Mentionsy Mentionsy
Kryminalne Szepty
Kryminalne Szepty

Tragedia Małgorzaty Śnieguły | Podcast Kryminalny

01.12.2025 ·51 min 4 s

Małgorzata Śnieguła miała 29 lat, gdy znaleziono jej ciało w zamkniętym mieszkaniu w Skierniewicach. W ustach miała cyjanek. Nie zostawiła listu, nie było żadnych śladów włamania, a śledztwo utknęło w martwym punkcie. Rodzina nigdy nie uwierzyła w samobójstwo. Co wydarzyło się naprawdę? W tym odcinku przedstawiam fakty, hipotezy oraz analizę psychologiczną jednej z najbardziej tajemniczych spraw w Polsce.

Dla rodziny zaczynają się najtrudniejsze święta w życiu. Zamiast radości z Bożego Narodzenia jest organizacja pogrzebu i niepewność co do tego, co spotkało ich córkę. Już pierwsze wyniki sekcji rzucają nieco światła na przyczynę śmierci, ale jednocześnie wywołują kolejną falę pytań. Okazuje się, że we krwi Małgorzaty wykryto zabójczą dawkę cyjanku potasu. Stężenie tej trucizny sześciokrotnie przekraczało dawkę śmiertelną dla człowieka. To wyjaśnia, dlaczego młoda kobieta umierała tak szybko i w tak potwornych męczarniach. Cyjanek jest jedną z najsilniejszych trucizn, powoduje gwałtowne konwulsje, ból i szybkie zatrzymanie oddechu.

Brak na przykład odcisków obcych palców czy śladów włamania. Na pierwszy rzut oka scenariusz wydaje się logiczny. Kobieta będąc sama w domu połknęła cyjanek umierając śmiercią samobójczą. Jednak niemal od razu pojawiają się wątpliwości i to poważne. Ojciec zmarłej nie daje wiary temu, co sugerują śledczy. Nie mieści mi się to w głowie, komentuje Kazimierz Śnieguła w rozmowach z prasą, gdy kilka lat później opowiada o tamtych dniach. Wspomina, że Małgosia była osobą głęboko wierzącą, praktykującą katoliczką i nigdy nie zaakceptowałaby samobójstwa jako wyjścia z trudnej sytuacji. Co więcej, była młodą, zdolną, odnoszącą sukcesy kobietą.

Analizowali zachowanie Małgosi, gdy miała 7 lat, by wyciągnąć wniosek, że jako dorosła miała trudności w nawiązywaniu bliskich relacji z innymi kobietami. Rodzinie i znajomym zmarłej takie tłumaczenia wydają się niedorzeczne. Małgosia nie miała żadnych powodów, by odebrać sobie życie i to w taki nierealny sposób, powie po latach ojciec, wyrażając opinie całej rodziny. Teza o rzekomej samotności czy załamaniu spowodowanym bólem fizycznym nie przekonuje też nikogo, kto znał bliżej Małgorzatę. Owszem, jak wiele młodych kobiet miewała comiesięczne dolegliwości bólowe, być może nawet zażywała więcej leków przeciwbólowych niż przeciętnie, ale to trudno sobie wyobrazić, by z tego powodu planowała tak dramatyczny krok jak samobójstwo za pomocą cyjanku.

Tym bardziej, że skąd miałaby tę truciznę w ogóle zdobyć? To właśnie kolejne zasadnicze pytanie, które zadaje ojciec i które odbija się szerokim echem. Skąd Małgorzata mogła wziąć cyjanek potasu? Przecież nie miała wykształcenia chemicznego ani dostępu do laboratoriów. Nie pracowała w branży, gdzie używa się cyjanku. W jej mieszkaniu nie znaleziono żadnych śladów cyjanku ani opakowania po nim. Jeżeli sama zażyła truciznę, powinna przecież mieć jakiś jej zapas lub choćby fiolkę, z której skorzystała. A tymczasem nie znaleziono nic. Jakby cyjanek pojawił się i zniknął wraz z jej ostatnim tchnieniem. Ojciec słusznie zauważa, że przy tak silnej dawce Małgosia zmarła w ciągu sekund.

udając lek uspokajający czy przeciwbólowy, a może w trakcie szamotaniny wlewa jej coś do ust siłą. Możliwe też, że trucizna została wcześniej podstępnie zmieszana z napojem lub jedzeniem Małgosi. Śledczy brali pod uwagę taką ewentualność. Wiedzieli, że Małgosia zażywała leki przeciwbólowe, więc nie wykluczali, że cyjanek mógł zostać jej podany właśnie pod pozorem lekarstwa. Faktem jest, że w mieszkaniu nie znaleziono śladów proszku czy płynu zawierającego cyjanek. Co oznacza, że trucizna musiała być podana w jednorazowej dawce i razem z nią zniknęło opakowanie. Cyjanek potasu mógł być np. rozpuszczony w szklance wody albo w herbacie. Wystarczy malutka ilość, kryształek wielkości ziarnka grochu, by zabić dorosłego człowieka.

Małgorzata po zażyciu trucizny zaczyna się wić z bólu, dusić. Cyjanek blokuje komórką dostęp tlenu. Ciało w agonii reaguje drgawkami. Właśnie wtedy Małgosia mogła desperacko chwycić za włosy oprawcy i wyrwać mu kosmyk lub szarpać swoje własne włosy w niewyobrażalnym cierpieniu. Po kilkunastu sekundach jest już po wszystkim. Kobieta osuwa się martwa na podłogę. Jeśli przyjmiemy, że to nie samobójstwo, tylko morderca zainscenizował całą scenę, dalszy ciąg wyglądałby tak. Sprawca zaczyna sprzątać na miejscu zdarzenia. Wyciera ślady.

Wszak jeden z krewnych Sylwestra był chemikiem i miał dostęp do cyjanku potasu. To ustalili śledczy, choć z jakiegoś powodu nie drążyli dalej tego tropu. Jeśli Sylwester poprosił tę osobę o zdobycie trucizny, plan zbrodni zaczyna brzmieć wykonalnie. Potrzebny byłby jeszcze dostęp do mieszkania, ale Sylwester go miał, bo w końcu to również jego lokum miał klucze. Być może wręczył je swojej wspólniczce lub innemu wykonawcy zadania. Pamiętajmy, do mieszkania było pięć kluczy. Część mogła być rozdysponowana. Potem po fakcie nastąpiło szybkie zacieranie śladów, jak sprzątanie i pranie. Wszystko to maluje niepokojący obraz potencjalnego spisku.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.