Mentionsy Mentionsy
E-pole
E-pole

Orać, czy nie orać? | Prof. dr hab. Tomasz Piechota

25.12.2022 ·35 min 44 s

Rodzaj uprawy gleby jest jednym z najbardziej popularnych tematów, który przy okazji wzbudza dużo emocji. Orać, czy lepiej przejść na bezorkowy system uprawy? Każdy ze sposobów ma zarówno zalety, jak i wady. Prof. dr hab. Tomasz Piechota z Unwiersytetu Przyrodniczego w Poznaniu wymienia je wszystkie, wskazując równocześnie w których sytuacjach orka będzie lepszym wyborem, a w którym zdecydowanie przejście na uprawę bezorkową.

Cześć, witajcie w świątecznym odcinku wideopodcastu E-pole po sezonie. Dzisiaj porozmawiam z moim gościem o uprawie gleby. Orać, czy też może nie orać? A jeżeli nie orać, to który system uprawy wybrać? Moim dzisiejszym gościem jest pan prof. dr hab. Tomasz Piechota z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Dzień dobry panie profesorze. Dzień dobry. Panie profesorze, faktycznie, orać, czy nie orać? To jest takie zagadnienie na temat, z którego byśmy mogli rozmawiać bardzo długo. Porozmawiajmy najpierw o tym, dlaczego warto orać, czy warto orać i kiedy to robić, bo faktycznie, jeżeli chodzi o ten typ uprawy w Polsce, to chyba jednak większość z rolników jeszcze go stosuje. Zdecydowana większość to wynika z tego, że orka

Mimo tego, że ja jej nie lubię, mam mnóstwo zalet. Gdyby tak nie było, to przez ostatnie 200 lat nie upowszechniłaby się jako praktycznie jedyny system uprawy roli w całej Europie Środkowej i najbliższych okolicach. Przede wszystkim po orce zostaje nam czyste pole, czyli zaczynamy od zera. Wszystkie stare grzechy zostają ukryte pod ziemią, więc chociaż na początek jest Jest łatwo, zwłaszcza jeżeli mamy proste narzędzia, dysponujemy małym uciągiem, wtedy ta orka potrafi naprawdę nam dużo życie ułatwić. A drugi powód to jest to, że orka dobrze przykrywa chwasty wieloletnie, tu myślimy przede wszystkim o perzu, osłabia je, przez co też łatwiej sobie radzić z tą grupą zachwaszczenia.

Czy to są jedyne powody? Bo tak naprawdę faktycznie no, przyzwyczailiśmy się do tego, że jednak orzemy. W jakich sytuacjach ta orka będzie najlepszym wyjściem albo takim lepszym niż inne? W tej chwili już nie możemy mówić, że będzie lepsza, natomiast będzie na pewno prostsza. Orka jest prostsza w sytuacjach, kiedy na przykład mamy do zagospodarowania obornik, kiedy mamy takie rośliny mocno po sobie zostawiające zniszczone w cudzysłowie pole, po ziemniakach, po burakach, gdzie to jest rozjeżdżone z kolejinami. To na pewno. Również w sytuacjach, kiedy mamy trudności z poradzeniem sobie z zachwaszczeniem z różnych powodów, wtedy przykrycie tych chwastów daje nam pewien oddech na krótki moment, ale to są takie sytuacje raczej nie wynikające w mojej opinii

Z takich przesłanek obiektywnych, tylko z braku pewnych konkretnych możliwości danego rolnika. No na pewno przede wszystkim zaletą jest to, że orka jest już znana od pokoleń, więc ta wiedza, te umiejętności są praktycznie od dzieciaka w rolnika wpajane, więc on na pewno tę rolnę dobrze zna i potrafi z nią dobrze sobie radzić. Ok, to powiedzmy proszę, na które elementy warto zwrócić uwagę, które są negatywne przy orce, o których tak może na pierwszy rzut oka nie myślimy. Bo pierwsza rzecz, która mi przychodzi do głowy, to jest to, że w warunkach Polski mamy największy problem z próchnicą i z wodą, a orka jest tym systemem uprawy, która z jednej strony może przyczynić się do tego, że tej próchnicy może ubywać, a co więcej, na stanowiska, gdzie brakuje wody, może również powodować, że tej wody będzie jeszcze mniej.

No dokładnie, znaczy zasada jest taka, że im jest gorzej, jeżeli chodzi o warunki, tym większe znaczenie uprawy roli. I teraz jeżeli mamy warunki dobre, opady w miarę równomiernie rozłożone, to orka się dobrze sprawdza, szczególnie niezbyt intensywnie wykonywana. Problem jest w momencie, kiedy my zaczynamy intensyfikować system, czyli zwiększamy głębokość orak. Co się wydarzyło w ciągu ostatniego pokolenia? Rolnik kupił większy ciągnik, kupił większy pług i kusi go, żeby orać głębiej w przekonaniu, że robi więcej. Tymczasem więcej ruszonej gleby to jest większa mineralizacja próchnicy i ta krucha równowaga,

którą utrzymywaliśmy te ostatnie kilkadziesiąt, kilkaset lat, została zachwiana. I w tym momencie ubytek próchnicy oznacza gorsze właściwości wodne. Nie tylko, że sama orka przesusza, ale pogarsza możliwości gospodarki wodnej w glebie. I na to się nakłada ta zmiana klimatu. Tu przede wszystkim w Wielkopolsce, w Lubuskim to widać najbardziej. I się okazuje, że te gleby odkryte przez długi okres są też narażone w czasie suszy na burze pyłowe. Które dodatkowo niszczą glebę, ale również niszczą na przykład buraki świeżo wschodzące, ale w tym roku widziałem też kukurydzę zniszczoną. Także to są te podstawowe aspekty, które w trudnych warunkach, przede wszystkim suszowych, zaczynają niestety dominować.

Intensyfikacja orki to tylko kwestia głębokości, czy też kwestia częstotliwości przejazdów? Częstotliwości przejazdów raczej nie zwiększamy, bo... Bo koszty rosną też, nie? Rosną koszty, ale też dzięki większym ciągnikom Mamy możliwość agregatowania narzędzi. Ale właśnie ta głębokość, bo orki wykonujemy tak jak wykonywaliśmy. Przed siewną, przed zimową, czasem wiosenną, jedną przed każdą uprawą i tyle samo. Tylko, że ta głębokość z 18 na 30 to już jest prawie razy 2. I również uprawa pożniwna. Kiedyś wykonywano ją na 3-4 cm pługiem podorywkowym. Teraz taki agregat na bazie ciężkiego kultywatora. Pracuje na głębokości 10-12 cm.

Do tego jeszcze jedzie dużo szybciej. Nie 4-5 km na godzinę, a kilkanaście. Czyli też ta siła mechaniczna uderzania w glebę jest dużo większa. Kwestia uprawy orkowej to chyba też kwestia biologii, prawda? Bo faktycznie nie da się tej biologii w miarę stabilnie utrzymać, jeżeli tę ziemię przewracamy co jakiś czas. No dokładnie. Dlatego po orce gleba potrzebuje kilka tygodni, żeby Wydobrzeć. Teraz się raczej uważa, że to słowo wydobrzeć, takie starodawne, może nie modne, zastępuje się słowem odleżeć. A to nie jest tylko kwestia odleżeć, bo gdyby to o to chodziło, to Wałkambela sprawę by w pełni załatwiał. Wydobrzeć, tak jak po chorobie trzeba przejść okres rekonwalescencji, tak samo gleba, ponieważ my

Natomiast jeżeli przyjdzie duża susza, to wszystkie rejony w zasadzie są zagrożone. Z tym, że na razie za Wisłą, czyli wschodnia część Polski, tam te opady są jeszcze w miarę równomiernie rozłożone, dlatego też nie ma takich sprzyjających warunków. Jeszcze zahaczę o tą orkę, bo jeden temat mi przyszedł do głowy. Ostatnio gościem był Paweł z kanału Szlakiem Rolnika, który uprawia w ekologii i w jego sytuacji tak naprawdę orka to jest takie narzędzie dosyć istotne, żeby z fastami walczyć, bo nie ma tych innych metod, jeżeli chodzi o O chociażby zwalczanie chemią i on jeszcze w dodatku gospodaruje w terenach podgórskich, więc ma tej wody dużo i tak naprawdę nie ma problemu z wysuszaniem gleby.

Czy tylko tam w ekologii orka jest takim sposobem na to, czy w ogóle ekologia i orka to są takie dwa słowa, które powinny się lubić? Wręcz przeciwnie, ponieważ ekologia opiera się o naturalne procesy, opiera się o zdrową glebę, a zdrowa gleba, taka naprawdę zdrowa, jest w momencie, kiedy jej nie odwracamy. Oczywiście w ekologii rezygnacja z orki na początek jest trudniejsza, ale jeżeli przejdziemy ten etap, to w tym momencie efekty w ekologii mogą być nawet większe niż w rolnictwie konwencjonalnym. Ok. Super. No to też fajnie to otwiera trochę spojrzenie. Chociaż to faktycznie to, co pan powiedział. Ekologia, zdrowa gleba. Zdrowa gleba, czyli więcej mikroorganizmów, które pracują jak gdyby na mineralizację.

Kilka lat temu bardzo często spotykałem się z takimi rolnikami, którzy lubili dyskutować na tematy różne i temat nagrzania gleby orka vs bez orka to był temat, który się przewijał bardzo często, szczególnie w kontekście kukurydzy i to w szczególności na takich glebach, które się ogrzewały bardzo wolno. I tutaj chciałbym o ten aspekt zapytać. Zdaniem pana, czy to jest wada, czy to jest trochę takie przerysowanie w zależności od typu gleby? Czy uprawa bezorkowa, tam gdzie jest dużo mulczu, powoduje, że gleby wolno nagrzewające się faktycznie będą się jeszcze wolniej nagrzewały? W kontekście oczywiście wschodów. Tak, tak. I tu kukurydza jest bardzo dobrym przykładem, bo ona bardzo nie lubi zbyt chłodnej gleby. Tutaj różnica dwóch stopni w dół albo w górę decyduje, czy mamy normalne wschody, czy wschodów nie ma w ogóle.

Odkryta, spulchniona i jeszcze czasami tak wyniesiona ponad poziom gruntu na kilka centymetrów tworząc taką mini W tych rejonach, gdzie już zupełnie jest problem z ogrzewaniem, robi się uprawę jesienią, żeby już od przedwiośnia zaczynało się to nagrzewanie od słońca i dopiero potem wjeżdża się w ogrzaną glebę z siewnikiem. Czyli taki dwuetapowy element. Dokładnie tak. Panie profesorze, chciałbym w tym momencie przejść do kilku pytań od widzów dotyczących właśnie uprawy orkowej, żeby też w tej części naszej rozmowy gdzieś nawiązać do tego tematu. Pytanie od Adriana8008. Bardzo duże żyły ziemi po orce wyorują się na moim polu, a na sąsiada orka również występuje i ziemia się rozsypuje.

lub też sąsiad może ma dopływ w postaci obornika. To są wszystko szczegóły, które w ciągu roku dają niewielkie różnice, ale kumulując się w ciągu lat mogą spowodować właśnie, że u pana te bryły są duże, a u sąsiada ziemia się lepiej odkłada i sypie. Czyli tak, w rolnictwie w większości elementów zależy. To zależy, bo jednak w różnych środowiskach... Natomiast, żeby Panu coś konkretnego powiedzieć, to spróbować orać trochę płycej, postarać się o większy dopływ materii, może jakiś ładny poplon wielogatunkowy, taki Po szyi albo chociaż po pasa, żeby urósł. No i może będzie lepiej. Pan Paweł Kubacka 4175 napisał takie pytanie. Czy niezbyt głęboka orka, taka do 20 cm, co kilka lat przy układzie bezorkowym wniweczy korzystne oddziaływanie na glebę?

Czyli tutaj nie ma żadnej reguły, natomiast na pewno warto kontrolować to wszystko. Jeżeli mamy zasobność co najmniej średnią w tej głębszej warstwie, No to jest okej, tak jak jest ogólne zalecenie, utrzymywać średnią zasobność i nawozić pod potrzeby roślin. Czyli przede wszystkim również badać glebę, żeby wiedzieć, jaka ta zasobność jest. Badać glebę, dokładnie. I jeżeli ktoś boi się o tą głębszą warstwę, to niech sobie pobierze próbkę osobno płytko, osobno głębiej i będzie widział, co się dzieje. I do tego zachęcamy, bo faktycznie o badaniach gleby mówimy często, bo to w dzisiejszych czasach jest najprostszy sposób nie tylko, żeby ustalić dawkę, ale też, żeby wiedzieć, co się dzieje w naszej glebie. No dokładnie. Ostatnie pytanie co do orki. Myślę, że ciekawe, bo tutaj większość ludzi ma jednak problem z niedoborami wody.

Więc tutaj nie ma problemu, że nie wykonamy tej orki, bo jest za sucho. W końcu doczekamy. Ok. Bardzo dziękuję za odpowiedzi na te pierwsze pytania. Ja sobie przewijam swój ekran, żeby wrócić do tych pytań, które chciałbym panu zadać teraz. I nie ukrywam, że zanim przejdziemy w ściśle do stripteala, chciałbym, żeby pan opowiedział mi trochę o historii tej Tej metody uprawy, bo tak jak pan wspomniał wcześniej, jest to metoda bardzo mocno praktykowana w Stanach Zjednoczonych i chyba w latach 30. XX wieku została bardzo mocno upowszechniona, prawda? W latach 30. zaczął się problem pod tytułem erozja. Erozja wieczna, erozja wodna, bo zaczęli intensywnie uprawiać i wtedy pojawiły się pierwsze przepisy, które wręcz nakazywały ochronę gleby, co skłoniło do zupełnego odejścia w drugą stronę, czyli siewów bezpośrednich.

Ja myślę, że ta opinia pochodzi z rejonów, gdzie jeszcze są w miarę stabilne warunki wegetacji. I tam, czy technologię zrobimy orkową, bezorkową, zrobimy ją prawidłowo, to roślina w pełni wykorzysta warunki siedlisk. Natomiast tam, gdzie warunki są skrajne, tam możemy oczekiwać zdecydowanej różnicy. A może Pan jakiś taki przykład właśnie podać? Na zasadzie największych różnic, z którymi się Pan spotkał w jakimś doświadczeniu? Takie doświadczenie w Bobiku u nas w Brodach, gdzie w dobrym roku mieliśmy ponad 6 ton Bobiku po orce, około 7 ton Bobiku po uprawie pasowej, a w skrajnie suchym, tragicznym roku mieliśmy około tonę 200 Bobiku po orce,

I ponad półtorej tony bobików po uprawie pasowej. Ja wiem, że to i tak jest żenująco niskie, ale to jest nadal te 300-400 kilo plonu uratowane. Ja mam w głowie takie doświadczenie, które było przeprowadzone chyba w 2020 roku, gdzieś w Wielkopolsce, na takich glebach suchszych właśnie, gdzie porównywano trzy technologie uprawy. No-till, uprawa orkowa i pasowa w rzepaku i tam były różnice naprawdę duże. Przy uprawie pasowej to było bodajże jakieś prawie tona różnicy w stosunku do orki. No i to na mnie zrobiło wrażenie, bo to i wyglądało, i wizualnie można było ocenić te różnice, a i też faktycznie w plonie Też to wyglądało, ale cały czas ludzie są tacy nieprzekonani, prawda? Często możemy gdzieś tam wyczytać, posłuchać tych nieprzekonanych.

Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.