Mentionsy

nic na siłę
nic na siłę
31.12.2025 17:04

83 Dlaczego bycie konsekwentnym to czasem za mało?

Słyszysz zewsząd, że „konsekwencja jest kluczem”? Że bez niej dziecko się pogubi i wejdzie Ci na głowę? A chwilę później czytasz o tym, jak ważne jest bycie responsywnym, łagodnym i elastycznym?

Dla wielu rodziców te rady brzmią jak totalna sprzeczność. No bo jak to pogodzić? Kiedy twardo trzymać granicę, a kiedy można (a nawet trzeba) odpuścić?

W tym odcinku biorę na warsztat ten rodzicielski dylemat. Opowiem o tym:

Dlaczego bycie „elastycznym” nie oznacza bycia niekonsekwentnym.

Jak znaleźć balans między zasadami a relacją.

Skąd wiedzieć, kiedy nagiąć zasady, a kiedy trwać przy swoim.


PS Odcinek nagrywałam w aucie na mrozie, więc pod koniec trochę przyspieszam – wybaczcie tempo, ale zimno robiło swoje! 🥶


🎧 Jeśli ten odcinek był dla Ciebie wartościowy, zostaw proszę ocenę i komentarz. To bardzo pomaga mi docierać do innych rodziców!

Wielkie podziękowania dla Jess VanderWier za inspirację i wiedzę, którą przekazuję dalej.


Znajdziesz mnie tutaj:

📸 Instagram: https://www.instagram.com/nic_na_sile_

🎥 TikTok: https://tiktok.com/@nic_na_sile

▶️ YouTube: https://youtube.com/@nic_na_sile

☕ Chcesz wesprzeć moją twórczość? Postaw mi wirtualną kawę:

https://buycoffee.to/nicnasile



Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 357 wyników dla "P"

tłumaczysz to już chyba z milion razy, a ono po prostu, to nasze dziecko dalej tego nie robi.

I masz takie wrażenie, że po prostu walisz głową w mur.

Weźmy na przykład bicie.

Nie pozwolę ci na bicie.

Może zatrzymujesz, może zatrzymujesz ręce, może zabierasz swoje dziecko do drugiego pokoju, żeby nie skrzywdziło brata.

Dajesz mu czas na ochłonięcie, taką przerwę.

No i piszesz później do mnie, Ania, ja robię to non-stop, w kółko, ciągle to samo, a mój starszak nadal leje tego młodszego.

No i właśnie pojawia się to pytanie, ten klasyk, dlaczego on dalej bije?

Przecież jestem taka konsekwentna, trzymam granic, powtarzam w kółko ten sam skrypt, normalnie jak zdarta płyta.

Robię ten słynny time in, czyli jestem obok, siadam ze starszakiem, nie zostawiam go samego z tymi wszystkimi emocjami, a to bicie po prostu nie ustaje.

Może ono po prostu nie działa.

Może ja popełniam jakiś błąd, po latach wyjdzie, że to po prostu coś, co zrobiłam mojemu dziecku, to to jest dopiero trauma.

Może ono jednak naprawdę potrzebuje tych kar, tych szantaży, tego przekupowania, nie wiem.

co tam jeszcze wam w głowie się pojawia.

No ja słyszę to non-stop i od razu ja powiem wam.

Odpowiedź to nie są kary.

Zerknijcie do tego podcastu o karach.

I właśnie o tym dzisiaj pokadamy.

Ten podcast to takie uzupełnienie podcastu.

Więc sobie przesłuchajcie ten, żeby nie skipować mi.

Spodziewaj mi po statach, statystykach.

Więc na początku przesłuchajcie ten, a później wskakujcie do tamtego.

No dzieci, no wiadomo jest, że one po prostu próbują testować granice.

One chcą zrozumieć przez to, jak działa ten cały świat wokół nich.

Sprawdzają, na ile mogą sobie pozwolić.

Mamy po prostu robotę do zrobienia.

Mamy jakieś plany, obowiązki.

Albo masz w domu niemowlaka, starszak podchodzi i go leje i ty mówisz, przestań natychmiast, to to jest zasada, przecież nie bijemy, ile razy mam ci powtarzać, dlaczego chcesz go krzywdzić?

Zamiast się jednak zatrzymać i pomyśleć, no chwila, dlaczego ta moja dyscyplina, dlaczego ten mój sposób, dlaczego on po prostu nie działa?

To jest przecież o wiele lepsze pytanie.

Mam wrażenie, że nam rodzicom non-stop się powtarza, że ta nasza konsekwencja, bycie konsekwentnym jest kluczem.

Sama tak zaczęłam podcast.

Ale z drugiej strony słyszymy też, jak ważne jest, żeby być takim responsywnym i elastycznym w rodzicielstwie.

I tu się robi problem, bo dla wielu ludzi to brzmi jak totalna sprzeczność.

Skąd zatem mamy wiedzieć, kiedy twardo trzymać granice, a kiedy, no wiesz, no możesz trochę odpuścić, nagiąć zasady.

Powiedzmy, że piszesz do mnie, bo twoje dziecko bije, tak?

Pierwsza rzecz, którą Ci powiem, to nie będzie, proszę ustaw konsekwentną taką granicę wokół tego bicia.

Pierwsza rzecz, jaką Wam zawsze mówię, to hej, najpierw musimy zrozumieć, dlaczego Twoje dziecko bije.

Jaką potrzebę to zachowanie zaspokaja.

Dopiero kiedy jesteśmy tacy ciekawi i to załapiemy, przechodzimy do tego drugiego kroku, czyli uczymy albo jego, naszego syna, albo córkę nowej umiejętności.

Takiej, żeby mogło tę samą potrzebę załatwić, ale w jakiś taki zdrowy i akceptowalny sposób.

Granica bez tych dwóch pierwszych kroków nie zadziała.

Dlatego jeśli to słuchasz i masz ten problem, zadaj sobie pytanie.

Co ono próbuje tym zakomunikować?

Ten problem po prostu wyjdzie gdzie indziej.

W zupełnie innym miejscu.

No i zatrzymajmy się tutaj na chwilę nad tym, co ja ostatnio praktykuję i nazywam to sobie taką elastyczną konsekwencją.

Podejście to ma swoje takie korzenie w tym, co psychologowie nazywają tym takim autorytatywnym stylem rodzicielstwa.

Nie wiem, czy muszę to tak zbytnio wnikać, bo wszędzie o tym piszą i mówią, ale rodzic autorytatywny to rodzic, który zapewnia dziecku niesamowitą ilość miłości.

A co to znaczy być takim elastycznie konsekwentnym, co ja praktykuję, mając teraz tą dwójkę dzieci?

Czym to różni się od takich bardziej sztywnych lub bardziej pobłażliwych stylów, które są nam bardziej znane?

Podam Wam taki przykład prosto z naszego życia.

Przerwy między posiłkami, minimum dwie godziny.

Po południu nie jemy owoców.

Jak jesteście zainteresowani, zapytajcie w komentarzach.

No ostatnio co dwa tygodnie przyjeżdża moja mama.

No i Adela jest mocno podekscytowana jej obecnością, a dodatkowo włącza jej w sensie zazdrość, gdy tylko babcia poświęca czas Felkowi.

Widzę, że ją po prostu roznosi, szybciej wpada w taką szaleńczą ekscytację.

Wiem, że to jest moment, kiedy gdy doszłoby jeszcze do jakiegoś głodu, no to byłoby kiepsko.

Staram się patrzeć na cały obraz i na to, co jest w jej najlepszym interesie, w najlepszym interesie Adeli.

Czasami musisz być elastyczna, żeby pracować z dzieckiem, które znasz, z tym człowiekiem, którego masz przed sobą.

I to nie jest pobłażliwość, to jest po prostu mądre rodzicielstwo.

Oczywiście potem, jak babcia sobie jedzie, no to ja wracam do bycia konsekwentną.

Wydaje mi się, że czasami ta cała pozytywna dyscyplina nam nie działa, bo czasami się tak blokujemy.

Nie, że stosujemy takie ostre wychowanie, ale bywamy sztywni i wtedy musimy się zatrzymać i zadać sobie pytanie, czy to jest sprawiedliwe?

Oczywiście nie, tutaj ta elastyczność nie dotyczy bicia, że pozwalamy jednak bić tego młodszego.

Chodzi o inne przykłady.

Czy to jest sprawiedliwe na przykład, że jesteśmy na wakacjach i oczekujemy, że dziecko przez trzy godziny nie będzie nic jadło, bo taką mamy zasadę w domu, choć sami zjedlibyśmy sobie po lodzie.

Jeśli nie jest to sprawiedliwe dla dziecka, to po prostu zmieńmy tą swoją granicę.

Adela, zmieniam zdanie, bo widzę, że babcia sobie je i pije kawkę i widzę, jak bardzo chcesz do niej dołączyć.

Co chcesz przekąsić?

Nie czekam, aż dziecko mi się rozpłacze i wtedy pozna, że płacząc...

Ja wychodzę naprzeciw temu.

Wiem, że to może po prostu wybuchnąć, więc to ja dokonuję zmiany decyzji.

Ja jako rodzic, jako silny lider, przywódca.

No sprawiedliwość jest mocno powiązana właśnie z oczekiwaniem względem dziecka.

I właśnie o tym chcę teraz pogadać, że nasza dyscyplina...

Może nie działać, bo mamy nie takie jak trzeba oczekiwania względem dziecka i etapu, na którym jest.

Każde dziecko ma coś takiego jak wrodzony temperament.

Sukces danej strategii zależy od tego, jak dobrze pasuje ona do naturalnych predyspozycji dziecka.

Chodzi mi o to, że często mam wrażenie, że mamy złe dopasowanie między tym, czego oczekujemy, a tym, jak naprawdę działa nasze dziecko.

Mam idealny przykład, który rozgrywa się codziennie, sądzę, w każdym domu na całym świecie.

Pora obiadowa.

że ich na przykład trzyletnie dziecko usiądzie grzecznie przy stole, zje posiłek, zostanie tam przez cały czas, powiedzmy te 20-30 minut i będzie uczestniczyć w rodzinnej rozmowie.

Dopiero gdy wszyscy skończą, ono też odejdzie.

No i nazwać rzeczy po imieniu.

Zanim nazwiemy dziecko niegrzecznym, zbuntowanym lub pobudliwym, musimy spojrzeć w lustro naszych oczekiwań.

Oczekiwanie, że trzyletni mózg, którego zakres uwagi jest w najlepszym razie dziesięciominutowy, jeśli nie trenowaliśmy tej samozabawy, będzie siedziało w bezruchu przez pół godziny, podczas gdy dorośli prowadzą rozmowę, jest biologicznym błędem w obliczeniach.

No, wpadamy w złość, próbujemy utrzymać te granice tak mocno, ale tak naprawdę nie jest to granica wspierająca, tylko sztywność taka wynikająca z naszego niezrozumienia.

No, to nie jest wina dziecka, ono ma te trzy lata, ma pewien poziom aktywności wpisany w ten swój temperament, może siedzieć przez dziesięć minut i to jest sukces.

Prawdziwym problemem jest to, że nie dostosowujemy naszego systemu, naszych standardów do biologii dziecka, a potem gniewamy się na dziecko za to, że jest sobą.

Oczywiście są dzieci, które to potrafią.

Mam znajomych, którzy mają tak, że idą z dziećmi do restauracji, ustalają zasadę, masz tu siedzieć przez cały czas i ono tak po prostu robi.

No tak, są dzieci, które mają niższy poziom aktywności w swoim temperamencie wpisany.

One mogą to robić, bo na to pozwala ich biologia, ale Adela, Adeli biologia na to nie pozwala.

Ona się non-stop rusza.

Jeśli tak jak ja masz dziecko o wysokim poziomie aktywności, które potrzebuje ruchu, by przetworzyć informacje i uspokoić jakoś swój system nerwowy, narzucenie mu półgodzinnego bezruchu jest fundamentalnym złym dopasowaniem.

Jest to jak oczekiwanie, że dziecko, które jest wrażliwe sensorycznie, będzie cieszyło się hałaśliwym, zatłoczonym placem zabaw.

Naszym zadaniem nie jest zmuszanie dziecka do zmiany swojego wrodzonego temperamentu.

Naszym zadaniem jest zrozumienie tego temperamentu i stworzenie mu środowiska, w którym może odnieść sukces.

Więc zastanówcie się nad tym, czy przypadkiem wasze metody nie działają, bo nie są dostosowane do temperamentu dziecka i są nierealistycznymi oczekiwaniami.

Co ważne, każde dziecko jest inne, no to wszędzie słyszymy, nawet jeśli jest wychowane w tym samym domu, przez tych samych rodziców.

Felek ma już, no dzisiaj pięć miesięcy skończył i w ogóle jest inny od takiej pięciomiesięcznej Adeli.

Jak nawalę tą ostatnią drzemkę i będzie za krótka, to Felek się wybudza wieczorem z ogromnym płaczem, trudnym do utulenia.

To tak wszystko przetwarza, te oczy mu tam w śnie latają, ta faza remczy jakaś tam działa, on to wszystko zapisuje, śmieje się przez sen, płacze po sekundzie, tego typu.

Więc widać, że on to wszystko tak przetwarza.

Ani piersi, ani tytulenie, ani noszenie, wtedy nic nie działa.

Najlepiej jak go po prostu ponoszę po mieszkaniu, tak aby widział te czerwone światło, oddycham, a on po pewnym czasie jakoś się uspokaja, ale Sepkowi to zdecydowanie lepiej idzie, bo on nie czuje tego mleka i nie ma w niego tej frustracji, że chce się napić, a z nerwów nie dam rady i widzę, że u Sepka zdecydowanie szybciej się uspokaja.

No Adela kompletnie tak nie miała.

Felek też ma inny poziom takiej ekscytacji.

on non-stop się śmieje, ale tak po prostu rechocze, czy do fizjoterapeuty, gdziekolwiek idziemy, całe ćwiczenie, gdzie Adela całe ćwiczenia płakała i w ogóle jeszcze i wtedy z smoka potykałam, Felek jest bezsmoczkowy, no to, a Felek nie.

No i w ogóle ma taką ekscytację, nawet przy piciu piersi odrywa się, uśmiecha, chowa się tak za tą pierś, tak jakby czuł tak jakby jakieś zawstydzenie czy cokolwiek.

No to jego sposób właśnie na taką regulację tej nadmiernej ekscytacji, jak on sobie tak się właśnie schowa we mnie.

No naprawdę, jest taki bardzo głośny, ale tak w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Ma bardzo jasne, też bardzo jasno komunikuje potrzeby.

Odczytuje, ja nawet jestem w stanie odczytać, kiedy on tam chce kupę zrobić.

Naprawdę, on po prostu wszystko tak proste, taki prosty w obsłudze człowiek.

No do tego ma inny też poziom frustracji.

walczy na tym brzuchu, jak lew, robi przerwy, kładzie głowę na dole i znowu w górę pojękuje, ale on nie płacze, tylko tak po prostu jest taki zdeterminowany.

Jestem przekonana, że będzie z niego kompletnie inny typ.

Do tego temperamentu.

Ważne jest też, abyście zdali sobie sprawę, że ten sam temperament, ale w innym środowisku, na przykład z dwójką starszego rodzeństwa i mniejszą uwagą, będzie miał zupełnie inne wymagania.

Czyli nawet jak macie dziecko, dzieci o podobnym temperamencie, to to, które urodziło się jako pierwsze i miało 100% waszej uwagi, zawsze będzie inne od młodszego, które tej całej uwagi już nie ma i nigdy mieć nie będzie.

Pamiętajcie, właśnie jako rodzice musimy być detektywami temperamentu naszego dziecka.

To, co działało dla jednego, nie zadziała dla drugiego i to jest w porządku, to nie jest porażka, to jest informacja dla Was.

Nie powiem ja nigdy do felka, twoja siostra to robiła, więc ty też masz to robić.

To jest fundamentalne nieporozumienie w rodzicielstwie.

Prawda jest taka, że niektóre dzieci usiądą przy tym stole i to będzie dla nich całkowicie w porządku.

Inne dzieci przesypiają całą noc, kiedy mają zaledwie 7 tygodni, prawda?

A inne dzieci tego nie robią i dlatego jako rodzice kluczowe jest, abyśmy uwzględnili temperament naszego dziecka i zadawali sobie to trudne pytanie.

Naszym zadaniem nie jest łamanie temperamentu dziecka.

Czasami właśnie mam takie historie z przedszkola od was.

I tak właśnie czuję, dlaczego mam łamać ten temperament tego dziecka?

Jest po prostu inne.

Córka jednej z was nie potrafiła korzystać z toalety w przedszkolu.

Inne dzieci korzystałyby z problemu, tylko ona po prostu nie potrafiła.

Mama bardzo dużo uwagi poświęciła na tłumaczeniu dziecku o tej całej prywatności, nie?

Może robić siku, kupę, że nikt nie patrzy, co nie?

No a tamte przedszkole było takie, że te drzwi były wszystkie pootwierane, czy tam nawet nie było tych drzwi.

No i właśnie wczoraj czy przedwczoraj do mnie napisała, że porozmawiała z paniami, przedstawiła ten problem, w jaki sposób ona to widzi, czyli tą całą interpretację, do której doszłyśmy.

No i przez kilka tygodni czy tam przez kilka jakiś tam, jakiś czas chodziły te panie z tą dziewczynką i zapewniały jej tą prywatność, że te drzwi będą zamknięte.

pokazywały z tymi drzwiami, co tam się robi w ogóle.

No i w końcu córka zaczęła chodzić, poczuła, że ten problem, który ona ma, rzeczywiście jest jakiś ważny dla tych dorosłych ludzi, że jest w stanie to jakoś rozwiązać.

Teraz czuje się bezpieczna w tym środowisku, a wcześniej się nie czuła.

zawstydzać, cokolwiek, żeby ten temperament tego dziecka złamać.

No nie, trzeba było dojść do tego, co tak naprawdę temu dziecku jest potrzebne w tej sytuacji.

No i co na przykład, jeśli macie, tak jak ja, dziecko, które jest takie z natury bardziej aktywne, to musicie uznać, że ono musi wyładować tą energię jakoś.

A jeśli mu to uniemożliwimy, to doświadczymy więcej kryzysów tych emocjonalnych, więcej tych płaczów, krzyków, tych meltdownów całych.

To prosta zasada, to nie jest wybór, to jest biologiczna potrzeba.

I to prowadzi nas do jednego z moich ulubionych właśnie takich cytatów w rodzicielstwie.

Pochodzi on od Rosa Greene'a, autora takiej książki, wychowanie dzieci.

Pomyślcie o tym.

To oznacza, że jeśli dziecko nie zachowuje się dobrze, musimy postawić pytanie, dlaczego nie?

To jest proste, ale zmienia wszystko.

Zbyt często my utykamy w pytaniu, dlaczego moje dziecko nie chce spełnić moich oczekiwań.

Dlaczego nie chce usiąść przy stole?

Dlaczego nie przestanie uderzać brata?

Ale przepytanie to nie dlaczego nie chce, tylko dlaczego nie może.

Dlaczego nie może spełnić tych oczekiwań?

Czy moje oczekiwania są nierealistyczne dla tego wieku lub temperamentu?

Czy próbują zakomunikować jakąś potrzebę, której ja po prostu nie dostrzegam?

A może brakuje im umiejętności, by sprostać moim oczekiwaniom?

Może ich kontrola impulsów jest jeszcze zbyt słaba.

Tu właśnie przykład tej dziewczynki.

Albo na przykład tego, czy stół jest, nie wiem, zbyt daleko, czy mają za dużo bodźców, czy są głodne.

To w zależności od tych różnych sytuacji, które spotykamy.

Widzę właśnie, jak często utykamy w tej pułapce.

Mówią, cóż przecież mi powiedziano, że powinnam stawiać granice, powinnam mieć oczekiwania, powinnam być stanowcza i ustrukturyzowana z moim dzieckiem, więc to robię.

Ale to podejście prowadzi do ciągłych awantur i krzyków.

No i pamiętajcie, stanowczość...

Nie jest wrogiem empatii.

Możemy być silni w stawianiu granic, ale musimy być realistyczni i empatyczni wobec tego, kim nasze dziecko jest w środku.

Właśnie te małe, ale takie potężne przesunięcie w myśleniu, dlaczego moje dziecko nie może się tak zachować, a nie nie chce, zmieni wiele w waszym rodzicielstwie, zaufajcie.

Bo często to, co też bierzemy za taki zły charakter lub upór dziecka, jest w rzeczywistości taką luką w umiejętnościach.

Są obszerne badania na temat tej luki w umiejętnościach, które pokazają, że dzieci mają trudności, ponieważ brakuje im narzędzi, aby radzić sobie z frustracją, z regulowaniem emocji albo kontrolowaniem impulsów.

Kiedy zmienisz tą perspektywę i zobaczysz tę lukę, twoje zadanie jako rodzica natychmiast się zmienia.

Zamiast być takim policjantem i egzekwować posłuszeństwo, stajesz się trenerem umiejętności.

Jeśli nie może usiąść przy stole, nie ma umiejętności samoregulacji ciała na dłuższą metę.

To przeformułowanie jest tak proste, a jednocześnie w sumie tak rewolucyjne.

Kiedy zaczynamy myśleć, że dziecko chce dobrze, ale nie może, nasza empatia wzrasta, a złość rodzicielska natychmiast maleje.

Co by się stało, gdybyśmy od dzisiaj właśnie zaczęli postrzegać trudne zachowania właśnie swojego dziecka nie jako wyzwanie, ale jako prośbę o nauczenie nowej umiejętności.

Pac, walnę, twoja córka nie walnęła tego młodszego brata.

No i ty zamiast po prostu myśleć, Boże, jak ona się zachowuje, co z niej wyrośnie, jakie to będzie relacja rodzeństwa, tego już po prostu wszystko ci się w głowie tam pojawia, no to pomyśl sobie, że to jest moja córka prosi mnie o nauczenie tej nowej umiejętności.

Spróbujcie przez kolejny tydzień tak myśleć i napiszcie do mnie, jak atmosfera w waszym domu wygląda.

Duża część tego, co nazywamy właśnie tym niegrzecznym zachowaniem, nie polega na tym, że dziecko jest złe.

Ich funkcje wykonawcze, czyli ten system zarządzania mózgiem, odpowiedzialny za pamięć, planowanie i co najważniejsze samokontrolę, są po prostu nieźle przeciążone w wielu sytuacjach.

Myślę, że pierwszym sygnałem jest to, że ty jako rodzic jesteś konsekwentny, ale nic się nie zmienia.

Na przykład codziennie wieczorem stawiasz granicę, trzymasz rutynę przed snem i tak za każdym razem kończy się krzykiem.

oporem przed pójściem spać.

Jeśli tak jest, jeśli co wieczór kończy się to takim meltdownem, zapytaj, dlaczego twoje dziecko nie jest w stanie przejść przez tę rutynę?

Jeśli jesteś konsekwentny, a brak poprawy jest stały i jest to, to jest właśnie silny znak, że to nie jest wybór dziecka.

Kiedy próbujesz

właśnie zmienić trudne zachowanie, na przykład uderzenie, gryzienie, kopanie, ale nie wprowadzasz nowej umiejętności, nie dajesz dziecku niczego, co mogłoby zastąpić to zachowanie.

Jeśli właśnie postrzegamy zachowanie jako komunikacja, moje dziecko uderza, żeby mi coś powiedzieć, ale ja nie daję mu nowego sposobu, żeby mi tę samą rzecz powiedział, to zobaczycie, że po prostu pojawiają się inne agresywne zachowania.

Nie możesz po prostu zabrać jednego zachowania i nie zastąpić go niczym.

Dziecko potrzebuje umiejętności, żeby się z tobą komunikować.

Nie chcę, żeby mnie dziecko uderzyło, ale też nie uczę go nowego sposobu na wyrzucenie tej energii z ciała, albo nie uczę nowego sposobu, żeby mi powiedziało, że chce ze mną porozmawiać.

A potem nagle dziecko zaczyna mnie kopać.

Te małe przesudzięcia od karania do nauczania, od oczekiwania do zaspokajania potrzeby, umiejętności, to jest to, co naprawdę właśnie zmienia tą dynamikę w domu.

A teraz pewne zapytacie, jaką nową umiejętność zastępczą mogę Ania wprowadzić, aby pomóc swojemu dziecku wyrazić to, co wyrażało na przykład uderzeniem.

Przede wszystkim to musisz stać się trochę detektywem, zanim wpadniemy na tę nową, zanim wpadniesz na tę nową umiejętność.

Mam tutaj pewien taki skrót, który chcę wam wyjaśnić.

P-Z-K.

P-Z-K.

To jest poprzednik, zachowanie, konsekwencja.

Co się stało przed zachowaniem, jakie było zachowanie i co się stało po nim.

Tak to mogę wytłumaczyć najprościej jak się da.

Jak u Adeli pojawia się jakieś nowe zachowanie, to staram się notować sobie, przynajmniej z tydzień, dlaczego to zachowanie się pojawia.

To pomaga mi stać się takim detektywem i znaleźć ten prawdziwy powód stojący za danym zachowaniem.

Na przykład jakiś czas temu

Adela rano nie dopuszczała mnie i Sepka do rozmowy.

Mówiła głośno, coś tam wywracała, rozciągała papier toaletowy, zaczynała grać na ukuleli głośno.

To, co się dzieje przed, to Sebek schodzi na dół i zaczyna do mnie mówić, a my z Adelą zazwyczaj jesteśmy w trakcie gadania, jakichś tam przytulaców, po tym jak mieliśmy tą nocną rozłąkę.

Gdy Sebek nam przerywa, ja zaczynam go słuchać i urywam z nią kontakt, a ona wtedy zaczyna być głośna i ma jakieś trudne zachowania.

przerywa nam, bo jej przerwaliśmy.

Plus, no właśnie tak naprawdę bardzo wiele tematów można ustalić z takim czterolatkiem, który też sam jest w stanie dać jakieś tam swoje propozycje.

Teraz mamy ustalone takie hasło, że Adela mówi, potrzebuję uwagi, potrzebuję uwagi, potrzebuję uwagi.

No i pytam się jej wtedy, co chce mi jeszcze powiedzieć, bo teraz chce na przykład już wysłuchać taty.

Po prostu widzi, że jestem i reaguję na ten sygnał jej i że może zostać wysłuchana.

Dzieci nie uderzają bez powodu.

Czy to jest muszę wyrzucić to uczucie z ciała, bo mam bardzo sensoryczne dziecko, czy potrzebuję twojej uwagi, czy nienawidzę tego, co zrobiłem, czy się nudzę.

Dlaczego uderzają, prawda?

Dlatego radzę sobie usiąść i zanotować, a potem na spokojnie, gdy człowiek jest najedzony.

wypoczęty, obgadać z nim tą sytuację.

On ma wtedy dostęp do tej logicznej części mózgu, on zapamięta.

A samo, że na coś wpadnie, na jakieś słowo, które pomoże wam po prostu zatrzymać to uderzenie, albo doktor Becky mówi o takim ruchu, że dziecko zamiast ręce do przodu uderzyć, to łapie siebie tak, jakby siebie obejmowało.

Więc to też jest po prostu coś, co aktywuje jego ręce, ale w taki odwrotny sposób.

No więc możecie coś zaproponować i poćwiczyć sobie na sucho.

No i załóżmy, że pracujesz nad uderzeniem.

Przestałaś dawać uderzeniu tą tonę uwagi.

Dziecko przestało uderzać, ale nagle tydzień później wraca do uderzenia i myślisz zaraz, co jest grane?

Czy to wszystko, co robiłam poszło na marne?

Wyobraź sobie, że masz aplikację Instagrama sobie w konkretnym miejscu w telefonie, prawda?

Ale przez pierwsze kilka razy nadal sięgasz w to samo miejsce, co nie?

Naciskasz tam, gdzie myślisz, że Instagram powinien być, a go tam nie ma.

Przez pierwsze kilka razy, gdy stawiasz granice lub uczysz nowej umiejętności, one nadal uderzą, żeby sprawdzić, co się stało.

Bo to jest to, do czego są behawioralnie przyzwyczajone.

To jest super ciekawe, jak my dorośli i nasze dzieciaki radzimy sobie ze zmianą nawyków.

Przyniosłam tę apkę i z czasem po kilku dniach przestałam to robić, bo mózg załapał nowy schemat.

Ale przychodzi taki losowy poranek.

Jestem jakaś zmęczona, jakaś rozkojarzona, słabo skupałam, głowa nie myśli.

Znowu lecę w te stare miejsce z palcem i próbuję kliknąć tam, gdzie ten Instagram był jeszcze jakiś czas temu.

I myślę, kurczę, przecież wiedziałam, że go przeniosłam.

Robiłam przecież to wcześniej.

Po co ja w ogóle próbuję tu kliknąć?

To jest właśnie ten słynny impuls dziecięcy.

Ten moment, kiedy po jakimś czasie jesteś zmęczony, ten nasz mały człowiek, nie myśli jasno, rozkojarzony, podekscytowany i z jakiegoś powodu próbuje jeszcze raz, ostatni raz zrobić coś, co robił zawsze.

My rodzice często dostajemy paniki wtedy i myślimy, o nie, znowu to robi, całe uzbrojenie nam się wtedy włącza, znowu stajemy się, nie wiem, krzykliwi, po prostu nas to porusza.

Tymczasem musimy sobie po prostu uświadomić, że to jest absolutnie normalne.

Dzieciaki muszą to wypróbować jeszcze jeden, ostatni raz, czy bicie działa, czy to, że plunę sprawi, że mama da mi jeszcze jednak dłużej coś pooglądać, bo widzi, że jestem tak zdenerwowany.

To ta właśnie ciekawość przez pewien moment może być jeszcze intensywniej nawet.

Na przykład bicie rodzeństwa, pomimo że w spokojnej chwili uczymy innej umiejętności, może się nasilić.

Dlaczego do mnie nic nie mówi, nie poucza, nie tłumaczy?

Jest pewien wzorzec zachowania, do którego ktoś się przyzwyczaił.

I zamiast odpuścić, następuje ten zryw.

Musimy to po prostu przetrwać.

Co ważne, zachowanie na bank się pogorszy, zanim się poprawi, zwłaszcza jeśli wcześniej, powiedzmy sobie szczerze, trochę odpuszczaliśmy.

Twoje dziecko myśli, zaraz, chwileczkę, co jest, zawsze kiedyś, kiedy prosiłem, jęczałem, chodziłem za mamą, dziobałem ją, jeszcze o jeden odcinek bajki, to się zgadzała, a teraz nie?

Ach, no dobrze, w takim razie poproszę 10 razy głośniej, 10 razy mocniej, żeby zobaczyć, czy ta nowa granica naprawdę się utrzyma.

Ja to rozumiem, próbując nowego podejścia.

Ja to rozumiem właśnie, że tak sobie myślimy, że to przestaje działać.

Chcemy zobaczyć wynik i to oczywiście chcemy zobaczyć ten wynik szybko, ale pamiętajcie o tym, że na początku musicie przetrwać ten taki chwilowy chaos.

Ja na przykład ostatnio zmieniłam miejsce kosza na papier.

Minął mi chyba dobry miesiąc, zanim przestałam automatycznie iść w stronę miejsca, gdzie kosz stał i zaczęłam iść tam, gdzie jest teraz.

I wiecie co, nawet teraz, a minęło już chyba z dwa miesiące, zdarzają się momenty, że łapię się na tym, że prawie idę w tym samym kierunku.

Ile czasu rodzic powinien konsekwentnie trzymać się nowej, ukierunkowanej strategii, zanim powie, dobra, to naprawdę działa, to naprawdę nie działa, musimy zmienić kurs.

I tu od razu powiem, nie wiem, czy da się na to odpowiedzieć jednym prostym zdaniem, bo to zależy.

Weźmy na przykład ataki złości, czyli te takie wielkie napady, te tantrumy.

Będzie wymagało dużo czasu, zanim twoje dziecko przestanie je mieć.

Bo to wymaga rozwoju mózgu, prawda?

To nie tylko sposób, w jakim z nim współregulujesz jego emocje.

To wszystko w połączeniu z ich naturalnym rozwojem neurologicznym.

To może potrwać lata, zanim dziecko naprawdę przestanie miewać duże ataki złości, bo musi dojrzeć emocjonalnie i neurologicznie.

Czyli podsumowując, jest kilka wskaźników rodzaju zachowania.

Ten rodzaj zachowania, wiek dziecka tutaj odgrywa, inaczej u roczniaka, inaczej u pięciolatka, współczynnik rozwoju mózgu.

Tego nie przeskoczysz nigdy, tej biologii.

Na przykład jeśli chodzi o dorosłych.

Badania mówią, że mediana czasu potrzebnego, by dorosły opanował nowy nawyk, to około, uwaga, 66 dni, czyli nieco ponad dwa miesiące.

A my próbujemy sprawić, żeby nasze dziecko, którego mózg jeszcze jest w fazie dynamicznego rozwoju, zmieniło swoje fundamentalne, emocjonalne zachowanie w kilka dni.

No jasne, że to może potrwać dłużej.

Oczywiście niektóre dzieci załappewne rzeczy szybciej, to jest super, ale ten punkt odniesienia dla dorosłych 66 dni pokazuje, że szybkich efektów po tygodniu czy dwóch nie ma co oczekiwać.

Dlatego ja zawsze wam piszę w wiadomościach, nie obiecuję złotych gór i cudów po siedmiu dniach, bo to jest po prostu nierealne.

Nowe zachowanie buduje się cegiełka po cegiełce, a nie z dnia na dzień.

To zobaczenie poprawy.

Jeśli minęły te dwa miesiące, około 60 dni, a ty nie widzisz żadnej poprawy, ani trochę mniej krzyku, ani jednej lepszej reakcji, sytuacja się pogarsza, jest gorzej niż na początku.

No to wtedy i tylko wtedy stop.

To jest ten moment, kiedy musisz usiąść i przemyślić strategię.

Czy to, co robisz faktycznie pomaga, czy nie.

Szukamy postępu, nie perfekcji.

Jeśli po dwóch miesiącach konsekwentnego działania postępu nie ma, to znaczy, że musimy zmienić nasz kurs.

Tu nie chodzi o to, że po dwóch miesiącach zachowanie zniknie w stu procentach.

Chodzi o to, że po dwóch miesiącach powinniście być w punkcie, gdzie widać realną zmianę.

Ale powiem szczerze, że ja bym oczekiwała, że pierwsze małe iskierki, poprawy powinniście zobaczyć dużo wcześniej, może nawet w ciągu tygodnia czy dwóch.

Często wam mówię, zastosuj to i po dwóch tygodniach do mnie wróć.

Na tygodnie zawsze tak piszę.

Musimy brać pod uwagę wiek dziecka też, kontekst i całą tą resztę.

A teraz przejdźmy do jeszcze jednego tematu, który jest super ważny.

Badania ostrzegają przed czymś, co nazywamy takim efektem jednorękiego bandyty.

Ale posłuchajcie, co mam wam do powiedzenia w tym temacie.

Czekajcie, bo się skupiłam z moimi notatkami.

Kiedy rodzice są tacy niekonsekwentni w egzekwowaniu zasad, nieświadomie wprowadzają swoje dziecko w mechanizm wzmocnienia o takim zmiennym współczynniku.

To za mądrze poleciałam.

Dziecko prosi o słodycze przed obiadem.

Ale czasami jak dziecko jest bardzo, bardzo uparte albo jesteście bardzo, bardzo zmęczeni, mówicie, dobra, masz.

Uczy się, że wystarczy nacisnąć jakiś tam guzik dłużej, mocniej, bo kiedyś w końcu wypadnie ta nagroda.

Jest jak w kasynie, nigdy nie wiesz, kiedy trafisz tego jackpota, więc grasz, grasz i grasz i tak samo dziecko będzie powtarzać to niepożądane zachowanie, płacz, marudzenie, bo wie, że zeszły wtorek zadziałało.

Konsekwencja jest lekiem na ten efekt hazardu, ale często, częsty scenariusz, który widzę, to jest taki, dzień pierwszy, konsekwencja, mówisz czas wyłączyć telewizję.

Dziecko płacze, protestuje.

Super.

Mała kapitulacja.

Płacz, protest.

Myślisz, ojej, niech będzie jeszcze jeden program.

Och, czasami dostanę jeszcze ten jeden program.

Znowu próbujesz wyłączyć, dziecko płacze, protestuje.

Dziecko jednak pamiętając wczorajszego tego jackpota, pcha jeszcze mocniej, krzyczy głośniej, rzuca się na podłogę, w końcu ty pękasz.

No i właśnie to jest esencja tego wzmocnienia przerywanego.

Dziecko nauczyło się, początkowe pchnięcie, normalny protest nie zawsze wystarczy.

Ale jeśli pchnę dwa razy mocniej krzykiem albo trzy razy mocniej rzucaniem się po podłodze, jest spora szansa, że granica się ugnie.

Dlatego za każdym razem protesty stają się coraz głośniejsze, coraz bardziej dramatyczne, bo dziecko zostało wzmocnione za coraz silniejsze pchanie granicy.

Ja to zauważam teraz u siebie, bo naprawdę popłynęłam z niektórymi zasadami.

A weź się mleka napij przed śniadaniem, a może jeszcze pogadaj sobie Adela dłużej z czatem, bo Adela lubi sobie po prostu, ja też oczywiście jestem tam, zadawać mu pytania.

On tam opowiada jej o statkach, Adela się wkręca, Tytanik, Brytanik i te historie opowiada ten jej czat.

Platformy społecznościowe są też wręcz tak zaprojektowane, by korzystać z tego efektu.

Nie dostajesz lajków i komentarzy za każdy post, który wrzucisz, a dostajesz je wystarczająco losowo i wystarczająco często, żeby zostało się uzależnieniem.

No to dlatego ciągle wracasz i sprawdzasz ten telefon.

I tu dochodzimy do tego arcytrudnego pytania, które przynajmniej mi spędziło sen z powiek.

Jak odróżnić bycie elastycznym, o którym mówiłam, które jest zdrowe i adaptacyjne, od bycia szkodliwie niekonsekwentnym?

To przecież, bo przecież nie chcemy być robotami, chcemy być ludźmi.

No i moja sugestia jest, aby rozróżnić to w ten sposób.

Szkodliwa niekonsekwencja, czyli to wzmocnienie przerywane, o którym Wam mówiłam.

Jeśli płaczesz odpowiednio długo, dostaniesz to, co chcesz.

Zmiana zasady pod wpływem presji, stresu lub zmęczenia dziecka.

Cel jest taki, żeby uspokoić, efekt wzmocnienie marudzenia.

Cel jest po to, żeby wspierać nasze dziecko, a efekt uczyć logicznego myślenia.

W ten sposób.

No i przykład.

Zawsze mówisz nie na drugą bajkę, ale jeśli dziecko się rzuca przez 15 minut, w końcu ulegasz.

No a przykład takiej zdrowej elastyczności.

Zazwyczaj o 19.30 idziemy spać, ale dziś jesteśmy w podróży, więc świadomie przesuwamy to na 20.30 i mówimy, to jest nasz plan na dziś, bo jest wyjątkowa sytuacja.

Elastyczność to świadome podjęcie innej tej decyzji, która wspiera dziecko w danym momencie.

Trzymanie się tej zasady minimalizuje ryzyko, że nieświadomie zaprojektujesz swojemu dziecku tego jednorękiego bandytę, co nie?

Więc to jeszcze na sam koniec, żeby tak troszeczkę wam uporządkować, jak ja widzę właśnie te bycie szkodliwie niekonsekwentnym z tą zdrową elastycznością, w jaki sposób ja to rozróżniam.

Dzisiaj nie było tak... No troszeczkę takie było poplątanie z pomieszaniem tych tematów, ale naprawdę ciężko mi o stadio się pisze.

Ja jakoś tak odpuszczam.

Chilluję, to wam pisałam na Instagramie.

Więc to będzie ostatni podcast w tym roku, ale już w następnym polecimy grubo.

Będą już jakieś takie, no nie, naprawdę muszę się zmusić do takich krótszych podkaścików, takich naprawdę piętnastominutowych, dziesięciominutowych, krótka sytuacja od Was i moje podpowiedzi, jakieś konkretne skrypty i w ogóle, ale wszystko powoli.

Powoli.

Jeszcze druga operacja przed nami u Felka.

Wyciągnięcie tej sprężyny z głowy.

Więc te pierwsze trzy miesiące kolejnego roku też będzie spokojne.

I to jest ostatni podcast przed końcem roku.

Jest też taki fajny podcast o kodeksie rodzica na nowy rok przygotowywałam.

To wam podlinkuję, bo też warto sobie przypomnieć te zasady, którym ja na przykład hołduję.

Może wam się też spodobają.

Jeśli ten podcast wam się spodobał, to zostawcie jakiś komentarz, ocenkę.

Możecie też dorzucić się mi do kawki, aby wspierać tą edukację.