Mentionsy Mentionsy
KrymiKrąg
KrymiKrąg

FIAT, ZABAWKI I 6 MINUT. AGNIESZKA I PRZEMEK | KrymiKrąg | #145

20.05.2026 ·27 min 35 s

W tym odcinku wracamy do jednej z najbardziej zagadkowych spraw końcówki lat 80. Historii bliźniąt Agnieszki i Przemka Bugno z Sosnowca. To opowieść o zwyczajnym świątecznym dniu, który w kilka minut zmienił się w coś, czego nikt nie potrafił już później w pełni wyjaśnić.Przenosimy się na osiedle Bór, gdzie w lany poniedziałek 1989 roku dzieci bawiły się przed blokiem, a rodzina przygotowywała się do wizyty bliskich. Chwila nieuwagi, kilka minut ciszy i rzeczywistość zaczęła wyglądać zupełnie inaczej.W odcinku pojawiają się relacje świadków, wątki śledcze, hipotezy oraz elementy, które do dziś budzą pytania. Ale bez jednoznacznych odpowiedzi. To historia, która mimo upływu lat nadal pozostaje otwarta.Uwaga: podcast zawiera opisy trudności rodzinnej.Patronitehttps://patronite.pl/krymikragMateriały źródłowe:https://docs.google.com/document/d/1vnZ1SXL2BcN6cgr5SaaA6UasEbc-oCRC4j05N3dw_7k/edit?usp=sharingPOLUB ❗ SKOMENTUJ ❗ SUBSKRYBUJ ❗

Sosnowiec końcówki PRL-u, miejsce jakich wiele, gdzie wszystko działo się bardzo blisko siebie. Większa zażyłość, ciekawość, może lekkie wścibstwo? Ludzie wiedzieli o sobie więcej, ale i chętnie pomagali. Na osiedlu Bur, w jednym z typowych niskich bloków przy ulicy Białej Przemszy, mieszkała rodzina Bugna. Drugie piętro, świeżo urządzone mieszkanie, jeszcze nie do końca oswojone, bo Wielkanoc z 1989 roku była ich pierwszymi świętami w nowym miejscu. Dla wielu rodzin takie przeprowadzki były czymś ogromnym. Akurat to się nie zmieniło, dzisiaj również są. Własne M, nawet małe, oznaczało awans, wyjście z konta uteściów albo z przeludnionego familoka, bo ludzie potrafili przez lata załatwiać mieszkanie przez zakład pracy, kombinować, wymieniać się, czekać.

Co ciekawe, ale znów zwyczajne, mimo ogromnej bliskości, zdarzały im się normalne dziecięce sprzeczki, najczęściej obuty. To brzmi wręcz banalnie, ale właśnie takie szczegóły budują prawdziwy obraz rodziny. Oni naprawdę bardzo pilnowali swoje własności. Każdy miał swoje miejsce na obuwie i swoje oznaczenia na podeszwach, Potrafili się o to pokłócić jak dorośli ludzie, powiedzmy o granice działki. Jest w tym coś bardzo charakterystycznego dla dzieci wychowanych w schyłkowym PRL-u. Od małego słyszały pilnuj, nie zgub, szanuj, bo wszystko kosztowało wysiłek, stanie w kolejkach albo znajomości. Nawet małe dzieci nasiąkały tym podejściem. Jednocześnie dzieci potrafiły być wobec siebie kompletnie zgodne w najważniejszych sprawach.

Wystarczyła chwila i przed budynkiem zaczęli zbierać się ludzie. Ktoś pytał, gdzie dzieci widziano ostatni raz, ktoś biegł w stronę placu zabaw, ktoś sprawdzał klatki schodowe. To był jeszcze ten etap, kiedy wszyscy wierzyli, że za moment bliźniaki po prostu się znajdą, że może schowały się dla zabawy, że ktoś zabrał je na chwilę do mieszkania, że zaraz wyjdą zza rogu mokre i roześmiane. Jeszcze przed godziną 16 informacja o zaginięciu trafiła do oficera dyżurnego Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej w Sosnowcu i trzeba przyznać jedno, reakcja służb była błyskawiczna. W realiach końcówki PRL-u taka mobilizacja nie była czymś oczywistym. Milicja często była krytykowana za opieszałość, brak kompetencji czy ignorowanie problemów zwykłych ludzi, ale tutaj ruszono z ogromną akcją praktycznie natychmiast.

Z czasem zaczęły pojawiać się kolejne teorie, że dziewczynka mogła zostać wywieziona i wychowana pod inną tożsamością, że ktoś zabrał ją bardzo daleko, że być może dorosła już od dawna żyje gdzieś zupełnie nieświadoma swojej prawdziwej historii. Potem pojawił się wątek samochodu, pomarańczowy albo czerwony Fiat. Świadkowie nie byli zgodni co do koloru, ale zgodni byli co do jednego. W okolicy kręcili się obcy mężczyźni. Ktoś miał widzieć dzieci wsiadające do auta, ktoś inny mówił, że samochód odjechał szybko z osiedla. I tutaj zaczyna się problem charakterystyczny dla tamtych czasów, bo końcówka PRL-u była okresem prawdziwej paranoi związanej z powodzeniem dzieci. Po Polsce krążyły wtedy opowieści o czarnych wołgach, o tajemniczych samochodach podjeżdżających pod szkoły i osiedla.

Dziś funkcjonują właściwie dwie równoległe wersje zakończenia tej tragedii. Pierwsza dotyczy Przemka, chłopca, którego odnaleziono, ale którego droga do zbiornika w Dziećkowicach nadal pozostaje niejasna. Druga dotyczy Agnieszki, dziewczynki, która mogła zostać zabrana gdzieś daleko i nie wiadomo, co się z nią stało. I właśnie ta druga wersja sprawia, że historia bliźniąt Bugno nie zamienia się wyłącznie w starą kronikę kryminalną z końca PRL-u. Bo dopóki nie odnaleziono Agnieszki, do puty istnieje możliwość, że ta historia tak naprawdę nigdy się nie skończyła. Ale niestety przez tyle lat nie udało się ustalić żadnych nowych faktów ani przełomowych informacji. Zdjęcia stworzone na podstawie przewidywanego wyglądu dorosłej kobiety trafiły do obiegu medialnego, pojawiły się w publikacjach i zestawieniach osób zaginionych, ale nie przełożyło się to na żaden konkretny potwierdzony trop, który można byłoby dalej zweryfikować w terenie albo w dokumentach.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.