DIABEŁ PRZESZEDŁ PRZEZ DEVON? Tajemnicze ślady pojawiły się wszędzie | 139.
9 lutego 1855 roku mieszkańcy południowego Devon wyszli rano na świeży śnieg i zobaczyli coś, czego nikt nie potrafił wyjaśnić.Ślady przypominające niewielkie kopyta ciągnęły się przez kolejne miejscowości. Pojawiały się w ogrodach, na polach, przy domach, a według ówczesnych relacji także na dachach i wysokich murach. Układały się jeden za drugim, jakby coś przeszło przez Devon nocą, nie zatrzymując się przed przeszkodami. Nikt jednak nie widział stworzenia, które je zostawiło. Mieszkańcy ruszyli za tropem ze strzelbami i pałkami. Późniejsze opowieści mówiły również o myśliwych i psach, które miały zawrócić z lasu, jakby coś je wystraszyło. Jedni mówili o diable.Inni próbowali znaleźć bardziej przyziemne wyjaśnienie: borsuka, wydrę, ptaka, kangura, zdeformowane przez pogodę ślady zwykłych zwierząt, a nawet stworzenie, którego mieszkańcy po prostu nie potrafili rozpoznać. Im więcej relacji zbierano, tym większy pojawiał się jednak problem:Czy naprawdę istniał jeden niezwykły trop prowadzący przez Devon - czy dopiero później połączono wiele różnych śladów w jedną legendę?🎧 Podcast Gęsia Skórka - zapraszam!--------------------------------------------------------------------TIMELINE!Prolog 00:00--------------------------------------------------------------------🎧Herohero [nowe odcinki] ➛ https://herohero.co/gesiaskorka💌 Biznesy/Współprace ➛ [email protected]🎧 Spotify ➛ https://open.spotify.com/show/3VKkX1r...🔥 TikTok ➛ / gesiaskorkapodcast 📷 Instagram ➛ / gesia_skorka_ 🔥Patronite ➛ https://patronite.pl/gesia.skorka--------------------------------------------------------------------Źródła:➛ Mike Dash – The Devil’s Hoofmarks: Source Material on the Great Devon Mystery of 1855➛ The Western Luminary – 13 lutego 1855➛ The Times – 16 lutego 1855, „Extraordinary Occurrence”➛ The Illustrated London News – luty–marzec 1855➛ Materiały pastora Henry’ego Thomasa Ellacombe’a i George’a Musgrave’a z 1855 roku➛ Simon de Myle – Noah’s Ark on Mount Ararat, 1570➛ Smithsonian – historia ponownego odkrycia latimerii w 1938 roku
Przy jednym z tropów znaleziono cztery podłużne białe grudki, mniej więcej wielkości dużego winogrona. Elkhomp uzyskał próbkę i wysłał ją Richardowi Owenowi, znanemu wtedy przyrodnikowi. Owen jednak nie odpisał. Nie zachowała się więc ani jego odpowiedź, ani wynik badania, który pozwoliłby dziś ustalić czym była ta próbka. Elkhomp zebrał też relację z X-Mouth. Według osób, z którymi rozmawiał, na środku jednego z pól znaleziono grupę odcisków bez żadnego widocznego tropu prowadzącego do nich ani od nich. Inny duchowny George Musgrave próbował podejść do sprawy jeszcze inaczej.
Razem z drugim pastorem mierzył odstępy między śladami w Whitcomb Raleigh. Otrzymali oni 8,5 cala. Tego samego dnia, ponad milę dalej, znajomy Musgrave'a miał zmierzyć dokładnie taki sam odstęp. Brzmiało to jak dowód na jeden rodzaj tropu. Dopóki nie porównano rysunków. Niektóre przypominały podkowę. Inne wyglądały tak, jakby wewnątrz można było dostrzec palce albo też pazury. Jeszcze inne różniły się od obu tych wersji. Jeden pastor mierzył ślady linijką, drugi je szkicował. Przyrodnik dostał próbki. A mimo to im więcej dokumentów powstawało, tym mniej było pewności, że wszyscy dokumentują dokładnie to samo.
Ale sama pogłoska była już na tyle silna, że trafiła do gazet. Wtedy głos zabrał pastor George Musgrave. Podczas kazania w Limpstone nawiązał do szatana, który, jak mówił, nieustannie zastawia ludziom drogę, choć pozostaje niewidzialny. Tajemniczy gość miał zostawić coś bardziej namacalnego. Ślady na śniegu. Brzmiało to jak potwierdzenie najgorszych obaw. Jednak zaraz potem Musgrave zaproponował inne wyjaśnienie. Może były to ślady kangura? To zdanie zostało szybko podchwycone. Kangur? Brzmiał tutaj absurdalnie, ale miał jedną zaletę.
Pozwalał odejść od myśli, że przez okolicę naprawdę przeszedł diabeł. W późniejszej korespondencji Musgrave przyznał, że sam nie był do tej wersji przekonany. Rzucił ją raczej po to, by wierni nie uznali, że naprawdę mają przed sobą ślady złego. Nie wszyscy jednak mówili tutaj o kangurze. W relacji z Dawlish pojawiły się przypuszczenia o wielkim ptaku z dalekiego kraju, wilku albo zwierzęciu, które uciekło z wędrownej menagerii. W X-Mouth żartowano, że może to ptak spotykany wyłącznie w Australii. Im dziwniejszy wydawał się trop, tym bardziej niezwykłe zwierzęta brano pod uwagę.
George Musgrave to ten sam pastor, który wcześniej próbował uspokoić mieszkańców, podsuwając im teorię o kangurze. Wśród materiałów, które po nim zostały, znajduje się długi wiersz zatytułowany Valentine's Day – The Tale of a Griffin. walentynki. Opowieści o Gryfie. Musgrave nie twierdził, że naprawdę znaleziono Gryfa. Nie miał świadka, który go zobaczył. Nie miał ciała ani żadnego fizycznego dowodu. Zrobił on coś innego. Wziął rozrzucone ślady i dał im jednego właściciela. W jego opowieści Gryf wyruszył z Dawlish, a później docierał w okolice Topsham.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podróż do historii śladów z 1855 roku w Devonie, opisanej przez Marca Rafałowskiego.
Opowieści z Dawlish i Topsham o śladach na śniegu, które mogłyby być śladami diabła.
Opis poszukiwań śladów i relacji z innych miejsc, takich jak X-Mouth i Tinmouth.
Analiza konfliktów w relacjach i teorie, które pojawiły się w wyniku tych relacji, takie jak teoria kangura.
Teoria, że śladami mogły być śladami zwierząt zniekształconych przez pogodę, takie jak deszcz i odwilż.
Teoria, że śladami mogły być śladami nieznanej bestii, która nie została nigdy rozpoznana.
Podsumowanie i refleksja Marcina Rafałowskiego na temat tajemnicy śladów z 1855 roku w Devonie.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
9 lutego 1855 roku mieszkańcy południowego Devon wyszli rano na świeży śnieg i zobaczyli coś, czego nikt nie potrafił wyjaśnić.
Ślady przypominające niewielkie kopyta ciągnęły się przez kolejne miejscowości. Pojawiały się w ogrodach, na polach, przy domach, a według ówczesnych relacji także na dachach i wysokich murach. Układały się jeden za drugim, jakby coś przeszło przez Devon nocą, nie zatrzymując się przed przeszkodami. Nikt jednak nie widział stworzenia, które je zostawiło.
Mieszkańcy ruszyli za tropem ze strzelbami i pałkami. Późniejsze opowieści mówiły również o myśliwych i psach, które miały zawrócić z lasu, jakby coś je wystraszyło.
Jedni mówili o diable.
Inni próbowali znaleźć bardziej przyziemne wyjaśnienie: borsuka, wydrę, ptaka, kangura, zdeformowane przez pogodę ślady zwykłych zwierząt, a nawet stworzenie, którego mieszkańcy po prostu nie potrafili rozpoznać.
Im więcej relacji zbierano, tym większy pojawiał się jednak problem:
Czy naprawdę istniał jeden niezwykły trop prowadzący przez Devon - czy dopiero później połączono wiele różnych śladów w jedną legendę?
🎧 Podcast Gęsia Skórka - zapraszam!
--------------------------------------------------------------------TIMELINE!Prolog
--------------------------------------------------------------------
🎧Herohero [nowe odcinki] ➛ https://herohero.co/gesiaskorka
💌 Biznesy/Współprace ➛ [email protected]🎧 Spotify ➛ https://open.spotify.com/show/3VKkX1r...
🔥 TikTok ➛ / gesiaskorkapodcast
📷 Instagram ➛ / gesia_skorka_
🔥Patronite ➛ https://patronite.pl/gesia.skorka
--------------------------------------------------------------------
Źródła:
➛ Mike Dash – The Devil’s Hoofmarks: Source Material on the Great Devon Mystery of 1855
➛ The Western Luminary – 13 lutego 1855
➛ The Times – 16 lutego 1855, „Extraordinary Occurrence”
➛ The Illustrated London News – luty–marzec 1855
➛ Materiały pastora Henry’ego Thomasa Ellacombe’a i George’a Musgrave’a z 1855 roku
➛ Simon de Myle – Noah’s Ark on Mount Ararat, 1570
➛ Smithsonian – historia ponownego odkrycia latimerii w 1938 roku