Mentionsy Mentionsy
Historia Cała Na Biało
Historia Cała Na Biało

Era Alfredo Di Stefano - Część Druga #08

27.09.2024 ·41 min 50 s · 2 rozdziały

Dalsze losy Realu Madryt oraz Alfredo Di Stefano.

0:02 · Podsumowanie części drugiej 2

Football Club, czyli Club de Futbol, tak czy siak Barcelona kończy sezon z 46 punktami na koncie. Tyle samo ma zresztą Real Madryt, ale to katalońska ekipa zapewnia sobie ligowy tytuł w ostatniej kolejce rozgrywek dzięki lepszemu bilansowi bramek niż Los Blancos. Na otarcie łez możemy sobie powiedzieć o tym, że znów nagroda Pichichi wędruje do piłkarza Realu Madryt. I po raz pierwszy od czterech lat nie trafia w ręce Di Stefano, a zdobywa ją Puszkarz. Oczy Realu kierują się na Copa del Generalismo, gdzie w finale rozgrywanym na Estadio Santiago Bernabeu ścierają się z Atletico Madryt. Znów dopisuje ogromna publiczność. Ponad 100 tysięcy kibiców zasiada na trybunach, ale trzeba też powiedzieć, że tego dnia jedynie kibice dojechali na spotkanie, ponieważ Los Blancos mentalnie i fizycznie zostali w przysłowiowej szatni i niestety Real przegrywamy 3-1.

Real w ćwierćfinale trafił na Nice, która wygrywa swój mecz domowy 3-2 głównie dzięki świetnej dyspozycji Wiktora Nuremberga, który popisuje się hat-trickiem w tym spotkaniu. Ale już w Madrycie obejrzeć można zupełnie inny zespół, który gładko wygrywa 4-0 dzięki golom Pepillo, Hento, Di Stefano oraz Puskasza. Na trzy dni przed pierwszym półfinałem zespół niespodziewanie zmienia trenera. Na miejsce Emanuela Fleitasa przychodzi były piłkarz Los Blancos Miguel Muñoz, o którym już mówiłem wcześniej, że będzie prowadził zespół przez następne 14 lat. A w półfinale po raz trzeci z rzędu czeka na niej hiszpańska drużyna. Po Sevilla i Atletico Madryt przyszedł w końcu czas na Barcelonę. Nielada wyzwanie dla nowego trenera, ale ten wywiązuje się z zadania znakomicie i tak jak pozostała dwójka, tak i katalońska ekipa wraca z pustymi rękoma do siebie i dalsze turniejowe losy śledzi z prasy.

4:10 · Finale Pucharu Europy 1960 19

Stąd łatwo się domyślić komu kibicowali zebrani na stadionie szkodcy kibice, wśród których był m.in. Alex Ferguson. Mecz początkowo idzie po myśli Niemców, obijają poprzeczkę Realu, a chwilę później Reinhard Kress w dokładnie 18 minucie otwiera wynik meczu wykańczając kąśliwe, płaskie dośrodkowanie swojego kolegi. Na ratunek przychodzi niezastąpiony Di Stefano, który niespełna 10 minut później doprowadza do wyrównania, a już 3 minuty później strzela kolejnego gola dobijając uderzenie swojego kolegi za pola karnego. Drugi gol Argentyńczyka wyprowadza Los Blancos na prowadzenie, którego już nie wypuszczą z rąk. Ale nie uprzedzając faktów. Na razie mamy 38 minutę i Eintracht wykonuje rzut roczny. Wrzutkę łapie bramkarz Ralu Dominguez, Argentyńczyk sprowadzony w 1957 roku i silnym wykopem zaczyna kontrę.

Piłka spada mu wprost pod nogi, a on kieruje ją obok bezradnego bramkarza i to nie jest jego ostatnie słowo w tym finale. Ponieważ już 11 minut później, po długim przerzucie z jednego narożnika boiska na drugi, piłka ląduje na nocy Delsola. Ten jednak kiksuje i futbolówka zamiast w światło bramki leci niekontrolowanie w pole karne. Spada znów pod nogi Puszkasza, który natychmiast obraca się i potężnym strzałem ładuje piłkę prosto w okienko. Niemiecki bramkarz znów nawet nie drgnął, a Puszkasz notuje swoje czwarte trafienie. Jednak to jeszcze nie koniec strzelania, ponieważ dziewiątka Eintrachtu Erwin Stein wykańcza kombinacyjną akcję swojego zespołu i mamy wynik 6-2. Szanse na powrót Niemców do meczu były niewielkie, ale Di Stefano nie miał zamiaru pozwalać rozwijać im skrzydeł i dwie minuty później urywa się z podkrycia w środku boiska.

Szybkimi susami pokonuje kolejne metry i tuż przed linią pola karnego oddaje celny strzał w róg bramki. Od przyjęcia piłki w środku boiska do gola mija 5 sekund. Pomimo wieku, bo wtedy Argentyńczyk ma już 34 lata, przydomek La Saeta Rubia wciąż momentami do niego pasuje. I jak na dłoni widać, skąd się w ogóle wziął. Niemcy odpowiadają jeszcze jednym golem, jednak to by było na tyle. Sędzia kończy spektakl przy stanie 7-3 dla Realu Madryt. Cztery gole strzela Puszkarz, trzy dokłada Di Stefano. Przez długie lata finał ten będzie nazywany wśród kibiców Los Blancos najważniejszym meczem w historii klubu. A moim zdaniem dopiero La Decima zdobyta w finale przeciwko Atletico Madryt może się mierzyć z tym spotkaniem.

Ciekawostką jest lista graczy, którym udało się strzelić hat-tricka w finale Puchory Europy lub Ligi Mistrzów. A jest to bardzo wąskie i elitarne grono składające się z dwóch piłkarzy Realu Madryt. Chodzi oczywiście o Di Stefano i Puskasza, któremu ten wyczyn uda się dwukrotnie w karierze oraz Pierigno Prattiego z AC Milanu. O drugim hat-tricku Puskasza powiemy sobie za chwilę. Na razie wróćmy do tematu Szkocji, ponieważ na stulecie klubu Real Madryt wróci na Hampten Park, by znów w finale zmierzyć się z niemiecką drużyną. Wtedy jednak będzie to już Liga Mistrzów, ale Real znów wyjdzie z tego starcia zwycięsko i przyniesie im to 9. europejski tytuł. Na razie jednak zdobyli swój piąty puchar i dla pokolenia powojennego to właśnie ta edycja i ten finał był najważniejszym spotkaniem ich generacji.

W 1960 roku FIFA organizuje również Puchar Interkontynentalny, w którym to mistrz Ameryki Południowej, wtedy urugwajski Peñarol, miał podjąć zwycięzcę Pucharu Europy. Po nudnym i bezbramkowym meczu rozgrywanym w stolicy Urugwaju przychodzi czas na rewanż w Matrycie, który Los Blancos pewnie wygrywają 5-1. Czym potwierdzają teorię o byciu najlepszą drużyną piłkarską nie tylko w Europie, ale także i na świecie. Lata 50. należały do Realu Madryt. Pięć pucharów Europy oraz cztery ligowe tytuły mówiły same za siebie i z tymi liczbami ciężko dyskutować. Problem w tym, że Puszkarz i Di Stefano nie byli najmłodsi i nieubłaganie zbliżał się ich termin piłkarskiej przydatności. Zanim jednak do tego dojdzie, dostarczą jeszcze trochę emocji.

A na brak wspomnianych emocji na pewno nie mogli narzekać kibice Realu Madryt w sezonie 1960-61, szczególnie jeżeli chodzi o Puchar Europy. Zanim jednak o europejskich zmaganiach, pierwsze powiedzmy sobie o lidze i Pucharze Generała, a także o atmosferze, która panowała wtedy w klubie. Sukces jaki klub osiągnął z Di Stefaną spowodował znaczny wzrost popularności Madrytu w prasie zachodniej. Pięć wygranych w Pucharów Europy z rzędu to osiągnięcie, którego nikt się nie spodziewał i którego nikt miał już też nie powtórzyć. Bo przecież mieli tam konkurować najlepsi, miały to być starcia Tytanów z całego kontynentu. A wyglądało to tak, jak gdyby ekipa z Madrytu przyjeżdżała zawsze po swoje i to przez pięć długich lat. Na fali tej popularności Real Madryt stał się po raz pierwszy tematem nr 1 w piłkarskim świecie.

Real Madryt zgarnie go 8 razy, 2 razy wyrwie go Atletico Madryt. Omówimy sobie oczywiście wszystkie te sezony, aż do odejścia Di Stefano, które na początku sezonu 1961-62 nie wydawało się aż tak realne. Alfredo wciąż grał pierwsze skrzypce w drużynie, wturował mu hento i puszkarz i wszystko wyglądało jak za dawnych lat. I tak Real triumfuje w lidze w sezonie 1961-62 i jest to ich ósmy tytuł w historii. Niestety po sześciu latach nagroda Pichichi wędruje gdzieś indziej niż do piłkarza Realu Madryt, chociaż zdobywa ją piłkarz Realu, tyle że Realu Saragossa, a trafia ona w ręce Juana Seminario. Przychodzi też w pewnym sensie upragniony triumf Copa del Generalismo, w którym to po drodze Real pokonuje Barcelonę, a w finale Sevillę.

W ćwierćfinale spotkali się z mocnym wtedy Juventusem, ale z Turynu Real wrócił z jednobromkową zaliczką dzięki golu Di Stefano. Tyle, że w rewanżu role się odwróciły i z Madrytu Juventus wracał z takim samym wynikiem, gdyż Włochom udało się strzelić jedyną bramkę tego wieczoru. Potrzebny był dodatkowy mecz, by wyłonić zwycięzcę. Przy okazji tego spotkania, które zostanie rozegrane na paryskim neutralnym gruncie, prezydent Juventusu kusił Hento, by ten zmienił klubowe barwy, a swoim piłkarzom obiecywał duże premie za ewentualne zwycięstwo. Ale na nic się to zdało. Real pewnie wygrywa 3-1, a Hento nigdy nie był poważnie zainteresowany zmianą klubu. Tym samym Los Blancos meldują się w półfinale, w którym czeka na nich belgijski standard liż.

Czy to oznacza, że jedynie Polonia Bytom może nas godnie reprezentować na arenie międzynarodowej? Nie wiem, ale chyba na to wygląda. W finale zwycięski marsz Benfici zatrzymuje AC Milan, który w końcu triumfuje w całych rozgrywkach i tym samym zaczyna się trzyletnia włoska dominacja, która niestety w pewnym momencie pokrzyżuje plany Realowi Madryt na odzyskanie prymu w Europie i ostatecznie skończy Era Di Stefano. Ale wszystko po kolei. Na razie skończył się sezon 62-63 i Real Madryt udał się do Wenezueli na obóz przygotowawczy lub jak kto woli pretemporadę. Podczas owego wyjazdu dochodzi do kuriozalnego porwania Alfredo Di Stefano, który o 6 rano odbiera telefon z hotelowego lobby i zostaje poinformowany, że czeka na niego dwóch policjantów.

Jest proszona, aby zejść na dół, by z funkcjonariuszami udać się na komisariat w celu złożenia zeznań. Di Stefano zaprasza policjantów do swojego pokoju, który dzieli z Santa Marią. Tam policjanci się legitymują, a Di Stefano chcąc uniknąć awantury o 6 rano zgadza się na przesłuchanie i udaje się z funkcjonariuszami do radiowozu. Ale jak się szybko okazuje, wcale nie jadą w stronę komisariatu. Alfredo zostaje porwany przez Siły Zbrojne Wyzwolenia Narodowego. Porywacze obiecują nie robić mu krzywdy, a on sam gra z nimi w karty i szachy. Chociaż jak sam przyznaje, cały czas im nie ufał, nic od nich nie jadł i ciągle miał wrażenie, że zaraz go zabiją w imię Bóg wie jakich zasad. Wiadomość o jego porwaniu obiega świat. Piszą o tym wszystkie media, a rząd Wenezueli, by przypomnieć rodakom kto rządzi naprawdę, wyprowadza czołgi na ulicę.

Porywacze wypuszczają Di Stefano na wolność po trzech dniach, podwożą go do miasta i otwierają drzwi samochodu, a ten biegiem udaje się do hotelu i dzień później gra nawet kilka minut w finale turnieju, w którym brał wtedy udział Real Madryt. Przywódca porywaczy, Paul de Rio, występujący wtedy pod pseudonimem Maximo Canales, po latach zaprasza Di Stefano na kolację i prosi, by ten dał się przeprosić w cztery oczy. Ale Di Stefano nigdy nie przyjął zaproszenia od, jak się wtedy okazało, słynnego wenezuelskiego malarza, mówiąc w prasie, że wybacza porywaczom i rozumie, że chcieli tylko nadać rozgłos sytuacji. Co też zresztą się udaje, bo wiadomość o całym zajściu jest tematem numer jeden dla prasy. Świat piłkarski przeniknął do głównego nurtu i mógł być już głównym tematem dla mediów. Tymczasem zbliża się początek sezonu 1963-64, który będzie ostatnim sezonem Alfredo Di Stefano w białej koszulce.

Nie będę tutaj wymieniał wszystkich piłkarzy, którzy w tamtym czasie przyszli do klubu lub z niego odeszli, bo lista jest długa. Uprośmy więc sprawę stwierdzając, że Real odmłodził kadrę, szczególnie w obronie, trochę w pomocy, ale atak pozostawił niemal niezmieniony. Di Stefano, Hento i Puskarz wciąż tworzyli trzon ofensywy, ale teraz zamiast Real'a na boisku pojawiał się Amancio Amaro. Polityka Santiago Bernabeu była jasna. Co roku ściągać nowego, świetnego zawodnika do klubu. Brzmi dość znajomo, prawda? Jeszcze do niedawna podobną politykę stosował Florentino Perez, a na pewno trzymał się jej wiernie przy pierwszej kadencji, gdy obejmował władzę w klubie. Bernabeu dążył do tego, by co sezon sprowadzać do klubu najlepszych piłkarzy. Można powiedzieć, że zapoczątkował pierwszą erę Galacticos.

Dziewiąta edycja Puchory Europy wchodzi w decydującą fazę i do rozegrania pozostał tylko finał, a w finale na Real czeka kolejna włoska ekipa, też z Mediolanu, prowadzona przez wcześniej omawianego Helenio Herrera i chodzi oczywiście o Inter Mediolan. Inter napakowany jest wtedy świetnymi piłkarzami. Poza tym ich dobra taktyka meczowa totalnie pacyfikuje Los Blancos, którzy przegrywają finał 3-1. Ekipie ze stolicy Hiszpanii totalnie brakowało pazurów, by pokonać szalejącą młodość Interu. Poza tym, atmosfera w zespole nie należała do najprofesjonalniejszych. Madrycka Prasa wypuszcza fotografie, na której widać Puszkarza oraz Di Stefano, którzy porównują w szatni wielkość swoich brzuchów. Ignacio Zocco komentuje finał następująco.

Zarząd na czele z Santiago Bernabeu oraz trenerem Muñozem dochodzą do wniosku, że przyszedł czas na zmiany i podejmują decyzję o rozstaniu się z 38-letnim Di Stefano. Munoz chciał go włączyć do swojego sztabu trenerskiego, ponieważ Di Stefano zawsze miał oko do piłkarzy i sam zaproponował kilku zawodników, którzy sprawdzili się w Madrycie. A poza tym rządził przecież ekipą na boisku. Di Stefano jednak nie przyjmuje oferty i oskarża klub o uczynienie go kozłem ofiarnym ostatnich europejskich porażek. Ostatecznie odchodzi do Espanolu, gdzie w ciągu dwóch sezonów rozegra 47 spotkań, strzelając łącznie w dwóch sezonach 11 goli. W katalońskim Espanolu dochodzi do połączenia pewnej dwójki, ponieważ klub prowadzi wtedy La Szlokubala i poza kadrą narodową panowie w końcu są w jednym miejscu i czasie.

Sezon 1964-65 nie mogło wyjść inaczej, otwiera mecz Realu Madryt ze Spaniolem. Di Stefano staje naprzeciw swoim do niedawna jeszcze klubowym kolegom. Ale przebieg tego sezonu omówimy sobie w dalszej części podcastu. W tym momencie kończy się, zaznaczę, że piłkarska, Historia Di Stefano w Madrycie. Podkreślam słowo piłkarska, bo wróci do klubu jako trener wiele lat później. Zanim pożegnamy się z Di Stefano, to powiedzmy sobie jeszcze o Interze Mediolan, który zdobywa swoje dwa pierwsze Puchary Europy w sezonach 63-64 oraz 64-65 pod wodzą Helenio Herrera The Special One. A na kolejny tytuł wtedy już Ligi Mistrzów przyjdzie im poczekać do sezonu 2009-10, gdy Inter The Special One naszych czasów, czyli Jose Mourinho, ogra Bayern w finale 2-0 wygranym na Estadio Santiago Bernabeu.

Argentyńczyk miał się czym pochwalić, a jedyne czego mu brakowało to walidacji na arenie międzynarodowej. Gdyby Di Stefano poprowadził którąkolwiek reprezentację do medalowej strefy mistrzostw świata, dołączyłby zapewne do Panteonu Pele, Maradony oraz Messiego. Alfredo wystąpił w białej koszulce 396 razy, strzelając przy tym 308 bramek. Po przyjęciu obywatelstwa hiszpańskiego, stał się z marszu kandydatem do zdobycia złotej piłki, która w tamtym czasie była przyznawana jedynie Europejczykom. Zresztą zdobył tę nagrodę dwukrotnie, w 1957 oraz 1959. A w roku 1958 nagrodę tę sprzątnął mu z przednosa jego klubowy kolega Kopaszewski. Na następną złotą piłkę dla piłkarza Realu Madryt trzeba będzie poczekać do roku 2000 i Luisa Figo.

Di Stefano był piłkarzem epokowym i na zawsze zmienił Real Madryt. Zmienił klub z ligowego średniaka na zwycięzcę na każdym froncie, a drużynie zostawił prostą instrukcję na dalsze sukcesy. Dobre przygotowanie i odpowiednie podejście mentalne jest w stanie pokonać każdego rywala, a zespół zawsze ma dobrze funkcjonować i być zgrany jak rodzina. Rozumiał to tak samo Di Stefano jak i Bernabeu. Przy odpowiedniej mentalności, atmosferze i poczuciu przynależności do drużyny można osiągać cuda. Alfredo Di Stefano zmarł w Madrycie w 2014 roku. Od wielu lat mierzył się wtedy z problemami zdrowotnymi i niestety drugi zawał serca zabrał z tego świata jednego z najlepszych piłkarzy Realu Madryt w historii.

Z honorami pożegnało go całe Estadio Santiago Bernabeu. Po raz ostatni żegnając piłkarza, który uczynił ten stadion legendarnym w Hiszpanii i na świecie. To samo zresztą chciałbym zrobić tutaj, dziękując mu za cały jego wkład w rozwój i budowę klubu, bo bez Alfredo Di Stefano nic nie byłoby takie samo. Zresztą, jak powiedział sam Emilio Butragenio, historia Realu Madryt zaczyna się od historii Alfredo Di Stefano. I takie małe postscriptum, aby nie kończyć smutną nutą, dodam, że historia ma zakończenie jak z latynowskiej telenoweli. Ponieważ klub pomógł dzieciom Di Stefano wygrać batalię sądową o prawa do spadku, które przez małżeństwo z 83-latkiem chciała zgarnąć dla siebie jego o 50 lat młodsza kostarykańska sekretarka.

Do ślubu nie doszło, a miało to miejsce na rok przed śmiercią Di Stefano. I mówiąc delikatnie, mógł on nie kontrolować w pełni swojej sytuacji i możliwe, że nie podejmował racjonalnych decyzji. A wykorzystać chciał to ktoś z zewnątrz. Tymczasem ja wykorzystam tę okazję, by zaprosić Was na kolejny odcinek, w którym poruszymy historię Realu Madryt już po odejściu Alfredo Di Stefano z zespołu.

Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.