Mizantrop zrodzony z hojności – Włodzimierz Staniewski interpretuje Szekspira
Włodzimierz Staniewski prezentuje dramat Williama Szekspira, ukazując historię filantropa, którego bezinteresowna pomoc prowadzi do upadku. Zdradzony przez otoczenie, bohater przeistacza się w zgorzkniałego mizantropa. Spektakl porusza temat granic ludzkiej dobroci i rozczarowania społeczeństwem.
I dzisiaj widzę, że to jest problem nie do rozwiązania. Być może jego rozwiązaniem jest cały czas próbowanie nowych ścieżek. Teatr Klasyki Polskiej we współpracy, jeśli się nie mylę, po raz pierwszy podjętej z Ośrodkiem Praktyk Teatralnych Gardzienice przygotowuje premierę Tymona z Aten, sztuki Szekspira, ale w zupełnie nowym przekładzie Antoniego Libery. Wszystko się zgadza. To jest najnowszy przykład Antoniego Libery. To jest powód, że przystąpiliśmy do tej współprodukcji, bo statut nasz zobowiązuje do grania najnowszych przekładów klasyki światowej i po 20, chyba nawet po 21 premierach Polskiej klasyki wzięliśmy się do Szekspira, którego granie uważamy za konieczność, ponieważ jego strategia poetycka, tak to nazwijmy, jest najwyższym wzorem poezji dla kręgu kultury europejskiej.
Mówiąc o tej strategii, mam na myśli coś takiego, co skutkuje nadzwyczajną pojemnością, nadzwyczajną wieloznacznością tych dramatów. O Hamlecie Jan Kot mawiał, że jest jak gąbka, która chłonie swój czas. Wydaje mi się, że jeszcze o paru dramatach moglibyśmy tak powiedzieć. Z całą pewnością o Tymonie z Aten, bo taki jest właściwy tytuł w najnowszym przekładzie Antoniego Libery. Otóż ta strategia, od której zacząłem, ona Polega na tym, że Szekspir nie mówi tak, tak, nie, nie. Po dwóch tak, tak natychmiast idą trzy nie, nie. A po trzech nie, nie, trzy albo cztery razy tak. Potem znowu jakieś nie, znowu tak. I w zasadzie idziemy po jakiejś takiej wąskiej ścieżce świadomości, na którą składają się liczne sprzeczności.
I myślę, że te sprzeczności, niejasności, wieloznaczności, one sprawiają, że bardzo wielu, bardzo rozmaitych widzów Umie patrzeć na to, co Szekspir mówi przez ludzi nam współczesnych, jak w lustro. Tymon Zaten to jest wybór w ogóle pokazujący jeszcze więcej sprzeczności niż wiele innych dramatów Szekspira, dlatego że jedni klasyfikują to, czy wydawałoby się, że przebieg fabularny sztuki klasyfikowałby ją jako tragedię, chociaż podobno pierwsza publikacja była w zbiorze zbierającym komedię Szekspira i zaraz dopytam o to, na ile jest tam się z czego śmiać. Do tego ten dramat uchodzi za niedokończony.
Nie wiadomo czy był pisany jako jeden z pierwszych czy jako jeden z ostatnich dramatów Szekspira. Nie wiadomo czy przez niego solo czy też w duecie. I znowu wszystko się zgadza. Te wszystkie poszlaki mają swoje rozmaite uzasadnienia, opierają się na bardzo rozmaitych świadectwach. Nie są to wymysły, nie są to tylko hipostazy. To jest utwór pisany szczególnym językiem. Myślę, że naprawdę jest się z czego śmiać. Pisany jest z nadzwyczajnym poczuciem humoru. Czasami jest to czarny humor, częściej jest to czarny humor, ale czasami taki zwykły, słoneczny, który spotykamy u Szekspira. Porządek całego utworu rzeczywiście skłania do tego, żeby uważać go za tragedię. Są rozmaite przesłanki, żeby zarzucać jako tragedii rozmaite wady konstrukcyjne.
Otóż od miłości do ludzi nie sposób się człowiekowi uwolnić. I z perspektywy człowieczeństwa wykonuje gest Ofiary za ludzi, którzy wedle niego nie zasługują na to miano, ale wierzy, że coś się z nimi może stać. Chciałoby się powiedzieć, że edukuje ich poprzez siłę krytyczną swoich tyrat. Przejdźmy może do samego spektaklu. Skąd pomysł, żeby zrealizować właśnie ten dramat Szekspira we współpracy z Ośrodkiem Praktyk Teatralnych w Gardzienice? Reżyserem czy twórcą widowiska jest Włodzimierz Staniewski. Na programie i na plakacie widnieje jako autor widowiska. W roku 2022 w Teatrze Osterwy w trybie koprodukcji między Teatrem Osterwy i Ośrodkiem Praktyk Teatralnych w Gardzienicach powstała historia o chwalebnym zmartwychwstaniu pańskim Mikołaja z Wilkowiecka, którą miałem zaszczyt reżyserować.
Miałem na myśli Inny materiał tekstowy, inną literaturę, to on wybrał tego Szekspira, którego jeszcze nigdy nie robił. Ja go ostrzegłem, że ja go robiłem wiele razy i możemy mieć tutaj różne przestrzenie konfliktu. On wyznał mi swoją odwagę i brak lęku przede mną. W związku z czym wytrwał w swojej propozycji. Mnie się ta propozycja też wydała warta zachodu, warta wysiłku całej instytucji Teatru Klasyki Polskiej, bo Szekspir generalnie jest świętem dla aktorów. Czy jakoś szczególny przez to, że przełożył ten tekst Antoni Libera? Język Antoniego Libery ma tutaj szczególną rolę.
Skomplikowany dramat Tymona z Aten w języku Libery Staje się bardziej klarowny, mimo wszystkich niejednoznaczności, mimo wszystkich sprzeczności. Naprawdę mam poczucie, że czytelność w tym przekładzie jest najwyższej próby. Jest poza tym tak, że ten język Antoniego Libery, znany także z innych przykładów Szekspira, a mnie przede wszystkim z przykładów Becketa, jest mi jakoś bliski. Ja w zasadzie od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku ten język jakoś studiuję. Mało tego, rozpoznaję. Więc w jakimś sensie mam słabość do tego. Wydaje mi się, że on jest znakomity dla aktora, że on jest pisany pod oddech aktora. Antoni Libera często zwraca uwagę, że on w niewielkim zakresie stosuje przerzutnie, które u jego wielkiego kolegi Stanisława Barańczaka są niemal regułą.
No ale właśnie ten prosty zabieg, że nie ma przerzutni daje nadzwyczajną możliwość budowania aktorskiej frazy. Ja oddycham tym językiem, oddycham od dawna, jest mi on bliski, rozumiem go, wydaje mi się, że Szekspira znakomicie uczytelnia, nie pozbawiając go wymiaru poetyckiego, wymiaru wieloznacznego, pełnego sprzeczności, jak to w poezji. A skoro jesteśmy przy języku, tu z kolei w pewnym sensie awangardowy zabieg. Niewiele teatrów decyduje się na dwujęzyczne spektakle. Ze sceny będziemy słyszeć zarówno język polski właśnie w tej wersji, jaką proponuje Antoni Libera, ale też język angielski będą anglojęzyczni aktorzy. Jest trójka anglojęzycznych aktorów współpracujących z Gardzienicami od kilku lat.
Chce mi się powiedzieć, że to jest podstawowy żywioł tego widowiska, mimo że oczywiście wypowiadane tam są liczne słowa Williama Szekspira. Muzyka autorstwa Mikołaja Blajdy. Wielkiego mistrza, ucznia, jeśli dobrze pamiętam, Zygmunta Koniecznego, co wytrawne ucho może nawet wyczuć, ale bardzo oryginalnego i co najważniejsze bardzo słuchającego teatru, bardzo słuchającego aktorów. Jest, powiadam, podstawowym żywiołem tego przedstawienia. To tekst szuka muzyki. Tak mi się wydaje ze sceny, kiedy mam do wypowiedzenia jakąś tyradę albo nawet kiedy mówię w dialogu z partnerem czy partnerami, To szukam trzecim uchem muzyki, żeby jej nie zaprzeczyć, żeby się jej chwycić, bo ona ma nadzwyczajną moc niesienia tej poezji szekspirowskiej.
Czy ryzyko związane z zanurzeniem się w żywioł teatru powinno być duże czy jak najmniejsze? Czy nasze życie, którym teatr się żywi, jesteśmy w stanie włączyć w dzieło sztuki, czy wprost przeciwnie, chcemy zachować zdrowie psychiczne, komfort i poczucie bezpieczeństwa, którego w życiu nam także brakuje? No to myślę, że tę postawę, którą częściej dostrzegam wśród twórców teatru, respektuję i szanuję. Ja jestem ze świata innych temperatur, jeśli tak można powiedzieć, do których czasami jest mi tęskno, mimo że, powiadam, one są kosztowne. Znaczy wejście do takiej łaźni, którą sobie fundujemy Szekspirem czy jakimś Sofoklesem,
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.