Mentionsy
„Bez gry wstępnej dziś”. Jak uniknąć w pracy zdalnej efektu „prosektorium” i innych nieporozumień? | „zaTASKowani 2”, odc. 9
- Na Linkedinie mam 50 tysięcy tzw. fake'owych znajomych z różnych branż, dzięki temu mogę mówić różnymi osobowościami - mówi Tomasz Wileński, prezes iSLAy_Tech w 9. odcinku podcastu „zaTASKowani 2”. Nasz wizerunek w sieci wpływa na pracę. Jakie zasady tu rządzą i co znaczy, gdy w tle na kamerze biega nagi mężczyzna?
Praca zdalna, platformy freelancingu, media społecznościowe – dziś naszą zawodową codzienność coraz częściej tworzy sieć. W tym wirtualnym uniwersum reguły są inne niż kiedyś. Tu nie chodzi tylko o to, czy wykonasz zadanie, ale jak się zaprezentujesz, kiedy się pokażesz, jak wykadrujesz tło na Zoomie. Z pozoru elastyczne, nowe formy pracy okazują się czasem równie wymagające — więcej niż kiedyś. Życie zawodowe w sieci jest równie ważne jak to rzeczywiste i bywa równie skomplikowane. Gdzie kończy się elastyczność, a zaczyna niewidzialna hierarchia?
Widzialność jako nowa waluta
W starym świecie pracodawca widział cię od 9 do 17. W nowym — cały czas. Kamera, platforma, chat. Kiedy jesteś online, jesteś „obecna”. A jeśli znikasz? Twoje miejsce może szybko zostać zajęte. W sieci pracownicy nie tylko wykonują zadania — budują narrację o sobie. I choć mamy mówić o projekcie, niektóre zasady dotyczą wyglądu statusu:
- Opublikuję / nie opublikuję — czy pokazałem, że jestem „dostępna”?
- Zalogowałem się / czy się odłączyłem — czy wciąż jestem w tablicy?
- Udzieliłem komentarza, wsparcia — czy „byłem w grupie”?
Widzialność staje się warunkiem uznania. I choć pracujemy z domu, hierarchia - choć mniej formalna - nadal działa.
LinkedIn jako nowy open space
„Na LinkedInie mam 13 tysięcy znajomych, to są moi świetni znajomi — codziennie się z nimi spotykam” – mówi Tomasz Wileński. „Jak ktoś mi zarzuca, że robię głupoty, to mam armię ludzi z różnych branż. Mam 56 tysięcy ludzi, do których mogę coś powiedzieć różnymi osobowościami.”
To już nie sieć kontaktów, ale społeczność. Internetowy open space, w którym każdy ma swoje biurko, a status „aktywny” to nowy znak zaangażowania. W tym świecie widzialność staje się walutą. Nie wystarczy być dobrym – trzeba też być obecnym.
Tomek żartuje, że nawet badania społeczne przeniosły się do aplikacji randkowych: „Wyjęliśmy bez problemu 10 tysięcy profili z Tindera, żeby sprawdzić, co lubią.” Brzmi absurdalnie? Być może, ale to właśnie tam powstają dziś mapy naszych cyfrowych zachowań.
Zoomowy savoir-vivre – nie rób z pokoju prosektorium
Pandemia nauczyła nas spotkań online, ale nie każdy zrozumiał, że ekran to też scena. „Jak masz białą koszulę i białą ścianę, to jest prosektorium” – ostrzega Tomasz.
Prosta rada: światło, kolor, tło – to dziś część zawodowego wizerunku. „Polecam na tło zrobić zdjęcie swojego pokoju i przepuścić je przez AI — w stylu komiksowym albo nowoczesnego obrazu.” Brzmi jak sztuczka influencera, ale działa.
Jedno z najważniejszych zaleceń Tomasza brzmi jednak zupełnie serio: „Żadnych prywatnych zdjęć nie wrzucam.” Autentyczność? Tak. Ekshibicjonizm? Nie. Bo w sieci prywatność jest jak waluta – jeśli ją stracisz, trudno ją odzyskać.
Small talk, czyli rytuał biurowego człowieczeństwa
Zasady nie kończą się na Zoomie. Wciąż obowiązuje stary rytuał – small talk. „Small talk różnie wygląda w różnych częściach świata” – zauważa Tomasz. – „W Polsce musi być zawsze, bo przejście od razu do tematu to coś bardzo zimnego.”
Socjolożki Dorota Peretiatkowicz i Katarzyna Krzywicka w pełni się z tym zgadzają. „Jak zalega cisza, to z siebie robię bekę” – przyznaje Dorota. Jej metoda? Humor i dystans. A jeśli naprawdę nie ma czasu na uprzejmości: „Mówię wtedy: bez gry wstępnej dzisiaj. Moi pracownicy szybko się tego ode mnie nauczyli.” Katarzyna dodaje krótko: „Small talki są ważne.”
Szukaj w treści odcinka
Nagi partner jednej z moich klientów, który przebiegał i mówił, że już wrócił z biegania.
Szefowa zespołu poprosiła, proszę tam włączyć kamerki i jedna dziewczyna na plaży.
Krysia, czy jesteś na plaży?
Tam z tyłu jeszcze lustro, które odbija jego plecy.
Mam też całą grupę awatarów wspierających, czyli tożsamości, które nie istnieją.
A pamiętasz, jak ona powiedziała, a wtedy to on powiedziała, a ona powiedziała, to ona w ogóle... I wtedy on jej powiedział i wtedy ona, wiesz co, zadzwoniła, a wtedy ona napisała.
Jak ja słucham takich historii, to po prostu wszystko mnie boli.
Wciąganie szefa w takie rozgrywki, żeby zajął jakieś stanowisko.
Wysyłanie maili i tam na przykład nie branie ciebie na CC, żebyś nie wiedział.
Ja zawsze jestem przygotowany do spotkań z zespołem.
Przyszedłem i się pytam, no co tam w poniedziałek.
Tak naprawdę nikt nic nie ma do roboty.
Wszyscy czekają, co dostaną.
How was your journey?
Mam takie powiedzenie, które moi pracownicy uczą się go prędzej czy później.
Brzmi ono bez gry wstępnej dzisiaj.
Unikaj zawsze pierwszych reakcji, bo są zbyt szczere, mawiał Janusz Głowacki i to była jedna z jego takich żelaznych zasad etykiety zawodowej.
Do tematu podejdziemy bardzo autorsko i selektywnie w zacnym gronie ekspertów.
Z nami jest dziś Tomasz Wileński, CEO firmy badawczej Islay Tech.
z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem w prowadzeniu film internetowych i wcześniej w pracy, Tomek, pracowałeś w korporacjach, w sektorze finansowym głównie, prawda?
Mediowym.
Mediowym.
Oraz socjolożki, znany już nam duet socjolożki.pl, czyli Kasia Krzywicka-Zdunek, Dorota Peryt-Jatkowicz, czyli ekspertki, które też po latach w korporacjach...
Już słynna rolka z tobą Dorota, że tam nie wytrzymałaś z powodu różnych, zachęcamy do obejrzenia m.in.
No dobrze, temat rozległy, już przechodząc do konkretu, jak rozmawiać, o czym rozmawiać na tych obiadach, czy jak siedzimy przy tych biurkach, czy są tematy, to nie są smoltoki, bo smoltoki to są bardziej z klientami, z ludźmi z zewnątrz, o czym też zaraz to pogadamy, ale właśnie siedząc na tym open space, razem na kupie, jakie tematy, jakie zachowania, waszym zdaniem, są takie po prostu, no, was irytują?
Irytacja jest bardzo dobrym sformułowaniem.
Albo że nie możemy tego zrobić i cała argumentacja za tym.
I cała energia włożona w to, dlaczego nie możemy.
A pamiętasz, jak ona powiedziała, a wtedy to on powiedziała, a ona powiedziała, to ona w ogóle... I wtedy on jej powiedział i wtedy ona, wiesz co, zadzwoniła, a wtedy ona napisała.
Jak ja słucham takich historii, to po prostu wszystko mnie boli.
Czyli plotki, narzekanie, nie da się, nic się nie da.
Wciąganie szefa w takie rozgrywki, żeby zajął jakieś stanowisko, to też nie jest fajne.
Wchodzimy sobie trochę, jakby to wspólne jedzenie, to jest taki quasi prywatny obszar i już jesteśmy nieco na innym niby gruncie i właśnie wciąganie w takie rozgrywki, to też nie jest spoko.
I znowu i w ogóle i dramat, i ten klient dramatyczny, i ten projekt bez sensu, i to w ogóle, wiecie, i takie, że on po prostu w tej pracy siedzi tam za karę, i ten kamieniołom, i ten syzyf, i ten, co mu tam, tą wątrobę, i w ogóle, i on tak cały czas po prostu te ileś godzin dziennie trzeba słuchać po prostu takiego człowieka, który jojczy bez przerwy, to dla mnie jest nie do wytrzymania, zupełnie.
Znaczy też gadanie o tym, że coś jest bez sensu, że nasza robota, że klient coś zamówił i to jest bez sensu.
Albo że robienie czegoś, nie wiem, robienie jakiejś formatki, podważanie tego, co robimy.
Ty jako szef słuchasz tego i myślisz sobie, no kurczę, jestem tu na obiedzie, chcę mieć chwilę spokoju dla siebie i jeszcze przyjmuję takie feedbacki, to porozmawiajmy o tym, jak będziemy mieć...
I to jest, słuchajcie, myślę, że tak, jakby feedback do zespołu.
Pamiętasz, jaki my kiedyś dostałyśmy feedback, jak brałyśmy udział w jakimś dużym projekcie.
Była ogromna konferencja.
Naprawdę się namęczyłyśmy jak psy.
Cały zespół się zresztą zmęczył i my opowiadałyśmy, była duża prezentacja, dużo klientów i tak dalej.
Wszyscy byli zadowoleni.
Naprawdę to był sukces.
I po tym spotkaniu nasz zespół nas posadził i dał nam feedback, że my na tej scenie się nie zachowywałyśmy odpowiednio.
nie tak były położone akcenty.
Ja przyjmuję feedback od zespołu, ale wiecie, to było właśnie w tym trybie takim, że cała nasza robota była w zasadzie bez sensu.
Właśnie takie, i w ogóle te gierki takie, że tu mamy sprzymierzeńców, tu mamy grupy, sojusze i tak dalej, to jest wysyłanie maili i tam na przykład nie branie ciebie na CC, żebyś nie wiedział i tak dalej, to to już jest kolejna rzecz.
Czy na tej umownej kawie nie rozmawiamy o pracy, tak?
Staramy się nie rozmawiać o pracy, staramy się nie zrzędzić, taka generalnie nasza rada, ale to o czym rozmawiać?
Czy są jakieś bezpieczne tematy?
Oczywiście, że są.
Możemy sobie porozmawiać o wakacjach.
Czasami też takie tematy są, część osób ma dzieci, a część nie ma.
I opowiadanie ciągle o tych swoich dzieciach, osobom, które tych dzieci nie mają, co ich to obchodzi.
Albo jakby, czy o swoich kotach, jeżeli jest odwrotna sytuacja.
Są tematy typu, nie wiem, wakacje, remont mieszkania, chociaż to też może być bardzo angażujące.
Myślę, że to są takie raczej small-talkowe historie i musimy być na to gotowi, bo nie zawsze będziemy rozmawiać o literaturze, o poważnym spektaklu, chociaż...
Zresztą Tomek z tobą porozmawiała, że ty tak uszami ruszasz fantastycznie.
Tak, bo starał się złapać wszystko.
To jest takie fajne, bo ja też ruszam uszami, a to jest taka cecha bardzo, wiesz, jedna z niespotykanych u ludzi.
Ja bym natychmiast z tobą zaczęła rozmawiać o tym, że... Jak ty to robisz.
Nie, no bo to jest specjalny mięsień, który mają tylko niektórzy.
Ja myślę, że zawsze znajdziemy jakiś temat, który jest zwykłym tematem do porozmawiania.
I ilość fuck-upów, które w życiu mnie spotkały, jest dosyć duża.
I takich idiotycznych sytuacji, bo jestem osobą, która rzeczywiście jest dosyć śmieszna z boku patrząc.
Ja się sama uśmieję, opowiem jakąś historyjkę i właściwie coś się dzieje przy tym stole.
Tyle, że wtedy ja na tych obiadach czułam się jak taki gospodarz zabawiający gości.
A teraz przyjdę ja i zrobię salto w tył, po prostu wywalając się na ryj.
Powiem ostatnio taką rzecz, ponieważ ja zawsze jestem przygotowany do spotkań z zespołem.
Przyszedłem i się pytam, no co tam w poniedziałek?
To jest fajne zrobić tak, bo właśnie od Ciebie oczekują jakiejś konkretnej roli, zawsze przygotowania.
W sytuacji, kiedy to się zmienia, muszą się zmurzyć troszeczkę, pomyśleć, albo czasami wychodzi, no jak bardzo kto ma, że tak powiem, pozytywne nastawienie do firmy, do ludzi.
Tak naprawdę nikt nic nie ma do roboty.
Wszyscy czekają, co dostaną.
Uwielbiamy to.
To był poniedziałek.
Ja mam w poniedziałki statusy.
Po weekendzie ja już nic nie pamiętam, co było w zeszłym tygodniu.
Muszę na karteczce sobie wszystko zebrać.
A ja zaczynam jak tam weekend, wiesz, i wchodzę po prostu w ten, no dobra, no tutaj byliśmy na wycieczce, byliśmy tu, żeby tak to troszkę zmiękczyć, a zaczynam właśnie co tam.
Słuchajcie, ten small talk to jest w ogóle tak specyficzna rzecz.
Ja miałem okazję w różnych miejscach na świecie, że tak powiem, prowadzić spotkania i jest tak, że small talk w Polsce jest elementem koniecznym.
Ja widzę, że takie przejście od razu do dyskusji to jest coś strasznie takiego zimnego.
W Azji dosyć dużo miałem spotkań biznesowych, to tam w zasadzie przeplata się small talk przez trzy godziny ze spotkaniem biznesowym.
Naprawdę, tam spotkania trwają dwie godziny przynajmniej.
Natomiast w Londynie trwają pół godziny.
How was your journey?
I to wszystko, tak?
I przechodzimy, bo tam jest tylko 30 minut.
Czyli w Londynie, w Nowym Jorku mamy 30 minut, bardzo krótkie dwa zdania.
W Polsce mamy 3 do 5 minut small talku.
W Malezji mamy przez pół godziny gadamy o jedzeniu, bo tam się bardzo dużo mówi o jedzeniu.
A potem tak naprawdę przeplatamy swoje historie życiowe z tym, co mamy tutaj sprzedać czy kupić.
I oczywiście z niego nic nie wynika.
Ja bardzo lubię obie formy.
Ja mam takie powiedzenie, które moi pracownicy uczą się go prędzej czy później.
Brzmi ono bez gry wstępnej dzisiaj.
I to znaczy, że przychodzimy natychmiast do omawiania rzeczy, które mamy do zrobienia, bo ja nie mam czasu.
A kiedy są takie momenty, kiedy możemy się tam pogilgać wzajemnie i porozmawiać o różnych rzeczach.
Natomiast jak już rozmawiam, staram się zapamiętywać.
Jeżeli mi pracownik mówi, że był na żaglach, to już uważam, że to jest dla mnie zobowiązujące do tego, żeby pamiętać, że był na żaglach.
Czyli już muszę mieć przestrzeń na zapamiętanie pewnych faktów.
Jeżeli tej przestrzeni nie mam, to mówię dokładnie bez gry wstępnej.
I również muszę powiedzieć, że z klientami, którymi współpracuję...
Też nauczyłam się tego, że kiedy słyszę, że oni są naprawdę w takim trybie pracowym, że mają rozmowę za rozmową, to mówię, dobra, to dzisiaj bez gry wstępnej, zrobiliśmy to i to, i klient dostaje to, o co mu chodzi, czyli ja go nie zabawiam rozmowami, rozumiecie, o pogodzie i o czymś tam, tylko po prostu przechodzimy od razu...
Jest różna specyfika tych biznesów, bo biznes, który my wykonujemy jest biznesem bardzo relacyjnym, tak opartym na relacjach.
Oczywiście robimy swoją robotę dobrze i konkretnie, ale właśnie to podtrzymywanie relacji, nawet te small talki, one są ważne, bo są elementem.
Nie gadamy tam przez pół godziny cały czas o tych dzieciach, żaglach oraz wakacjach.
Tylko pamiętanie tego, co jest u klienta, co się wydarzyło ostatnio, też jest elementem podtrzymywania tych relacji i my to robimy.
Ja uważam, że to jest w ogóle fantastyczne.
Są momenty, kiedy możemy pogadać o żaglach i dzieciach i o wszystkim.
budyń, bądź inny papier toaletowy.
Są takie momenty, kiedy po prostu uważam, że to jest marnowanie naszego czasu i ktoś musi to powiedzieć głośno i wyraźnie.
Bez gry wstępnej.
A ten element, Kasiu, ty o tym wspominałaś w mailach, to ignorowanie i to takie elementy tych szachów korporacyjnych, czyli pomijanie, ale też to nie tylko w mailowej korespondencji,
Tylko wiemy wszyscy, to jest też na co dzień stacjonarnie tak zwanie.
Czyli nieodpowiadanie na cześć, to też szefom się często przydarza, tak jak zespół chce mu pokazać trochę, że jest na niego wkurzony, no to nie będzie mu odpowiadał cześć.
Właśnie, jakie tu macie doświadczenia i sposoby na takie sytuacje?
Znaczy uczę się jak odpowiedzieć na trzy pytania, odpowiadając na dwa.
Czasami, bo jest na przykład pytanie niewygodne, a jak widzę, że ktoś odpowiada na dwa zamiast na trzy, to staram się z niego to wycisnąć.
Ta retoryka, to jest cały czas, że tak powiem, cały czas trzeba się uczyć jej.
I to są techniki, to są socjotechniki, to są schematy gotowe językowe, które czasem można wykorzystać i jak złapię taki nowy i się go nauczę, to go stosuję i się cieszę.
Ale jeżeli ktoś nie odpowiada na maile właśnie tak, wiesz, nieustająco, to jak, czy go zmusić do tego, czy go zawstydzić, no to co zrobić?
Co mówiłeś, przepraszam, możesz to powtórzyć troszeczkę, bo nie słyszeliśmy wszyscy.
Wiesz co, muszę ci powiedzieć, że to, co teraz mówisz, jest świetne, bo kiedyś była taka socjotechnika stosowana, że jak było spotkanie i był człowiek najważniejszy, to on zaczynał mówić ciszej.
Takie, wiecie, że wszyscy musieli przerwać w ogóle najlepiej oddychanie, żeby go słyszeć.
I pamiętam właśnie to, co teraz powiedziałeś, jak ja kiedyś powiedziałam, przepraszam bardzo, ale ja po prostu nie słyszę.
Bo jakby wiecie, cała zasłonka spadła, że nagle ktoś to powiedział głośno.
A ty z czym rolił pod tym nosem, rozumiecie?
Nie słyszałam i koniec.
Teraz gram na starszą panią, więc jakby bardzo szybko mi to idzie i mówię, przepraszam niestety, ale nie słyszę.
I teraz zresztą nikt nie stosuje względem mnie tej socjotechniki, co najwyżej ja bym mogła ją zastosować.
Tomek, to co ty powiedziałeś o tym, no i co tam u was, tak, czy tam wyczekiwanie na, jak już jesteśmy w takim kontakcie realnym.
Ja jestem moderatorką grup fokusowych i jakby takie wytrzymanie, pytanie ludzi, dlaczego, dlaczego, dlaczego, trzeba wytrzymać tą ciszę, tak, bo czasami jest tak, że
My tak bardzo się staramy zapełnić tą ciszę, właśnie, że tam respondent mi nie odpowiedział, że oni nie wiedzą i tak dalej.
Jak wytrzymamy, to dostajemy odpowiedź.
Ale to też jest kwestia wyćwiczenia w sobie tej cierpliwości, że co tam u was i cisza i ty już chcesz iść do przodu i powiedzieć, że mamy jakieś tam zadania i tak dalej.
I przeczekanie to wtedy może być to faktycznie droga do sukcesu.
Ja tego byłam nauczona trochę wcześniej, ale byłam nauczona na życiu prywatnym, słuchajcie, ponieważ miałam taką koleżankę, która mnie bardzo szybko tego nauczyła, ponieważ koleżanka dzwoniła do mnie i mówiła, i co tam.
I rozumiecie, ja miałam jakoś taki przymus po prostu, że coś muszę opowiedzieć, prawda?
No i zaczynałam opowiadać i po mniej więcej dwudziestu minutach orientowałam się, że opowiadam jej rzeczy, których w ogóle nie powinnam opowiadać.
To jest w ogóle znajomość nie na tym etapie, rozumiecie?
Że jakieś bebechy z siebie wywalam i tak mówię, no to fajnie, no to pa.
A nie od poczucia, przepraszam, że ktoś coś tam mówi, bo chce swoje powiedzieć i tak naprawdę on nie słucha ciebie, tylko chce się dowiedzieć... To jest jeszcze inna historia, ale to była historia o tym, że ona po prostu ze mnie wyciągała, rozumiesz?
I jak ja odkładałam tą słuchawkę, to miałam wrażenie, że jakby mnie pociąg przejechał, a ona była pełna energii, pełna, wiesz, tutaj anegdotki, tu się działo, tego, tego, fantastyczna rozmowa.
I wtedy ja sobie zadałam pytanie, kto zyskuje na tych rozmowach?
A druga to jest to, o czym ty mówisz.
Co tam u ciebie było mniej, jeżeli chodzi o mnie?
To jest już inny typ.
I to są już gierki międzyludzkie, żeby wyczuć, że to ten będzie mówił.
Ty już jesteś wyżej.
A teraz przechodząc do coraz rzadszych, ale wciąż jeszcze obecnych spotkań zdalnych, czyli na tych wszystkich kamerkach tak zwanych.
Jakie tu, no tu jest w ogóle całe pole do etykiety, do właśnie fuck-upów, do gaf, ale też do takich dobrych praktyk.
Czyli może tak, zacznijmy od takiego właśnie level expert, najtrudniejszego spotkania hybrydowego.
Część jest na miejscu, w biurze i łączy się z tymi tam nieburakami.
No to jest właśnie ekonomiczne podejście do czasu pracy, do tej siedemnastej.
Cały czas strategia, wszystko się robi.
Różka się wyprasuje, pranie wrzuci.
To chyba ty, Dorota, chyba ty.
I teraz, jakie tu są zasady?
Takie święte i jeszcze gapy.
Boże, nie wiem, czy są święte zasady, ale... Pamiętaj, czy masz dół, czy górę od piżamy.
Czy się włącza tą kamerę, bo przecież to jest też cały już badań na ten temat, no nie?
Czy jesteśmy ukryci, czy się pokazujemy?
Wiesz co, ja strasznie nie lubię warsztatów, które są hybrydowe, dlatego że jest... bo tam spotkania...
Okej, jestem w stanie to przeżyć, ale jeżeli są warsztaty hybrydowe, gdzie część osób jest ze mną offline i pracujemy, a jakaś tam część jest właśnie na tych kamerkach i ja w zasadzie nie wiem, jak ich zorganizować.
I to psuje dynamikę tego warsztatu.
Te osoby właśnie coś tam robią w międzyczasie, przepraszam.
To chodzi jakby o równowagę energetyczną tego spotkania i zaangażowanie obu stron.
Mi się przypomniało, że Thermomix ma taką charakterystyczną melodyjkę, jak coś ugatuje.
I było coś takiego, że miałam bardzo ważną prezentację, ale jednocześnie to była dopiero...
Początek pandemii chciałabym powiedzieć.
W międzyczasie robiłam zupę, ponieważ wtedy jak zakupiłam Thermomix, to gotowałam bez przerwy i byłam tak zafascynowana, że gotuję, że po prostu wiecie.
No i właśnie tak w trakcie mówię, no to teraz może jakieś wnioski z tego wszystkiego wyciągnę.
No ale jak melodyjka grała, ja nie przestałam.
taka melodyjka była i ona nie przestawała grać.
I każdy, kto miał termomiks, wiedział, że to jest termomiks, rozumiecie?
I wtedy widziałam się tak, rozjrzałam, mówię, u kogoś z Państwa jest termomiks chyba włączony, wyłączmy się na chwilę, niech wyłączy i wrócimy do siebie, rozumiecie?
Co zaraz, tak, tak, tak, rozumiesz, ja nie wiem, tego tu ja nie wiedziałam, byłam początkującym pandemowiczem, ale pamiętam, że taki miałam właśnie ten...
tak, zresztą ja strasznie dużo miałam fuck-upów na tych kamerkach, nie będę opowiadała, dla mnie po prostu prezentowanie, a ja bardzo dużo prezentuję w swoim życiu do ludzi, którzy widzę, że robią coś innego, mnie to doprowadza do jakiegoś rozstroju nerwowego, jakoś takie mam wrażenie, zresztą ja w ogóle stosowałam kiedyś taką metodę, kiedy przekroczyłam czterdziestkę i mogłam już powiedzieć głosem pani, która wymaga szacunku,
Bardzo mnie dekoncentrowało to, że rzecz, którą przygotowałam dla nich, a starałam się zawsze w pigule, jestem człowiekiem zwięzłym, jeżeli chodzi o podawanie faktów z badań, chodziło mi o to, że dla mnie, jeżeli oni się nie skoncentrują przez te pół godziny, to znowu będą mi zadawali milion pytań, które już było i tak dalej.
Wydawało mi się, że to jest taki szacunek wzajemny, że po prostu zamykamy te komputery, odkładamy komórki, koncentrujemy się na pół godziny i włącznie z tym, że mówiłam tak, jeżeli potrzebujecie przerwy co pół godziny, żeby sprawdzić, czy jesteście jeszcze potrzebni tej organizacji i żeby sobie udowodnić, że dostaliście bardzo dużo maili, jesteście bardzo zajęci, to umówmy się, że możemy tę przerwę robić co 15 minut, co pół godziny, co godzinę, jak dynamika organizacji na to wskazuje, ale umówmy się, że pomiędzy tym nie będziemy po prostu zaglądać w te sprzęty.
I to dawało bardzo dobry efekt.
Na Teamsach nie mogę tego zrobić, ponieważ jak wszyscy wiemy, 30% mam coś z obrazem.
Zobaczmy, że ścina, moje ulubione, ścinie mnie.
Ale słuchajcie, jeżeli mamy na przykład status, tak, i wszyscy pokazują twarze, a jedna osoba nie, bo no bo nie, bo nie wiem, wstała i nie chce się pokazywać, no to też jest kwestia, ty powiedziałaś o tym, o takim szacunku, ale ostatnio mówimy o takiej też uważności na całą resztę, tak, jeżeli...
spotykamy się zespołowo, gadamy co tam u was, co tam macie, albo co tam się wydarzyło w weekend, no to po prostu są jakieś zasady, że pokazujemy twarz i na te chociaż pół godziny ja też nie mieszam wtedy, chociaż Thermomix jest włączony.
Zapytaj się, czy to dlatego, że są nieuczesani.
No ale jest coś takiego, że o, jak pokazuje się, to mi się tnie, a jak wyłączę obraz, to się już nie tnie.
Ale to się tłumaczy przynajmniej.
Ale zazwyczaj klienci sobie pozwalają się nie pokazać.
Więc trzeba w sposób taki bardzo delikatny im zwrócić uwagę.
Ja się pytam, czy są nieuczesani, czy nie mogą się pokazać.
Czyli jednak próbujesz ich odzyskać.
Muszę powiedzieć, najgorsze są takie prezentacje, kiedy jest trudny materiał, ja tam, rozumiecie się, pocę i widzę tę okienkę, jak się tak klik, jeden wyłączył obraz, klik, drugi wyłączył obraz.
I najpierw sobie myślę, no to naprawdę muszę być wyjątkowo interesująca w tym, co mówię, jak oni tak, wiecie, klik, potem ktoś się pojawia, ale już w ogóle w innej pozycji, w ogóle, wiecie, i widać, że coś robił w tym czasie.
Ja ją stosuję też, że niby jestem, a chwilę mnie nie było, bo musiałem coś robić.
I potem wiesz co, jeszcze w korporacjach są takie gierki, że trzeba zadać pytanie.
Nie wiem, czy wy się spotykacie z tym, ale jest tak, że jak się uczestniczy w spotkaniu, to trzeba albo trzeba zreasumować to, co wyszło z tego spotkania, albo pozwól, że wytłumaczę, co chciałaś powiedzieć.
To jest druga technika, a trzecia to jest zadanie pytania, czyli żeby pokazać, że się brało udział w tym spotkaniu.
No i wtedy właśnie w tej rudzie... I punktowo, Dorota?
A Doroty nie ma.
Przepraszam, mógłbym się jeszcze raz powtórzyć, bo akurat... Także to są te rzeczy, wiecie, że można je wykorzystywać.
Też na jednym ze szkoleń słyszałam, że warto przy tych hybrydowych spotkaniach, żeby prowadzący najpierw, jeżeli to nie jest prezentacja, tylko zebranie, prosił o głos tych właśnie na kamerkach.
Także to jest taka gdzieś też dobra, angażująca praktyka.
Wiesz, co ci powiem, oni też byli na tej szkole.
To jest, wiesz, po prostu tak, żyrafa z makaronu.
To jest żyrafa z makaronu, dokładnie.
Bo to wszystko ma znaczenie wbrew pozorom.
Oczywiście biblioteka.
Dzisiaj ja wyjdę z prosektorium.
Ale też nie wiem, jeżeli ktoś nie używa tła, tylko pokazuje bibliotekę, gdzie ma totalny bałagan i w ogóle mes w tym swoim mieszkaniu.
Okej, kuchnia jest okej, no bo może, kurczę, mąż siedzi w salonie albo żona i tak dalej, ale właśnie kiedy to tło jest takie, że odciąga twoją uwagę, że tam patrzysz, co ten człowiek ma tam na tej półce.
I że chętnie byś mu posprzątał.
Rysowanie pokojów polecam.
Czyli tak naprawdę zrobienie zdjęcia swojego pokoju i przepuszczenia np.
przez jakiś engine sztucznej inteligencji, żeby to zrobił w formie komiksu z lat 60. albo np.
I wtedy rzeczywiście on zamienia to tło w taką formę, która jest bliska temu, co robisz.
Mam fotel, za mną są obrazy, są identyfikacje naszej firmy, są wszystkie logotypy social mediów i tak dalej.
kolega mój ekspert ma, ekspert taki od analityki, ma salę konferencyjną, gdzie jest wielki stół, za nim też są obrazy i tak dalej, i on tam siedzi.
Wszystko jest narysowane w tej samej technice, w podobnej kolorystyce.
Mamy swoje pokoje, z których po prostu prowadzimy spotkania.
Bardzo ci dobrze dziękujemy, my sobie tak właśnie wymyślimy teraz, wiesz, teraz właśnie sobie to wymyślimy.
Ja ostatnio występowałam w telewizji.
To już mi przysłali też przez WhatsAppa.
To mi wysłali już wytyczne takie po prostu, słuchajcie, takie zdjęcie, że kamera ma być ustawiona tak, żeby łba nie ucinało, że jasne tło, ciemne tło, jak się ubrać i tak dalej.
Więc sobie pomyślałam, że oni takie krwi korytowają z tymi osobami, które tam występują, które po prostu wiecznie coś tam jest nie tak.
I druga rzecz, którą ja stosuję, i to jest dla mnie savoir vivre na przykład, to jest coś takiego, że dzielę spotkania na prywatne i na służbowe.
I to jest coś takiego, że jak ja jestem w tych teamsach, to ja mam aplikację makijaż.
To nie jest makijaż z cyklu po prostu diva operowa, tylko jakiś zwykły makijaż, żebym wyglądała zdrowo, nie zielono, prawda?
Żebym miała kolory twarzy mniej więcej podobne zawsze.
Na początku miałam taki problem, że te timsy, na początku rzęsy mi spadały.
Jak za szybko ruszyłam głową, a ja ruszam, to mi te rzęsy nie nadążały.
To jest duża odpowiedzialność, dużo zależy u tego klienta od tego, czy ja rzeczywiście zrobię ten projekt porządnie, czy go nie zrobię.
No to jest takie zaufanie i zaufanie buduje się na najróżniejszych elementach.
Te rzęsy wędrujące, które na początku były naprawdę zjawiskiem komicznym, a teraz już nie są, są dla mnie też takim pokazaniem, że mi naprawdę zależy, że nie jestem w kapciach po prostu misiach i w piżamce i jesteśmy tacy papuśni wszyscy, tylko że traktujemy to jako osobny rozdział.
Tylko, że się po prostu uczesałaś.
A propos gaf i takich najbardziej komicznych teł, z jakimi się spotkaliście, to co to było?
Nagi partner jednej z moich klientek, który przebiegał i mówił, że już wrócił z biegania.
I rzęsy też tam na miejscu były.
Ona myślała, że jest wyblurowane to tło, a nie było.
Ale czasami, raczej z internetu, jak chyba w czasie pandemii chodził taki filmik, jak jakiś prezenter z BBC łączył się ze studiem, jego dziecko wyszło takie radosne i potem matka się rzuciła.
Nie matka, tylko niania.
Nie, to była matka, jak się okazało, a nie żadna koreańska niania, bo się później to małżeństwo wypowiadało się, bo była w stresie.
Ale ostatnio też widziałam, że właśnie zespół się łączy i to a propos tego pokazywania twarzy,
No i szefowa zespołu poprosiła, proszę tam włączyć kamerki i jedna dziewczyna na plaży.
Krysia, czy jesteś na plaży?
I nie mogła się już połączyć po prostu, niebo internetu wyszła z tego spotkania.
Najgorzej jak jest takie tło albo taki wizerunek, o którym się mówi, na który się zwraca uwagę zamiast na content, który jest przedstawiany.
Albo taki po prostu brudny.
Czasami mam takich prelegentów, bo miałem kilka konferencji organizowanych, ludzie w różnych miejscach w Polsce i za nim niepościelone łóżko, tam z tyłu jeszcze lustro, które odbija jego plecy i totalnie niezorganizowany background.
to w telewizji to by mu powiedzieli, wiesz?
No ale wiesz co, ostatnio jeden z polityków wypowiadał się na tle swojej biblioteki, na której nie było zbyt dużego porządku, no ale książka, którą napisał, była na pierwszym...
A ty pamiętasz bibliotekę?
Słuchajcie, jak myśmy zaczynały robić socjolożki, a to jest dwa lata temu zaczęłyśmy robić nasz kanał na YouTubie i tam jakieś różne rzeczy, no to było, że trzeba nagrywać.
No więc ja w jakimś takim amoku stwierdziłam, że na tą ścianę nalepimy tapetę z książkami.
I ryb nalepiłyśmy tapetę, uznałyśmy, że to będzie śmieszne, no bo od razu widać, że to jest tapeta i tak dalej.
I dostawałyśmy pytania, to panie wszystkie te książki przeczytały, a to po prostu wiecie, cztery książki w kółko.
Albo nie ma się co tak chwalić, że się tak czyta.
I wszyscy tą bibliotekę.
Ale widzisz, to jest teraz tak, że my się zaczynamy uczyć technik telewizyjnych.
Jak się robi film i nam się wydaje, że coś tam jest, a tam zupełnie tego nie ma, to my teraz możemy nauczyć się tego i stosować właśnie taką bibliotekę z tyłu.
A my wiesz, początkujące na Instagramie, to ci powiem, że w ogóle opanowałyśmy telefon, żeby głos włączać.
Wiesz, to naprawdę, to nie było proste.
Ale świetnie, że to wywołaliście.
Jak tu się zachowywać profesjonalnie?
Mówimy o tej strony zawodowej, która wiadomo, teraz już się przenika, bo już wszystko jest i zawodowe, i prywatne, i nie wiadomo, jak odróżnić jedno od drugiego.
Ale takie święte znów zasady, tak?
Czy...
Zapraszamy szefa czy szef swój zespół na Facebookach, Instagramach, Linkedinach, czy przyjmujemy zaproszenia, czy też zapraszamy klientów tych zewnętrznych do swoich prywatnych kanałów?
Jeżeli przyjaźnimy się z klientami, jesteśmy na takiej sferze osobistej, czemu nie?
LinkedIn do tego służy.
Jeżeli jesteśmy w jakichś tam super relacjach, no to czemu nie, ale raczej ten dystans jest potrzebny, żeby po prostu nie wchodzić w zbyt osobiste rzeczy.
ponieważ byłam chora, a wrzucam na Facebooka zdjęcie, że jestem na wakacjach.
No właśnie, to jest jeszcze to ryzyko, o którym warto pamiętać.
Że szef patrzy, że już wchodzi.
Co, takie miny robisz?
Tak wrzuciłam ostatnio jakieś zdjęcie z wakacji, a mówiłam, że byłam chora.
Nie, mówiłaś, że byłaś na wakacjach, a byłaś chora.
Tak się zaczęłam zastanawiać, bo powiedzieli, że cię nie ma na Instagramie i ja pomyślałam, że ja na socialach to właściwie zawsze byłam aktywna dwa razy, tak?
To znaczy, że pierwszy i ostatni.
Jakoś nigdy to nie jest mój świat.
Natomiast od tych dwóch lat rzeczywiście na tym Instagramie jesteśmy i z Kasią bardzo dużo zasad wprowadziłyśmy, w jaki sposób my istniejemy na tym Instagramie, jakich tematów kategorycznie nie możemy poruszać i jak w ogóle na tym Instagramie.
Czy ten Instagram jest o mnie?
Ja myślę, że jest o jakiejś roli, którą sobie przyjęłam na ten Instagram, natomiast na pewno nie jest on o mnie.
Ja korzystam z LinkedIn'a tylko.
Na poziomie kodu technicznym takim bardzo i informacji, które można pozyskać.
Tu jest też ten z kryminałów, co to potrafi znaleźć wszystko w tych internetach.
Nie, ja jestem biznesmenem, ale korzystam z usług różnych ekspertów, analityków i programistów i pewnego dnia wyciągnęliśmy 10 tysięcy profili z Tindera.
10 tysięcy.
Wszystkie zdjęcia, wszystkie opisy, wszystkie rzeczy, które ludzie lubią, tylko po to, żeby zrobić ranking kobiet i mężczyzn i zobaczyć, co lubią.
I bez żadnego problemu przez webową wersję Tindera można te wszystkie dane uzyskać, podobnie ze wszystkimi innymi systemami.
Więc żadnych prywatnych informacji, żadnych rodzinnych zdjęć, żadnych nieruchomości, żadnych informacji prywatnych o sobie nie publikuję.
Chyba, że jest to LinkedIn i publikuję, że byłem na konferencji.
Na LinkedInie mam 12 tysięcy znajomych, prawie 13.
To są wszyscy moi świetni znajomi, codziennie się z nimi spotykam, więc absolutnie traktuję to jako kanał dystrybucji informacji.
Jeżeli chcę coś powiedzieć ludziom z rynku, to po prostu tam publikuję.
I tylko tyle.
Natomiast Instagram, widzę, że dużo zamieszania w życiu ludziom wprowadza w różnych sytuacjach.
Właśnie to jest ta, którą Ty powiedziałaś, że jedno się mówi, drugie się pokazuje, a tam przez przypadek znajomy szefa też jest Twoim znajomym.
rozwody są różne, ściganie, że tak powiem, zdrad i tak dalej właśnie przez Instagrama, to jest świetne medium do tego.
Że umieścili zdjęcie z tej samej knajpy, nie?
Tak, a poza tym pokazanie z kim byłem, ze stęplem czasu, ze stęplem lokalizacji i z widokiem, to jest informacja, no, której ja bym nie chciał nikomu za bardzo podawać.
Właśnie w tych Reelsach, nie Reelsach.
Bo to jest taka ulotna forma, która im się wydaje, że to znika, a to znika im.
A zapisuje się w bazach, w profilach ich własnych, dobudowuje informacje o nich.
Więc to jest przestrzeń bardzo ryzykowna.
Ja w ogóle nic nie publikuję w tej przestrzeni, takiego, co mogłoby mnie zagrażać.
I wszystkich też namawiam, żeby tego nie robili, ale jakoś Instagram taką popularność zdobył i tak dużo tam się, że tak powiem, wsadza informacji, że ludzie totalnie zatracili
poczucie zagrożenia, jakie to wytwarza.
Plus teraz jest już takim standardem, że w procesach rekrutacyjnych sprawdza się właśnie te konta społecznościowe kandydatów, więc to też musimy o tym pamiętać.
Mam czasami takie, jak poznaję osobę, pytam Instagrama i mówię, że nie mam, znaczy mam, oczywiście, mam siedem różnych kont, jako nie ja, no to jestem niewiarygodny dla nich wtedy.
Szczególnie dla tych, którzy mają tam, nie wiem, 20-25 lat.
Nie jestem wiarygodny, to prawdopodobnie mam coś do ukrycia.
Wiesz co, ale z drugiej strony wśród zetek obserwujemy taki trend, który coraz bardziej jest taki mocny, że oni ukrywają się, to znaczy przestają się pokazywać w tych internetach i mam wrażenie, że to jest pokolenie Y, Z, Y i X takich, tych pokoleń takich od osiemdziesiątego w dół, że my tam po prostu pokazywaliśmy wszystko.
Dla nas to była taka ściana ogłoszeń wręcz.
Ten Facebook to była ściana...
Wcześniej była nasza klasa, która była pierwszym takim... Że każdy się chwalił, jaki jest fantastyczny po prostu i jak to fantastycznie to życie żyje i żeby wszyscy oglądali, jacy jesteśmy fajni.
Więc to to jest, wiesz co, na dłuższą rozmowę po co i po co było to pozycjonowanie się i w ogóle.
Ostatnio miałam rozmowę na temat, czy pojechałabym na spotkanie nasza klasa.
po latach, tak, tam 30 lat od matury i się zastanawiałam po co, jeżeli z kimś chciałam utrzymywać kontakt albo ktoś chciał utrzymywać ze mną kontakt, to utrzymujemy ten kontakt, nie jest nam potrzebne, wiecie, zgromadzenie po 30 latach, a dla mnie to jest jakieś takie targowisko próżności i kalibracji, kto jest fajniejszy i wydaje mi się, że nie mam potrzeby kalibrowania się z osobami, z którymi skończyłam szkołę średnią 30 lat temu.
Jeżeli ktoś mnie zobaczy i ma ochotę się odezwać, zapraszam serdecznie.
i z przyjemnością się spotkam, ale bardziej mi zależy na takich relacjach jeden do jednego, niż na takich spędach, na których po prostu będę się zastanawiała, czy bardziej przytyłam, czy mniej od koleżanek i czy się bardziej zastarzałam, czy mniej.
Dodatkowo bardzo łatwo jest stworzyć profil osoby, która nie istnieje na bazie danych, które są publikowane przez osoby, które istnieją i pracować tymi profilami dalej.
chociażby posiadanie numeru Whatsappa, zdjęcia co dzisiaj rano jadłem i jeszcze kilku dodatków informacji pozwala mi stworzyć dokument na przykład, dowód osobisty, stworzyć wydruk z rachunku, stworzyć wszelkie inne rzeczy, bo w tej chwili to jest bardzo proste i mogę funkcjonować jako zupełnie inna osoba.
Powiedzieć się zbyt dużo.
A tak zawężając do tego LinkedIna, który jest, umówmy się, takim najbardziej taką w tym profesjonalnym życiu platformą taką adekwatną.
Czy macie jakieś rady?
To znaczy, no, konkretna sytuacja.
I tam jest, już się rozlewa te wszystkie tam pochwały.
I teraz, czy to szef powinien inicjować ten pierwszy post?
Czy tu jest demokratycznie?
I ile tych właśnie serduszek i poklasków?
Ja wiesz co, ja nie mam tutaj recepty, bo chyba to jest kwestia chyba dużych korporacji, takich ustaleń, ale jeżeli się cieszymy z sukcesu, to dlaczego o tym nie napisać?
Wszyscy publikują, szerują, lajkują.
Myślę, że to nie ma jakiejś gradacji takiej, wiesz.
Może, że trzeba mieć ego, żeby uważać, że ja pierwszy muszę... Że to leci według hierarchii, tak.
Chyba nie ma czegoś takiego.
Moje ego nie pozwala na to, żebyś to informowała.
Tak, ale wiesz, na LinkedIn raczej nie pokazujemy porażek, chyba że to traktujemy jako biznes case, który nas czegoś nauczył i doprowadził do sukcesu i jest to pokazane jakieś tam studium przypadku.
fajne źródło, zupełnie inne, poza, nie wiem, Instagramem, czy Facebookiem, czy innymi socialami, żeby się dowiedzieć o osobach spoza naszej bańki.
Tak, bo tam są często osoby, których ja nie znam osobiście, tylko mi tam sieć podpowiada, zobaczy jakiś artykuł i mnie to ciekawi.
Znaczy akurat na LinkedInie nie występuję.
No to ja jestem i ty masz stąd tam jego wiedzę.
Znaczy czasami się pojawia, że ktoś coś chciał, to go klikam, ale ogólnie rzecz biorąc tam w ogóle mnie nie ma, więc ciężko mi na ten temat mówić.
Odnosisz sukcesy, tylko po prostu nie masz... Ale na Instagramie.
Tak, tak, nie, już bez przesady.
Nie mam o czym pisać.
Ja na LinkedIn czasami publikuję jakieś rzeczy, które się wydarzają, najczęściej właśnie konferencje.
Mam też całą grupę awatarów wspierających, czyli tożsamości, które nie istnieją, które są po prostu wygenerowane automatycznie, a które regularnie funkcjonują w tej przestrzeni.
I jak ktoś mi na przykład coś zarzuca,
to mam całą armię ludzi, którzy są za mną i wtedy wszystko zostaje.
Jeżeli ktoś mi powie, że mówię głupoty, no to 10 osób z różnych branż na niego naskoczy i mówi mu, że on robi głupoty, a potem przez następne lata te treści zostają, bo dyskusja trwa przez dwa dni.
A potem wszyscy mają do tego dostęp.
I jakaś teza negatywna o mnie może zostać obrócona w bardzo fajną rozmowę o moją korzyść.
To jest też kwestia technik wykorzystania tego medium.
Ono jest troszeczkę, można by powiedzieć, takie głupie, to znaczy ono przyjmuje wszystko, co się tam wrzuca.
Ostatnio zabezpieczenia troszkę wzrosły, jeżeli chodzi o sposoby logowania i tam pytają o dokumenty i takie inne rzeczy.
Natomiast ja mam profile nieistniejących ludzi, które mają po 7-8 lat.
I mają po 4-5 tysięcy znajomych.
Wow, bardzo wiarygodne.
Mój profil, który ma tam 13, to jest tylko część tej siły rażenia.
Ale mam, powiedzmy, około 50 tysięcy ludzi, do których mogę coś powiedzieć różnymi osobowościami.
I to tylko pokazuje, jak sztuczne to jest i ile sztucznego ruchu na LinkedInie może być.
Ktoś, kto mu się wydaje, że to jest tak profesjonalne, zawodowe media, po prostu się myli.
Ile tam jest syfu dodatkowo jeszcze i stymulowanych rzeczy.
Poza tym do wszelkich takich social mediów używa się już automatów i niczym nie zarządza się ręcznie.
W związku z tym, jeżeli mam powiedzmy 10 kont czy 20 kont na jakimś social mediach,
Więc to jest przestrzeń do nadużyć.
My chcemy powiedzieć, że nasz Instagram jest prowadzony tylko przez nas ręcznie, bez wygenerowanych awatarów.
Moi koledzy z IT zawsze mówili, przez białko jest zarządzany, przez substancję białkową.
Musimy powoli już kończyć.
Niestety zakończyliśmy tą część taką komunikacyjną, językową.
Przed nami całe pole jeszcze savoir-vivre'u, bardziej takiego, nie zdradzę na czym skupionego, bo nie o to chodzi, żeby zdradzać.
Piękną, myślę, puentą w ogóle tego spotkania jest, że dbajmy o to, żeby nasze ślady mailowe, nasza historia się dobrze zestarzała.
Dziękujemy.
Było przemiło.
Dziękujemy bardzo.
Czekamy też na Wasze listy, historie pod mailem
Ostatnie odcinki
-
„To jak zasobny jest parter widzimy po kilku mi...
19.02.2026 11:54
-
„Jak pozbędziesz się traumy, znajdziesz miejsce...
18.02.2026 13:16
-
„Czy kobiecie wypada być zabawną? Jak już to le...
15.02.2026 09:43
-
„Męski facet dba o siebie i nie zmienia szybko ...
12.02.2026 09:50
-
„Wygoda jest zdradliwa”. Kiedy w związku zaczyn...
05.02.2026 12:11
-
Tytuł „Moi sąsiedzi to moi przyjaciele i rodzin...
04.02.2026 10:25
-
„CV to jest jakaś wymyślona pop-persona, tacy l...
20.01.2026 12:19
-
„Zamartwianie się wchodzi w nawyk i powoduje lę...
15.01.2026 13:35
-
„Stan zapalny zaczyna się w tarczycy”. Dr Tadeu...
14.01.2026 15:43
-
„Życie to paradoks: masz połączyć jasne z ciemn...
08.01.2026 15:11