Historia kieleckich ulic. Bodzentyńska
Początkowo nazywała się Bożęcka, następnie Bodzęcka i Armii Czerwonej. Obecnie to Bodzentyńska - prawdopodobnie najstarsza ulica w Kielcach. - Nazwa Bożęcka wywodzi się od nazwy Bożęcina, czyli obecnego Bodzentyna. Taki zapis można znaleźć na dokumentach jeszcze na początku XX wieku. Po zakończeniu drugiej wojny światowej była to natomiast ulica Armii Czerwonej. Do nazwy Bodzentyńska wrócono jesienią 1989 roku – mówi Krzysztof Myśliński, Świętokrzyski Wojewódzki Konserwator Zabytków. – Z pewnością historia tej ulicy ma nawet więcej niż dziewięć stuleci. Była ona bowiem jedną z pierwszych głównych ulic miejskich. Stanowiła wyjazd z Kielc w kierunku Gór Świętokrzyskich i wschodniej części Polski. Na znaczeniu zyskała w połowie XIV wieku, gdy Kielce zaczęły się rozbudowywać. W znacznym stopniu za sprawą pojawienia się w mieście Żydów i rozwoju handlu. To właśnie przy tej ulicy powstał w Kielcach pierwszy żydowski dom modlitwy. Bodzentyńska prawdopodobnie była pierwszą ulicą, która miała utwardzoną nawierzchnię. Nie był to jednak bruk - ułożono na niej drewniane dyle. Początkowo jej przebieg w znacznym stopniu wyznaczała niewielka rzeka Silnica, zwana wówczas Solnicą. - W XVI wieku na ulicy Bodzentyńskiej wystawiono jedną z miejskich bram, tzw. rogatkę, która wyznaczała granicę miasta lokacyjnego. Płacono na niej podatek za wjazd wozem do miasta – opowiada Krzysztof Myśliński. Przy ulicy Bodzentyńskiej przez wiele lat kwitł handel. Mieściły się przy niej sklepy, warsztaty rzemieślnicze, zakłady pogrzebowe oraz jatki, w których sprzedawano mięso i targowisko, które pod koniec minionego stulecia zostało przeniesione na ulicę Seminaryjską. Był także wiatrak zbożowy i spichlerz. To właśnie przy tej ulicy, w posesji oznaczonej numerem 19, do dziś znajduje się najdłużej funkcjonująca w tej części kraju piekarnia, która została założona przez rodzinę Gołębiowskich w 1788 roku. Z kolei w części ulicy Bodzentyńskiej najbardziej oddalonej od kieleckiego Rynku, obecnie w tym miejscu znajdują się wieżowce przy ulicy Sandomierskiej, od końca XIX wieku do lat 60. minionego stulecia funkcjonowały browary. Krzysztof Myśliński dodaje, że ulica Bodzentyńska ma też swoją tragiczną historię. - Hitlerowcy utworzyli w tej części Kielc tzw. małe getto - mówi. Z historią ulicy Bodzentyńskiej wiążą się nie tylko miejsca, ale także znane osoby. U zbiegu ulicy Bodzentyńskiej i Alei IX Wieków Kielc znajdowały się posiadłości należące do rodziny Jarońskich. - Najwybitniejszy przedstawiciel tej rodziny, Wiktor Jaroński, miał znaczący wpływ na postanowienia dotyczące granic Polski podczas konferencji w Wersalu. Jego spontanicznie wygłoszony manifest antypruski posłużył jako dowód na to, że Polacy mieli wkład w walki przeciwko Państwom Centralnym – opowiadał w 2017 roku w trakcie wycieczki po mieście Piotr Modzelewski. – Deklaracja Wiktora Jarońskiego, kieleckiego posła do Dumy, stała się poważnym argumentem za niepodległością Polski podczas Konferencji Wersalskiej. Wrogi Polsce premier angielski Lloyd George stwierdził, że Polacy nie znajdowali się po stronie zwycięzców, ponieważ Legiony Piłsudskiego podlegały komendzie austriackiej i tym samym walczyły po stronie pruskiej. Wówczas ripostą przedstawicieli Komitetu Narodowego Polskiego była właśnie deklaracja Jarońskiego. Przy ulicy Bodzentyńskiej mieszkał także pianista i kompozytor Feliks Jaroński. Należąca do niego nieruchomość znajdowała się na rogu ulicy Kościuszki i Bodzentyńskiej, która obecnie w tej części jest ślepą uliczką. To ta część ulicy, przy której przed laty był postój taksówek bagażowych. - Kiedyś był tam folwark należący właśnie do Jarońskich. A za nim znajdował się ogród z niewielkim stawem. Stąd potoczna nazwa dworek Jarońskich. Choć budynek w zasadzie nie przypomina dworku, bo nie ma chociażby ganku. Dzisiaj powiedzielibyśmy o tym budynku raczej willa niż dworek. Mówiąc o historii tego miejsca warto natomiast dodać, że kiedyś koncertował w nim Ignacy Jan Paderewski, który odwiedzał Feliksa Jarońskiego – dodaje Krzysztof Myśliński. Z kolei u zbiegu obecnej alei Solidarności i alei IX Wieków Kielc mieścił się zakład Romana Kluźniaka, w którym powstawały szyny do kolejek wąskotorowych i tabor kolejowy. - Z czasem firma tego rzemieślnika przeobraziła się w duży zakład przemysłu metalowego. Powstawały w nim między innymi szyny do kolejek wąskotorowych w regionie oraz tabor kolejowy do nieistniejącej już trasy łączącej Kielce i Cisów. Roman Kuźniak był też konstruktorem i autorem patentu pierwszego motorowego walca drogowego – mówi Piotr Modzelewski, członek Towarzystwa Przyjaciół Kielc i pasjonat historii miasta. Po zakończeniu drugiej wojny światowej ulica Bodzentyńska stała się mniej istotna, ponieważ zmienił się układ komunikacyjny Kielc. Wybudowano miedzy innymi ulice Czarnowską, Paderewskiego, Sandomierską, Seminaryjską i Ogrodową oraz Aleję IX Wieków Kielc. Bodzentyńska stała się wówczas lokalną ulicą wiodącą od Rynku do ulicy Kościuszki i Alei IX Wieków Kielc. - Przy ulicy Bodzentyńskiej zachowało się niewiele XIX-wiecznych domów. W latach 70. i 80. minionego wieku, ze względu na zły stan techniczny, wyburzono wiele parterowych domów, a także kamienic – kończy opowieść Krzysztof Myśliński.
Dolinki tej starej, zasklepionej Silnicy to była już w wieku XVIII, o tym wiemy na pewno, bardzo ważna miejska czy w mieście posiadłość, ponieważ tam były jadki miejskie, czyli taki handel mięsem. Było to w czasach, kiedy jeszcze to, co dzisiaj nazywamy Placem Tekli nie istniało. Cała ta zabudowa dzisiaj zaczyna na ulicy Bodzentyńskiej od tej strony północnej, warszawskiej, radomskiej czy skarżyskiej, która dziś zaczyna się właśnie na narożniku placu Tekli, była ciągła. Tu były normalne domy. Tak jak dzisiaj ulica Warszawska dochodzi do rynku, to to były normalne mieszczańskie posesje. Plac Tekli i przebicie ulicy Warszawskiej do rynku nastąpiło dopiero w pierwszej połowie wieku. A przy ulicy Bodzentyńskiej mnóstwo było ciekawych, ważnych, niemal legendarnych miejsc, z których do dzisiaj, poza wspomnianymi jatkami, po których tylko wiemy, bo ślad się oczywiście po nich nie zachował.
Do dzisiaj chyba najbardziej znaną, taką właśnie symboliczną jest dawna, podobno najstarsza, ciągle działająca, przynajmniej w Małopolsce, piekarnia, którą kielczanie nazywają piekarnią gołębiowskiej. Już nie państwo gołębiowscy prowadzą tę piekarnię. Ale ona rzeczywiście tam od dobrych ponad 200 lat w tym miejscu funkcjonuje. Dzisiaj przyzwyczailiśmy się trochę, to się na szczęście zaczyna zmieniać, że ta ulica Bodzentyńska okrutnie jest pokiereszowana. Po stronie wschodniej czy po prawej, jak wychodzimy z rynku, to tam się właściwie żaden taki XIX-wieczny dom nie zachował. To wszystko uległo wymianie. Po stronie lewej, kiedy wychodzimy z rynku, jest kilka takich zaniedbanych niestety kamieniczek, ale są też rozległe rany, rozległe dziury numer 7 i 9. Kamienice wyburzone w latach 70-tych, 80-tych, właśnie nie całkowicie wyburzone.
To była taka właśnie ulica trochę ostatecznego przeznaczenia, ponieważ była to ulica stolarza. I ta tradycja stolarska, kiedy już przestały robić tam na tę skalę meble, ona się zapisała w produkcji czy w wytwarzaniu trumien. Stąd ulica Bodzentyńska była taką ulicą właśnie stolarską, ulicą zakładów pogrzebowych czy takich stolarni przygotowujących w trumnę krzyże dla pochówków. Była też ulicą Piekarzy, bo tych piekarni było więcej. Była też ulicą, ale już nie w takim stopniu szewską, bo ulica Szewska, nie z nazwy, ale z zagęszczenia szewców, których dawniej w Kielcach bardzo było wielu, jak w wielu polskich drobnych miastach. I oni właściwie dotrwali do lat międzywojennych, czyli między I a II wojną światową, aż kres takiemu rzemiosłu, Także w Kielcach położył pewien bardzo pomysłowy czeski szewc, czyli Bata.
Jeden Bata, czyli Jan Bata i później Tomasz Bata. Ale to inna ulica dzisiaj, bo to jest dzisiejsza ulica Maba, łamana przez Kilińskiego. A skoro mowa o tym, że dzisiejsza ulica Wesoła, bo też to bardzo ciekawa historia, to w ogóle ulica, która dawniej była po prostu taką gospodarczą drogą. Zabudowa ulicy Bodzentyńskiej była normalna, stąd taki dziwny kształt domów po obu stronach tego wlotu w Wesoło. To są resztki dawnej zabudowy, kiedy w drugiej połowie wieku XIX postanowiono udrążnić ulicę Bodzentyńską. Żeby umożliwić taki tranzyt tych wjeżdżających właśnie Bożęcką, Bodzentyńską, tam od strony Bodzentyna, Sandomierza do Kielc, tak żeby oni nie musieli przejeżdżać przez rynek, to przebito ulicę Wesołą, która nie sięgała ulicy Bodzentyńskiej i tą Wesołą można było się później dostać do tej tak zwanej nowej dzielnicy placu bazarowego, nie tych targów przy seminaryjskiej, a dzisiejszego placu wolności, czyli do dzielnicy tak zwanej gubernialnej, która powstała już po powstaniu styczniowym.
Ma oczywiście swoje tajemnice ulica Bodzentyńska, jak choćby te, że od placu Świętego Wojciecha, a miasto dawniej przy Bodzentyńskiej i Rogatka Bodzentyńska, czyli punkt poboru myda takiego, wjazdowego podatku od wozów, był właśnie tutaj, gdzie zaczyna się dzisiaj, też nie wyglądający tak jak historycznie, bo powiększony, ten plac Świętego Wojciecha. Tam stała Rogatka, czyli taka jakaś barierka z budką, którą zamykano drogę na noc. I tam właśnie, w tym miejscu, tu przy tym placu, od tego miejsca w stronę wschodnią, w stronę Bodzentyna, płynęła sobie i w jakimś sensie płynie dalej owa stara, legendarna silnica, której ostatnie fragmenty zamurowano już po II wojnie światowej. I ona właśnie w tym miejscu, obok tej rogatki, tu gdzie się wjeżdża dzisiaj na parking przy kościele św. Wojciecha, od strony bodzentyńskiej, zakręcała, tam był mostek, znamy go ze starych fotografii już z końca wieku XIX, a później jeszcze raz zakręcała i tak jak się ten prawdziwy, brukowany plac św.
Później przy budowie ulicy tej dzisiejszej, ogromnej, przyrotowej, dwupasmowej Sandomierskiej Ulicę Bodzentyńską po prostu zamknięto. Zbudowano aleję dziewięciu wieków Kielc, przechodzącą Sandomierską w stronę wschodnią, a ulica Bodzentyńska stała się takim zaułeczkiem między posesją Jerońskich i między takim skwerkiem, gdzie jeszcze kilka lat temu, bo to w ogóle zniknęło, był postój bagażowych taksówek. Było coś takiego, jak można było wynająć bagażową, ciężarową taksi. I cała narożna posesja wzdłuż tej dzisiejszej niedrężnej Bodzentyńskiej, tej deptakowej Bodzentyńskiej, na rogu ulicy Kościuszki i właśnie Bodzentyńskiej, cała, aż po Źródłową i hen jeszcze dalej, to był folwark należący właśnie do jarańskich, których rodzina do dzisiaj Kielce przecież w Kielcach mieszkająca.
Osiadła w Kielcach, osiadła w mieście na początku wieku XIX. A dwory gierońskich? To jest taki budynek, nie rzucający się w oczy, który poprzedzony dzisiaj parkingiem na miejscu narożnej oficyny, która właśnie tam na tym narożniku stała i wielu Kielczyn uważało, że ten dość zresztą malowniczo rozebrany w latach 80., że to był właśnie dwory gierońskich. To jest taki budynek, którego nowsze skrzydło mieści dzisiaj zakład pogrzebowy i to widać z ulicy jak się idzie. A ten budynek zupełnie nie rzucający się w oczy, który stoi za nim, taka wygląda na oficynę, to jest właśnie ta pierwsza, no dzisiaj powiedzieliśmy willa czy dom, ale nazywany Dworkiem Jerońskich. To nie wygląda jak dworek, to nie ma ganku, to nie ma dachu jak dworek. Natomiast ta posesja była kiedyś niezwykle interesująca, bo po drugiej stronie, nie od ulicy, tylko właśnie za tym Dworkiem Jerońskich, był niegdyś bardzo piękny ogród ze stawem, który jeszcze kilkanaście lat temu tam istniał.
Tam odbywały się różnego rodzaju, właśnie przy ulicy Bodzentyńskiej, choć wejście było od kościuszki, różnego rodzaju ciekawe zdarzenia. To tam kiedyś nad tym stawem koncertował Ignacy Jan Paderewski, kiedy odwiedzał Feliksa Jerońskiego, wybitnego skrzypka XIX-wiecznego i kompozytora. Tam po tym stawie w zimie ślizgali się uczniowie gimnazjum słynnego Wielkie dzięki i do zobaczenia w kolejnym odcinku. Mniej można spenetrować podwórka czy dziedzińce, bo one są dzisiaj zamykane już w większości domów, ale można na przykład trafić chyba pod numerem 28, już za Wesołą.
Jest taki nieduży, modernistyczny, międzywojenny, piętrowy budyneczek. Jak się wejdzie na bardzo ciekawe, malownicze podwóreczko, to można jeszcze zobaczyć jedną z ostatnich, niestety, zachowanych studni czy tzw. zdrojów żeliwnych, które wyglądają bardzo archaicznie. To są takie wnęki, takie płyty żeliwne dostawione do muru kamienicy, które wyglądały jakby miały nie wiadomo ile lat, jak były stare, ale powstały mniej więcej około 100 lat temu, kiedy w Kielcach zaczęto budować wodociągi. To były takie wspólne ujęcia wody, już takie studnie dla każdego domu, ale nie już nie czerpane z ziemi, tylko z wodociągu. Z tym, że dopiero później sobie tam niektórzy rozprowadzali te wodociągi po domach, więc takich Ciekawostek tych pachołków, czyli tzw. odbojników w bramach interesujących, jeszcze kilka się zachowało, chyba nawet dwa żeliwne. To bardzo ciekawa ulica i szczęśliwie przechodzi powoli w ręce właścicieli nowych, którzy będą te wszystkie luki zabudowywać, będą te długie oficyny, pewnie mające swój klimat, ale dzisiaj już nie nadające się do mieszkania, zamieniać na nowoczesne domy.
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.