Mentionsy Mentionsy
Krzyk Horror Podcast
Krzyk Horror Podcast

Najtragiczniejsze święta w historii #98

20.12.2025 ·1 godz 1 min

Chcesz więcej odcinków? Słuchaj i obserwuj Krzyk Horror Podcast, zostaw ⭐⭐⭐⭐⭐ i wyślij link z tym odcinkiem do tych, którzy lubią takie historie.Pod choinką, obok świątecznych prezentów, leżały ciała całej rodziny. Był to makabryczny „podarunek” od Ronalda Gene’a Simmonsa, który w okresie Bożego Narodzenia zamordował czternaście osób ze swojego najbliższego otoczenia. Niedługo później przeniósł swoją furię na mieszkańców pobliskiego miasteczka. Poznaj kulisy najstraszniejszych świąt Bożego Narodzenia w historii Stanów Zjednoczonych.

Nie stawiał oporu. Dał się zakuć w kajdanki. Wyprowadzono go na zewnątrz w błysku fleszy i świateł kogutów. Russellville odetchnęło z ulgą. Szaleniec został złapany. Bilans poranka? Dwie osoby nie żyją, cztery ciężko ranne. Prawdziwa tragedia. Szeryf hrabstwa Pope, James Bolan, patrzył na zatrzymanego. Wiedział, że Simons ma dużą rodzinę, z którą mieszka niedaleko, na Mockingbird Hill. To było dziwne, bo nikt z rodziny nie skontaktował się z policją, słysząc o aresztowaniu ojca. Bolan podszedł do Simonsa, siedzącego w radiowosie. – Gdzie jest twoja rodzina, Jean? – zapytał. Simons spojrzał na niego. Jego twarz była maską obojętności, ale w kącikach ust czaił się ten sam dzień uśmiechu, który widzieli świadkowie.

Nie odpowiedział. Wzruszył tylko ramionami i odwrócił wzrok w stronę okna. To milczenie było głośniejsze niż jakikolwiek krzyk. Szerf Bolan poczuł dreszcz na plecach. Zrozumiał, że horror w Russellville to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwe piekło nie znajduje się w biurowcach w centrum miasta, ale czeka na nich tam, na Zalesionym Wzgórzu, gdzie od tygodnia nikt nie widział dymu z komina. Godzina 14.30. Podczas gdy w Russellville technicy kryminalistyki oznaczali łuski po kulach w biurach i na stacjach benzynowych, konwój radiowozów szeryfa Jamesa Bolana wziął się powoli w górę Broomfield Road. Szeryf Bolan był doświadczonym struszem prawa.

Wyglądali jak ofiary jakiegoś makabrycznego rytuału albo jak dzieci podczas pleżakowania w przedszkolu, które nigdy się nie obudziły. Szeryf Bolan podniósł jeden z koców. Zobaczył twarz Denisa. Podniósł kolejny. To była Renata. Podszedł do ciała leżącego najbliżej choinki, przykrytego odświętnym obrusem. To było ciało Shaili. Wokół zwłok, w tym upiornym mauzoleum, wciąż stała choinka. Pod nią leżały nierozpakowane prezenty, kolorowe pudełka z kokardkami, które teraz nasiąkały zapachem śmierci. Na stoliku stały niedopite napoje, a w telewizorze odbijały się sylwetki polizjantów, którzy musieli wychodzić na zewnątrz, żeby zwymiotować albo zaczerpnąć świeżego powietrza. W domu znaleziono pięć ciał dorosłych i dwójkę dzieci.

Pod drutem znaleziono ciała. Najpierw mały Jean, potem Becky, były też kolejne dzieci. Loretta, Eddie, Marian, Rebecca Lynn i wreszcie mała Barbara. Siedem ciał wrzuconych do dołu jeden na drugiego, sprątanych kończynami, zastygłymi w pozach, w jakich śmierć ich zastała cztery dni wcześniej. Loretta wciąż miała na sobie ubranie, w którym wróciła ze szkoły. Eddie zaś miał w kieszeni bilet na lunch. Szerf Bolan stał nad tym dołem i patrzył. Patrzył na największe masowe morderstwo w historii amerykańskich zbrodni rodzinnych. Patrzył na anihilację trzech pokoleń. Wokół panowała absolutna, martwa cisza. Przerwano jedynie szlochem jednego z młodszych policjantów i trzaskiem migawki policyjnego aparatu.

Błysk flesza oświetlał twarze ofiar, wyrywając je na ułamek sekundy z ciemności grobu. Ta zbrodnia była wybuchem szaleństwa. Każdy element tej układanki, od wykopania dołu tygodnie wcześniej, przez systematyczne mordowanie kolejnych fal rodziny, aż po zabezpieczenie grobu, świadczył o premedytacji, która mroziła krew w żyłach bardziej niż zimowy wiatr. Wieczorem, kiedy karawany zabierały ostatnie worki z ciałami, Mockingbird Hill opustoszało naprawdę. Tym razem nie było tam już nawet duchów. Została tylko pustka. W areszcie w Russellville Ronald Gene Simmons siedział w celi. Nie pytał o adwokata czy wyrok. Kiedy szeryf Bolan wrócił z oględzin, brudny od błota i przesiąknięty zapachem śmierci, spojrzał na Simmonsa.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.