#3. Zaraza na burcie
Czy hantawirus, który pojawił się na wycieczkowcu Hondius, może być nowym koronawirusem? Czy wybuch epidemii na pokładzie statku to sytuacja bez precedensu, czy może jednak żegluga jest za pan brat z wirusami i bakteriami?W trzecim odcinku "Gry w statki" mierzymy się z tematem długiej historii podróży śmiercionośnych patogenów na statkach.Zapraszają: Jakub Milszewski oraz gościnnie Agnieszka Latarska.
Gra w statki. Zaraza na burcie. W ostatnich tygodniach ludzie na całym świecie śledzili losy statku wycieczkowego Hondius. Bynajmniej nie dlatego, że nagle zainteresowali się żeglugą czy rejsami wycieczkowymi, ale dlatego, że przerazili się, że ten oto Hondius wiezie do Europy nowego koronawirusa i zafunduje nam nową pandemię. Na statku pojawiły się bowiem przypadki zakażeń hantawirusem. Wielu wyobrażało sobie sceny rodem z horrorów. Zamknięta przestrzeń, nie ma gdzie uciec, jakiś niebezpieczny wirus, nie wiadomo kto jest zakażony, kto nie. Koszmar. Na dodatek kapitanem statku okazał się Polak, Jan Dobrogowski, więc temat nagle stał się jeszcze bliższy nam, Polakom.
No i dodajmy do tego, że przecież wszyscy mamy wciąż na świeżo w pamięci pandemię COVID-19. Rzecz w tym, że sytuacja w jakiej znalazł się Hondius wraz ze swoją załogą i pasażerami, jakkolwiek niebezpieczna i dramatyczna, nie jest niczym wyjątkowym. No bo pomyślcie, dużo w sumie przypadkowych ludzi, którzy nie wiadomo gdzie wcześniej byli i co robili, mała przestrzeń, wystarczy jeden malutki wirusik i problem gotowy. To jest jeden z powodów, dla których Arka Noego nie dopłynęłaby absolutnie nigdzie z kompletem zwierzęcych i ludzkich pasażerów. Dzisiaj zatem w GRZE W STATKI opowiem Wam pokrótce o tym, jak to z tą zarazą na statkach bywało i bywa dalej. A jest o czym opowiadać. Jakub Milszewski, GospodarkaMorska.pl Ach, byłbym zapomniał.
W dniach 23 i 24 czerwca cała polska branża morska, a w szczególności ta jej portowa część, spotyka się w Sopocie na Kongresie Polskie Porty 2030, organizowanym przez Gospodarkę Morską. Więc jeśli chcecie wiedzieć, co w trawie piszczy, co słychać na wodzie, co słychać na lądzie, śledźcie nasze doniesienia, wchodźcie na stronę internetową Kongresu, ale również na stronę gospodarkamorska.pl, rejestrujcie się, no i do zobaczenia w Sopocie. A tymczasem wracamy do tematu. Zacznijmy od tego najnowszego przypadku. Co tam się dokładnie działo? Jak się zaczęło? Jak się skończyło? Przecież sytuacja tam była o tyle dramatyczna, że nie obyło się niestety bez ofiar śmiertelnych. Na portalu Gospodarka Morska sprawę Hondiusa dowodzonego przez kapitana Jana Dobrugowskiego relacjonowała Agnieszka Łatarska, więc to ona najlepiej opowie Wam o tej sytuacji.
To miał być spokojny ekspedycyjny rejs przez Atlantyk. Statek Hondius należący do Ocean White Expeditions 1 kwietnia wypłynął z Ushuaia, miasta uznawanego za najbardziej wysunięte na południe w Argentynie. Na jego pokładzie znajdowało się wówczas 175 osób, w tym 114 pasażerów i 61 członków załogi. Plan był jasno określony. Niemal 50 dni żeglugi przez rejon Antarktydy, następnie wyspę południowego Atlantyku, aż po archipelag Tristan da Cunha, związany administracyjnie z wyspą Świętej Heleny. W tamtym momencie właściwie nic nie wskazywało, że ta historia w ciągu kilku tygodni obiegnie świat i że w centrum uwagi znajdzie się nie tylko sam statek, ale też jego kapitan, Polak Jan Dobrogowski.
Rozpoczęły się więc międzynarodowe konsultacje w sprawę zaangażowaną, wspomnianą Światową Organizację Zdrowia, Unię Europejską oraz rząd Holandii, którego obywatele również znajdowali się na pokładzie. Ostatecznie zgodę na przyjęcie statku wydała Hiszpania, ale nawet wtedy sytuacja nie była prosta, ponieważ władze Wysp Kanaryjskich wyrażały obawy dotyczące ryzyka epidemiologicznego i potencjalnego zagrożenia dla mieszkańców. Finalnie Hondius został skierowany na Teneryfę, do portu Puerto de Granadilla i właśnie tam rozpoczęła się operacja, którą można śmiało określić jako jedną z najbardziej złożonych ewakuacji medycznych tego typu.
I ryzykowne z punktu widzenia bezpieczeństwa. I w pewnym momencie podjęto decyzję o wpuszczeniu jednostki bezpośrednio do portu, mimo wcześniejszych obaw władz i mieszkańców. Po zakończeniu ewakuacji, Hondius pozostał jeszcze w porcie przez krótki czas, następnie wyruszył do Rotterdamu, tym razem już z ograniczoną załogą, w tym z kapitanem Janem Dobrygowskim na pokładzie. Po tym jak Hondius wpłynął do Rotterdamu 18 maja, pozostała część załogi została skierowana na kwarantannę w specjalnie przygotowanych obiektach zlokalizowanych w pobliżu portu. Równolegle przeprowadzono także pełną dezynfekcję statku, która miała wyeliminować wszelkiego rodzaju potencjalne ryzyko.
Kapitan Jan Dobrogowski po powrocie do Polski został objęty kwarantanną w Instytucie Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni. Zgodnie z informacjami, które przekazywał Główny Inspektorat Sanitarny, kolejne testy na hantawirusa dały wynik ujemny. Historia hondius przypomina, że choroby od zwierzęce wciąż pozostają realnym zagrożeniem, nawet w miejscach, które wydają się odcięte od świata, jak na przykład pokład statku wycieczkowego. Wszystko wskazuje na to, że Hondius nie będzie jakąś wylęgarnią kolejnej pandemii rodem z dreszczowców czy filmów katastroficznych. Pomimo śmierci trzech osób i zachorowań kilkunastu innych, cały szereg służb i organizacji z różnych państw, a i przecież tych międzynarodowych, był w stanie wdrożyć swoje procedury, skomunikować się na tyle skutecznie, żeby w miarę możliwości powstrzymać rozprzestrzenianie się hantawirusa.
W tym samym roku na SS Leviathan, transportowcu, na którym płynęło łącznie 1100 osób, załoga i żołnierze, także wybuchła hiszpanka. Statek ten płynął z USA do Francji i dopłynął z kałużami krwi na pokładzie. 80 osób zmarło już na statku, kolejnych 14 nieco później. Statek okrzyknięto mianem statku śmierci. Pośród tych, którzy przeżyli byli przyszły gwiazdor Hollywood Humphrey Bogart, który był członkiem załogi oraz przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych, a w tym czasie sekretarz marynarki wojennej Franklin Delano Roosevelt. Pandemia koronawirusa czy ostatni przypadek hantawirusa na wycieczkowcu Hondius pokazują, że nie jesteśmy w stanie do końca wyeliminować ryzyka wystąpienia jakiegoś śmiertelnego wirusa na statkach.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Opis sytuacji na statku Hondius, w którym pojawiły się przypadki hantawirusa, prowadząc do śmierci trzech osób.
Opis procesu ewakuacji pasażerów z statku Hondius do portu Puerto de Granadilla na Teneryfie, Hiszpania.
Analiza sytuacji na statku Hondius i porównanie z chorobami na statkach pasażerskich w czasie pandemii COVID-19.
Opis sytuacji na statku Ruby Princess, w tym wybuch epidemii i ewakuacji pasażerów.
Analiza kryzysu wymiany załóg na statkach handlowych i wycieczkowych podczas pandemii koronawirusa.
Opis historii dżumy, jej rozprzestrzenienia na Europę i wpływu na historię.
Przykłady chorób i epidemii na statkach, w tym norowirusa na statkach wycieczkowych.
Pytanie słuchaczy o najczęstszy wirus na statkach wycieczkowych i zakończenie podcastu.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czy hantawirus, który pojawił się na wycieczkowcu Hondius, może być nowym koronawirusem? Czy wybuch epidemii na pokładzie statku to sytuacja bez precedensu, czy może jednak żegluga jest za pan brat z wirusami i bakteriami?
W trzecim odcinku "Gry w statki" mierzymy się z tematem długiej historii podróży śmiercionośnych patogenów na statkach.
Zapraszają: Jakub Milszewski oraz gościnnie Agnieszka Latarska.