ĄĘ w Meloradiu. Zaprasza Kamila Kalinczak. Dzień dobry, dzisiaj czwartek, dziś ĄĘ. Chciałabym się z Państwem podzielić dzisiaj refleksją. Przygotowywałam ostatnio szkolenie z używania feminatywów. No oczywiście na samym początku musiałam wytłumaczyć skąd się wzięły i dlaczego używać ich warto. Wiedziałam też, że przyjdzie mi w czasie szkolenia odpierać najczęściej pojawiające się kontrargumenty. Kiedy takie sobie wyliczyłam, a potem przeszłam do ich obalenia, dotarło do mnie, że argumentowanie przeciwko feminatywom to jedno wielkie pole minowe. Najszybciej można na nim stracić merytoryczny grunt pod nogami. Weźmy argument, że feminatywy to nowomowa. No od razu widać, że ktoś, kto tak mówi, nie czytał w szkole Orwella. A to była lektura obowiązkowa, bo nowomowa nie znaczy tworzenia nowych słów.
Nowomowa to słowo wymyślone przez Georgia Orwella na potrzeby książki rok 1984. Oznacza język, którego używają mieszkańcy nieistniejącego kraju Oceania. Słaby argument. Weźmy kolejny. Feminatywy to nowość, wymysł. No ktoś, kto tak mówi, nie sprawdził tego o źródła. Nie zajrzał do przedwojennej prasy ani do przedwojennych słowników. Mówi tak, bo tak mu się wydaje. Ignorancja, bo feminatywy są zapisane w niemal każdym słowniku starszej daty, a na temat ich używania w praktyce krążą już nawet memy. Feminatywy źle brzmią, no bardzo mocny argument naprawdę, no ja też nie używam słów, które mi się nie podobają. Dlatego omijam takie słowa jak wągry, bo brzydkie, pory, wiadro, a nawet konkubent. No w ogóle powinniśmy, oczywiście puszczam do Państwa oko, używać tylko tych słów, które nam się podobają.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.