Giełda na Szpitalce
Tommy, Migawki krakowskie: Książki, Ilustrowany Kuryer Codzienny, 7.09.1922
Sto lat temu w Krakowie, a dokładniej na ulicy Szpitalnej zwanej Szpitalką. Co się wtedy działo? Oczywiście, zaczynała się inflacja, zaczynał się rok szkolny. Z cyklu Migawki krakowskie, podpisane pseudonimem Tommy, za którym krył się dziennikarz Ludwik Tomanek. Książki. Hasłem dzisiejszego dnia jest książki, książki, książki. Księgarnie w oblężeniu. Co chwila panna sklepowa wynosi w fartuszku górę pieniędzy. Co chwila taką samą górę papieru wynoszą młodociani klienci. Każda karta – cena jednego banknotu. Ale nie każdego stać na nową książkę.
Wszak garnitur książek szkolnych to dziś fortuna. Poniżej tysiąca marek przeciętnego podręcznika nie nabędzie. Wypisy polskie Reitera na pierwszą klasę kosztują 1200 marek. Toteż, tym zrozumialsze są pielgrzymki na szpitalkę. Ale rzecz dziwna, antykwarnie nie są pełne, dostojni bracia tafetowie nie robią interesów. Za to cała szpitalka roi się od młodzieży, jakby parę szkół spędzono na uroczystość. Nie mają oni jednak min uroczystych, tylko raczej komersjalno przebiegłe. Jest to giełda książek. Ile ta książka kosztuje?
Pytam dziewczynkę, która pod pachami trzyma stos szpargałów. 600 marek. O, to panienka chce zrobić bajeczny interes. A pewno, że chce. Odcina się rezolutnie dziewczę. A pan także chce. Za tę książkę antykwariusz dawał mi dwieście, a od pana zażądałby tysiąc. Sprzedając ją z wolnej ręki, obydwoje zarabiamy po czterysta. Czarnogiełdziarka książkowa ma rację. Kupuje książkę, ciesząc się powstaniem tak pożytecznej instytucji, jak wspomniana czarna giełda. Jak do tego przyszło? Kto to zainicjował? Trudno o to się pytać. Wydaje mi się to takim samym zjawiskiem jak powstawanie kryształów wokół jednego jądra.
Kto te wszystkie malutkie cząsteczki zwołuje? Kto im każe układać się w piękne figury geometryczne? Tak samo samorzutnie w ciągu jednego dnia powstała Giełda Książek. Jest to objaw zdrowy i mądry samopomocy społecznej. Kooperatywa. Od wytwórcy do spożywcy bezpośrednika. Podobnemu celowi odpowiadają też antykwarnie szkolne uczniowskie, które w wielu zakładach świetnie funkcjonują. Warto by też założyć składy kooperatywne wszelkich przyborów szkolnych ku niemałej zapewne uldze naszych kieszeni. Bo kto dziś nie jest jednym z naszych? A kto z moich współtowarzyszów niedoli nie ma dzieci, niech nie grzmi przedwcześnie w puzan triumfu.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Tommy, Migawki krakowskie: Książki, Ilustrowany Kuryer Codzienny, 7.09.1922