, opowiadając o spotkaniu Wokulskiego z Izabelą Łęcką w kawiarni.
Do słuchania lalki przy dobrej kawie zaprasza BP.
BP opisuje spotkanie Wokulskiego z Izabelą, jej marzenia o wyjazdzie do Paryża i propozycję Wokulskiego o obiadzie.
BP opisuje obiad w kawiarni, w którym Wokulski i Izabela rozmawiają o etykiecie jadania ryb i jej marzenia o Rossim.
BP opisuje przyjęcie listów od Meliton i adwokata, dotyczących kupna domu Łęckich przez Wokulskiego.
Do słuchania Lalki przy dobrej kawie zaprasza BP, właściciel kawiarni Wild Bean Cafe na stacjach BP.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Do słuchania lalki przy dobrej kawie zaprasza BP."
„Do słuchania Lalki przy dobrej kawie zaprasza BP, właściciel kawiarni Wild Bean Cafe na stacjach BP."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.