Mentionsy Mentionsy
KrymiLand
KrymiLand

40. "Skradzione dzieciństwo"

26.02.2022 ·1 godz 5 min · 1 rozdział · 1 sponsor

Sponsorem dzisiejszego odcinka jest BookBeat, który przygotował dla Was niespodziankę.  Usługa BookBeat ma dla Was tysiące historii, których możecie albo wysłuchać w formie audiobooka albo przeczytać w formie ebooka. BookBeat przygotował dla was kod: KRYMILAND, który umożliwi Wam słuchanie i czytanie wybranych pozycji przez 30 dni za darmo.   Wystarczy, że wejdziecie w link podany poniżej:    https://www.bookbeat.pl/krymiland?utm_source=spotify&utm_medium=podcast&utm_campaign=krymiland+30+days&utm_content=epi+description  Link przekieruje Was do formularza, który jest już zaopatrzony w kod: KRYMILAND   Po wypełnieniu formularza, wystarczy ściągnąć aplikację,  a po ściągnięciu aplikacji pozostaje Wam słuchać,  jak i czytać wszędzie gdzie tylko będziecie mogli. Nie czujcie się do niczego zobowiązani, ponieważ z usługi, możecie zrezygnować w każdej chwili. Także nic nie tracicie, a możecie wiele zyskać.    ~~**~~  ~~**~~  ~~**~~  ~~**~~  ~~**~~  ~~**~~  ~~**~~   Lydia nie ma koleżanek, nie jeździ na szkolne wycieczki, nie bierze udziału w zajęciach pozalekcyjnych.  Nie przynosi do szkoły cukierków kiedy ma urodziny i nie częstuje się nimi, kiedy któreś z dzieci przyniesie urodzinowe słodkości do szkoły.  Ograniczenia, restrykcje i wychowanie oparte na ideologii tak przebiega jej dzieciństwo.    Kontakt z KrymiLand: [email protected] Muzyka w tle: https://studio.youtube.com/channel/UC4wnuSQsXITnCAqW6A0FMBA/music  Zdjęcie użyte do podcastu: https://www.freepik.com/photos/peoplePeople photo created by freepik - www.freepik.com

2:32 · BookBeat 24

Ludia nie zdążyła się przyzwyczaić na dobre do któregoś z nowo wynajmowanych mieszkań, bo za chwilę musiały się znów wyprowadzić. Ten okres wspomina jako czas ogromnego stresu i samotności, brak koleżanek i ciągle nowe szkoły, bo wraz z przeprowadzkami dziewczynka również je zmieniała. Kiedy była mała, a matka w tym czasie była zajęta rozwijaniem biznesu, dziewczynką zajmowały się opiekunki. One również nie wykazywały jakiegoś specjalnego zainteresowania ludziom. Przychodziły, odbimbały swoje godziny i poszły. Nie pytały jak było w szkole, nie rozmawiały z nią, nie przytulały. Dziewczynka często godzinami w samotności i ciszy wpatrywała się w akwarium.

To była jej jedyna rozrywka i taki jakby telewizor, którego w domu z tego powodu, że matka była świadkiem Jehowy, nie było. Nie czuła się kochana, nie czuła, że ktoś w domu czeka na nią z utęsknieniem, że ktoś się w ogóle o nią martwi i że ktoś ją obroni, kiedy będzie tego potrzebowała. Matka dziewczynki, pomimo tej religijności i bycia Świadkiem Jehowy, często wieczorami relaksowała się wypiciem ulubionego trunku. Później zasypiała na kanapie, a Ludia wynosiła za każdym razem puste butelki po piwie do piwnicy. Podczas tego właśnie sprzątania po matce, pewnego dnia spadła ze schodów. Pusta butelka rozbiła się, a ona upadając dość poważnie, zraniła się w ramie.

Matka jakoś tak niespecjalnie przejęła się tą raną, po której została dość spora blizna. To właśnie ta blizna każdego dnia przypominała Ludi o tym, że tak naprawdę była bardzo samotnym dzieckiem. W życiu dziewczynki nie ma dnia, które mogłyby się od siebie różnić. Trzymała się określonego i narzuconego przez matkę, jak i wspólnotę planu dnia. Rano szkoła, po szkole wpatrywanie się godzinami w akwarium, albo chodzenie od domu do domu i rozmawianie o Bogu, czy też stanie na ulicy i rozdawanie strażnicy. Musiała jako dziecko w tym uczestniczyć, ponieważ ma wiedzieć, jak to się robi, kiedy dorośnie. Matka i tak ciągle powtarzała jej, żeby się uczyła, tak jakby to rzeczywiście było dla niej ważne, tak jakby poza tym nic w jej życiu nie istniało, tak jakby rozmowa z nią, przytulenie nie było istotne, tak jakby poprzez wyganianie do nauki matka chciała, żeby córka zeszła jej po prostu z oczu.

U ojca jest lepiej, mimo to, że nie okazuje jej zainteresowania, to przynajmniej nie krzyczy i nie stosuje w stosunku do niej przemocy. Wraz z ojcem mieszka jego już nowa żona i jej 20-letni syn, przyrodni brat Ludii. Prat przyrodni interesuje się małą, niechcianą przez wszystkich dziewczynką. Często zabiera ją do swojego pokoju, gdzie na ścianach wisi tapeta w palmy. Pokój nie jest jakoś specjalnie urządzony, stoi tam łóżko, szafa, biurko, ale jest tam jeszcze coś, czego w jej domu nie było – telewizor. Często ona i jej brat leżą na łóżku i oglądają filmy. Lydia może wybrać taki film, jaki chce, a ona mogłaby ciągle i ciągle oglądać niekończącą się opowieść, Carlson na dachu, Kremliny.

Przyrodni brat dziewczynki nie okazywał jej zainteresowania w zdrowy sposób. Nie wychodziło to ze współczucia, z żalu nad jej dziwnym i trudnym losem, czy też z chęci chronienia jej i nauczenia, że nie wszystkim powinno się ufać. Pewnego dnia daje jej czekoladę, zabiera do lasu na wycieczkę, a po przejściu kilku kroków prosi ją, żeby się rozebrała. Mówi, że to taka zabawa w modelkę i fotografa. Dziewczynka rozbiera się, a on robi jej kilka nagich fotek. Innym razem w jego pokoju rozbiera się i pyta Ludii, czy ta chce dotknąć jego penisa. Tego samego dnia wieczorem łapie już dwunastoletnią wówczas dziewczynkę za krocze i pyta czy jej się to podoba.

Być może takie zbytnie zainteresowanie się jego córką z jego strony nie powoduje w jego głowie zapalenia się czerwonej lampki, a może udaje, że nic nie widzi, że dzieje się coś złego. Być może nawet postrzega pedofila stereotypowo, czyli uważa, że to musi być ktoś, kto gdzieś tam czyha za rogiem, żeby porwać dziecko i je skrzywdzić. Mało kto dopuszcza taką myśl, że ktoś, kto jest członkiem naszej rodziny może mieć takie niezdrowe skłonności albo, że kimś takim może być sąsiad, nauczyciel, ksiądz, trener. Ktoś, kto przecież w mniemaniu wielu nie mógłby zrobić naszemu dziecku krzywdy. Ojciec Ludii nie edukuje swej córki, nie tłumaczy jej, że są tacy ludzie, że trzeba być ostrożnym, że nie powinna im ufać, że jeśli coś takiego się wydarzy, ma zaraz przyjść i bez obaw mu to wszystko powiedzieć.

Można powiedzieć, że eksperymentuje. Sama mówi później, że dopóki była na haju, wszystko było dobrze, bo zapomniała i nie myślała o tym, co się wokół niej dzieje. Pod wpływem haju nie czuła już tej przenikającej ją od środka samotności i poczucia beznadziejności. To był pewien rodzaj ucieczki. Przyrodni brat nie traci zainteresowania swoją przyrodnią siostrą. Z każdym dniem robi się odważniejszy i posuwa się dalej i dalej. Pewnego dnia mówi jej, żeby pozwoliła mu dotknąć swoich piersi. Oczywiście nie za darmo. Proponuje za to pieniądze. Czternastoletnia wówczas Ludia godzi się na to. Kasa zawsze się przyda. A co on mógłby jej zrobić?

Przecież to jest jej brat. On oczywiście bez oporów dotyka jej piersi, ale na tym nie chce zakończyć. Chce zdjąć jej spodnie. Ona wówczas ucieka. Nie była u niego w pokoju, w którym na ścianach wisiała tapeta w palmy. Była natomiast w jego własnym mieszkaniu. On nie mieszkał już w domu z jej ojcem. Był dorosły i żył na własny rachunek. Po ucieczce z jego mieszkania on nie daje jej spokoju. Straszy ją, że jeśli do niego nie przyjdzie, to on powie jej ojcu, że ta pali papierosy. Ludia idzie do niego. Boi się konsekwencji, jakie mógłby wyciągnąć ojciec, gdyby dowiedział się, że jego córka pali. A skoro starszy brat wiedział już o paleniu, to pewnie wiedział też i o innych używkach, które czasami zażywa.

Doskonale wie, co się właśnie wydarzyło, reaguje szybko, wzywa pogotowie i nie odstępuje Ludii na krok. Jest jednym, jak do tej pory człowiekiem, któremu zależy na życiu dziewczyny. Ale to ktoś obcy, ktoś, kto tylko wykonał połączenie. Ktoś, kto po przyjeździe karetki odejdzie, zajmie się swoim życiem i zapomni o nastolatce z ubikacji metra. Lekarz, który przyjechał, przywraca niedoszłą samobójczynię do życia. Ludia jest strasznie zawiedziona. Nie tego oczekiwała. Szarpie się i krzyczy na człowieka, który uratował jej życie. Wrzeszczy pytając, dlaczego to zrobił? Przecież ona nikogo o to nie prosiła. Ratownicy nie słuchają jej krzyków i próśb dotyczących tego, żeby ponownie ją wysłali na tamten świat.

Być może choć jeden z nich w duchu płacze nad tym, co też ta młoda dziewczyna, przed którą świat stoi otworem, chciała zrobić. Może choć jeden z nich ubolewa nad jej losem. Bez słowa wsadzają ją do karetki i zawożą do dziecięcego szpitala psychiatrycznego. W wielu przypadkach pobyt tam trwa z reguły tylko kilka dni. Wszystko zależy od tego, czy pacjent decyduje się zostać na dłużej. Wówczas terapia i leczenie trwa od 3 do 4 tygodni. Odważniejsi decydują się na pozostanie tam na okres 3 miesięcy. Ludia spędza w szpitalu dwa miesiące. Jednak to nie ona zdecydowała o takim długim pobycie w klinice. Po tych dwóch miesiącach przyszedł moment, kiedy chciano ją wypisać.

Jednak żeby opiekunowie prawni, jak i rodzice, wiedzieli, jak z młodym człowiekiem postępować, co powinni robić, a czego nie powinni, matka i ojciec Ludii zostają wezwani do szpitala w celu odbycia rozmowy z lekarzem prowadzącym. Na wyzwanie lekarza psychiatry przyjeżdża tylko ojciec. Matka już zapomniała o swej córce. Można się zastanowić, czy kiedykolwiek o niej pamiętała. Dziewczyna wraca do ojca, ale nie jest już tą samą Ludion, która z nadzieją na lepsze życie zamieszkała u niego, która pragnęła mieć tatę i mamę. Dwoje ludzi, którzy nigdy jej nie skrzywdzą. Zaopiekują się nią i będą ją kochać. Nie chodzi już do szkoły. Ucieka również z domu. Jeździ od Stuttgartu po Berlin.

W końcu zostaje wysłana do zakładu opieki w Konstancji. Tam są młodzi ludzie podobni do niej i ci, którzy tak jak ona z powodów okoliczności rodzinnych nie mają możliwości powrotu do swych domów. Ludia nie zagrzewa tam długo miejsca. Ucieka. Tak jak uciekała od zawsze. Najpierw było to akwarium z rybkami, później ojciec, następnie używki, a teraz tułanie się od miasta do miasta. Czy podczas tych ucieczek szukała miłości, której od zawsze było jej brak? Nie wiadomo czego szukała. Ale pewne jest to, że potrzebowała pomocy. Kiedy ma 17 lat, poznaje chłopaka, który staje się później jej bardzo bliski. Otrzymuje w końcu to zainteresowanie i nie jest sama.

Nawet nie spostrzegli, że sezon turystyczny, który nie trwa przecież wiecznie, minął. Słońce już nie dawało wystarczająco dużo ciepła, a pogona nie nastrajała optymistycznie. Z dnia na dzień zaczynało się robić chłodniej i chłodniej. Ludzie nie przesiadywali już przed knajpami pod parasolami, a co za tym idzie, zdobycie pieniędzy na działkę w taki sposób, w jaki robili to do tej pory, graniczyło z cudem. Pewnego dnia chłopak Ludi oznajmił jej, że ma już dość, że wraca do swej przyczepy, którą zostawił w Konstancji. Tam przynajmniej będzie miał jakiś dach nad głową. Ona jednak postanawia zostać w Aachen. Początkowo próbowała jeszcze zdobyć pieniądze grając na gitarze, jednak ludzie już ją znali.

Wiedzieli, że to ćpunka. Poza tym nie zawsze wyglądała dobrze, a słowa piosenki dość często się jej myliły. Śpiewanie nie dawało jej już żadnego dochodu, a organizm domagał się dawki. I żeby szybko zarobić, zaczęła więc sprzedawać swe ciało. Ludia jest młoda, piękna i wciąż ma 17 lat. Wśród prostytutek jest najmłodsza i na brak klientów nie może narzekać. Dziennie obsługuje do trzech klientów. Bywają dni, kiedy idzie tylko z jednym. Nie dlatego, że nie ma chętnych, ale dlatego, że sama sobie tak to ustaliła. Jeśli ma mało pieniędzy, potrafi jednego dnia pójść z czterema klientami. Uprawia z nimi seks klasyczny, oralny, sadomasochistyczny.

Grzeczny, płacił dobrze i zawsze wracał. Któregoś dnia mężczyzna daje jej swój numer telefonu i mówi, że jak będzie czegoś potrzebowała, to niech do niego zadzwoni. Ona odruchowo chowa numer do kieszeni i zapomina o nim. Nie zamierza dzwonić do Hermana. Nie zamierza mieć z nim żadnego kontaktu. To, że jest jej klientem, jest już wystarczające. Jednak przychodzi taki moment, kiedy Ludi zaczyna brakować pieniędzy. Organizm się domaga ponownej działki, a ona bardzo źle znosi objawy odstawienia. Grzebiąc w kieszeni i szukając tak zwanego grosza, wyciąga zwitek papieru, na którym jest zapisany numer.

Chwilę musi pomyśleć, żeby przypomnieć sobie, kto jej ten numer zostawił. Tylko jeden z klientów zapisał jej cyfry na kartce. Dzwoni zatem do niego, a ten dość szybko pojawia się po nią i zabiera ją do swojego mieszkania. Tam uprawiają seks, a po stosunku Herman zawozi Ludię do dillera w Holandii i kupuje różnego rodzaju narkotyki. Pokazuje je później dziewczynie i mówi, że jak będzie z nim współżyła, to zawsze coś od niego dostanie, czyli proponuje jej deal – seks za narkotyki. Lydia nie zgadza się na ten układ. Zamiast tego próbuje przemycić przez granicę 7 gram heroiny. Chowa proszek w pochwie.

Lydia zaprasza Erisa do Aachen, a on oczywiście przyjeżdża. Zwiedzają miasto, idą na dobrą kolację, rozmawiają, ona opowiada mu o swoim małżeństwie, o tym, że czuje się samotna i nierozumiana. Później lądują w hotelu i uprawiają seks. Całkowicie dobrowolnie, bez przymusu, bez zobowiązań. To był pierwszy raz, kiedy seks z drugim mężczyzną bardzo się jej podobał, ale z powodu Hermana miała ogromne wyrzuty sumienia. Wiosną 2010 roku Ludia informuje swojego męża, że chce separacji, że nie chce już tak dłużej żyć. On w odpowiedzi blokuje jej wszystkie karty i straszy, że sprawi, iż ona wróci na ulicę.

Z koperty wysypują się kartki, a wraz z nimi liścik Helmana, ostrzegający potencjalnego pracodawcę przed przyjęciem narkomanki i byłej prostytutki do pracy. Lydia teraz rozumie, dlaczego zawsze jej odmawiano etatu. Jej mąż nie chciał, żeby stała się niezależna. Była jego własnością, więc to on decydował, kiedy i czy w ogóle pójdzie do pracy. Ona nie krzyczy, nie robi awanturę. Nigdy nie robiła. Cierpi w ciszy. Następnego wieczoru, nie wytrzymując jednak, konfrontuje go z tym, co zrobił. Mówi mu, że wie o tym, iż sabotował każdą jej próbę otrzymania etatu. I informuje go o tym, co zamierza zrobić. On wrzeszczy, krzyczy, że posunęła się za daleko, że jest najgorszą uzależnioną od narkotyków dziwką, że wie, iż ona ćpa, że cofnie jej prawo jazdy i że sprawi, iż Ludia wróci do momentu, w którym była, kiedy przywiózł ją do siebie 18 lat temu.

Ludia otwiera następną ampułkę i prosi męża, żeby w końcu przestał. Wyciąga następną i następną. Nie pamięta dokładnie, ile już ich było. Może cztery? Może pięć? Stoi przez chwilę z napełnioną strzykawką, aż w końcu odwraca się i biegnie do salonu. Ma uczucie, że stoi z boku i samą siebie obserwuje. Kerman spostrzega strzykawkę i pyta, co chcesz zrobić z tą strzykawką, dziwko? Ty suko! Ty obrzydliwa mała suko! Ty! To ostatnie słowa, jakie wypowiedział. Ona po wstrzyknięciu mężowi morfiny wychodzi z domu. Następnego dnia rankiem 19 lutego 2011 roku wraca do domu i zastaje Hermana leżącego przy kanapie.

Od razu wie, że on nie żyje, ale nie wie dlaczego, nie kojarzy jego śmierci z ilością wstrzykniętej przez nią morfiny. Zamiast zadzwonić na pogodowie, dzwonił zapłakana do Erisha. Ten radzi jej jednak, żeby skontaktowała się z lekarzem rodzinnym jej męża. W końcu dzwoni na pogotowie. Przyjeżdża lekarz i policja. Widzą zapłakaną i zszokowaną młodą kobietę. Lekarz bada Hermana i stwierdza zgon. Mąż Ludi był słusznego wieku, chorował na serce, był otyły i miał problemy z płucami, więc śmierć mogła przyjść po niego każdego dnia. Jednak lekarz zauważa na jego głowie zadrapanie i nie tylko dlatego, ale dlatego też, że widzi przy tak starszym mężczyźnie, tak młodą kobietę, zleca sekcję zwłok w celu poznania prawdziwej przyczyny śmierci.

W 2012 roku po całym procesie Ludia zostaje skazana przez Sąd Najwyższy w Aachen na dożywocie i odbiera jej prawa do wykonywania zawodu. Według sądu i prokuratora zamordowała go z chciwości i podstępnie. Obawiała się, że mąż ją wydziedziczy i podała mu śmiertelną dawkę morfiny. No i do tego przecież miała kochanka. Ona na rozprawach siedziała cicho, nie broniła się, nie usprawiedliwiała. Odezwała się tylko po to, żeby się przyznać i powiedzieć, że bardzo jej przykro z powodu śmierci męża i że jest gotowa przyjąć każdą wymierzoną karę. Przyjęła wyrok z pokorą. Nie tłumaczyła się tak, jak tłumaczą się inni oskarżeni o morderstwo. Bo co by to dało?

No ona oczywiście temu zaprzeczała, nie przyznawała się do winy, wymyślała, że winny był najpierw jej mąż, a później po wyjściu napisała książkę, w której opisała jakiegoś pana X, dosłownie nazywał się on Pan X, który to właśnie zamordował jej córki, czyli ciągle kręciła i opowiadała niestworzone historie. Jej waga winy nie została niby określona prawnie, to można powiedzieć, że pojęcie dożywotnego więzienia w niemieckim kodeksie karnym oznacza po prostu 15 lat więzienia. To tak gwoli wyjaśnienia, jeśli chodzi o to, co znaczy kara dożywotnego więzienia w Niemczech. Wracając do Ludii, to Erich nie mógł się z tym pogodzić. Znał jej życie, wiedział, jak wyglądało jej małżeństwo, wiedział, że jej mąż tak naprawdę chciał tylko mieć swoją prywatną prostytutkę, kogoś, kto go nie zostawi, bo będzie zależny od niego i na starość potrzebował już nie tylko prywatnej prostytutki, ale również opiekunki.

Namawia Ludię, żeby się odwołała od wyroku, żeby zawalczyła o siebie, żeby się nie poddawała. W rezultacie jej adwokaci odwołują się. Federalny Trybunał Sprawiedliwości uchyla wyrok i 6 marca 2014 roku kobieta ponownie staje przed sądem. Nocą przed rozprawą, Lydia przygotowuje się na zeznania. Spisuje całe swoje życie, jest szczera do bólu. Później czyta swoje oświadczenie przed sądem przez dwie godziny. Eriś jest na sali wraz z jej rodzicami. Wtedy po raz pierwszy słyszy szczegóły z jej życia, o których ona mu nie mówiła. Słyszy m.in. o molestowaniu i gwałcie, a ona po raz pierwszy mówi o tym przed wszystkimi.

Ludzie znają historię Ludii, jedni jej współczują, nie oceniają, a inni uważają, że staremu Erisiowi odbiło. Bo nie dość, że mieszka z narkomanką, byłą prostytutką, to jeszcze dodatkowo z morderczynią. Kiedy para przechadza się po deptaku, ludzie im się przyglądają. Mężczyzna mówi, że to pewnie dlatego, że widzą, że taki stary dziad żyje z tak piękną, atrakcyjną i inteligentną kobietą. Nie przeszkadza mu to, bo lubi te spojrzenia. Ona jest piękna, utalentowana, doświadczona, mądra i do tego pani doktor, a on do tej pory wydał tylko pierwszy i jedyny tomik poezji erotycznej. Poniekąd uważa, że nie dorasta jej do pięt. Ludia jednak podświadomie czuje, że ta sielanka się skończy, zostanie znów brutalnie przerwana.

Pokazano wszystkie 24 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.