Mentionsy
Marcin Zbigniew Wojciech o stand-upie w Ganie i rapie dla cukrzyków (ZDARZYŁO SIĘ W TRASIE #19)
Postaw mi kawę: https://buycoffee.to/tomaszbiskup
W 19tym odcinku ZDARZYŁO SIĘ W TRASIE moim gościem był stand-uper trojga imion - Marcin Zbigniew Wojciech.
Gadamy o:
występię w Ganie (pod Łodzią)Grzanie (ten konferansjer, stand-uper, prezenter, kandydat na radnego)spaniu w samochodzierapowaniu dla cukrzykówZ żadnym z moich gości nie wystąpiłem tak dużo razy jak z Marcinem, więc nie dziwcie się, że w tym odcinku wyjątkowo duża ilość historii jest wspólnych.
#podcast #zdarzyłosięwtrasie #polskistandup #standupwpolsce #polskiepodcasty #marcinzbigniewwojciech
MEDIA GOŚCIA:
https://www.facebook.com/MarcinZbigniewWojciech
https://www.instagram.com/marcin_zbigniew_wojciech/
MOJE MEDIA:
https://www.instagram.com/tomasz.biskup.komediant/
https://www.facebook.com/jegoeminencjatomasz
POPRZEDNIE ODCINKI ZDARZYŁO SIĘ W TRASIE WYMIENIONE W PODCAŚCIE:
Michał Mącznik
Piotrek Przytuła
W odcinku pojawiła się muzyka w tle:Correle Carna - "Cumbia Deli"
WAŻNE MOMENTY:
Wstęp
Imprezy firmowe i dziwne noclegi
Występy z Adamem Grzanką
Branie pasażerów na stopa i BlaBlaCara
Tragiczne Open Mici
Jeżdżenie TIR-em po Ganie
Występy dla Polonii w Irlandii
Rapowanie dla cukrzyków
Skecz z wykorzystaniem silent disco
Wybory najmilszego studenta AGH
Szukaj w treści odcinka
I mnie zaprosił na występ, ale rok wcześniej zrobił taką imprezę, że swoich najbliższych znajomych zaprosił do Gruzji.
Gruzja.
I ten koleś, który miał rodziny, prosił wszystkich, żeby nie upili się, bo nie wpuszczą go do samolotu.
Tylko jego nie wpuścili.
Dzień dobry, nazywam się Tomasz Biskup i witam w podcaście Zdarzyło się w Trasie, do którego zapraszam komików i innych wykonawców scenicznych, żeby opowiadali o dziwnych występach, sytuacjach po występach i rzeczach, które dzieją się w trasie.
A już teraz zapraszam na wirtualne spotkanie z moim dzisiejszym gościem, którym jest stand-uper Marcin Zbigniew Wojciech.
To jest pierwszy podcast, który nagrywasz?
To jest całkowicie, kompletnie co innego.
Inaczej, czy to jest pierwszy nieprofesjonalny wywiad, którego udzielasz?
Pierwszy nieprofesjonalny wywiad, podcast, który nagrywam.
Chociaż tutaj mi się przypomniało, że chyba miewałeś przejścia z innymi nieprofesjonalnymi wywiadowcami, z innymi ludźmi, którzy przeprowadzają nieprofesjonalne wywiady, że jacyś studenccy tacy dziennikarze Cię atakowali i zadawali bardzo głupie pytania.
Najdziwniejsze pytanie jakie dostałem to Marcin Zbigniew Wojciech, skąd pomysł na nazwę?
Mam szereg pytań, zresztą wiesz, że mam ten szereg pytań o różne imprezy, o różne występy i o czasy stand-upowe i o czasy kabaretowe.
Słuchaj, kiedyś wspominałeś, że miałeś taką sytuację, że Ci dali nocleg w bardzo dziwnych warunkach na imprezie filmowej.
Tak, to był występ w Lublińcu i była sytuacja, że potrzebowałem po występie noclegu.
No i ten Pan organizator zapomniał sobie o tym noclegu.
Powiedzieli, że dostanę pokój, otwierają się drzwi do pokoju, a to pokój trzyosobowy, gdzie jest dwóch pracowników firmy, ci, dla których występowałem.
I oni mówią, o to tutaj będziesz spał z Michałem i z Krzyśkiem, oni gdzieś tam są, tu masz kluszyk do pokoju, a to jest twoje łóżko.
No to od razu, jak się przygotowujesz do występu, przed występem, to miałbyś widownię, żeby przetestować.
Nie, nie, zrezygnowałem, tutaj coś innego musiałem wykombinować.
Znaczy, to był problem też taki, że w tym cały hotel był zajęty, więc oni po prostu zapomnieli, no i to był, że tak powiem, ostatni ratunek, ale po prostu wynająłem sobie inny hotel, ale organizator też zachował się super, bo zapłacił mi za niego, więc żaden problem.
No to nie, to jeszcze, że tak powiem, z początku kariery przypomina mi się jeszcze bardziej jeden hardkorowy nocleg, gdzie jeden z takich naszych kolegów wspólnych, nie będę mówił który, stand-uperu załatwił mi występ.
I mówi, że będę spał, nocleg, chyba padło słowo hostel.
Chodzę, on mi odbiera telefonu, bo szukam tego hostelu, a tu nie ma żadnego hostelu.
Okazało się, że to nie hostel, tylko będę spał u jego kuzynostwa.
Oni mówią, że oni nie są przygotowani na takie rzeczy, że oni takie rzeczy nie mają, że ja tu miałem tylko wpaść wieczorem o 21.30, 22 po występie, miałem przespać się i rano jechać do domu, że oni nie są w ogóle przygotowani na to, żeby mieć jakieś żelazko, deskę do prasowania, żebym się przygotował do występu.
Ja próbuję tego psa przegonić.
A ten pies zrobił sobie tam legowisko na mojej poduszce.
No i ja go próbuję jakoś tam... Wiesz, że są ludzie, którzy by dopłacili za to.
A ja muszę tu się to położyć, no bo nie mam na co mam spać koło mam materac, no to chociaż do tego materacu się prześpię, nie?
Obudził tych właścicieli tego mieszkania.
No nie, to był chyba najbardziej hardkorowy nocleg i me.
Wygraliśmy festiwal, wygraliśmy jakieś pieniądze i to były takie wiecie, na czasy studenckie to były dla nas takie pieniądze, że to po prostu było... Ja za tą jedną nagrodę w tym festiwalu dostałem tyle samo pieniędzy, co od rodziców dostawałem na
Naprawdę, 400, 450, coś takiego, nie pamiętam dokładnie.
No i było tak, że mogliśmy spać w tym hotelu.
A, żeby dostać nagrodę, musieliśmy zagrać na gali.
I te noclegi były jakieś bardzo drogie, czyli połowę tej nagrody, którą musielibyśmy dać na ten nocleg,
Nocowaliśmy cztery osoby w Renault Megane Classic, jeszcze taki sedan.
Ja z kolegą rozłożyliśmy z tyłu kanapę.
Jeden spał z jednej strony, drugi spał z drugiej strony.
I rano, jak się obudziliśmy, to nas otworzyli po prostu z tego bagażnika.
No to nie, to zmieniam, że jednak to był najbardziej hardkorowy nocleg.
Że czekaj, że Ty w bagażniku spałeś.
W sensie, ja tego już w podcastie mam dużo, ale że ktoś Ci centralnie wszedł na scenę i zaczął krzyczeć, że ma być bodajże karaoke i to był chyba Anglik.
Wielka, ogromna impreza dla dewelopera w Hiltonie.
Elegancki hotel, wypasiony, chyba 4 czy 5 gwiazdek ma.
No i była taka Wigilia, taka trochę O.N., taka trochę na tej zasadzie, że na przykład wymagania były takie, że była specjalnie wynajęta dekoratorka, która robiła... Która robiła te łańcuchy z kolorku.
Elegancka, wielka, ogromna firmówka.
I w pewnym momencie na scenę, w trakcie tego jak ja występuję, podchodzi do mnie pijany Anglik i on mnie prosi, żebym z tyłu na tym telebimie, który jest za mną, żebym puścił mu Jingle Bells.
Nie, całe szczęście mam coś takiego w umowie, że jeżeli ktoś podczas występu przeszkodzi mi, to jeżeli jest pijany pod wpływem jakiegoś tam środków dożyjących albo alkoholu, jeżeli taka osoba przeszkodzi mi, to mam prawo do tego, żeby skrócić występ i szczerze to zdarzyło się to może tylko dwa razy.
Co ciekawe jest to, że im bardziej organizator eventu kłóci się ze mną, że proszę pana, to nie tacy ludzie, to jest kulturalna firma, u nas takie rzeczy się nie zdarzają, to im bardziej ktoś się kłóci, tym większe jest prawdopodobieństwo tego, że tak może być i tym bardziej jestem na to wyczulony.
Oddałem panu mikrofon i powiedziałem, że nie mam problemu, podejdę do DJ-a i czytam kogoś
I załatwimy te Jingle Bells.
Głupio się zrobiło tym pracownikom, tym polskojęzycznym, dziewczyn, którzy byli w Polsce.
To ja zagrałem, nie wiem, trzy czwarte występu, więc skróciłem występ tak naprawdę o 10 minut.
No ale to były takie warunki, jeżeli ktoś podchodzi do Ciebie pijany ze sceny, próbuje Ci wręcz wyszarpać mikrofon z ręki, no to to nie były takie warunki, że mogłem... jakby mnie poprosili może, żebym dokończył albo coś, albo powiedzieli, że ten pan nie wiem, już nie będzie do mnie podchodził, to bym dokończył, ale ani ze strony organizatora, ani ze strony tej firmy nie było takiej, jakby to powiedzieć, chęci, więc zszedłem ze sceny i... I koleś śpiewał Jingle Bells, tak?
I nie wiem, jak to się dalej potoczyło, nie pamiętam, czy on się już te Jingle Bells czynię, ale impreza trwała dalej.
Okej, no to jest to hardcore bardzo mocne, bo historii z wejściem kogoś na scenę w trakcie imprezy filmowej, no to nie mam zbyt dużo.
I mnie zaprosił na występ, ale rok wcześniej zrobił taką imprezę, że swoich najbliższych znajomych zaprosił do Gruzji.
No i to było tak, że wszyscy zbierali się w jednym miejsce, pili w autokarze, dojeżdżali na lotnisko i tam na tym lotnisku przesiadali się do samolotu, Gruzja i ten koleś, który miał rodziny, prosił wszystkich, żeby nie upili się,
Bo nie wpuszczą go do samolotu, żeby nie było takiej sytuacji.
Tylko jego nie wpuścili.
Musiał szukać taksówki, kogoś to zawiezie i następnym... Wszyscy dolecieli tym lotem, czekali na niego ileś tam godzin na lotnisku czy jakoś, już nie wiem jak się to robi, strzyczy ten i on musiał lecieć następnym lotem, jak przetrzeźwieje.
Ale taksówki do Gruzji?
Taksówka gdzieś do najbliższego tam lotniska, nie pamiętam, z jakiego miasta wylatywali, nie?
Ale to wiesz, taksówka, Krakówka, to widzę, to jest kwestia godziny, nie?
Nie pamiętam, jak to było, z którego miasta, no ale historia, że jego tylko nie wpuścili, no jest ciekawa.
To było okolice Jeleniej Góry.
Występowałem na imprezie firmowej i miałem mega rewelacyjny występ.
To był taki okres grudzień i ten właściciel tego lokalu, takich domków był...
Organizatorem też Sylwestra.
Ja mówię, no Sylwestra już mam zaplanowanego ze znajomymi, to dzień przed, ja tu mam dużą grupę.
A on mówi, tak, jestem pewny, to jest super grupa.
No i tam, to może zróbmy tak, występ jak najwcześniej, żeby było jeszcze dla kogo występować.
Ja przygotowuję się tak w takim osobnym pomieszczeniu, no i tak odzwonię do tych ludzi, żeby z tych domków wyprzezbierali.
Ja patrzę, a oni dzień przed Sylwestrem o godzinie tam 17 czy 16
Przychodzą do tej sali, gdzie ja mam występować, jak na weselu, wężykiem, pociągiem, jeden za drugim.
I ten właśnie do tego środka patrzy, patrzy na nich, patrzy na to, co się dzieje, w jakim ludzie są stanie, nie?
Tak wszedł do tego pokoju, w którym ja byłem, usiadł i taki załamany.
Kurwa, mógł być kulik.
Z drugiej strony bardziej bezpiecznie, bo jak oni by w tym stanie wsiedli na te saneczki, to tam na bank by się ktoś zabił.
To jak już nas tak lokalizujesz, właściwie każdą imprezę do tej pory podałeś, gdzie była mniej więcej, to koło Jeleniej Góry
Właściwie w przedłużonej dzielnicy Jeleniej Góry nawet bym powiedział, mieliśmy taką imprezę w Karpaczu.
To jeszcze zgrzaną.
A jeszcze to było tak, że tak, organizator, to były takie początki stand-upu, tak jeszcze stand-up, tylko dopiero wchodził, że tak powiem, na salony.
No i tak organizator, taki organizator eventu mówił, no stand-up jest teraz modny, chciałem Was zaprosić, żebyście wystąpili, chciałem przetestować ten stand-up, jak to będzie na imprezie firmowej.
No i pamiętam, że przyjechaliśmy i ten organizator, chyba Amadeusz ma na imię, chyba go mam w dalszym ciągu znajomych.
Nie wierzę, żeby tego słuchał, ale... Okej, najpierw miał teorię, że możemy chodzić pomiędzy stołami.
Nie był podany alkohol odgórnie, ale oni sami się doprowadzili do jakiegoś takiego dzikiego stanu, że chyba...
Ty zagrałeś?
Chyba ja zagrałem?
Ja to pamiętam jak dzisiaj miałem trzy osoby w pierwszym, nie rzędzie, tylko przy pierwszym stoliku, które mnie słuchały z jedną trzecią uwagi.
Później zapowiedziałem Grzanę i w trakcie tego jak Grzana występuje podszedł do nas jeden z pijanych gości i zapytał organizatora tego eventu czy dałby radę teraz w tym momencie puścić też Ona tańczy dla mnie.
I wtedy ten organizator podszedł do mnie i powiedział tak Marcin, twój występ nie ma sensu.
Zawiozłem, no wiadomo, organizator się z nami rozliczył, honorowo, wszystko ok, tak jak było mówione, no ale występ mój, nawet nie musiałem występować o tak.
Ale też mi się przypomniało jak z Grzanką właśnie jechaliśmy w trasę i nie wiem czy pamiętasz tę historię, że była taka sytuacja...
Tak, było tak, że jechaliśmy... Tutaj muszę powiedzieć, że Grzana to czasami opowiada w swoim stand-upie, ale to nie jest tak, że podpieprzyliśmy w tym momencie kawałek stand-upu, tylko my też tam byli.
Tak, była taka akcja, że jedziemy w trzech na występ, polna droga...
Nagle wiecie, jedziemy, nic się nie dzieje i nagle, no nie wiem, jak spod ziemi wyrasta po prostu spod ziemi rowerzysta, jeszcze z takim wielkim bagażnikiem z tyłu, z takim wielkim koszem.
Minąłem go, no ale wiecie, koleś nieoznakowanym rowerem, na polnej drodze, no ciężko było go zobaczyć.
To nie było tak, że jechałem nie wiadomo jaką prędkością, bo to była polna droga, no ale i tak, koleś ubrany na ciemno, z koszykiem z tyłu, jadący prawie środkiem drogi, na rowerze.
I myślimy tak, dobra chłopaki, to chodźcie, poczekamy do tego kolesia i zrobimy mu taką profilaktyczną opierdolkę, nie?
Że po prostu opieprzymy go po prostu za to, żeby... za to, żeby po prostu nie miał ani kamizelki, ani światła, ani nic, nie?
Poczekaliśmy aż ten rowerzysta nas dogoni.
Grzana otworzył drzwi i mówi tak.
No i Grzana zamknął drzwi, nie?
Ty, Grzana, ale ty mu nie powiedziałeś, za co go wyzywałeś.
On nie wierzy na to, że świateł nie ma, że go prawie potrąciliśmy, że jemu się mogło coś stać, że mógł sobie sam krzywdę zrobić, że my mogliśmy mieć udział w wypadku.
On chyba jakąś skrzynkę jabłek tam wiózł czy coś takiego.
Bierzesz autostopowiczów w dalszym ciągu albo ludzi na blablakarze?
Nie wiem dlaczego, ale jakoś ostatnio zapomniałem o tym blablakarze.
Mówię, chłopaki, chodźcie go wkręcimy, nie?
Z trzema kolesiami do auta, a my na cały głos śpiewamy Krawczyka.
Wyłączyłem muzykę, obracam się do niego i mówię, śpiewaj kurwa.
Na pewno pomogło, na pewno pomogło.
A druga historia to pamiętam, że kiedyś wialiśmy chyba Wrocław-Poznań trasa i za każdym razem, ja nie lubię za każdym razem opowiadać ludziom, bo jak ktoś mnie pyta,
Długo to robisz?
Ta druga osoba, ten drugi człowiek.
Ja już o sobie wiem wszystko, ale mnie ciekawi, czym ta druga osoba się zajmuje.
Wiesz co, to muszę powiedzieć tylko jeśli chodzi o te pytania, które ludzie zadają, to że w ciągu ostatnich lat, tak gdzieś mniej więcej 7-8, niemalże zniknęło z tego miksu pytanie, czy da się z tego wyżyć.
Że kiedyś to było normalne, to było jedno z pierwszych, czy da się z tego wyżyć.
Albo ludzie w ogóle go nie zadają?
Czyli jakby stand-up już się chyba bardziej kojarzy z hajsem niż czy dasz się z tego wyżyć?
Mnie dalej pytają, czy da się z tego wyżyć, czy mam inną pracę.
To jest drugie, trzecie pytanie.
Nie mówię, że nigdy, ale to mnie coraz rzadziej, jak na to nie patrzeć, ale to była jedna z moich zbędnych dygresji.
Interesuje Cię drugi człowiek w tej rozmowie i co w związku z tym?
No już opowiadam na scenie, wracam z tego występu, jechaliśmy obręble karem i dziewczyna nas pyta, czym my się zajmujemy.
Czy da się z tego wyrzeć?
I my wtedy, pamiętasz, mówimy jej, no wiesz, nas jest czterech, mamy przygotowane układy, niektórzy koledzy coś więcej, ale my z Tokio to tylko tańczymy.
I chyba było tak, że tej dziewczyny w ogóle nie wyprowadziliśmy z błędu.
To ja pamiętam, jak innym razem ludzi chyba przez trzy godziny wkręcaliśmy, ale to jest mniej kontrowersyjne, że my jeździmy z bajkami dla dzieci.
Mniej kontrowersyjne i jednak bliżej tych światów, w których się obracamy, w sensie, wiesz, pomiędzy tam kabaretem, a graniem bajek dla dzieci, to już jakiejś takiej zawrotnej przepaści nie ma, nie?
Coś tam opowiadaliśmy właśnie o tej oazie, jak tam jest w ogóle i ludzi wkręciliśmy, że jesteśmy takimi ultrakatolami.
Gliwice są niedaleko od Wrocławia relatywnie.
Czy pamiętasz taki występ, że mieliśmy w Gliwicach?
Ty załatwiłeś gdzieś na obrzeżach Gliwic i się okazało, że my byliśmy supportem dla lokalnej, wschodzącej gwiazdy.
Ja to wspominam wręcz tak, że on tam wszedł na godzinę.
To na godzinę nie wszedł, ale często jest pytanie i właśnie przez właśnie tę sytuację tak się boję czasami brać open mike'i, żeby ktoś występował jako support przede mną albo jako open mike, bo kilka razy mi się zdarzyła taka dosyć niezręczna sytuacja,
I ludzie na przykład czasami myślą, że skoro open mic jest taki, to to jest mój kolega, mój znajomy, ja go promuję i mamy takie same poczucie humoru, a są takie sytuacje, że podczas których wolałbym się odciąć od akurat takiego open mica.
No wiesz co, ja też pamiętam, że się cieszyłem, że ten open mic jest po nas, a nie przed nami, dlatego że...
Koleś, wiecie, na imprezy spoko pogadać, napić się wódki, okej, kolega.
Ale biorąc pod uwagę jego poczucie humoru i stan upojenia, jaki widziałem go za każdym razem na naszych stand-upach,
A że to był kolega właściciela, to powiedzieliśmy, spoko, możesz wystąpić, ale na sam koniec, kiedy my już ukłonimy się ze sceny, powiemy, że to wszystko od nas, że bardzo Wam dziękujemy za występ, ale tu jeszcze jest ktoś, kto chciałby wystąpić, żeby oddzielić kreską, nie od nas, nie od nas, my go kojarzymy, my go może znamy.
Zaczyna się drugi występ.
Zaczyna się drugi występ.
I samo to nie byłoby aż takie dziwne, gdyby nie to, że czasami w te żarty, w te dowcipy wplatał swoich znajomych.
Przysięgam Wam, że ja musiałem wyjść, nie mogłem tego słuchać.
Mama chyba wyszła z wyrazem mocnego niesmaku na twarzy.
I właśnie przez tego... Słuchajcie, czułem ciarki żenady słuchając tego występu, ale to było tak złe, że tego się nie da odwidzieć.
Tak, to ja z tego pamiętam.
Nie wiem co to miało być, ale robił te jakieś dziwne miny i jednocześnie chyba do końca tego krótkiego występu nie miał świadomości jak bardzo to źle wypada.
Jak mi się wydaje, że Carlin, później Abelard z bąkami papieża, że było takie bicie się o to, kto jest ostrzejszy, to jest takie AGH.
Okej, ostatnio miałem takie open mic'a, miałem testy w Warszawie nowego programu.
No jakiś koleś mnie męczył tak na Facebooku dosyć mocno, kilka razy pytał i w ogóle.
Tak ludzie słuchają, słuchają, miał być pięć minut, w końcu jest pięć, sześć, dziesięć, ja podchodzę, daję mu znak, stop, stop, stop, ludzie przez te dwanaście, piętnaście minut, no ciężko, no już myślałem, że będę musiał wyjść i go ściągnąć z tej sceny.
No nie wiem, zaśmiali się może z dwa, trzy razy tak pod nosem, w tym dwa razy może z niego, dwa razy z jakichś żartów.
I koleś po występie podszedł do mnie i mówi i tak, słuchaj, czy masz może jakieś rady na temat mojego występu, jakieś wskazówki?
A ja mówię, wiesz co, już nie chciałem być niemiły, no bo co ja mam powiedzieć, przecież on słyszał swój występ, wiesz, wiadomo, ludzie się w ogóle nie śmiali, no to było ani ciekawe, no żenujący występ.
Mi było wstyd za niego, że jeszcze nie chciał zejść ze sceny.
No i mówię, wiesz co, ja przygotowałem się do swojego występu i przez grzeczność mówię, no nie mam dla Ciebie żadnych wskazówek, byłem skupiony na moim występie.
A koleś do mnie, ale za to ja mam wskazówki do Twojego występu, tu byś mógł zmienić to, tutaj dodaj to, tam zamień puentę z tym i tym, a tutaj ta puenta słaba, musisz coś innego.
Nigdy nie wiadomo, może tam akurat z czymś... Ale to akurat, że na przykład to, że ktoś na przykład nie potrafi sam napisać stand-upu i nie potrafi być śmieszny, to nie znaczy, że jest złym widzem.
Chodzi o to, że on może w moim występie zauważyć, że coś było lepsze albo coś gorsze, więc tutaj ja wysłuchałem go do końca, nie?
Nawet jeżeli ktoś nie potrafi robić stand-upu, może być tak, że ktoś może mieć super wskazówki na temat tego,
Bo na przykład inne oko, bo Ty już jesteś za bardzo przyzwyczajony do swoich tekstów, czegoś nie zauważyłeś, albo jeszcze w przypadku jak grasz coś pierwszy raz, drugi raz, ktoś Cię czasami może jakoś tam nakierować, nie?
A jeśli chodzi o Comedy Lab, to jeden z odcinków, który już wcześniej nagrałem i wrzuciłem, jest założycielem tejże instytucji z Michałem Mącznikiem.
Link w opisie, możecie sobie kliknąć, jak wysłuchacie tego odcinka, żeby się dowiedzieć, czym właściwie Comedy Lab jest.
No i ten koleś przeprowadził się z Krakowa do małej miejscowości, gdzie został menadżerem lokalu.
Bo to jest pierwszy gej, którego tak naprawdę lubisz i wymieniłeś imię tego menadżera.
Właściciela, czy menadżera, czy kogoś tam.
I zrobiłeś niechcący kolesiowi coming out.
Nie wiedział, że on jest gejem, no bo z komień wiedział.
I to było dosyć takie hardkorowe, robiąc koleśowi coming out w jego własnym lokalu, na cały lokal.
A mnie i ten koleś w trakcie tego, jak usłyszał to, co ty mówisz, przyszedł do nas, zza publiki pokazał nam bardzo ciekawy gest.
Zrobiłeś kolesiowi coming out w jego nowej knajpie w tej miejscowości nie za dużej i ty zrobiłeś mu coming out w jego knajpie.
No co w tym dziwnego?
I ty pamiętam, że na początku nie widziałeś nic dziwnego.
Dla Ciebie to było takie normalne, że koleś w Krakowie, że w Krakowie w tych czasach było tak, że się wszyscy przyznawali, że są gejami, nie?
Dlatego, że on miał wcześniej knajpę w Krakowie, w dużym mieście.
Nie będę mówił gdzie.
Było tak mocno gejowe, w sensie, no widać było po prostu, że chłopaki z chłopakami, nie, przybijają sobie piątki, że bardzo było otwarte, bardzo tęczowe, ale w takim dawniejszym stylu, no bo to byli ludzie już wtedy bardziej 30-40 lat, że...
Ja po prostu nie sądziłem, zapomniałem jakby na chwilę przez kręcenie się po Krakowie, że w tej małej miejscowości jego znajomi mogą nie wiedzieć.
Z tego, co się orientuję, to go nie zlinczowali.
No wtedy go nie zinczowali, nie wiem co tam dalej z tą knajpą.
A druga historia z naszych występów wspólnych, to pamiętam jak kiedyś załatwiłeś nam występ w miejscowości Gana.
Tak, to miałem pytać, co miało być na budowanie, to miałem zapytać proszę pana, czy pan grał za granicą, pan opowiada o graniu za granicą, a później dopiero, a w Ganie byłeś?
No tak, nie wiem czy wiecie, ale w Polsce mamy miejscowość, która się nazywa Gana.
Tak, Gana przez G, ale bez H, to jest gdzieś w Łódzkim, ma 800 mieszkańców.
Tak, praktycznie wszyscy i tam byliśmy, że tak powiem, gwiazdami wieczoru.
Może nie nagminnie, ale dosyć często.
No i była taka sytuacja, że zapytaliśmy strażaków, czy nam pozwolą zrobić sobie zdjęcia przed strażą pożarną i oni dali nam, ostatnio znalazłem na dysku, bo tu czegoś szukałem.
No oni byli do tego wynajęci, z tego co pamiętam, znaczy chyba jako zabezpieczenie imprezy też.
Ale nie, chyba nie, bo gdzie strażacy na imprezę?
Chyba to jest takie wymaganie, że łusić kareczkę.
Gdzie to był duży event?
I to co mówiłem, że mnie zawsze ciekawi ta druga osoba i mnie zawsze ciekawią ludzie.
Mamy z tego filmik, jak jedziemy ja, Tomek i ten koleś.
Mamy nagrany filmik.
Tak, który wyjeżdża z tej posesji i wjeżdża w taką większą leśną drogę.
Tam nikogo ani niczego nie było.
I pamiętam, jak ty nagrywasz, jest taki twój głos.
Ja podchodzę do tego pana i mówię tak.
Raz się przejechałeś na takim zawświętym obiekcie wojskowym 20 metrów i powiedziałeś, że ty z tego wysiadasz, że nie chcesz.
I Tomek tylko raz jechał autem, ale ja nie mam z tym problemu, ja podtrzymuję do tej pory, żebyś chciał kiedyś, pojedziemy sobie na jakąś polną drogę, teraz mam automat, więc to się prowadzi trzy razy łatwiej niż normalne auto.
I dla Tomka Biskupa, który wie, że te kombi jest duże, ja proszę tego tirowca, proszę pana, a mógłby pan odpiąć naczepę?
A ty z tego telefonu krzyżysz, Marcin, nie bądź p***dą, jedź z naczepą.
Jechałem tak naprawdę w jedną stronę prostą drogą.
I to była mega frajda dla mnie, w ogóle tak tir, tak wysoko, no nie no super, naprawdę świetne przeżycie.
To nie był mój pierwszy raz, kiedy siedziałem w kabinie tira, no bo ja stopem trochę jeździłem, ale to, że siedzę obok kogoś, kto nie potrafi tym tirem powozić, prowadzić go, to była dodatkowa atrakcja.
Ten filmik też gdzieś mam.
Ten filmik też gdzieś jest na jakichś starych dyskach.
Drugą sytuację miałem taką, że w Rybniku o 5 rano
Jakiś tam wiecie, już zamykają praktycznie lokal, podchodzi do mnie koleś, który mówi, że kojarzy mnie z telewizji, że coś tam kojarzy, że występuje i czy nie chciałby pojutrze przelecieć się jego samolotem.
Myślałem, że to jest taka kolejna gadka pijanego kolesia o 5 rano w knajpie.
Też mogłem.
Powiedział, dobra, nie możesz robić tego, tego i tego, ale na chwilę sobie możesz postorować.
Ja też miałem przez chwilę stery i opowiedziałem tę historię kiedyś po występie na jakichś ogródkach piwnych.
I się okazało, że gość ma łódź podwodną?
Nie, okazało się, że jest jeden goleś, który jest maszynistą w PKP i powiedział, że jakbym kiedyś chciał przejechać się pociągiem
Nie byłem, ale mam gdzieś jego numer telefonu.
To było tak, że jeszcze nie występowałem, ale byliśmy z kumplem w górach w listopadzie i nam się skończyła energia, bo że wymierzyliśmy trasę i jakoś o 19 zeszliśmy
Do stacji chyba w Rycerce przegapiliśmy pociąg, byliśmy przemarznięci, bo listopad to jeszcze wtedy to była momentami zima, zwłaszcza w górach.
Zapytaliśmy kobiety w okienku w kasie, czy jest jeszcze jakiś pociąg, ona powiedziała, że nie.
Co ty gadasz?
My mieliśmy kupiony nocleg w chatce studenckiej w Zwardoniu, w Skalance, gdzie płaciliśmy bodajże 12 złotych za z grubsza takie warunki jak ten nocleg, co ty z psem spałeś, nie?
No bo to chatka, to po prostu materace pieprznięte na glebie.
Wtedy właśnie jeszcze było dosyć zimno i pamiętam, że tam dużo osób po prostu spaliśmy w jakimś pomieszczeniu i to nawet chętnie, bo było cieplej od tego, że tam byli ludzie, nie?
Chwilę z nim jechaliśmy w tej części gdzie on siedział, w tej kabinie gdzie on siedział, no bo lokomotywa ma dwie kabiny, z przodu i z tyłu, nie?
Chwilę z nami pogadał, żeby sprawdzić czy jesteśmy w miarę normalni.
Ja nie jestem i nigdy nie byłem, ale to pewnie chodziło o to, że on chciał sprawdzić czy nie jesteśmy pijani, pod wpływem narkotyków, jacyś ciężko zaburzeni, czy nie stwarzamy zagrożenia.
Rycer Kazwardoń to jest bardzo krótki dystans pociągiem, bardzo krótki, ale akurat mieli załadunek bodajże w soli.
To już mówiłem i dlatego ta podróż trwała jakieś 2-3 godziny.
To dziewczyna z opieki schroniska, no bo to chatki studenckie działają inaczej trochę, to nie są schroniska PTT, to dziewczyna, która się opiekowała schroniskiem powiedziała, że jeszcze pół godziny i by wzywała gopr, że wyszli rano, ich śpiwory leżą, poszli w kierunku raczy, pod którą co roku kogoś znajdują i jeszcze mnie wrócili, ale mieliśmy szczęście, że nie musieliśmy.
Ale słuchaj, dobrze, już wiem, że Ty nie jechałeś w lokomotywie, natomiast ja jeszcze chciałem powiedzieć swoje dwa wspomnienia z Gany.
Próbował bardzo szybko, ten pan, z którym ustalałem wszystko, ten, który nas woził tirem, próbował bardzo szybko przeskoczyć nad wszystkimi wymogami technicznymi i przejść do tego, jaki my alkohol chcemy w garderobie.
Czy jakaś zgrzewka piwa, czy wódka, czy coś.
Ja wtedy piłem to chyba całkiem sporo, ale wiedziałem, że my z tej gany będziemy samochodem Marcina wracać, no i po co mi ta zgrzewka piwa, przecież ja nie zabiorę.
Ale to mnie bawi, zwłaszcza te pytania w kontekście tego, że później się okazało, że naszą garderobą jest altanka.
Całkowicie otwarta z każdej strony i tam lało strasznie i sobie wyobrażam tą zgrzewkę piwa, która tam stoi.
No i jeszcze druga rzecz, że przez cały mój występ pod sceną stał taki pan około sześćdziesiątki, który na mnie tak patrzył wzrokiem takim mętnym i myślałem, że on jest zły.
Myślałem, że jest wściekły, że wioska czy gmina pieniądze.
Tak, ale jednocześnie to momentami trochę źle wyglądało, bo tam w jakimś małym namiocie była stłoczona właśnie połowa wioski, dzieci, ludzie.
Już w Ganie sobie zagrasz, także zapomnij.
No nie no co, przecież takie miejscowości jak Gana to organizują prawdopodobnie nie co roku nawet, a już żeby mieli tego samego człowieka zaprosić, to w ogóle się w głowie nie mieści.
Dlatego zapamiętałem ten występ jako jeden z tych, gdzie jednak było tak trochę nie do końca.
Dobrze, to skoro opowiedzieliśmy o Twoich występach w Afryce, w Łódzkim, to czy masz jakieś inne występy za granicami kraju?
Występowałem w Austrii, w Belgii, w Anglii, w Niemczech.
Tu akurat była... zawsze opowiadamy, że organizatorzy byli, a tu akurat my po prostu dzień przed występem sobie pozwoliliśmy na więcej.
W sumie to nic się takiego hardkorowego nie działo, tylko my pod wpływem takiego rauszu powiedzieliśmy, że śmiesznym pomysłem będzie to, że jeżeli kupimy sobie w Katowicach, przy dworcu PKP był jeszcze wtedy taki sklepik, gdzie dawał takie kanapki, taki subway z polskimi kanapkami i do samolotu wzięliśmy sobie kanapki ze śledziem i z jajkiem.
No i jechałem za Adamem Grzanką, który często się spóźnia.
No i ja okłamałem Grzanę, że samolot jest dwie godziny wcześniej, żeby zdążył.
No i przyjechaliśmy za wcześnie na to lotnisko, bo mieliśmy zapas normalny plus jeszcze dwie godziny zapasu dla Grzany.
No i wzięliśmy sobie jakąś tam małą łyski, później drugą.
No i Grzana później na przykład nie pamiętał tego, że na lotnisku grałem na pianinie.
No jest takie pianino, ogólnodostępne.
Ktoś tam gra i nagle się dołączy jakaś gwiazda.
Słuchajcie, jeśli dotrwaliście do tego momentu, bardzo proszę napiszcie w komentarzach, czy ktoś z Was kiedykolwiek widział pianino na lotnisku.
Nie no, nawet wczoraj oglądałem filmik, jest taki koleś, który śpiewa piosenkę, kurczę, żebym dobrze powiedział, David Kushner?
Kaczner albo Kuszner, nie pamiętam jak się to wymawia, Daylight.
I ktoś wrócił filmik, że on grał jego piosenkę i on akurat przechodził.
I on podszedł i zaśpiewał i ludzie nagrywali telefonami na lotnisku.
Grzana nie pamiętał, że grał na pianinie na lotnisku.
No i trochę się upił, no i na przykład zorganizował na miejscu powiedzieć nic nie mówić, to Grzana wyszedł i przywitał się z wszystkimi.
Słuchajcie, ja jestem dzisiaj nawalony, jestem nadupcony, tak jak po krakowsku, tak jak powiedział Grzana, nie?
No muszę powiedzieć, że miałem zazwyczaj właśnie w drugą stronę historię o Polonii, że właśnie to Polonia się upija na występach stand-upowych.
Miałem jedną historię, jakby u mnie Piotrek Przytuła, że grał z mamą na obrotach i organizator spaprał równo wszystko na wszystkich trzech z czterech występów.
Dwa tygodnie.
To poważnie było dwa tygodnie?
Bo myślałem, że jak to czasami mówiliśmy na scenie, to że to jest wyolbrzymiające, że to były dwa tygodnie.
No to człowieku, nie wiem czy Cię chwaliłem, ale mam filmiki, mogę Ci pokazać.
Na Światowy Dzień Cukrzycy rok temu, to jest chyba 10 lub 11 listopada, na Światowy Dzień Cukrzycy zadzwonił do mnie Michał Figurski, który też przy okazji wydawał książkę o cukrzycy.
Ja mówię, że jestem w Warszawie, tego i tego, spotkaliśmy się na obiedzie i ja już wiedziałem wcześniej, że chce mnie zapytać o to, czy wziąłbym udział.
On robi takie koncerty z każdego rodzaju muzyki po jednym artyście.
No i miałem rację, bo się okazuje, że naprawdę występuje Nocny Kochanek, inna gwiazda disco polo, ale naprawdę chciał, żeby w międzyczasie zrobił stand-up o cukrzycy.
No powiedzmy, wiem, że jest taki tenor, który śpiewał coś takiego.
A ja mówię, wiesz co, Michał, moim marzeniem zawsze było zarapować na dużej scenie, a tam wiesz, profesjonalne ogłośnienie, scena warszawska stodoła, kultowa scena, żeby zarapować.
Mam taki rap przygotowany dla dzieciaków z cukrzycą typu pierwszego, tą samą, którą ja mam, którzy grają w piłkę nożną.
Czemu masz przygotowany taki rap?
Zrobiłem to dla nich, żeby ich motywować, żeby mogli puszczać sobie przed meczami, bo współpracuję z ich fundacją.
Miałem ten utwór jeszcze taki nie ułożony do końca, ale pomyślałem sobie, że taki koncert duży, to spowoduje w końcu ten deadline, spowoduje to, że się nauczę tego i zagram to.
I drugi mam utwór o tym, co by było, gdyby nauczyciele robili rap, żeby dotrzeć do dzieci.
I naprawdę przygotowałem te dwa utwory.
A później zaprosiłem mojego kumpla HypeMana i zrobiliśmy we dwóch...
Nie da się, te piosenki rapowe, które my słyszymy, gdzieś tam na przykład, nie wiem, w radiu, na YouTube i w ogóle, tego się nie da zarapować, jednocześnie bawiąc się, skakając i nie da się tego zrobić na jednym tchu.
Ale czasami raperzy mają też tak, że mają nagrane i to leci z offu ten hype.
20% jest w wokalu nagrane.
Że Twoim głosem jest nagrany chórek, o tak.
To tego się w ogóle nie spodziewałem.
Ale koleżanka, która organizuje duże koncerty, bo po prostu znalazła taką robotę, nie?
Wcześniej robiła co innego w kulturze slash rozrywce, znalazła taką robotę, że organizuje duże koncerty artystów, którzy jej w ogóle nie interesują.
Kizo to już jest chyba dla starszych ludzi, nie wiem, nie mam pojęcia, gubię się, nie znam się, nie sędzę tego aż tak, ale to też jest dla mnie odpalona moda, jak sama koncepcja hype-mana jest dla mnie taka trochę dziwna, bo nie siedzę aż tak w hip-hopie, tak to już jest czas umierać, jestem za stary.
Ale dobra, to nie wiedziałem, że ostatnio rapowałeś na takiej dużej scenie, to o tę poprzednią historię nie będę pytał, ale czy mogę zadać jeszcze jedno pytanie o taki naprawdę ciekawy eksperyment kabaretowy, który zrobiliście?
To ja może wyjaśnię, bo to jest popularne, ale chyba nie wszyscy słyszeli, że silent disco to jest taki typ imprezy, że lecą na raz trzy kawałki, tylko nie z głośników, tylko w Twoje słuchawki i możesz sobie przełączyć, czy chcesz właśnie smells jak Team Spirit, Nirwany, czy Scootera, czy Marcina Zbigniewa Wojciecha, który rapuje o cukrzycy.
Świąte było to na sali disco kiedyś, że zatańczyłem z dziewczyną na tym sali disco, poprosiłem dziewczynę do tańca i po chwili wziąłem jej słuchawki, żeby zobaczyć czego ona słucha i tańczyliśmy do jednej piosenki.
No i było tak, że graliśmy na jednej scenie, jednocześnie graliśmy trzy numery.
I tak, ja grałem stand-up, ekipa grała sketch, zwykły taki normalny sketch na dwie, trzy osoby.
I był jeszcze jeden kolega, który opowiadał z kartki suchary.
No i śmieszne było to, że ja grałem stand-up i na przykład, nie wiem, w trakcie moich puent, ludzie się nagle zaczynali śmiać, nie?
Ale czasami było tak, że ludzie w takich innych momentach zaczynali się śmiać, w takim, w którym ja mówię zupełnie coś nieśmiesznego, bo oglądali inny numer.
No i w pewnym momencie zapytałem, ej dobra, kto mnie słucha ręka do góry?
No i wiecie, te osoby, które mnie słuchały, podniosły rękę do góry i wiedziałem wtedy, kto jest moją publiką, nie?
To musiało być mega ciekawe doświadczenie, bo stand-up, sketch...
To tutaj dodam, że Lech Zubilewicz jest takim celebrytą świata kabaretowego i jest takim gościem, który przez...
No i myślę, że sam reveal, samo pokazanie, że w tym stroju kurczaka był Lech Zubilewicz mogło być
Mogło być właśnie fajną reakcją, fajną zaskoczką.
Jedno z ostatnich pytań, też z głębokiej przeszłości, ale myślę, że to jest ciekawy wątek, dlatego że masz dosyć dużo nagród, dosyć dużo osiągnięć, ale myślę, że mało z nich jest tak ciekawe jak to, że zostałeś najmilszym chłopakiem Akademii Górniczo-Hutniczej.
Był taki konkurs kiedyś, gdy studiowałem na AGH.
I to się cieszyło tak dużą popularnością, że zrobili też konkurs na najmilszego studenta AGH.
Polegało to na tym, że były jakieś zadania, trzeba było, nie wiem,
Jakoś mieć swoją prezentację, pokazać coś kreatywnego, zrobić coś z butelek ciekawego, udawać, że jesteś superbohaterem i wymyślić jakieś marmoce.
W zasadzie takiego konkursu wygrałem bardzo ciekawe nagrody, bo na przykład wygrałem takiego wtedy wielkiego ogromnego misia, który dodałem ówczesnej mojej dziewczynie.
Wygrałem klawiaturę, myszkę z Logitecha.
I najważniejszy, najciekawszy prezent to było to, że wygrałem darmowy akademik przez cały rok.
A czy oprócz tego skeczu granego, tych trzech skeczy, trzech numerów granych na raz przez Silent Disco brałeś udział w jakichś innych eksperymentach komediowych?
Z eksperymentów komediowych graliśmy długoprzeciwistą, graliśmy w ad-hocach, czyli improwizacjach kabaretowych, scenicznych, komediowych.
Teraz organizuję pojedynki stand-up, które polegają na tym, że każdy układa stand-up na ten sam temat i publika wybiera, kto jest najlepszy.
I oni przygotowują stand-up na te zadane tematy.
I my, pamiętam, we dwóch robiliśmy też takie połączenie impro, kabaretu, stand-upu w gwarku.
No jak to, nie pamiętasz o gwarku?
Znaczy, pamiętam, że dużo różnych rzeczy zrobiliśmy w gwarku.
Jednocześnie robiliśmy takie wieczory we dwóch, co był... każdy miał przygotować stand-up, każdy miał przygotować monolog.
No to ja właśnie najbardziej lubiłem ten format, że na rzutniku właśnie mieliśmy wyświetlone tak jakby tytuły monologów, ale ludzie nie wiedzieli, który monolog jest czyj i te tytuły były prowokacyjne często, w sensie monolog niby był na ten temat, ale trochę nie do końca, trochę skręcał w innym kierunku, no i ludzie rzucają pomiędzy sobą kulką i kolejna osoba, która złapała
Dla dziesięciu osób, które pierwotnie przyszły porozwiązywać sobie całki w studenckiej knajpie na Akademii Górniczo-Hutniczej.
Coś, żeby można było ludzi zaprosić, że u Ciebie w social mediach jest to, to i to i że sobie mogą wejść.
No i fragmenty moich stand-upów, to są główne takie rzeczy, które rzucam.
Krótkie skecze, w których czasami się pojawiają relatywnie znane osoby, to możecie przejść na fanpage'a Marcin Zbigniew Wojciech.
Pozdrawiam wszystkich słuchaczy, oglądaczy i tych, którzy sobie transkrybują tylko.
Ostatnie odcinki
-
Ewa Stasiewicz o perfekcjonizmie w nagrywaniu s...
17.04.2026 09:51
-
Alan Pakosz o występach ulicznych w Iranie i wk...
27.02.2026 10:45
-
Wojtek Pięta o roaście Najmana i dziwnych nocle...
29.01.2026 10:12
-
Ścibor Szpak o Mam Talent i tworzeniu wrocławsk...
30.11.2025 11:07
-
Łukasz Wolski o "Dwójeczce" i serii wtargnięć n...
27.10.2025 16:11
-
Erik Angel about comedy scene in New York City ...
30.09.2025 10:31
-
Marek Grabie o graniu w "Spadkobiercach" i absu...
29.08.2025 08:43
-
Marcin Zbigniew Wojciech o stand-upie w Ganie i...
28.07.2025 14:10
-
Michał Pałubski o stand-upie, kabarecie i grani...
30.06.2025 15:38
-
Łukasz Orbitowski o spotkaniach autorskich i ro...
31.05.2025 11:00