W rytmie rzeki 5: Mozela, Saara i Ren szlakiem winnic
Na wakacje ruszamy z cyklem tekstów, w których podpowiadamy Wam gdzie się wybrać na rowerową eskapadę. A tak się składa, że u naszych zachodnich sąsiadów szlaków idealnych do przeżycia rowerowej przygody całą rodziną nie brakuje. Jacek Grunt- Mejer przejechał wiele z nich. W kolejnych odcinkach naszego cyklu „W rytmie rzeki” opowiada o miejscach, do których dotarł. Czas na bolesną szczerość: wyjazdy rowerowe z dziećmi pięknie budują więzi, ale nie przesadzajmy z tym. Kiedy młode podrosną i wyślą Was na wakacje bez siebie, odkryjecie rowerową nirwanę. To jak w tym dowcipie o wyprowadzeniu kozy z domu – znikają przyczepki, dramaty i awaryjne siku w połowie góry, a Wy przestajecie być objuczonym wielbłądem. Do pociągu pakujecie tylko dwa rowery z lekkimi sakwami i hamujecie już tylko na kieliszek zimnego Rieslinga. Przed Wami opowieść o absolutnym, nieprzyzwoitym wręcz hedonizmie podróżowania we dwoje!
Jacek Grundmeier przedstawia plan podróży rowerowej po trzech szlakach: Saaradweg, Moselradweg i Reinradweg.
Opis trasy Saaradweg, z podkreśleniem noclegów w lokalnych winiarniach i systemu Bet Plabaia.
Jacek opowiada o historii Trevera, znanej z rzymskich zabytków, takich jak Porta Nigra i termy cesarskie.
Jacek opisuje przejazd pociągiem do Koblencji, z podkreśleniem widoku na zbieg Mozeli i Renu.
Jacek opowiada o jakości asfaltu, infrastrukturze i logistyce na trasy rowerowej, podkreślając jej zasoby i atrakcje.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Na wakacje ruszamy z cyklem tekstów, w których podpowiadamy Wam gdzie się wybrać na rowerową eskapadę. A tak się składa, że u naszych zachodnich sąsiadów szlaków idealnych do przeżycia rowerowej przygody całą rodziną nie brakuje. Jacek Grunt- Mejer przejechał wiele z nich. W kolejnych odcinkach naszego cyklu „W rytmie rzeki” opowiada o miejscach, do których dotarł.
Czas na bolesną szczerość: wyjazdy rowerowe z dziećmi pięknie budują więzi, ale nie przesadzajmy z tym. Kiedy młode podrosną i wyślą Was na wakacje bez siebie, odkryjecie rowerową nirwanę. To jak w tym dowcipie o wyprowadzeniu kozy z domu – znikają przyczepki, dramaty i awaryjne siku w połowie góry, a Wy przestajecie być objuczonym wielbłądem. Do pociągu pakujecie tylko dwa rowery z lekkimi sakwami i hamujecie już tylko na kieliszek zimnego Rieslinga. Przed Wami opowieść o absolutnym, nieprzyzwoitym wręcz hedonizmie podróżowania we dwoje!