Mentionsy Mentionsy
Kryminatorium w RMF FM
Kryminatorium w RMF FM

Misja specjalna: Hostomel

25.04.2023 ·13 min 27 s · 3 rozdziały
0:02 · Bitwa o Hostomel 1

Misja specjalna w RMF FM. Strzelali tam, gdzie wykryli ruch. Bitwa o lotnisko Hostomel. Luty 2022. Zaczęło się. Sądząc po tym, że trwają walki w różnych miejscach, jednocześnie wygląda to na pełnowymiarową inwazję. Tak, według relacji dziennikarzy Washington Post, zaczęła się rozmowa telefoniczna Denisa Monasterskiego z Wołodymirem Zełańskim. Był czwartek 24 lutego 2022 roku. Godzina 4.20. Za oknami panował jeszcze mrok. W lutym świt budzi się późno. O ile postać prezydenta Załęskiego jest w Polsce powszechnie znana, o tyle osoba Monasterskiego wymaga kilku słów wprowadzenia.

0:36 · Bitwa o Hostomel (część 1) 9

Chyba, że ktoś zapewni im wsparcie. Wsparcie, czy to w postaci nowych kompanii, czy sprzętu, wysyła się samolotami. Potrzebne jest więc duże lotnisko najlepiej przystosowane do obsługi ruchu transportowców. I takie lotnisko istniało. Mniej więcej 10 km na północny zachód od Kijowa. Na peryferiach miasta Hostomel zbudowano aeroport Antonow, na którym ukryta w hangarze stała Mriya, największy samolot świata. Rosjanie postanowili to lotnisko zdobyć, a potem wykorzystać je jako ostatni filar mostu powietrznego dla załadowanych wojskiem i sprzętem transportowców Ju-76. Pomysł nie całkiem był nowy. Plan zakładał powtórzenie operacji z wojny afgańskiej 79 roku. Wówczas to wojska radzieckie lądowały na lotnisku pod Kabulem, po czym opanowały stolicę, wyeliminowały prezydenta i rozlały się po całym kraju.

Putin był pewien, że i tym razem powtórzy sukces z Kabulu. Tak więc wczesnym rankiem 24 lutego rój śmigłowców leciał nisko nad ziemią, żeby uniknąć wykrycia przez radary. Kiedy wskaźniki GPS pokazały, że zbliżają się do Kijowa, helikoptery wykonały zwrot w prawo na południowy zachód. I wtedy na ekranach radarów pokładowych pokazały się kropki ukraińskich pocisków rakietowych. Wystrzelono flary, aby zmylić rakiety, a w chwilę potem helikoptery jeden po drugim wykonały nagły zwrot, a mimo to zauważono, jak jeden K-52 i kilka Mi-8 zostały trafione i uderzyły w wodę. Ale większość maszyn poradziła sobie z obroną przeciwlotniczą. Znów ustawiły się w szyku szturmowym i pędziły w kierunku Hostomelu. Około godziny 8 rano aligatory wystrzeliły pierwsze rakiety w kierunku lotniska i były to strzały celne.

Wiele punktów obrony powietrznej zostało dokładnie namierzonych i zniszczonych. Taka wysoka skuteczność obudziła podejrzenia już w czasie bitwy. Ale dokładnie zbadano te kwestie później, po bitwie. Okazało się, że rosyjski wywiad miał na usługach pracownika lotniska. To on podał im dokładną lokalizację celów. Rosyjskie rakiety zniszczyły większość, lecz nie wszystkie stanowiska broni przeciwlotniczej. To jednak pozwoliło dowódcom wydać rozkaz lądowania. Chwilę później na płycie lotniska pojawiły się helikoptery Mi-8 i zanim zatrzymały się wirniki, żołnierze wyskoczyli z maszyn. Najpierw poszukali osłony wśród niewysokich i rzadko rosnących krzewów, a potem ostrożnie ruszyli w kierunku zabudowania lotniska. Gdzieś tam kryli się żołnierze ukraińscy. Witalij Rudenko, dowodzący oddziałem Gwardii Narodowej przy lotnisku, z niedowierzaniem patrzył na krążące nad Hostomelem śmigłowce.

Może po prostu nie chciałem w to uwierzyć, mówił kilka miesięcy później dziennikarzom Washington Post. Generałowie kazali mu obronić lotnisko. Tymczasem on nie miał kogo posłać do walki. Najlepszych żołnierzy wysłano kilka tygodni wcześniej do obwodu Ugańskiego. W Hostomelu zostało około 300 ludzi z małym lub żadnym doświadczeniem i lichym wyposażeniem. To oni musieli zatrzymać najlepszych spadochroniarzy Putina. A Rosjanie uderzyli pełną siłą. Otworzyli ogień do wszystkiego, co było w ich zasięgu. Do wszystkich budynków, do wszystkich poruszających się ludzi. Niezależnie od tego, czy byli to wojskowi czy cywile. Nie obchodziło ich to. Po prostu strzelali tam, gdzie wykryli ruch. Tak opowiadał dowódca plutonu Gwardii Narodowej, którego radiowym sygnałem wywoławczym był kryptonim KIT.

Musimy odbić Hostomel, powiedział załużny. Przykro mi, ale nie mam wystarczających sił. Wdowy Czenko dowodził 72 Brygadą Zmechanizowaną. To była jedyna tak duża jednostka w obwodzie kijowskim. To na niej oparto plan obrony stolicy. Powinniśmy spróbować, odparł na to załużny. Ponieważ nie była to prośba, tylko rozkaz ubrany w formę grzecznościową, 72 Brygada szykowała się do kontruderzenia. Co działo się z tą brygadą w kolejnych godzinach? Dziś, rok po bitwie, trudno powiedzieć. Być może żołnierze Wdowy Czenki mieli pilniejsze zadania. Faktem natomiast jest, że w krytycznym momencie bitwy, zakrojony na szeroką skalę kontratak, przeprowadziła 4 Brygada Szybkiego Reagowania. Wspierały ją samoloty i Legion Gruziński. Wieczorem lotnisko zostało otoczone.

Szturm nastąpił jeszcze tego samego dnia. Wyrzucił Rosjan do okolicznych lasów. Następnego dnia, 25 lutego, rosyjska dywizja zmechanizowana atakująca z Białorusi i nowy kontyngent wojsk desantowych złamały opór ukraiński w bitwie pod Ivankowem. Przyjęły kontrolę nad lotniskiem i zajęły przyczółek w mieście Hostomel. W następnych dniach Rosjanie próbowali przedrzeć się do Kijowa. Jedno uderzenie poszło na Bucze, drugie na Irpień, trzecie na Hostomel. Wszystko bez większego powodzenia. Jakoś około 7 marca generał Załużny ponownie rozmawiał z dowódcą 72 Brygady. Rozkazał mu utrzymać uzgodnioną linię na przedmieściach Hostomela i uniemożliwić Rosjanom zbliżanie się do stolicy. Ani kroku w tył, powiedział. Od desantu mijał już drugi tydzień, a Rosjanie nadal walczyli na ulicach Hostomela.

A straty rosły. I nie chodzi tylko o żołnierzy i oficerów niższego stopnia. Rosyjska Prawda poinformowała, że od kuli snajpera zginął generał dywizji Andrii Suchowiecki, szef Sztabu Rosyjskich Sił Powietrznych. Generał Suchowiecki był weteranem walk w Czeczeniu, Abchazji, na Krymie i w Syrii. Jego obecność na linii frontu sugeruje, jak ważną rolę odgrywało lotnisko Hostomel w planach strategicznych Kremla. Dopiero pod koniec miesiąca po trwającej 5 tygodni bitwie Rosjanie przyznali się do porażki. 29 marca rosyjski wiceminister obrony Aleksander Fomin zapowiedział wycofanie wojsk rosyjskich z rejonu Kijowa i odwrót z aeroportu Antonow w Hostomelu. 2 kwietnia armia ukraińska odzyskała kontrolę nad lotniskiem. Już po bitwie nad jej przebiegiem pochylili się eksperci w mundurach.

Sukces rosyjski, orzekli, wynikał z zaskoczenia i wysokiego tempa ataku. W tym momencie dochodzimy do pierwszej zagadkowej bitwy o Hostomel. Otóż dziennikarze Washington Post dotarli do ciekawych i mało znanych informacji na jej temat. W styczniu 2022 roku dyrektor CAA William J. Burns pojechał na Ukrainę, by przekazać generalicji i zapewne ważniejszym politykom, łącznie z prezydentem, informacje o planach Rosji. W bogatym dosie pojawiła się informacja o zaplanowanym ataku desantowym na lotnisku Antonow pod Hostomelem. No dobrze, mógł zapytać Burnsa generał założny. A kiedy ten atak nastąpi? Tego zapewne Barnes nie wiedział, ale jak twierdzi The Wall Street Journal, z tym problemem poradził sobie wywiad Ukrainy samodzielnie. Wyżej wspomniana gazeta czerpała informacje u samego źródła, czyli od Kyryła Budanowa, szefa wywiadu Ukrainy.

Budanow miał powiedzieć, że 23 lutego ich kontakt w Rosji przekazał pilną wiadomość. Inwazja rozpocznie się 24 lutego, następnego dnia. Druga zagadka bitwy o Hostomel. Dlaczego mimo ostrzeżenia Burnsa nie wzmocniono garnizonu wokół aeroportu? Jeszcze czeka na wyjaśnienie. Misja specjalna w RMF FM. Na tropie największych tajemnic historii.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.