Marcin Kołodziejczyk o swojej najnowszej książce "Blaga". Rozmawia Jakub Kukla
Nad krainą upapraną węglem wschodzi niezdrowy świt. Wszyscy są pijani nowobogactwem, pieniędzmi, które wydają się być na wyciągnięcie ręki… Taka jest "Blaga" Marcina Kołodziejczyka. O swoim najnowszym wydawnictwie autor opowiedział w Dwójce.
To bardzo pięknie wyłożył mi profesor świętej pamięci, niezapomniany profesor Burszta, zwany codziennologiem. Ja kiedyś pisałem, to był duży tekst dla pewnego tygodnika, o alkoholu wśród inteligentów. W PRL-u i oczywiście w latach 90-tych również, jak to wszystko. I on mi właśnie wyłożył tę teorię łazienek. To znaczy w PRL-u każdy miał mniej więcej tak samo, żeby nie użyć brzydkiego słowa, powiedzmy smutną rzeczywistość. Nie było materiałów budowlanych, łazienki się waliły, często można było spotkać takie żółte zacieki na klozetach. Nie wiem dlaczego, po prostu chyba były to wieloletnie zaniedbania.
Natomiast w latach 90-tych nagle w związku z tym kapitalizmem pojawiły się materiały budowlane i ludzie, którzy zrywali z PRL-em i z całą tą taką zapyziałością... Przede wszystkim remontowali sobie łazienki. I na gruncie tych wyremontowanych versus niewyremontowanych łazienek następowało rozwarstwienie społeczeństwa. Ponieważ ci, którzy wyremontowali nie chcieli już za bardzo na przykład oddawać się urokom monopolu spirytusowego z tymi, którzy nie wyremontowali. W związku z czym ci czuli się gorsi od tamtych. To rozwarstwienie mamy twierdzić jeszcze dzisiaj. Język tej książki, zresztą poprzednich też, jest bardzo szczególny, bardzo pojemny, bardzo plastyczny, często ironiczny.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.