Cisze nocy przerwały dwa strzały z pistoletu. Mężczyzna upadł na ziemię. Chwilę później widząca wszystko z okna kobieta zaczęła krzyczeć. Świętokrzyski killer. Zabójstwo właściciela kantoru. W poprzednich odcinkach przedstawiliśmy pierwsze lata działalności grupy przestępców skupionych wokół Tadeusza Grzesika. Wszyscy mieszkali w podkieleckich wioskach. Radlin, Wola, Jachowa, Górno to ich teren. Bandycki proceder rozpoczynali od prostych napadów na pijanych mężczyzn wracających po wypłacie do domu.
Z biegiem czasu skala ich przestępstw jednak rosła. Mobilki, mobilki, nadjeżdżam na wasz ulubiony parking dla tirów. Czas na dalszą opowieść o świętokrzyskim bandycie. Tym razem killer bierze na cel właściciela kantoru, ale to jest kilka lat wcześniej niż opisują to media. Kiedy przeprowadził pierwszą taką akcję? Niebawem dojadę i wszystko dokładniutko opowiem. Nara! Banda Grzesika nie działała w oderwaniu od świata przestępczego.
Po kilkunastu metrach szwagier policjanta potknął się, ale funkcjonariusz nie przerwał pościgu. Sprawnie przeskoczył metalowy płot, ogradzający zakładowe tereny i dopadł do jednego z bandytów. Pozostali wrócili jednak na pomoc kamratowi. Zaczęli bić policjanta metalowymi prętami. Na szczęście funkcjonariusz był w cywilnym ubraniu i zapewne to uratowało mu życie. Bandyci zostawili go nieprzytomnego na ziemi i uciekli wzdłuż torów kolejowych. Napad sprawił, że na nogi postawiono wszystkie dostępne w stalowej woli policyjne siły.
W jednej z dzielnic miasta, w Rozwadowie, zauważono uciekających bandytów. Policjanci uruchomili w radiowozie syrenę i ruszyli za uciekającymi. Dołączyła do nich grupa wyrostków, która przypadkowo znalazła się na trasie pościgu. Widząc coraz większe siły goniących, a w ciemności napastnicy nie wiedzieli, że część z nich to dzieciaki, bandyci zaczęli strzelać. Najpierw z broni gazowej, a gdy to nie pomogło, to także z broni na ostrą amunicję. Na szczęście dla goniących w tym przypadku nabój utkwił w lufie. I co dalej? Bandyci zniknęli w zaroślach i tam ich ślad się urwał.
Niewiele osób wie, że ranny mężczyzna w pewnym momencie odzyskał przytomność i wyciągnął z kieszeni 15 tysięcy dolarów, których nie znaleźli bandyci. Plik banknotów przekazał lekarzowi, aby ten oddał je jego żonie. Niedługo później medycy rozpoczęli operację, ale na stole operacyjnym ciężko ranny mężczyzna zmarł. To ja może herbatkę podam? Poproszę bardzo, pani Krystyno, bo myśli muszę teraz zebrać. Musimy uporządkować posiadane przez nas informacje, bo to nie koniec historii.
Przypuszczenia policjantów zostały potwierdzone przez opinię balistyczną, wydaną na początku 1992 roku przez Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Komendy Głównej Policji. I jest coś jeszcze. Dwa strzały zostały oddane w klatkę piersiową. To nie przypadek. Strzelano tak, aby napadnięty nie mógł krzyczeć. Wiele lat później skruszeni bandyci zeznawali, że tak instruował ich Grzesik. Mieli strzelać na klatusie. To był ich znak rozpoznawczy, ale wtedy nikt jeszcze o tym nie wiedział.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.