#98 - Duchowość w terapii
W najnowszej audycji „Jest Nadzieja” rozmawiamy o duchowości — tej, którą żyjemy na co dzień w Domu Magnificat, oraz tej obecnej w trzeźwieniu i wspólnocie AA. Ks. Piotr Kochanowicz i Krzysztof Diug podejmują ważne pytania:– czym jest duchowość w praktyce?– jakie formy modlitwy i pracy duchowej są nam bliskie, a z jakich świadomie rezygnujemy — i dlaczego?– jak rozumiemy rozwój duchowy w procesie zdrowienia?To szczera, głęboka i jednocześnie bardzo życiowa rozmowa o tym, jak odnaleźć spokój, sens i nadzieję.
Jest nadzieja. Audycja wspólnoty Dom Magnificat, niosąca nadzieję uzależnionym i ich bliskim. Dzień dobry, witamy Państwa bardzo serdecznie w kolejnej audycji Jest nadzieja. Z tej strony Krzysiek Diug. Piotr Kochanowicz. Dzisiaj audycja tematyczna, czyli porozmawiamy sobie nie z podopiecznymi, tak jak to jest zazwyczaj, ale właśnie, żeby przybliżyć jeden z tematów. Dzisiaj tym tematem będzie duchowość. No i dlaczego ta duchowość jest ważna i dlaczego akurat uważamy, że w Domu Magnificat Ta część składowa każdego z nas, czyli ta część duchowa, do niej się odnosimy i w jaki sposób jest to u nas właśnie praktykowane?
Piotr, powiesz? Tak, to znaczy postaram się. Ja myślę, że pewnie jest to na wielu poziomach i to jest taki temat, tyle ile jest osób na świecie, tyle rodzajów praktykowania duchowości lub poszukiwania duchowości. Natomiast, gdy chodzi o terapię uzależnień, to myślę, że jakby te początki, to znaczy dla mnie, to one tkwią w doświadczeniu, duchowym doświadczeniu Billa Wilsona, czyli założyciela wspólnoty AA, który był absolutnie, tak jak sam o tym mówi, takim beznadziejnym przypadkiem. Kogoś, kto z perspektywy ówczesnej medycyny, właściwie nie miał szansy na Na to, żeby wyjść z tego bardzo głębokiego uzależnienia od alkoholu. Natomiast pod wpływem spotkania z przyjacielem, który przestał pić, poprzez uczestniczenie w takich grupach chrześcijańskich, tzw. oksfordzkich.
Postanowił jeszcze raz podjąć takie ryzyko i pójść na detoks do szpitala psychiatrycznego, właściwie nie oczekując niczego. To znaczy, jakby jego doświadczenie to wcześniejsze mówiło, że to właściwie nie ma sensu, ale skoro zobaczył żywego człowieka, któremu udało się, więc poszedł tam. No i właśnie tam przeżył doświadczenie duchowe, sam będąc agnostykiem i to odsyłam Państwa do Wielkiej Księgi, gdzie on mówi o tym, że poczuł jakiś taki nagły spokój gdzieś w środku siebie i nie wiedział co to jest. W tym było jakieś doświadczenie jasności. Lekarz, który Go dobrze znał i przyszedł do niego, to popatrzył właśnie na Billa i zobaczył, że coś się wydarzyło.
Coś się zmieniło. Coś się zmieniło. On nie wiedział jak to opisać. Lekarz też, będąc naukowcem, nie mając w ogóle doświadczeń wcześniej tego typu, powiedział, że nie wiem co to jest, ale trzymaj się tej drogi. I tak naprawdę od tego momentu Bill nigdy już nie wrócił do uzależnienia i być może, że on tak jak później o tym mówi, no to było doświadczenie po prostu ingerencji Boga i początek czegoś niezwykłego w ogóle nie tylko dla niego, ale dla wszystkich uzależnionych. Chociaż ja się zastanawiam, czy obecnie jest tak, że w tym całym ruchu AA, bo tam jest bardziej odniesienie do siły wyższej i nie zawsze siła wyższa to jest Bóg, że czasami to jest społeczność, to jest grupa, to są inne rzeczy, tak?
To właśnie myślę, że to jest kilka prób interpretacji Siły Wyższej i Pana Boga. Natomiast to jest tak, że myślę, że w drugim kroku jest mowa o Sile Wyższej, gdy chodzi o ten program 12 kroków. Natomiast w trzecim kroku i w następnych jest o Bogu. Dla ludzi, którzy dopiero zaczynają drogę trzeźwienia, którzy mają też czasami Bardzo zachwiany obraz Boga, to znaczy kogoś, kogo się bardziej boją niż chcą mu zaufać. To takim pierwszym doświadczeniem pozytywnym, to jest doświadczenie grupy, czyli innych ludzi, którzy akceptują mnie takim jakim jestem, z tą moją chorobą i z moją przeszłością. Czyli to jest ta siła większa, która daje im, która jest silniejsza od alkoholu, narkotyków i ona jest rzeczywista, bo ona działa, czyli ludzie, którzy chodzą na mitingi, przestają pić, brać narkotyki i poprzez doświadczenie tej wspólnoty, drugiego człowieka, który mnie akceptuje,
Który mnie rozumie, oni zwracają się ku Bogu tak jak go rozumieją, czy tak jak go doświadczają. Myślę, że w tym jest jakaś głęboka mądrość i sens, żeby nie narzucać jakiejś konkretnej religii tym osobom, W ogóle nie ma sensu narzucać komukolwiek religii. To musi mieć wybór, zawsze. Tak, tak. Wiemy czym się kończyło narzucanie religii w przeszłości. To były albo jakieś wyprawy krzyżowe, albo takie narzucanie Odgórne, no i ile w tym jest później wiary, faktycznie i zaufania Panu Bogu, a ile jest religijności, nie? Że ja praktykuję różne rzeczy, ale no jakby Pan Bóg jest mi dosyć odległy, nie?
Tym bardziej, jeżeli mówimy o osobach, które utraciły wolność, totalnie utraciły wolność, czyli w którymś momencie jedyny wybór to być może, że nie wiem, nie napiję się, nie sięgnę po narkotyk za godzinę, tylko za dwie załóżmy, nie? A tak to nie ma Dla ludzi totalnie właśnie zniewolonych, w tym sensie, że, którzy utracili wolność, narzucanie jakiejś religii, no to raczej myślę, że zniechęca, a poza tym, no to właśnie ma być ta droga do pełnej wolności, że ja wybieram tego Boga, który rzeczywiście działa w moim życiu, który nie jest już narzucony z zewnątrz, tylko tym, którego doświadczyłem w środku, Być może dlatego doświadczyłem w środku, że wcześniej utraciłem wolność.
Chociaż my wskazujemy na konkretną religię, bo w naszym domu jesteśmy domem o charakterze chrześcijańskim, nawet katolickim, a więc my proponujemy ten wybór, nie proponujemy innych wyborów. To zależy, no bo właśnie jest ten paradoks, że przychodzą do nas osoby, które deklarują się jako niewierzące, czy poszukujące i uczestniczą w tych praktykach czysto katolickich, które my proponujemy i ich tak wcale nie jest zbyt wiele, no bo dwie msze święte w tygodniu, jedna na weekend, adoracja 15 minut Najświętszego Sakramentu w kaplicy. I praktykują, dlatego że wybierają ten dom i ten ośrodek i niektórzy, no powiedzmy później, czy w trakcie naszego pobytu na przykład mają takie pragnienie, nie wiem, żeby przystąpić do sakramentów, do komunii świętej pierwszej, do bierzmowania.
Natomiast są osoby, które wychodzą i jakby wciąż poszukują tego swojego Boga. No właśnie, bo często mamy takie pytanie, jak ktoś do nas dzwoni, a czy trzeba być wierzącym? No i mówimy, że absolutnie nie, że to nie jest tak, że przyjmujemy tylko osoby, tylko katolików na przykład, czy chrześcijan, tylko jak najbardziej. Ten priorytetem jest ośrodek leczenia uzależnień, a my wskazujemy na te trzy składowe, o których często mówimy w naszych audycjach, Że człowiek składa się z tej warstwy fizycznej, psychicznej i duchowej. Dlatego tą warstwę duchową tutaj mamy dosyć mocno rozwiniętą w porównaniu do innych domów. Chociaż to nie jest tak jak powiedziałeś, że tak jak, nie chcę powiedzieć w ośrodkach, ale w domach, które są stricte chrześcijańskie, że tam jest głównie praca i modlitwa.
Największą część jednak zajmuje terapia, jak sobie porównamy, bo i społeczności terapeutyczne, i warsztaty wiedzowe, no i terapia indywidualna, tak, no to, no to, to jest ta główna część, ale zwracamy uwagę, bo to, tak jak powiedziałeś, ma być wybór, to nie ma być część narzucona, tylko, że ktoś uczestniczy w tych praktykach religijnych, ale czy on później je wybierze po wyjściu z domu, Od nas z ośrodka, no to to jest jakby, jeżeli będzie chciał to tak zrobi, a jeżeli nie, no to wiadomo, że nie można go tam narzucić i nikt z tego nie będzie rozliczał, nie? No tak. Ja myślę, że to jest w ogóle temat na wiele godzin, bo są osoby, które nazwijmy to praktykują. Załóżmy, że mówimy o katolicyzmie i ta praktyka polega na tym, że ktoś w niedzielę pójdzie do kościoła.
I teraz jestem w niedzielę w kościele, a myślami zupełnie jestem gdzie indziej. Ta moja obecność jest czysto fizyczna. Ale to jest proces. Tak samo tutaj, jest ktoś 15 minut w kaplicy podczas adoracji i teraz nikt nie wie, oprócz tej osoby, gdzie ona właściwie jest, gdzie są jej myśli, gdzie jest jej serce. Ale niewątpliwie czymś niezwykłym jest w ogóle to doświadczenie, na przykład bycia w grupie, kiedy wszyscy milczymy, kiedy gdzieś tam będąc z innymi próbuje być sam, co jest czymś bardzo trudnym, pewnie nie tylko dla ludzi uzależnionych. Bo te adoracje u nas mają różny przebieg. Czasami są też śpiewane, a więc jakby łączymy się we wspólnej modlitwie, ale czasami są w ciszy, że każdy jest przed Najświętszym Sakramentem.
Myślę, że też fajne, że są osoby niewierzące, czy tam poszukujące, ale mówią, że one lubią śpiewać. Czyli tak ustami już gdzieś tam wyrażają to coś, co pewnie w sercu swym zawsze mieli i że czują się dobrze właśnie wtedy, kiedy śpiewają. Wiesz co, bo tak sobie myślę o takich właśnie momentach wzruszających, bo ja mówię o tym, że nie ma u nas jakichś fajerwerków duchowych, bo część z nas wywodzi się z odnowy charyzmatycznej, gdzie wiadomo jest ta modlitwa wstawiennicza, bardzo często przez nakładanie rąk. My tego nie praktykujemy, bo widzimy, że czasami jest tak, że osoby, nad którymi początkowo tam widzieliśmy, że się modlimy, To one, wydaje im się, że są w cudowny sposób uzdrowione.
Dlaczego? Bo osoba uzależniona ma ten pomysł pójścia na skróty. To znaczy, tak jak substancja daje mi od razu coś, jakąś zmianę emocji, Tak samo modlitwa też może mi to dać, czyli ja sobie wymyślę, że już nie muszę podejmować dalej terapii, no bo jak Bóg mnie dotknął, no to mogę wyjść z terapii, no i niestety może się okazać, że jednak Bóg mnie nie dotknął, że to było to właśnie moje wydaje mi się, no i dowiadujemy się, że np. ktoś, komu się wydawało, że został w sposób cudowny uzdrowiony, Czego oczywiście nie negujemy, bo wiemy, że takie rzeczy się zdarzają, ale są to cuda, a więc cud sam z siebie zdarza się bardzo rzadko. To my stawiamy na terapię i na taką modlitwę wspólną w tym momencie. No bo niestety ten uzależniony umysł powoduje, że no to ja już nie muszę pracować dalej w terapii.
Nie, no bo jeżeli Bóg mnie dotknął, no to mogę już dalej sobie żyć, wolny od wszelkich uzależnień i tej pracy nad sobą nie muszę wykonać. A to co podkreślamy, że terapia to jest w ogóle zmiana siebie, to jest przede wszystkim, to nie jest bycie tylko w abstynencji, tylko praca nad tym, jak ja mam dalej tą swoją trzeźwość w ogóle całe swoje życie prowadzić. Tak sobie myślałem teraz o jednym z naszych podopiecznych, który był u nas na siódmej w swoim życiu terapii. No i tak jak mówił, że wyjeżdżał z poprzednich terapii i bywało tak, że w pociągu już pił alkohol. I teraz ja sobie tak myślę, że być może to jest tak, że kiedy poszedł pierwszy raz na terapię, to już był jakiś początek cudów.
Bo mimo wszystko właśnie wobec tych wszystkich osób, które nigdy się nie zdecydowały, żeby pójść na terapię, cokolwiek zmienić, to jednak z jakiegoś powodu, wszystko jedno z jakiego, ile tam było w nim wewnętrznej motywacji, to jednak coś się zaczęło. Dla mnie cudem to jest właśnie to, że ktoś potrafi być na długoterminowej terapii i dać sobie szansę sobie i bliskim, którzy tam czekają na niego, żeby Żeby się zmienić, żeby się zmieniać, żeby w ogóle trwać, żeby w miejscu bezpiecznym doświadczać tej przemiany, która dokonuje się w czasie. W ogóle w czasie się dokonuje rozwój. Wobec tego cud to jest początek. Myślę, że zawsze jest początkiem. I w przypadku Billa Wilsona to się wydarzyło w szpitalu psychiatrycznym, w sytuacji absolutnie jakiejś tam, kiedy on pewnie się poddał wreszcie.
Doszedł do wniosku, że chyba już Znaczy wiedział, że on już sobie nie poradzi. No i wtedy zaczął się ten cud, ale on później całe życie, jak patrzyłem na listy, które pisał, to on strasznie ciężko pracował na tę swoją trzeźwość dla siebie i dla innych. I dlatego ten cud, teraz możemy powiedzieć, że to był cud. Bo gdyby Bill Wilson doświadczył tego, czego doświadczył w szpitalu i poszedł tam do domu i położył się. I nie wiem, kultywował sobie wdzięczność do siebie i nie wiem, do czegoś tam i nic poza tym, to nie byłoby cudu. No to dałeś takie bardzo szerokie pojęcie cudu, ale ja rozumiem, że nawet jak ten cud się wydarzy w tym szerokim pojęciu, to z nim coś trzeba zrobić, żeby się na nim nie zatrzymać, nie?
Żeby dalej jakby podjąć jakąś pracę. Tak myślę, że jeżeli nic z tym nie zrobimy, to nie będzie żadnego cudu. No i właśnie niedawno rozmawialiśmy tam w kolejnej audycji, możecie Państwo sobie tam zajrzeć do poprzednich naszych audycji z Marcinem, który prowadzi Dom w Ligocie, gdzie faktycznie on opowiada o tym, że Bóg go dotknął w taki radykalny sposób, że on z dnia na dzień wyszedł z uzależnienia, Ale to, co on z tym zrobił, to jest druga sprawa. To znaczy, że on się na tym nie zatrzymał, tylko wszedł w służbę i to bardzo mocno w służbę osobom bezdomnym, ubogim. No a teraz właśnie prowadzi jeszcze ośrodek dla osób uzależnionych po iluś latach. A więc to też pokazuje, że jakby nie zachwycamy się tylko, że Bóg mnie dotknął, tylko co ja z tym robię. Oczywiście pozostajemy w wdzięczności, ale dalej pracujemy z tym.
Czy otwiera usta i wypowiada swoją modlitwę publicznie, jak mamy modlitwę podczas mszy, gdzie prosimy o różne rzeczy albo dziękujemy, że te osoby otwierają się, czyli widzą, że jest jakiś sens tej wypowiedzi, tej mojej modlitwy publicznej, bo tak to by zatrzymały to dla siebie. Więc dla mnie to też jest jakiś rodzaj cudu. Ja myślę, że dla mnie właśnie to jest urocze w tym naszym domu, że nie ma presji, absolutnie żadnej presji. Owszem, no presja jest taka, że skoro zdecydowałeś się, to jest to punkt programu i przychodzisz. Natomiast nie ma ani żadnej indoktrynacji, ani sposobu narzucania czegokolwiek. I dlatego to staje się możliwe, że po jakimś czasie, w sposób naturalny, i o tym też jest program 12 kroków, skoro został tak ułożony, że ci ludzie, którzy układali ten program, będąc niewierzącymi lub agnostykami, doszli do wniosku, że na drodze trzeźwienia, w sposób naturalny, z jednej strony odnajdujemy w sobie duszę ducha Boga,
A jednocześnie jakby nie ma innej drogi. To znaczy, to jest potwierdzenie tego, że jestem na właściwej drodze. Że ja zwracam się właśnie w kierunku Boga, tak jak go rozumiem. Dlatego, że uwalniam w sobie właśnie też tego ducha, który tam ledwie oddychał we mnie, bo oddychał tylko wtedy, kiedy sięgałem po substancje, żeby przetrwać następny dzień, następną godzinę. Także to jest Myślę, że w wielu ośrodkach, w tych, w których nie ma żadnej formy, tak jak u nas, wyrażania swoich uczuć religijnych, to i tak to się dokonuje w sposób naturalny. To, że człowiek czuje, że mogę w pełni żyć i wybierać bardziej miłość niż lęk.
Drodzy Państwo, oczywiście o duchowości byśmy mogli teraz bardzo długo rozmawiać, ale czas antenowy nam się kończy. No tak, można by było rozwinąć o miłości, o tym jak my w ogóle rozumiemy duchowość w praktyce, że to jest przede wszystkim zwrócenie się ku bliźniemu, że w nim jest Bóg i w służbie. Duchowość, która polega na tym, że wyszedłem z toalety i zostawiłem ją czystą. To byśmy mogli rozwijać, drodzy Państwo, tak, bo co z tego, że ktoś się pięknie modli, jak tak jak powiedziałeś, przyziemnie później ktoś musi po nim posprzątać w toalecie, tak, czyli jakby nie zwraca na to uwagę, że no właśnie, nie będziemy już dalej jakby ciągnąć tego tematu. Myślę, że drodzy Państwo trochę się dowiedzieliście, jak to u nas wygląda w domu i że zapraszamy wszystkich, którzy też tu mają jakiś opór, że jesteśmy domem chrześcijańskim, katolickim, to trzeba być wierzącym, bądź będziemy narzucać.
Są to punkty dnia, ale oczywiście tego nikt nie weryfikuje, bo to nie jest do zweryfikowania. No co, dziękujemy za dzisiaj. Cieszymy się, że jesteście Państwo z nami, że słuchacie naszych audycji. Niedługo będzie nasza nowa strona internetowa fundacja-magnificat.pl. Myślę, że to już w połowie grudnia będzie piękna, zobaczycie, także zapraszamy. Już teraz, jeżeli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej, Jeżeli osoby uzależnionej pomoc jest Wam bliska, to zapraszamy też do wsparcia naszego ośrodka. Można wejść właśnie na naszą stronę. Tam są namiary na konto, jak można pomóc. Dziękujemy, drodzy Państwo, że jesteście i do usłyszenia za tydzień. Dziękuję bardzo. Do usłyszenia, do widzenia.
Jest nadzieja. Audycja wspólnoty Dom Magnificat. Niosąca nadzieję uzależnionym i ich bliskim. Piotr Kochanowicz, Krzysztof Diug.
Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Krzysztof Diug i Piotr Kochanowicz omawiają duchowość w terapii uzależnień.
Piotr Kochanowicz opisuje doświadczenie Bill'a Wilsona, założyciela AA, związane z duchowością.
Krzysztof Diug omawia różne interpretacje Siły Wyższej w AA, w tym odniesienia do Boga i społeczności.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W najnowszej audycji „Jest Nadzieja” rozmawiamy o duchowości — tej, którą żyjemy na co dzień w Domu Magnificat, oraz tej obecnej w trzeźwieniu i wspólnocie AA. Ks. Piotr Kochanowicz i Krzysztof Diug podejmują ważne pytania:– czym jest duchowość w praktyce?– jakie formy modlitwy i pracy duchowej są nam bliskie, a z jakich świadomie rezygnujemy — i dlaczego?– jak rozumiemy rozwój duchowy w procesie zdrowienia?To szczera, głęboka i jednocześnie bardzo życiowa rozmowa o tym, jak odnaleźć spokój, sens i nadzieję.