Grupa Generała. Łomża - Kryminalne opowieści
Grupa Generała. Łomża - Kryminalne opowieści Kryminalne opowieści - podcast Patryka Szulca, dziennikarza śledczego i autora kanału YouTube Podejrzani. > YouTube: https://www.youtube.com/c/PodejrzaniTV/ > Facebook: https://facebook.com/podejrzani.tv/ > Instagram: https://instagram.com/kryminalne_opowiesci/
W poprzednim odcinku Kryminalnych opowieści trafiliśmy do województwa Podlaskiego i jego byłej stolicy Białegostoku. Przy okazji omawiania historii dwóch tamtejszych grup przestępczych z przełomu lat 90. i 2000., na których czele stać mieli odpowiednio Sławomir Z., pseudonim Mycha, i Leszek K., pseudonim Kucharz, przywołaliśmy postać Sławomira W., pseudonim Generał z Łomży. Miało on współpracować właśnie z kucharzem, między innymi na tle obrotu środkami odurzającymi. W tym wydaniu szerzej o wydarzeniach związanych z generałem. Łomża to miasto powiatowe w województwie podlaskim, położone nad rzeką Narwią na obszarze historycznej Małopolski. Obecnie mieszka tam ponad 60 tysięcy osób.
Sławomir W. urodził się natomiast w Łomży kilkadziesiąt lat wcześniej, 22 lipca 1965 roku. To ten dzień obchodzony w okresie PRL jako Narodowe Święto Odrodzenia Polski na cześć manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z 22 lipca 1944 roku. Miał mu potem przynieść pseudonim Generał. Z wyuczonego zawodu był mechanizatorem rolnictwa, ale zajął się czymś zupełnie innym. Cinkciarstwem. Potem z zawodu wykonywanego, według śledczych, był groźnym gangsterem, którego grupa miała na koncie włamania, kradzieże, wymuszenia haraczy, a później handel bronią, czerpanie korzyści z cudzego nierządu, pobicia czy zlecenie zabójstw.
Miała też zajmować się handlem środkami odurzającymi, choć jak twierdzi nasz informator osobiście dobrze znający generała, wszelkie zarzuty, a nawet wyroki za przestępstwa narkotykowe Sławomira Wu były bezpodstawne, bo ten podchodził do takiej działalności krytycznie. Głównie przez to, że środki odurzające często stawały się początkiem końca wielu gangów. Jednym z powodów takich zarzutów dla generała miał być odwet śledczych za to, że pewnego razu Spędził za kratkami o rok dłużej niż powinien, ale nikomu o tym nie powiedział, po czym wystąpił o odszkodowanie, które rzeczywiście otrzymał. Sławomir Wu nieraz skierował się podobnymi zasadami jak przy niechęci do handlu narkotykami, aby nie budzić niepotrzebnego zainteresowania i rozgłosu.
Kiedyś, gdy go kradziono, z tego samego powodu miał nie szukać zemsty na sprawcy, choć znał jego tożsamość. W każdym razie gang generała miał powstać w 1997 roku, początkowo zajmując się włamaniami do prywatnych mieszkań, sklepów i innych punktów handlowych oraz kradzieżami samochodów. Z czasem dołączyły do tego handel narkotykami i lewym spirytusem, czerpanie korzyści z cudzego nierządu i popularne jako sposób na szybki, spory zarobek wymuszenia haraczy za rzekomą ochronę od właścicieli restauracji, klubów i innych lokali rozrywkowych, a także przedsiębiorców z różnych branż. W tej sferze generał miał współpracować z braćmi S nazywanymi Samary.
Lata później jeden z nich, Marek S, zeznawał w procesie słowo mirawu. Nierzadko ofiarami tego typu wymuszeń padali inni przestępcy, mający dla przykładu własne agencje towarzyskie. W 1997 roku spotkało to Roberta S., pseudonim Szudraś, do którego należała agencja nimfa. Szudraś odmówił płacenia haraczu ludziom generała, którzy potem dotkliwie pobili go w lokalu. Robert S. zapowiedział zemstę, zlecając zabójstwo Sławomira W., Mariuszowi S., pseudonim Maniek, jesienią 1997 roku. Obaj razem z pewną kobietą pojechali wtedy do Warszawy, aby w okolicach znanego z dostępności nielegalnych towarów Bazaru Różyckiego kupić pistolet gazowy.
Robert S. przekazał potem Mańkowi informację o mieszkaniu w bloku przy ulicy Konstytucji 3 Maja, w którym od niedawna mieszkał generał. Wykonanie zlecenia zaplanowano na początek 1998 roku. Osiemnastoletni wówczas Mariusz S. czekał już na Sławomira W. na klatce schodowej bloku, ale ten nie wracał do domu sam i zamachowiec wycofał się. Nieco później wpadł w ręce organów ścigania. Chęć zemsty Szudrasia pozostawała niespełniona, a generał Ten ostatni szybko sam trafił jednak za kratki i w 1999 roku skazano go na dwa lata pozbawienia wolności za wymuszenia haraczy.
Niewiele później Sławomira W. oskarżono o pobicie klienta w jego własnym klubie oraz sprzedaż środków odurzających do Białegostoku. Gdy generał przebywał w białostockim areszcie, trafił do jednej celi z Henrykiem N., pseudonim Dziad, domniemanym szefem grupy ząbkowsko-praskiej, który miał też dość duże wpływy w podlaskim półświatku. Usłyszał później w związku z tym wyrok siedmiu lat więzienia. Podobno obaj panowie polubili się. Na początku lat 2000-tych ludzie generała mieli wejść w handel dużymi ilościami środków odurzających. Wtedy struktura była już na tyle poważna, że podzielono ją na trzy powiązane ze sobą i współpracujące podgrupy, zależnie od rodzaju popełnianych przestępstw. Miały one ustalony podział wpływów, a co za tym idzie zysków.
Potem prokuratorzy, w przeciwieństwie do sądu, na tej podstawie określili, że struktura była nie tyle grupą, co związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym. A więc stworem o wyższym stopniu organizacji, z konkretną hierarchią czy podziałem zadań, gdzie do czerpania korzyści z popełnianych przestępstw sprawcy korzystają z broni palnej. W listopadzie 2000 roku zapadł wyrok w sprawie gangu Leszka K. pseudonim Kucharz z Białegostoku. Jego samego skazano na 15 lat za więziennymi murami, a pozostałych na kary od 3 lat więzienia. W tym gronie znalazł się też generał z wyrokiem 10 lat pozbawienia wolności. 2002 rok przyniósł natomiast orzeczenie w sprawie handlu środkami odurzającymi dostarczanymi między innymi do Białegostoku, Czarnej Białostockiej i Sokółki przez Sławomira W. i 12 jego kompanów.
Skazano go na rok więzienia za sprzedaż niecałego kilograma amfetaminy choć prokuratura zarzucała mu sprzedaż białostockiemu gangsterowi Sławomirowi R. dwóch kilogramów amfetaminy, dwóch kilogramów marihuany i blisko kilograma haszyszu. Dwie osoby skazano na kary pozbawienia wolności od roku do lat trzech. Względem ośmiu postanowiono o karach w zawieszeniu, a dwie kolejne uniewinniono. W październiku 2003 roku w apelacji prokuratura domagała się wyższych kar. W 2004 roku Maniek odzyskał natomiast wolność i przystał do generała informując go o zleceniu zabójstwa sprzed lat. Sławomir W. postanowił odpowiedzieć tym samym, a wykonawcą zbrodni za 25 tysięcy złotych znów miał stać się maniek.
Wziął nawet od generała zaliczkę, aby kupić nielegalną broń i amunicję. Szudraś nie wiedział o ich współpracy, a więc Mariusz S. nie miał większych problemów, by do niego dotrzeć, choć ten ukrywał się w Białymstoku po skonfliktowaniu się z uczestnikami tamtejszego półświatka. Maniek tym razem także nikogo nie zabił, za to w 2006 roku wpadł w ręce śledczych i zdecydował się na współpracę z nimi. W dużej mierze to jego wiedza przyczyniła się do rozbicia gangów działających na terenie Łomży i okolic. Obciążył swoimi zeznaniami kilkadziesiąt osób. Opowiadał też, że Sławomir Wu miał wzorować się na amerykańskim gangsterze włoskiego pochodzenia, szefie nowojorskiej rodziny mafijnej Gambino, Johnny Gottim, czemu potem generał zaprzeczał, mówiąc, że to stek bzdur.
Sam Mariusz S. twierdził, że ani zabójstwa Sławomira Wu, ani Szudrasia nie chciał wcale dokonać. Ostatecznie zamierzał ich tylko jeszcze bardziej skonfliktować, a broń zakupioną do mokrej roboty wykorzystał do własnej działalności. Nie tak krwawej jak eliminacja konkurentów. Mariusz S. ujawnił śledczym jeszcze jedną ciekawą kwestię dotyczącą korupcji w prokuraturze. Twierdził, że przestępcom udało się skorumpować prokuratora z Łomży, Jacka H., który miał przekazywać im informacje ze śledztw, a także umarzać toczące się wobec nich postępowania. Sam miał mu nawet wręczyć 15 tysięcy złotych łapówki. W 2004 roku na należącej do prokuratora działce ujawniono nielegalną fabrykę papierosów.
Wszęto wtedy wobec niego postępowanie dyscyplinarne. Ostatecznie okazało się jednak, że ziemię w dzierżawę wziął teść Jacka H. W 2010 roku Jacek H. wciąż pracował w prokuraturze. Sąd dyscyplinarny nie miał wątpliwości, że utrzymywał on bliskie kontakty z gangsterami, Ale materiał dowodowy był zbyt słaby, by uznać, że popełnił konkretne przestępstwa. Według Mańka plany generała, aby uzależnić od siebie przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, sięgały dużo dalej. Powstał ponoć plan, aby podrzucić synowi jednego z sędziów penitencjarnych środki odurzające i nasłać na niego policję. Gdyby postępowanie trafiło do lokalnej prokuratury, której szefem był wówczas Jacek H., być może sędzia
Zwróciłby się do niego z prośbą o umorzenie postępowania. Przestępcy mieliby wtedy haka na sędziego i mogliby żądać od niego wydawania zgód na warunkowe, przedterminowe zwolnienie z odbycia przez gangsterów reszty kary. Do całej sytuacji nie doszło, ale tym razem zeznania Mańka znów uznano za wiarygodne i na tej podstawie przedstawiono generałowi zarzuty. W 2007 roku Sławomira W. zatrzymano pod zarzutem kierowania gangiem, czerpania korzyści z cudzego nierządu, handlu środkami odurzającymi, wymuszeń rozbójniczych i zlecenia zabójstwa Roberta S. pseudonim Szudraś. Gdy w 2009 roku przed Sądem Okręgowym w Łomży toczył się jeden z procesów generała, na lokalnym forum internetowym komentujący relacjonowali, że Sławomir W. nie uczestniczył w rozprawie, która odbyła się 13 kwietnia.
Wymieniali się też informacjami na temat rzekomej współpracy generała z organami ścigania. Tymczasem świadek Andrzej S. potwierdził przed sądem, jakoby prokurator Jacek H. miał być na usługach gangsterów. Na potrzeby sprawy wszczęto nawet postępowanie w celu uchylenia jego immunitetu i dalszego przesłuchania. Jednak prokuratorowi udało się zachować ochronę. Andrzej S. podkreślał w swoich zeznaniach, że szefem całego układu nie jest generał, a przebywający wówczas w areszcie, z małą przerwą zaledwie na kilkanaście dni, Marek T., pseudonim Trzewik. To biznesmen, który miał wejść we współpracę z generałem, by móc rozwijać swoje interesy. Zdaniem prokuratury robił to w dość radykalny sposób.
Dla przykładu, zlecając jeszcze w latach 90. rosyjskim killerom sprowadzonym przez Roberta D. zabójstwo prezesa jednej ze spółdzielni mieszkaniowych w Łomży. Konflikt dotyczyć miał zbyt dużej, zdaniem prezesa, liczby mieszkań, które posiadał Marek T. Do zbrodni finalnie nie doszło. Przeciwko Trzewikowi zeznawał też Mariusz S., pseudonim Maniek. Twierdził wtedy nawet, że to chciwość Trzewika popchnęła go do współpracy z prokuraturą. Mariusz S. był bowiem winien Markowi te pieniądze, ale nie mógł spłacić długu, bo lichwiarskie odsetki cały czas rosły. W marcu, kiedy zakończono śledztwo m.in. w sprawie zlecenia zabójstwa Szudrasia, generał opuścił areszt, w którym przebywał nieprzerwanie od zatrzymania w 2007 roku.
Lipiec 2010 roku przyniósł akt oskarżenia tak wobec Roberta S. jak i Sławomira W. Obu zarzucano m.in. wspomniane zlecenia zabójstw. Głównym świadkiem oskarżenia był Maniek. W toku postępowania Szudraś bronił się, że nie zlecał zabójstwa generała, a nawet jeśli, to ten na początku 1998 roku nie mieszkał w bloku przy ulicy Konstytucji 3 Maja w Łomży. Co istotne, Sławomir W. to potwierdził, broniąc przy okazji samego siebie. On też miał nie zlecać zabójstwa Szudrasia, bo znali się od lat i nic do siebie nie mieli. Inni, skruszeni członkowie gangów, wiedzieli jednak o ich konflikcie, Choć o zleceniach zabójstw faktycznie nie słyszeli. Będąc na wolności, Sławomir W. miał zorganizować gang, który od marca 2010 do czerwca 2011 roku nakłaniał młode kobiety do prostytucji i czerpał z tego tytułu korzyści majątkowe.
Zarzuty w tym zakresie usłyszał w kwietniu 2012 roku doprowadzony do prokuratury z więzienia, gdzie w międzyczasie miał trafić za oszustwo. Nieco wcześniej, bo w październiku 2011 roku Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał Roberta S. na 8 lat pozbawienia wolności za podżeganie do zabójstwa, uznając zeznania Mańka za spójne i logiczne. Wyrok ten w marcu 2012 roku utrzymał Białostocki Sąd Apelacyjny. Obrońca Roberta S. złożył wówczas kasację do Sądu Najwyższego, powołując się na błędy i uchybienia, do których miało dojść w postępowaniu przed sądami pierwszej i drugiej instancji. Podkreślał przy tym, że nie zweryfikowano odpowiednio zeznań Mańka, a wobec Szudrasia nie stosowano nawet tymczasowego aresztowania, co przy zarzucie podżegania do zabójstwa nie jest normą.
Generała natomiast w jego procesie najpierw sąd w Łomży skazał na 4 lata pozbawienia wolności, a potem Sąd Okręgowy w Ostrołęce w grudniu 2012 roku uniewinnił go od stawianych mu zarzutów. Skład orzekający uznał wówczas, że zeznania Mariusza S. były niespójne, a jego wiarygodność podważało choćby to, że przyjmował środki odurzające. Wychodząc z sali sądowej generał głośno powiedział wtedy, dziękuję bardzo. To wszystko na dziś. Do zobaczenia wkrótce. Czytał Maciej Marcinkowski.
Pokazano wszystkie 18 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podsumowanie historii grup przestępczych w Białegostoku, w tym postaci Sławomira Z. i Leszka K.
Opis postaci Sławomira W., pseudonim Generał, i jego czynności kryminalnych.
Opis zlecenia zabójstwa Szudrasia i próby jego wykonania przez Maniaka.
Opis postępowań sądowych i oskarżeń wobec Sławomira W. i Roberta S. w latach 2000-2012.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.