Świat zapisany w przedmiotach, czyli o "Prostych rzeczach" Marcina Wichy
O świecie, który kryje się w rzeczach. I o rzeczach, które kryją się w nas - w "Poranku Dwójki" zanurzymy się w świat felietonów Marcina Wichy. W zbiorze "Proste rzeczy" Marcin Wicha obserwuje świat przez pryzmat rzeczy - tych, które nas otaczają, kształtują, uwierają i czasem bronią przed chaosem. O spisanych obserwacjach Marcina Wichy porozmawialiśmy z krytyk literacką Justyną Sobolewską.
Gość Poranka Dwójki. I mimo tej wczesnej pory jest z nami Justyna Sobolewska, pisarka, dziennikarka, Tygodnik Polityka. Dzień dobry. Dzień dobry. Mówimy o rocznicy wzruszającej, chwytającej za serce. W nocy 24 stycznia 2025 roku Marcin Wicha odszedł, pozostawiając w czytelnikach coś, co możemy nazwać tęsknotą. Państwo wraz z wydawnictwem Agora przygotowali prezent dla czytelników i swojego rodzaju pomnik Marcina Wichy, chyba jedyny, jakiego by sobie życzył, czyli książka zatytułowana po prostu Prosta Rzeczy. Proste rzeczy, które wcale nie są proste.
To są felietony z lat 2015-2018, które ukazywały się w magazynie Gazety Wyborczej. I to jest prezent rzeczywiście, bo znowu dostajemy coś Wichy. Znowu do nas mówi Wicha, prowadzi nas w różne miejsca, opowiada o relacjach z przedmiotami, opowiada o tamtych czasach, które paradoksalnie są bardzo bliskie. Właściwie to już wszystko jest, już jest nawet epoka postcyfrowa. To są zmiany polityczne wtedy, ale też protesty nauczycieli, a Wicha też jest takim felietonistą. Tutaj właściwie się staje tym felietonistą, bo to chyba są jego takie pierwsze felietony, który właśnie jest zaangażowany w rzeczywistość. To zaangażowanie to jest zaangażowanie w to, żeby żyło nam się lepiej, żeby było lepiej.
Myślę, że na wielu odcinkach, na których działał Marcin Wicha, widać to właśnie. Zaangażowanie też w najbliższe otoczenie. To muszę przeczytać zdanie. Opisał kamionek na przykład, czyli swoje najbliższe otoczenie. Otworzyłam teraz książkę i to zdanie naprawdę po prostu się pojawiło. Jest bardzo zabawne, więc je przeczytam chyba za moment. Teraz pani Justynu musi pani powiedzieć coś, bo moje gardło odmawia posłuszeństwa. Udało się chyba. Marcin Wicha napisał tak. Byłem w Biłgoraju, Szczebrzeszynie, Zamościu i Lublinie. Nie jest to szczególne osiągnięcie, gdy porównać z przebiegiem prawdziwych pisarzy. Jednak wystarcza, żeby patrzeć z góry na nieszczęśników, którzy spędzili wakacje na jakimś barbarosie. Tak, Marcin Wicha był bardzo związany właśnie z tą przestrzenią, z tą rzeczywistością.
Jest to bardzo zaskakujące, nie powiem, żeby nie spoilerować, bo to jest naprawdę piękny tekst. Także są tu rzeczy, które później rozwinęły się w jego książkach. W czasie, kiedy pisał te felietony, już wyszła książka rzeczy, których nie wyrzuciłem, otrzymał nagrodę Nike. Potem już pisał inne felietony, które zbierał w książki, takie jak Nic drobniej nie będzie, ale które były przygotowane przez niego. Natomiast o wydaniu tych felietonów on już sam myślał, o czym pisze Marta Tymowska-Wicha, jego żona, we wstępie. Są tu też jego rysunki. Te rysunki są tak zabawne, jak i teksty, które pisał Marcin Wicha, a wszystko, co po sobie pozostawił, to jest coś, co powinno być objęte szczególnym rodzajem ochrony, bo Marcin Wicha pisze o tym, żeby zauważać przedmioty, ale my powinniśmy zauważać to, co miał w sobie Marcin Wicha, a co gdzieś zostaje zupełnie zapchnięte przez tą propagandę sukcesu.
Wszyscy się chwalimy na profilach społecznościowych, piszemy, o, co to nie my. A Marcin Wicha kochał właśnie te spóźnione autobusy, kurz, płyty CD bez pudełka. No i tak, nie to, że się z nas śmiał, ale to była taka jakaś słodka darwina, taki psztyczek w nos. Tak, piękny jest tutaj tekst o odchodzeniu przedmiotów. O tym, że magnetowidy odchodziły z hukiem, a płyty CD odeszły po cichu. Więc on jest rzeczywiście takim kimś, kto trzyma rękę na pulsie zmiany czasów i ta zmiana cały czas następuje i dzisiaj jesteśmy w podobnym momencie i to po prostu on to widzi, co trwa, co znika, jak na przykład tam jest jeszcze opowieść o dziadku do orzechów plastikowym z lat 90., którego nikt nie chciał i który mimo, że był rewolucyjny czy zmieniał właśnie, to tak naprawdę był takim jakimś designem, który się nie przyjął.
Była i opera, i płyta Maniuchy Bikont, i teksty dla Pawła Szamburskiego. Więc tych rzeczy, w których zamieszany jest Wicha, jest bardzo wiele. I Paweł Szamburski, i Maniucha Bikont, kiedy odszedł Marcin Wicha, byli gośćmi, zdaje się, Aldony Łaniewskiej. Wołk, ta audycja jest zapewne do odsłuchania. Na stronach Polskiego Radia. No i to jest właśnie bardzo ciekawe spojrzenie muzyków na spotkania z Marcinem Wichą. Chciałabym przeczytać jeszcze parę nagłówków, parę tytułów tych felietonów. Na szczęście moje gardło już mi na to pozwoliło. Wezwijcie fotografa na przykład, albo mailowy wyścig zbrojeń. Co jeszcze?
Strzał w kolanko. Nie kolano, tylko kolanko. Czy Marcin Wicha testował na kimś swoje zdania, teksty, sprawdzał, czy one są tak zabawne, jak były zabawne dla niego? To wszystko są teksty bardzo dopracowane i sprawdzał, oczywiście przysyłał Marcie, żonie, przeczytaj to, właśnie to czytamy we wstępie, jak jej podsuwał różne teksty, ale też był właśnie takim pisarzem, który niesłychanie dbał o, nie tylko o zdanie, o brzmienie zdania, ale o wygląd zdania, o akapity. I tu wszystko musiało się zgadzać, ponieważ jednocześnie był grafikiem i po prostu tekst to był dla niego tekst już w całości. Właśnie graficzny, tak jak go widzimy. Tutaj wszystko było dopracowane.
Co ciekawe, że oczywiście to jego pisanie się zmienia. Tu jest jeszcze bardziej takie felietonowe, gatunkowe. Tymczasem już właśnie nic drobniej nie będzie, czy właśnie w kamionku. To jest już po prostu taka stylistyczna erupcja, oczywiście trzymana w ryzach, ale po prostu tam w tych późniejszych książkach on już jakby pokazuje, że może wszystko, może zrobić ze zdaniem wszystko. Więc myślę, że Wicha rzeczywiście jest kimś takim tak wielodziedzinowym i tak na wielu polach osiągnął maestrię, Że jest to rzecz do czytania dla nas na okrągło. Myślę, że też tego dnia, pamiętam ten dzień, to była sobota, kiedy dowiedzieliśmy się o śmierci. Wszyscy, bardzo wiele osób było zajętych tym samym, mianowicie szukało jego książek na półkach.
No właśnie, że jest jakąś wspólnotą. A Marcin Wicha to był taki człowiek żyjący we wspólnocie. Mogła to być wspólnota gdzieś nawet rozproszona. Ale jakaś więź, jakaś idea towarzysząca tej wspólnocie i to niekoniecznie jakaś wielka idea bycia rewolucjonistą, ale idea taka wioska skupiona wokół cieszenia się życiem. Tak i też charakterystyczne, że Marcina Wichę żegnali sąsiedzi. Pamiętam ten nekrolog. Właśnie taka wspólnota sąsiedzka. Wspólnota ulicy, wspólnota warszawska, wspólnota polska, ale wspólnota po prostu ludzi, którzy coś mogą razem zrobić. W tych poleceniach, czego nauczył mnie ojciec, a czego nie, jest ufaj ludziom.
Mimo wszystko, ponieważ na przykład te siły rządzące czy siły właśnie większe często próbują przekonać nas, że ludzie są wrogami, ale Marcin Wicha mówi ufaj ludziom. Marcin Wicha wiele zawdzięczał na pewno temu, że los, opatrzność, Bóg, różnie możemy to nazywać, obdarzył go poczuciem humoru. Kolejna rzecz, którą teraz odnalazłam w tej książce, to jest rysunek, szkielet dinozaura i dinozaur, który mówi, nie wiem co poszło nie tak. Tutaj bohaterem, bohaterką jest Wielki Obóż, właśnie jego rysunków. Ten Wielki Obóż ujawnia się bez przerwy w naszej rzeczywistości, nadchodzi i właśnie ma taką minę, jaką narysował mu Marcin Wicha.
A czy Marcin Wicha chciałby, żeby upamiętnić go? To chyba słowo, które nie pasuje do Marcina Wichy. To może tak, jak pani sądzi, czy powinniśmy doczekać się, powinniśmy starać się, żeby był na przykład festiwal imienia Marcina Wichy? Albo nagroda imienia Marcina Wichy. Nie tylko po to, by tworzyć te wielkie pomniki, ale po to, by przypominać tym, którzy nie mieli tego szczęścia zetknięcia się z tą lekturą, że ktoś taki jest. Był już patronem naszego festiwalu Początek Sezonu w Bydgoszczy. Od natychmiast pomyśleliśmy, że właśnie tak chcemy zrobić. Myślę, że to zależy od... Oczywiście dobrze by było, żeby Wicha był obecny na wszelkie sposoby. Ale właśnie nie w jakiejś uczci akademii, bo to jest absolutnie przeciwne jemu, który był niesłychanie też skromny, jak najmniej mówić o sobie.
To mam wrażenie, że jest taka natura podobna do Wisławy Szymborskiej. Właśnie nie robić za dużo zamieszania. Po cichu, po cichu. Robić swoje po cichu, więc jakby bez żadnego nadęcia. Zresztą właśnie wśród tych poleceń ojca, które cytuję, też jest nie nadymać się. Natomiast to jest coś dla nas. My możemy rzeczywiście, jeżeli będziemy chcieli, a myślę, że warto po prostu pamiętać o tym pisarzu i przypominać go na wszelkie możliwe sposoby. A czy jest jeszcze dużo tekstów, które napisał Marcin Wicha, a czytelnicy ich jeszcze nie dostali? Są felietony, które pisał w różnych pismach i myślę, że jak się to zbierze w takim piśmie właśnie poświęconym architekturze w Krakowie,
Będzie też grała Maniucha Bikont i Paweł Szamburski, pardon to tu, 12 lutego. Marcin Wicha, Prosta rzeczy to nowa książka ze starymi felietonami, ale warty mi by poczytać je na nowo. W rocznicę śmierci Marcina Wichy Justyna Sobolewska opowiadała o tej książce. Książka zatytułowana jest Prosta rzeczy i to brzmi jak jeszcze jedna lekcja od Marciny Wichy o tym jak żyć. Bardzo dziękuję za spotkanie. Dziękuję.
Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.