17 lat rywalizacji - Roy Jones Jr. vs Bernard Hopkins (1993 i 2010)
Słowami Roya - chyba zapomnieliście, jak jedną ręką pokonał Hopkinsa w 1993 i został mistrzem IBF wagi średniej!Ale Roy Jones Jr. zapewne chciałby zapomnieć o rewanżu z 2010 roku, w którym Bernard Hopkins był dla niego litościwy i dał koledze po fachu dotrwać do decyzji sędziowskiej.Rywalizacja Jones kontra Hopkins była między dwoma taktykami - pełno zmyłek, inteligencja ringowa na pierwszym miejscu - po prostu nie popełnić błędu i nie dać rywalowi możliwości na kontry.
Roy Jones Jr. vs Bernard Hopkins, czyli 17-letnia rywalizacja na szczycie boksu. Najpierw zmierzyli się w 1993 roku o pas IBF wagi średniej. Dla obu była to pierwsza okazja na zostanie mistrzem. Taktyczna walka, w której przewaga szybkości i sprawności zadecydowała o wyraźnej wygranej Roya. I jak później przypominał nam w jednej ze swoich piosenek, bo chyba zapomnieliśmy. Na dodatek pokonał Hopkinsa z tylko jedną sprawną ręką. 17 lat później w 2010 ponownie zawalczyli już jako legendy boksu. Tym razem to był teatr jednego zawodnika, Bernarda Hopkinsa. Teatr dosłownie i w przenośni. Zdecydowanie wygrał jego styl walki polegający na neutralizacji rywala dobrze się zestarzał, a Jonesa już nie.
Udowadniał, czemu przydomek The Executioner był dla niego idealny. Jego przeciwnicy tylko czekali na wymiar kary, który Cat Hopkins miał im wymierzyć. Szybki, agresywny, potrafiący nieźle dojeżdżać rywalizm do skoku. Jones i Hopkins powoli obierają kurs kolizyjny. 22 maja 1993 roku. Roy Jones Jr. i Bernard Hopkins po raz pierwszy spotykają się w ringu na gali bow kontra Ferguson. Na szaliwakujący pas IBF wagi średniej, James Toney oddał tytuł po zdobyciu mistrzostwa w super średniej, więc nr 1 i nr 2 w rankingach IBF zostali nominowani do walki. Hopkins jako numer jeden, Jones jako numer dwa. Patrząc na ich drogę do tej walki, trochę bez sensu, że akurat Bernard miał wyższą lokatę niż Roy.
Nie udało mu się znokautować Jonesa, więc rezultat walki był oczywisty. Wszyscy sędziowie punktowali 116-112 na korzyść Roya Jonesa Jr., który to zostaje nowym mistrzem IBF wagi średniej. Jeśli chodzi o występy obu panów, Hopkins nie zdołał rozgryźć przewagi atletyczności Jonesa. To właśnie zadecydowało o wyraźnym zwycięstwie Roya. Eksplozywność Jonesa była widoczna na karcie eksperta z HBO, który praktycznie dawał walkę do zera dla Roya. Była to lekka przesada, ale w praktyce Hopkins mógł realnie urwać tak 2-4 rundy. To po prostu był typ walki, w której robisz wszystko poprawnie przez praktycznie cały przebieg starcia, a i tak to nie wystarcza. Hopkins widział, że łapie Jonesa na prawe, mógł ich więcej wyprowadzać, ale groziło to kontrami ze strony Roya, które w drugiej połowie walki stawały się coraz groźniejsze.
Całkowicie rozwaliło to jego plan na walkę, ponieważ musiał cały czas mieć na uwadze tę błyskawiczną lewą rękę. Po tym starciu Hopkins przyznał też, że wziął się za poprawę swoich klinczów i nauczył się jak uderzać rywala, aby sędzia tego nie zauważał. Możemy podziękować Royowi za tą... nauczkę. Aj. Jeśli chodzi o problemy, dodajmy kłopoty Jonesa z utrzymaniem się w limicie wagi średniej. W wywiadzie po walce powiedział, że jeszcze chce chwilę pozostać w tej dywizji. Rok później po czterech walkach przeszedł do super średniej, wakując pas IBF, który ostatecznie zgarnął Hopkins. Roy Jones Jr. perfected. Nie widzę sensu w rozdzielaniu tej rywalizacji na dwa oddzielne odcinki. Lepiej żebyście mieli takie jedno kompendium wiedzy, więc wskakujemy do wehikułu czasu i lecimy w przyszłość.
Antonio Tarver to wykorzystał, dwukrotnie pokonując Jonesa i detronizując go w półciężkiej. Bernard Hopkins był niekwestionowanym mistrzem wagi średniej, w tym przez dobre 10 lat posiadał tytuł IBF w tej kategorii wagowej, ustanawiając rekord panowania jako mistrz. Porażka z Royem rozbudziła w nim ogień, od niej był niepokonany. Jednak w 2005 skończyły mu się dobre czasy, dwie porażki z Jermainem Taylorem, który to odebrał mu miano niekwestionowanego. Hopkins nie potrafił rozpracować młodszego rywala, lecz i tak te starcia były na tyle bliskie, że Bernard mógł pluć sobie w brodę, że za bardzo szanował siłę Taylora. 2008 rok. Joe Calzaghi wyjeżdża do Ameryki, pokonuje dwie legendy, usatysfakcjonowany kończy karierę z bilansem 46-0. Najpierw odebrał tytuł The Ring wagi półciężkiej Hopkinsowi.
Druga walka, bez dalszego komentarza. Bernard Hopkins za pewny czas przestanie być katem, a zostanie kosmitą. Ewolucja Bernarda była czymś, czego nie widzieliśmy w boksie do tej pory i zapewne nie zobaczymy ponownie. Mając 48 lat został mistrzem IBF w półciężkiej, rozwalając rekord George'a Formana jeśli chodzi o najstarszego mistrza w historii boksu. Po roku do swojego portfolio dodał jeszcze tytuł WBA i dopiero Siergiej Kowaliow był w stanie zatrzymać ten drugi złoty wiek Hopkinsa, na dwa lata zrobił sobie przerwę, aby wrócić na ostatnią walkę. Niestety Bernard został znokautowany przez Joe Smitha Jr., wylatując przez liny, więc dosłownie i w przenośni opuścił ring. Kariera Roya Jonesa Jr. coraz to bardziej rozmieniała się na drobne. Rok później dostał nokaut od Le'Bie Dieva i po tym jakość rywali Roya bardzo mocno spadła. Już nie miał problemu z walką poza Stanami, byleby dostać kasę i łatwe zwycięstwa.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Słowami Roya - chyba zapomnieliście, jak jedną ręką pokonał Hopkinsa w 1993 i został mistrzem IBF wagi średniej!
Ale Roy Jones Jr. zapewne chciałby zapomnieć o rewanżu z 2010 roku, w którym Bernard Hopkins był dla niego litościwy i dał koledze po fachu dotrwać do decyzji sędziowskiej.
Rywalizacja Jones kontra Hopkins była między dwoma taktykami - pełno zmyłek, inteligencja ringowa na pierwszym miejscu - po prostu nie popełnić błędu i nie dać rywalowi możliwości na kontry.