A szczególnie jest w nim zawarta ta odpowiedź na pytanie, ci Jodziani w białe szaty, kim są, skąd przybyli? Wiemy, że Jan jest w przedsionku piekła, że wszystko wokół niego mówi mu... Nie masz prawa wierzyć. Nie ma sensu wierzyć. A Jezus odsłania przed nim tę tajemnicę miłości. Robi mu apokalipsę właśnie. Dzieli się z Janem tą tajemnicą miłości. I Jan nagle widzi, Tych opieczętowanych. Tych, co do których Bóg mówi tak. To, co dla nich ostatnie, dla mnie jest otwarciem nowego życia. Ta litera TAU, TAW.
Jak ja się cieszę, że mamy w parafii komunię pod dwoma postaciami. Prawie zawsze, czy praktycznie zawsze. Z bardzo małymi wyjątkami. Że możemy na własnej skórze przekonywać się o tym, że naprawdę, jeśli przyjmujesz ciało Chrystusa, twoje ciało staje się monstrancją. Ono staje się więcej niż monstrancją. Twoje ciało staje się ciałem Jezusa. W Twoich żyłach płynie krew Boga. A Jan widzi tych, którzy przychodzą z wielkiego ucisku. Ale wie o tym dlatego, że mu wyjaśnił jeden ze starców. Właśnie tych, którzy są w niebie. Bo Jan jeszcze nie jest. Jan nie wie, jak jest w niebie. On patrzy, on próbuje to interpretować. On musi zapytać kogoś.
Dlatego dziś pytamy Boga, jak to jest. Jan wie, doświadczył, przekonał się i usłyszał. Więc prosi siostry i braci z całego Kościoła, popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec. Zobaczcie, że naprawdę jesteśmy dziećmi Boga, że to nie byle co. Więc nawet tam, w przedsionku piekła, chcę mieć nadzieję. I nie dlatego, że ją w sobie obronię, ale dlatego, że Jemu ufam. Zaufanie Bogu sprawia uświęcenie. Dlatego ci, którzy zaczynają ufać Jezusowi, słuchają Go z ogromną uwagą. A On do nich mówi, szczęśliwi.
Szczęśliwi ci, którzy niewiele mają. ale wiedzą, że po Bogu mogą się spodziewać wszystkiego najlepszego. Zadaję sobie pytanie, czy tak właśnie myślę o Bogu? Szczęśliwi ci, którzy się smucą. I nie chodzi wcale o to, jak powiedział jeden z bracik z Nadziejów w dzisiejszym komentarzu w chlebaku, że jesteśmy takim narodem, który się smuci, który ciągle narzeka, który potrafi marudzić. No chyba nie jedyni jesteśmy na tym świecie. Ale czy w tym smutku naprawdę szukam Boga? a nawet więcej, albo głębiej, co jest moim smutkiem, co mnie doprowadza do łez, jakie były te momenty, w których byłem przed Bogiem, jakie były powody tego płaczu.
Czy wiem, że kiedy będę krzyczał z rozpaczy, to On jest obok? To On mnie nie zostawi? Szczęśliwi ci si, tak, ci pomijani, popychani, ci, którzy nie potrafią chodzić po czyichś głowach po to, żeby patrzeć na innych z góry, szczęśliwi, bo gdy omijają ich oczy ludzi i nie zwracają na nich uwagi oczy świata, to oczy Boga są w nich utkwione. Nie po to, żeby ścigać, żeby patrzeć tym szczególnym rodzajem spojrzenia, po którym człowiek chce się zapaść pod ziemię, ale po to, żeby przypomnieć, jaką mamy godność, jak bardzo ważni jesteśmy, kim jesteśmy dla Niego.
Szczęśliwi, którzy mają w sobie tęsknotę, ten głód sprawiedliwości. Pewnie biblijna sprawiedliwość to poszukiwanie Boga, to tęsknota za tym, żeby wiedzieć, czego On chce. Boża sprawiedliwość też polega na tym, że On tęskni za nami, że On chce, żebyśmy się podzielili z Nim naszymi tęsknotami, naszymi pragnieniami. Gdzie jest Jego miejsce w mojej tęsknocie, w moim pragnieniu? Czy we wszystkich tęsknotach, również w moim głodzie miłości, szukam Jego? Czy wokół siebie widzę odbicie, okruchy Jego miłości? Szczęśliwi miłosierni. Nie wiem, ile razy już korzystałem z sakramentu pokuty i pojednania.
Szczęśliwi ci, którzy wprowadzają pokój, nie tylko rozstawią wszystkich po kątach, żeby spokój był. ale wiedzą, że szalom, przede wszystkim jedność, to bliskość, to zaufanie, to choćby się góry waliły i choćby wewnątrz odbywała się nieprawdopodobna walka duchowa, to i tak mogę być pewien, że nic i nikt nie wyrwie mnie z ręki Boga. Nic i nikt mnie nie odłączy od miłości. Więc to szczęście prześladowanych nie polega na tym, że chcę jeszcze więcej cierpieć.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.