17. edycja festiwalu Era Schaeffera
"Non stop/Fabryka dźwięków" – to hasło 17. festiwalu Era Schaeffera, która zagości w najbliższą niedzielę w Klubie Moxo w Fabryce Norblina. Organizatorzy po raz kolejny sięgają po twórczość Bogusława Schaeffera, genialnego kompozytora i dramaturga, z zaciekawieniem zadając sobie pytanie: na ile może być ona inspirująca dla współczesnych artystów, a zaskakująca dla widzów. Jakub Kukla rozmawia z Krystyną Gierłowską, prezeską Fundacji Przyjaciół Sztuk Aurea Porta – organizatora festiwalu, a także z saksofonistą Michałem Urbaniakiem oraz trębaczem Nathanem Williamsem.
Goście Dwójki. W studiu całe mnóstwo gości. Zacznijmy od pań. Krystyna Gierłowska, Fundacja Przyjaciół Sztuk Aurea Porta. Dzień dobry. Dzień dobry. Mistrz Michał Urbaniak, saksofonista, skrzypek. Dzień dobry. Dzień dobry. Legenda jazzu. I Nathan Williams, trębacz. Dzień dobry. Dzień dobry. Wschodząca legenda, jak rozumiem, jazzu. Witam Państwa bardzo serdecznie. Rozmawiamy dziś o kolejnej już 17. erze Schaeffera. Ci z Państwa, którzy znają to wydarzenie, ci z Państwa, którzy znają ten festiwal, wiedzą, że można zwykle spodziewać się absolutnie wszystkiego. Pani Krystyno, czy w tym roku będzie podobnie?
Tak, będzie podobnie jak co roku, prawda Michał? No właśnie, będzie inaczej niż co roku. Będzie inaczej, będzie interesująco i będzie zagadkowo i będzie happeningowo. Będzie awangarda klasyki, klasyka awangardy. To wyjaśnimy jeszcze tytuł i za chwilę powspominamy Bogusława Schaeffera. Non Stop Fabryka Dźwięków. Co się kryje za tą nazwą? No, tak jak powiedziałam przed chwilą, klasyka awangardy, awangarda klasyki. Każdy rok jest niespodzianką, więc nie będę za bardzo zdradzała, ale w tym roku pod tytułem 17. ery Schaeffera jest podtytuł Non Stop. Jest to oparte na partyturze Schaeffera Non Stop.
Wśród znakomitych artystów, wymienię ich za chwilę, W tym roku wydarzenie odbędzie się w Fabryce Norblina w Moxo. I po raz kolejny sięgamy właśnie po twórczość Bogusława Schaeffera. I tak jak reżyser Łukasz Czuj zadaje sobie pytanie, na ile może być ona inspirująca dla współczesnych artystów i zaskakująca dla widzów. Bo zawsze jest zaskakująca, ponieważ to wydarzenie jest bardzo interaktywne. Multimedialne i każdy rok jest oparty na innym dramacie Schaeffera, pomimo tego, że przede wszystkim on był kompozytorem. On był właściwie postacią totalną, bo tworzył muzykę, ale też sztuki dramatyczne, teksty filozoficzne.
To był po prostu człowiek renesansu. Leonardo da Vinci XXI wieku? Właściwie tak. Panowie się spotkali, prawda, mistrzu? I to niejednokrotnie, na przykład przy Erze Schaeffera, ale też przy okazji warszawskich jesieni. Jak te spotkania wyglądały? Pierwsze spotkanie to było w 1963 roku. Na warszawskiej jesieni orkiestra była, były jak pulpity i kartki papieru z kolorowymi kreskami. To było dla mnie coś nowego. Tak, ale to było dzieło sztuki i to było bardzo inspirujące.
W każdym razie grało się dobrze. Ale były też takie momenty, kiedy utwory napisane przez Schaeffera wydawały się być bardzo trudne. Dawał się przekonać, żeby trochę uprościć? Nie, nie, nie, to nie tak było. Biorę już udział kilkakrotnie w Erze Schaeffera, ale pierwsze spotkanie przy pierwszym tym przyniósł taką... profesor Schaeffer przyniósł teczkę z nutami i tak mi pokazuje i to było na skrzypce solo. Ja spojrzałem, to było niemożliwe to zagranie. I nuty normalne, tylko szaleństwo.
Ja tak mówię, bardzo przepraszam panie profesorze, ale ja tego nie zagram. A profesor mówi, tego nie trzeba zagrać. To trzeba tylko zobaczyć i się zainspirować. No właśnie. Miałem taką przygodę, że byłem w śpiączce farmakologicznej i tam, i to nawet Tydzień i miałem niesamowite sny i mi się skojarzyło z utworem profesora Bogusława Schaeffera Non Stop. Jechaliśmy w tym śnie pociągiem takim dziwnym, otwartym i ten pociąg jechał, a naokoło mnie
Mnóstwo takich kobiet w turbanach i z różańcem. Ja siedziałem i tak mówię, kiedy stajemy, dokąd jedziemy? Nigdy, non stop. Co mam robić? Bierz ten snurek i modlimy dalej. Panie Najtanie, czy pan miał jeszcze szansę, żeby spotkać się z Bogusławem Schaefferem? Niestety nie, nie mam szans. Ale za to ma pan kontakt z jego muzyką. Jakie na panu robi wrażenie jego twórczość? No dla mnie improwizacja jest na moje życie, po prostu. Pamiętam kiedy był małym i grałem w dużych zespółach, które miały takie inspiracje, taki dźwięk po prostu.
Nie muzyka jak noty, ale inspiruje, taka improwizacja, co mam w głowie i gra. I tyle, nie wiem. Era Schaeffera to jest słowo i muzyka. My dziś spotykamy się z przedstawicielami sztuki muzycznej, ale będą też aktorzy. O nich za chwilę powiemy. A jeśli chodzi o zespół muzyczny, pojawią się znakomici artyści. Poza obecnymi w studiu będzie choćby Bernard Massel, jeden z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce wibrafonistów. Który w tym roku świętuje 40-lecie swojej pracy artystycznej. Mistrzu, będzie 100 lat dla Maselego? No, jak to? Musi być.
Jak ten zespół został stworzony? Będzie lider, czy to jest raczej absolutna współpraca? Jak to funkcjonuje? No, to będzie kolektyw. Inspiracja, wzajemne słuchanie się i reakcja muzyczna, czyli wspólne tworzenie. To co w jazzie najpiękniejsze. No tak. Dużo swobody, dużo powietrza. Czy były już próby? Bo do niedzieli zostało niewiele czasu. Kluby będą, ale chciałam powiedzieć, że muzycy są wspaniali i ta muzyka jest wszędzie i oni między sobą bardzo współgrają i się czują. To jest piękne właśnie w erze Schaeffera.
Zresztą sam profesor Schaeffer zawsze mówił, że go bardzo improwizacja nakręca, bo był na kilku erach Schaeffera i zawsze się nakręcał, mówił o, o właśnie o to mi chodziło, o to mi chodziło. A muzycy są wspaniali i zawsze jest ta fajna energia, jest ten flow, prawda Michał? No jest taka inspiracja, wymiana w ogóle tymi dziełami Schaeffera i jest piękna improwizacja. Pamiętam kiedyś była Era Schaeffera w Madrycie. Właśnie tam siedzieliśmy i pan profesor był bardzo, bardzo zadowolony. Fajny koncert był. W Madrycie tak, graliśmy w Teatrze Hiszpańskim, ale w sali Matadero, gdzie kiedyś były zabijane byczki.
No tak. Taki koloryt lokalny po prostu. Ale skoro już wspomnieliśmy o doświadczeniach zagranicznych, to powiedzmy jeszcze parę słów o Paryżu, bo tam era też dotarła. W Paryżu tak, w Paryżu graliśmy Erę Michał, ale wcześniej graliśmy w Paryżu spektakl multimedialne coś. Grał Michał Urbaniak, grał takie alter ego profesora Schaeffera, Marek Frąckowiak, Waldek Obłoza i spektakl graliśmy dla francuskiej publiczności w Teatrze Lauchette. To jest teatr, gdzie od 54 czy 55 roku grają Jonesko, Krzesła, a tak na marginesie powiem, że profesor Schaeffer przyjaźnił się z Jonesko, korespondowali między sobą i nawet Schaeffer napisał dla niego utwór.
Ta partytura jest w fundacji. Trudno było wcielić się w alter ego Bogusława Schaeffera? Czy to dość plastyczna postać? No to było raczej trochę aktorstwa, trochę muzykowania. Z reguły siedziałem przy fortepianie i trochę grałem na fortepianie, ale były też parę tekstów. No było bardzo inspirujące też i było ciekawe przeżycie. Panie Lejtanie, Era Schaeffera to jest taki specyficzny twór, to jest szczególna grupa ludzi, tutaj wszystko prawie jest możliwe. Jak pan się w tej rodzinie odnajduje?
Nie wiem, jak to powiedzieć. A cieszy się pan już na wymianę energii z legendarnym muzykiem, z Michałem Urbaniakiem? Nie, to pierwszy raz zagraliśmy, tak? No tak. Jeszcze do panów dołącza Wojtek Myrczak. Wspomnieliśmy sporo o muzyce, ale musimy też coś powiedzieć o warstwie dramaturgicznej. Czego się spodziewać poza tym, że wszystkiego? Czego się spodziewać poza tym? No właśnie, spodziewać się wszystkiego. Tematem w tym roku takim kluczowym Era Schaeffera non stop. Też zadajemy sobie pytanie, czy awangarda w sztuce jest potrzebna? Czy kultura jest potrzebna?
No jest potrzebna. Jest potrzebna, bo podczas każdej edycji ludzie wychodzą, przychodzą spragnieni właśnie, mówię, że dźwięku, bo dla mnie dźwięk koi, dźwięk uzdrawia. I na te półtorej godziny można się wyłączyć i po prostu pobyć sobą przez chwilę. To daje też Era Schaeffera, to dają też artyści, którzy tą energię niosą. To jest niesamowite. Potem są bardzo miłe telefony, maile, że o, jakie to fajne. Odświeżające. Bardzo jest mi żal, że my to raz w roku gramy. A ja chciałbym trochę w tym duchu zapytać jeszcze na koniec, czy nie mają państwo wrażenia, że trochę mamy u siebie w Polsce Schaeffera za mało, bo to przecież była postać naprawdę nietuzinkowa, kompozytor, teoretyk, filozof.
Postać niezwykle barwna, a chyba o nim trochę jednak zapominamy. Jest za mało Marek Frąckowiak, który był założycielem fundacji, zawsze mówił, że są ludzie, którzy się wypromowali na Schaefferze, czyli scenariusz, a my promujemy Schaeffera. Fundacja oprócz tego zajmuje się też archiwizacją dzieł Schaeffera. I ja non stop mam maile z całego świata. Młodzi muzycy, muzykolodzy chcą korzystać z jego podręczników, bo on oprócz tego, że był kompozytorem, dramaturgiem, grafikiem, filozofem, teoretykiem muzyki. Pierwszy w świecie napisał wstęp do kompozycji. Który do tej pory jest kanonem na wyższych uczelniach muzycznych. I to jest fajne, że młodzi ludzie się tym inspirują. A w tym roku, jak wymieniłeś, Michał Urbaniak, Nathan Williams, Wojtek Myrczek, Bernard Maseli, Piotr Schmidt, też trąbka, także będą dwie trąbki, dwa zdarzenia.
Rohanze to jest wokalistka z Mauritiusa, Sandhya Udupa, tancerka z Indii, Paweł Dobrowolski, perkusja, Michał Kapczuk, bas, no same znakomite nazwiska, aktorzy Izabela Chądzyńska, Izabela Baran, Sean Palmer i tancerz Paweł Zaufal. Całość reżyseruje Łukasz Czuj. Szykuje się piękny wieczór pełen absolutnych niespodzianek. Będzie pięknie. Najbliższa niedziela, godzina 19, Fabryka Norblina, 17. era Schaeffera, na którą zapraszali Państwa Krystyna Gierłowska, Fundacja Przyjaciół Sztuk Aurea Porta, Michał Urbaniak, legendarny jazzman i Nathan William Strembacz. Dziękuję Państwu bardzo serdecznie. Dziękujemy. Chciałam jeszcze powiedzieć, że dużą niespodzianką będzie Sonora.
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.