Mentionsy Mentionsy
Kartkując mikrofon
Kartkując mikrofon

Gucio zaczarowany rozdz. 9

10.06.2024 ·15 min 4 s · 3 rozdziały

Gucio poznaje koleżankę :) Bez Ciebie nie byłoby tego programu. Pamiętaj, że jeśli podoba Ci się to, co robię, możesz wesprzeć mnie, stawiając wirtualna kawę buycoffee.to/cierpkawisnia , lub zostać moim patronem patronite.pl/cierpkawisnia

0:00 · Opowieść Gucia 5

Zofia Urbanowska. Gucio zaczarowany. Karolina Wiśniewska. Rozdział 9. Gucio ocala zaklętą księżniczkę. Może znajdę, gdzie w cieniu drzew kilka kropi czystej rosy, których słońce jeszcze nie wysuszyło? – myślał Gucio, przelatując nad kwiatami, zaglądając do kielichów i pomiędzy listeczki. Zresztą komu w drogę temu czas? W powietrzu tymczasem zrobiło się duszno i parno. Na niebie zaczęły się w różnych punktach ukazywać małe, szare chmurki i biegać jedna za drugą, jakby się goniły.

Nareszcie zbiwszy się w jedną wielką gromadę przybrały barwę ołowianą. Ptaki i owady latały przy ziemi niespokojne i uciekały do gniazd. Grube, pojedyncze krople zaczęły padać. Potem błysnęło. Rozległ się grzmot i rzęsista spadła ulewa. Gucio, zawsze roztrzepany, nie widział stopniowego gromadzenia się chmur i dopiero gdy ciemno się zrobiło, gdy zaczęło grzmieć i błyskać, zobaczył, że burza nadchodzi. Zaskoczyło go to zupełnie niespodzianie o kilkadziesiąt kroków od strumienia płynącego dołem ogrodu. Przemokły, drżący, schował się między gałązki kaliny i uczepiwszy się mocno nóżkami jednego liścia czekał co dalej będzie.

Gucio przez szczeliny swego schronienia patrzył na te wodospady płynące z góry, na które gdy był jeszcze człowiekiem, Nie zwróciłby nawet uwagi, ale które w położeniu, w jakim się obecnie znajdował, wydawały mu się przestraszające. Bał się, żeby woda nie podkopała krzaka lub nie wyrwała go z korzeniem. Do tego wprawdzie nie przyszło, ale stało się coś innego, czego Gucio wcale nie przewidywał. Zerwał się silny wiatr i tak gwałtownie szamotał gałęziami, że z drzew odrywały się liście i latały w powietrzu jak ptaki lub padały na ziemię, a porywane prądem wody płynęły w dół strumienia.

Gucio Ani się spostrzegł, jak liść, do którego się przyczepił, popłynął wraz z innymi. Przeskakiwał on nieraz przez ten strumyczek, nie zamaczywszy nóg nawet. A dzisiaj wydał mu się olbrzymią rzeką, której wzburzone fale mogły w każdej chwili zatopić jego wątłą łódkę. Hałas potoków wpadających do tej rzeki, trzask gałęzi, szum wiatru, grzmoty i błyskawice. Wszystko to przerażało go i ogłuszało. Zaczął po cichu odmawiać psalm, kto się w opiekę i zaledwie go skończył wiatr Przycichł, a przez chmury przetarł się promyk słońca i rozpędził czarne pokrywające błękit zasłony.

Deszcz przestał też padać, a przez sam środek nieba rozpostarła się wspaniała siedmiobarwna wstęga tęczy. Bałwany na strumieniu uspokoiły się także, a zielona łódka Gucia, posuwająca się ciągle z biegiem prądu, nie potrzebowała już obawiać się zatonięcia. Dokoła niej płynęły nieżywe owady, drobne gałązki, liście wierzbiny i kasztanów i kawałeczki słomy. Gucio wyciągnął łapkę i pochwycił jedną słomkę cienką jak nitka, ale twardą, chcąc użyć jej zamiast wiosła. Próba udała się.

4:48 · Spotkanie z Joasią 2

Gucio, zobaczywszy jej rozpaczliwe wysilenia, skierował ku niej swoją łódkę i za pomocą wiosła, którego końca uchwyciła się konwulsyjnie, pomógł jej wejść na pokład. Ale zaledwie dotknęła go nóżkami, zemdlała z osłabienia i przez strachu. Gucio, przelękniony, skakał dokoła niej, pragnąc ją ratować, a nie wiedział, jak się wziąć do tego, zwłaszcza, że nie miał przy sobie ani wody kolońskiej, ani anodyn. Gdyby wiedział, gdzie mieszka doktor Pszczelniczy, poleciałby po niego, ale gdzie go szukać? Niemało się biedny chłopak natroskał, zanim odzyskała przytomność i niemało nawyrzekał na baby, że od byle czego mdleją.

Otworzywszy oczy, pszczółka podziękowała w tkliwych wyrazach swemu wybawcy i zaczęła otrzepywać skrzydełka z wody i suszyć je na słońcu, składając i rozkładając. Przy tym przywracaniu toalety do porządku, Gucio zobaczył złocistą spódniczkę, której poprzednio przy wyciąganiu pszczółki z wody nie dostrzegł, bo była na wskroś przemoknięta. — Czy nie jesteś czasem zaklętą księżniczką? — zapytał wzruszony niespodziewanym widokiem tej, której szukał. — Zgadłeś — odpowiedziała. — Ale skąd to wiesz? Kto ci o mnie mówił? Ja się od razu domyśliłam, żeś ty człowiek pokutujący, jak tylko zobaczyłam twoją czapeczkę.

8:00 · Historia Joasi 5

Ale powiedz mi, jak się nazywasz i za co pokutujesz? Gucio nie wiedział, na które pytanie ma w przód odpowiedzieć, tyle ich było razem, ale zaczął od ostatniego, to jest od własnej historii. Szczęśliwy, że znalazł nareszcie kogoś, kto go po ludzku zrozumie, Opowiedział wszystko nic nie ukrywając, chociaż wyznanie kosztowało go trochę. W 10 minut księżniczka znała jego przygody tak dobrze jak on sam, tylko wiadomość o chęci wyswobodzenia jej z ula przyjęła z uśmiechem politowania. Dobry z ciebie chłopiec, powiedziała, ale wiedz, że nikt na świecie nie zdoła wybawić mnie ani ciebie, oprócz wróżki.

Ona jedna tylko może odwołać zaklęcie, a kiedy to zrobi, nikt nie wie. Od czasu, jak mnie dotknęła swoją złotą laseczką, nie widziałam jej ani razu, a pokuta moja trwa już cały tydzień. – Jakże to było? – pytał Gucio. Księżniczka Joasia westchnęła. – Moi rodzice są bardzo bogaci – rzekła po chwili milczenia. – Mieszkają niedaleko stąd w pięknym pałacu, gdzie jest pełno obrazów, zwierciadeł, dywanów i marmurów. Mama kochała mnie bardzo i była ze mnie dumna. Uczyłam się bowiem dobrze i moja nauczycielka wychwalała mnie zawsze. Nie było w tym jednak mojej zasługi, bo miałam doskonałą pamięć i dość mi było poczytać coś parę razy z uwagą, żeby móc prawie dosłownie powtórzyć.

Ach, Gucio, gdybyś wiedział, jak na mnie spojrzała, powiadam ci, że nie zapomnę tego do końca życia. Była w jej wzroku taka boleść, że aż zdrętwiałam przerażona własnym czynem. Stałam tak chwilę bez ruchu, patrząc, jak wychodziła ocierając łzy fartuchem, jak szła przez ogród do oficyny. Gdy mi zniknęła z oczu, rzuciłam się ku drzwiom, chcąc ją dogonić i ułagodzić jakimś podarkiem, ale zamiast niej spotkałam wróżkę. Długa jej szata, czarna jak noc, Mieniła się iskrami, a spod chustki pokrywającej głowę wymykały się siwe kosmyki włosów.

Twarz miała mocno pomarszczoną, wystającą brodę i ogromny nos, na którym opierały się szkła okularów. — To ta sama, co mnie zaczarowała w Muchę — przerwał Gucio. Oczy jej patrzące przez wierzch tych okularów miały błysk nadzwyczajny, a tak patrzyły przenikliwie, że czułam, jak mnie przeglądają na wskroś. Zupełnie tak jak ja. Niedobra dziewczyno, przemówiła do mnie surowo. Nie dość, że nie umiesz uszanować pracy ludzkiej, ale jeszcze ośmieliłaś się podnieść rękę na kobietę, co cię wypiastowała. Popełniłaś zbrodnię, która nie może pozostać bez kary. Niewarta jesteś żyć w społeczeństwie ludzkim, więc pójdziesz w służbę do najpracowitszych istot na świecie, do pszczół.

Ale zniknęła tak nagle, jakby się ziemia pod nią roztąpiła. W powietrzu tylko było słychać jakieś dziwne szmery i świsty. Zaczęłam wołać, krzyczeć, płakać, wzywać ratunku, ale nikt mi nie odpowiedział, bo nikt mnie nie mógł słyszeć. Nie miałam już ludzkiego głosu, tylko brzęczałam tak jak teraz. Ach, jakaż ja byłam nieszczęśliwa. — Tak samo zupełnie było ze mną — szepnął Gucio, kiwając smutnie głową. Koniec rozdziału dziewiątego. Ciąg dalszy nastąpi.

Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.