Mentionsy

ZaFIKsowany
ZaFIKsowany
16.01.2026 19:23

Szukam Człowieka: Adrian Jaworski – Między hodowlą bydła a magią konsolety

Dziś w serii „Szukam Człowieka” gościmy kogoś, kto udowadnia, że w jednym życiu można pomieścić kilka zupełnie różnych wszechświatów.

Moim gościem jest Adrian Jaworski. Z jednej strony – człowiek ziemi i twardej pracy. Absolwent rolnictwa, który w ciszy wielkopolskich pól prowadzi hodowlę bydła, a na co dzień nie boi się murarki czy montowania billboardów wysoko nad ziemią. Z drugiej strony – człowiek o niezwykłej wrażliwości, który jako DJ bierze odpowiedzialność za najważniejsze emocje w życiu innych ludzi.

Z tej rozmowy dowiesz się:

Jak to jest mieszkać w tym samym domu od urodzenia i czy ziemia może dawać prawdziwą siłę?Czy praca przy budowie i remontach to tylko zarobek, czy lekcja pokory wobec materii?Jak poczuć „psychologię tłumu” i dlaczego łzy wzruszenia 70-latka na weselu są cenniejsze niż najwyższe honorarium?Skąd brać entuzjazm do życia, gdy codzienność wypełnia ciężka praca fizyczna i odpowiedzialność za rodzinę?Dlaczego rockowa dusza pomaga przetrwać najtrudniejsze chwile w rolnictwie?

Przed Państwem człowiek o wielu twarzach i jednym, wielkim sercu. Rozmowa o sukcesach, ułomnościach i o tym, co naprawdę znaczy „kochać życie”.

https://www.facebook.com/profile.php?id=100048632871668

https://www.instagram.com/dj.adrian.jaworski/

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 199 wyników dla "PO"

Dzień dobry, witam Państwa bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu ZaFIKsowany i mam dzisiaj ogromną przyjemność, ogromny zaszczyt gościć Adriana czy też DJ-a Adriana Jaworskiego.

Także może opowiedz trochę o sobie samodzielnie i powiedz, jaką miałeś uwagę do tego mojego wstępu.

Z jednej strony, dziś w serii Szukam Człowieka moim gościem jest ktoś, kto udowadnia, że w jednym życiu można pomieścić kilka zupełnie różnych światów.

Z jednej strony człowiek ziemi, od urodzenia wierny temu samemu domowi, absolwent rolnictwa, który na co dzień w ciszy wielkopolskich pól zajmuje się ekstensywną hodowlą bydła mięsnego.

Od murarki, przez remonty, aż po klejenie billboardów wysoko nad ziemią.

Kiedy zdejmuje robocze buty, staje za konsolą, by jako DJ i organizator brać odpowiedzialność za najważniejsze chwile w życiu innych ludzi.

To on dba o to, by parkiet nie stygł, a wspomnienia zostawały w sercach na lata.

...tego całego biznesu, ponieważ to organizator jest zobowiązany zapłacić składki, nieskładki, po prostu zapłacić za X. Czyli ta muzyka, która jest odtwarzana, to organizator za to odpowiada, żeby opłacić za X. Jeżeli ja byłbym organizatorem, to by to spadało na mnie.

Chociaż często tak jest, że zgłaszamy się do inspektora za X, chyba inspektor, żebym nie pomylił,

Ponieważ, no to jest ciężko już, no więcej się zarabia i ZaFIKs też chce na tym więcej zarobić.

No, czyli organizatorem nie zawsze bywam, ale tak jak napisałeś, wszystko się zgadza poza tym.

Mieszkam tutaj od urodzenia, tak jak wspomniałeś, już ponad 40 lat oczywiście.

I coś jeszcze mogę więcej powiedzieć, czy mnie to definiuje.

Właśnie powiedzieć, czy mnie definiuje i nie wiem w jakim sensie, jako kogo.

Więc wiesz, może bardziej jak to jest po prostu mieć to poczucie bezpieczeństwa i takiego wiesz, bez konieczności ciągłego przemieszczania się, nie?

Tak, daje mi to poczucie na pewno dużego bezpieczeństwa.

Wiesz, ja miałem taki dom rodzinny i też były tam i zwierzęta gospodarskie i był sad z ukochanymi jabłoniami, gruszami i tak dalej, z polem uprawnym, gdzie mój dziadek już nieżyjący tam sobie coś uprawiał.

W takim razie, jeżeli chcesz takie życie wiejskie poznać, no to zapraszam do mnie serdecznie.

I tak się co roku spotykamy w Stodole, czasem jakieś ognisko.

No i żeby się sąsiedzi nie denerwowali, że jest hałas, żeby nie wzywali policji w nocy, to po prostu ja ich zapraszam.

Fajna, fajny, fajny sposób.

Tęsknię za tymi, bo tak się wychowywałem właściwie na wsi, można powiedzieć.

Chodziłem z bańką, słuchaj, po mleko już potem.

Jak już nie mieliśmy swojej krowy, to szedłem do pani takiej Dąbrówkowej, gdzieś tam trzy kilometry po mleko.

Także ja, wiesz, ja jestem niby miastowy większość życia, ale dzieciństwo, najfajniejsze takie chwile dzieciństwa spędziłem, można powiedzieć, pod miasteczkiem właściwie, prawie na wsi, nie?

Ja po prostu mogę powiedzieć tak, moi dziadkowie mieszkali w Koninie i czasem się tam jechało na weekend, no niby fajnie, było coś nowego, ale czasem w nocy jak samochody jeździły, no ciężko było ustnąć po prostu, nie?

No jak ja ci powiedziałem, to też tam miałem krótką co prawda przygodę, ale tak, mieszkałem w Koninie, pracowałem w elektrobudowie S.A.

Całkiem możliwe, że nie istnieje, ponieważ Konin jest zamykana.

Wiesz co, z tego co słyszałem... Nie chcę tutaj w politykę wchodzić, ale by po prostu po wyborach powiedzieli otwarcie... Tutaj możesz wchodzić w politykę.

To nie jest nasze forum inspiracji kulturalnych, tam nie ma polityki, a na moim podcaście jak najbardziej możesz się dzielić swoją wizją polityczną.

Wiesz co, z tego co słyszałem, to po prostu jak weszło PO, powiedzieli od razu, że na pewno nie będzie tutaj elektrowni.

Szkoda, szkoda, ponieważ... Pamiętam, że tam fajna była infrastruktura już gotowa, już tam wiesz, ta woda, to wszystko idealnie pod rdzeń, pod nagrzewanie i tak, nie?

Tam czytałem trochę, że tam całkiem fajna była miejscówka pod elektrownię.

Była całkiem fajna, ale jednak nie wiem o co chodzi, wiesz co, czy to władze konińskie, czy jakaś grupowa polityka, czy jakieś inne pieniądze.

Ja tylko słyszałem, że jak PO wygrało, ma tutaj nie być elektrowni, ale czy to jest prawda, czy nieprawda, czy to w ogóle cokolwiek zmieniło, a to, że PO wygrało, nie mam naprawdę zielonego pojęcia i nie chcę jakoś fantazjować, nie?

W każdym razie pozdrawiamy serdecznie Konin.

Ja tam, mówię, swego czasu jednocześnie pracowałem w elektrobudowie, dorabiałem jeszcze w nieistniejącym, już nie sprawdziłem w końcu, więc nie powiem ci jak się nazywała ta restauracja, już jest też zamknięta.

Zresztą my tam w tym zespole to było tak... Zresztą tam pewnie ten zespół jeszcze działa.

Ja też nie będę może tutaj próbował sobie przypomnieć, jak oni się nazywają, bo to było po co reklamować ci konkurencję.

Hodujesz bydło mięsne w systemie ekstensywnym, co kojarzy się ze spokojniejszym rytmem, bliskością natury.

Czy to był wybór z rozsądku, czy potrzeba serca, by pracować w zgodzie z własnym tempem?

Wiesz co, wszystkiego i po trochu, że tak powiem, bo ja mam mniej pracy.

Do tego jest potrzebna infrastruktura, maszyny.

To nie jest trudne, wziąć kredyt, postawić oborę, kupić maszyny, a później się martwić co dalej.

Aczkolwiek ja wolę, żeby te krowy były na zewnątrz, kiedy mają więcej, tak jak mówiłem ci, słońca, więcej witaminy, kurde, że mi się nie pomyliło, B6 albo B12.

To jest porównywalne.

Czy w jakim zakresie ty sprzedajesz produkty, że tak powiem brzydko?

Teraz od niedawna postanowiłem sobie, że będę zabijał jednego byka co dwa miesiące.

Można to zmienić, ale jeszcze przepisy na to nie pozwalają.

Co ciekawe, bardzo, bardzo rzadko przyjeżdża weterynarz, żeby leczyć, ponieważ nie ma takiej potrzeby.

Jeżeli przyjeżdża weterynarz, to głównie dlatego, żeby pomóc w wycieleniu.

Nie ma potrzeby... To gratuluję, że tak szanujesz te stworzenia, że one nie są, jak wiesz, w tych filmikach propagandowych

No to nie jest chów przemysłowy, tak jak powiedziałeś, nie?

Nie, i no te cielaki są zawsze z mamą, z krową swoją, no ze swoją mamą z krową, mniej więcej gdzieś tak do 7-8 miesiąca i wtedy są po prostu...

Przestawiane na inne pastwisko, kiedy już ta krowa niedługo będzie się cieliła ponownie, żeby się troszeczkę zregenerowała, żeby ten cielak nie wypijał tego mleka i żeby ta krowa miała więcej siły do następnego cielaka.

No nie ma tutaj, czego się kiedyś nauczyłem, to chyba wyjeżdżałem, byłem parę razy w Niemczech u takiego hodowcy krów i powiedział, Adrian, krowa nie może się ciebie bać, możesz do niej mówić, jak jest, coś źle zrobi, no to trzeba ją, nie wolno krzyczeć, krowa się nie może ciebie bać, bo jak się będzie bała,

No i mówiąc wprost, mięso też jest potem jakby takie, ma posmak w cudzysłowie strachu, nie?

Na Zachodzie jest coś takiego jak ubój pastwiskowy, czyli po prostu z flintą czy tam ze strzelbą, z karabinem, nie wiem,

Jest odstrzeliwany, sztuka, na pastwisku, w spokoju, tam gdzie je.

W ogóle nie ma stresu, z transportem, z nowym otoczeniem, jakim jest ubojnia i tak dalej.

Po prostu odchodzi nagle, w spokoju.

Tak i wtedy właśnie byłoby mięso prawdopodobnie jeszcze smaczniejsze, ale przede wszystkim to zwierzę by nie cierpiało w stresie i w strachu przez załóżmy tą godzinę.

No i co potem właśnie?

Czy ty to potem jakoś masz dystrybucja, jak wygląda?

No i tak z nim porozmawiałem, mówię, no niezły pomysł i za pierwszym razem mi pomogła, podzieliła się swoją listą kontaktów.

No i to jest tak, że jak już wiem, że mam termin wyznaczony, że okej, wtedy i wtedy będzie byczek jechał do ubojni, to ja mam dwa dni na telefonie, dzwonię po klientach, zbieram zamówienia, no po klientach, no po znajomych właściwie, nie?

Okej, w ten sposób.

I tak, bo tylko tak mogę zrobić, ponieważ ja to sprzedaję na podstawie RHD, czyli Rolniczy Handel Detaliczny, gdzie musiałem sobie zrobić książeczkę sanepidowską i muszę mieć auto chłodnie, żeby po prostu móc to robić.

Nie mogę na przykład z domu sprzedawać czy coś takiego, bo nie mam tej infrastruktury takiej jak żadnej chłodni, żadnych takich pomieszczeń, gdzie mógłbym to mięso przechowywać.

Jak zmieniło się twoje spojrzenie na rolnictwo od czasu studiów na Uniwersytecie Przyrodniczym?

Wiesz co, największą satysfakcję chyba po prostu to, że się ruszam, bo masz obowiązek, musisz codziennie iść, chociaż te pół godzinki, godzinkę coś tam popracować, a taki ruch jest ważny, bo czasem można by było siedzieć cały dzień.

Super, weź mnie przyjmij na gospodarstwo, bo się muszę rozruszać.

Bo czasami się po prostu nie chce, nie ma się siły, jest pogoda do niczego, nawet się nie chce wyjść, ale wiesz, że jeżeli musisz wyjść, bo zwierzątki czekają, to też jest to sfakcjonujące.

Cieszę się, że doszedłem do tego, gdzie jestem teraz, bo jak przejmowałem gospodarstwo, miałem, nie wiem, może trzy krowy po rodzicach, a teraz mam tego sporo więcej do tego stopnia, tak jak ci mówiłem, że będę starał się co dwa miesiące mieć dostawę świeżego mięsa, co jest jeszcze bardzo satysfakcjonujące.

No i to jest jeden z większych sukcesów w tamtym roku albo w ogóle, że po prostu wziąłem się za to z pomocą rodziny.

Udało się te dołki jakoś tam powyrównywać i mam kawałek prostego pola, gdzie zrobię to szybciej, mniej kosztów, no i to naprawdę jest takie dla mnie wow.

To jest nieduży kawałek pola, bo tam jest może pół hektara, czyli naprawdę niedużo.

Tak, z pomocą rodziny i znajomych udało się.

Czy ta praca fizyczna była dla ciebie tylko sposobem na zarobek, czy może lekcją pokory wobec materii?

Wiesz co, pokory według materii, nie tak, przede wszystkim to był zarobek, tak, przede wszystkim, ale pamiętam pierwszy dzień jak był market otwierany, ponieważ ja tam pracowałem od samego otwarcia, chyba z dwa miesiące pracowaliśmy, układaliśmy towar, budowaliśmy całą infrastrukturę w sklepie, a już wtedy się poznało, poznaliśmy się między sobą jako pracownicy.

Ja po prostu bałem się rozmawiać z klientami.

Bałem się podejść i wygłosić tę regułkę, którą nam tam wciskali do głowy, jak zacząć rozmowę z klientem.

Ale po czterech latach, kiedy już się tam pożegnaliśmy, byłem wdzięczny temu doświadczeniu.

Pracowałem w tym sklepie, gdzie mogę teraz bez problemu podejść do kogoś, obojętnie czy to na ulicy, czy gdziekolwiek i porozmawiać.

Nie boję się ludzi po prostu.

Przecież mi głowy nikt nie urwie za to, że się o coś zapytam albo coś powiem.

A pytałeś o pokorę do materii.

Następuje zmiana, że to nie miało być tak, tylko tak i są nieporozumienia.

A ja nie lubię nieporozumień.

I źle się wtedy czuję, po prostu.

No niestety, ta roszczeniowość i agresja to jest dość powszechne, co?

Teraz już wiem, że powinienem bardziej ufać swojej intuicji.

I intuicja dużo podpowiada, naprawdę.

I czasem widać to na pierwszy rzut oka, po pierwszej rozmowie, że może jednak nie warto.

Wiesz co, podam ci taki przykład.

Trzeba było to robić po zamknięciu sklepu, czyli po 22 zmienialiśmy te reklamy.

Po prostu smaruje się tablicę klejem, przykleja się sześć zazwyczaj nowych brytów, tak to się nazywa fachowo.

Najtrudniejsze jest na samym początku, żeby te bryty się równo schodziły, żeby ta grafika wyglądała tak, jak powinna wyglądać, a nie z jakimiś przesunięciami.

Naprawdę z tym to na początku trzeba się namęczyć.

Ale po jakimś czasie robi się gruba, gruba warstwa, jeżeli się nie usuwa tego co kilka warstw, jeżeli się nie usuwa tego starego papieru, to się robią grube warstwy, które potrafią mieć po kilka centymetrów.

Podchodziliśmy do tego kilka razy naprawdę i to albo coś się wyślizgnęło, albo coś upadło.

Kolega zrezygnował, mówi nie Adrian, nie da się tego zrobić, to musi być cieplej, jaśniej, albo podnośnik, czy rusztowanie.

I ten kolego do tej pory mi to wypomina, że to mu daje czasem taką siłę, że...

Powiedz mi, czy mogę tutaj przyklinać?

No i to jest, no jak trzeba, to trzeba po prostu.

Jak trzeba coś zrobić, to da się, po prostu się da.

Trzeba pokombinować, nabrać trochę doświadczenia i przejść do przodu.

Czyli jeżeli jest jakaś potrzeba, coś, cokolwiek, czy zrobić zakupy, doładować telefon mamie, no to zawsze to jest właściwie ad hoc od razu, bo mieszkamy razem i nie ma jakiegoś większego problemu.

Ale wiesz, to jest piękne, że jest dalej ta wielopokoleniałość, tak jak on dziś dawniej bywało, że rodzina mieszka ze swoimi dziadkami, że wszystkie pokolenia są razem, że dzieci mogą mieć dostęp do dziadków, co nie jest takie oczywiste dzisiaj w XXI wieku, także to jest piękna sprawa.

Nie tylko siostra mieszka obok mnie i też ma dziecko w podobnym wieku, no to dziadek na przykład przywozi ich tutaj albo się zajmuje.

To nie są osoby, to są instytucje po prostu.

Czy czujesz się czasem jak psycholog tłumu, który musi wyczuć, z czego w danej sekundzie potrzebują serca gości?

Wiesz co, tak, DJ-e czy zespoły muszą być psychologami tłumu, muszą wiedzieć co się dzieje, czy ludzie chcą szybszej muzyki, czy wolniejszej, czy kiedy widzisz, że na parkiecie jest zmęczenie, czy zrobić przerwę, czy po prostu puścić jakąś piosenkę, która daje im chwilę oddechu.

Czekaj, bo mi się przypomina taka historia.

I powiem ci o jednej parze.

Nawet rozmawiałem z tą panią, bardzo miła osoba, w ogóle jedyna, że tak powiem, wada to była otyłość.

Chodzi o to, że tańczyli bardzo fajnie, dosyć szybko było i stwierdziłem, że dobra, czas na chwilę odpoczynku, puszczę coś wolniejszego.

I powiedz mi, czy kojarzysz tę piosenkę z filmu Dirty Dancing, Time of My Life?

No pewnie, ale nie mów, że podniósł swoją partnerkę do góry.

Nie, usłyszał pierwsze takty tej piosenki i powiedział, to jest nie fair, to jest kurwa nie fair.

Ale dobre powiem ci, no.

Tak i wiesz co, czasami po prostu mam w głowie ułożone co kiedy będę grał.

Jedni wolą disco polo, hip hop i tak dalej i musisz się trochę dostosować do ludzi, do ich oczekiwań.

I czasami mam tak, że mam już w głowie poukładane, co po czym będę grał i nagle widzę, że ktoś się jakoś inaczej ruszył, zaśmiał, zrobił jakiś krok taneczny i widzę, że mam, nie wiem, 15 sekund do następnego utworu, że ten mi się za 15 sekund skończy i ja mówię, nie, ta piosenka będzie lepsza i w ciągu 15 sekund włączam coś innego i jest ogień na parkiecie.

Jak to wejdzie, jak ludzie tańczą, śpiewają często, podskakują, skaczą i widać, że tak, to jest to, czego w tym momencie chcieli.

Wspomniałeś o starszym panu, który dziękował ci ze łzami w oczach za jedną piosenkę.

Ja tak sobie po prostu pomyślałem, no nie ma sprawy, zapraszam ponownie.

I pogódź, pogódź teraz.

I weź pogódź muzykę bardzo klubową z Louisem Armstrongiem.

Tak, no i nie wiem, czy to było potem Luisie, czy jeszcze trochę później, bo jeżeli wejdę w jakiś klimat, jeżeli przyjdzie do mnie ktoś i mówi, zagraj mi tą piosenkę, to jeżeli jest akurat, jesteśmy w tym temacie muzycznym i to pasuje, okej, to z automatu może lecieć od razu.

A jeżeli ktoś mi przychodzi z czymś zupełnie oderwanym, no to nie mogę tak zrobić, żeby teraz to wrzucić, bo ludzie się popatrzymy jak na kogoś, kto nie wie co robi.

Ciekawe ci powiem, tutaj Stinga, a za chwilę po Stingu Zenek Martyniuk na przykład, nie?

Tak jak przed chwilą po takim mocniejszym setcie wleciał The Time of My Life.

Nie dasz rady mnie podnieść?

Można zatańczyć cały taniec bez finałowego podnoszenia, bo nawet przy tej scenie, kiedy Patrick Swayze skakał ze sceny, to uszkodził sobie kolano, a więc nawet dla profesjonalistów to nie jest zbyt bezpieczne.

Ale czekaj, o czym to ja mówiłem, że czasem zmieniam po prostu klimat, nie?

Niestety większość pozostałych gości już nie zniosła tej muzyki.

No ja widzę, że ludzie się dobrze bawią, tańczą, że średnia wieku jest taka, że przy Love Parade czy takiej muzyce klubowej oni nie wytrzymają albo po prostu wyjdą.

Grupa znajomych tego klienta, który chciał tę muzykę, naprawdę zrobili ogień na parkiecie, ale reszta gości już poszła do pokoi.

No i ten pan, który chciał to Love Parade, przyszedł i powiedział dzięki.

Przypomniałeś mi po prostu moje lata młodości, moje lata dzieciństwa.

Czy ten rockowy pazur pomaga ci przetrwać trudniejsze dni na gospodarstwie?

Po prostu lubię tą energię, lubię przekaz i atmosferę, która jest na koncertach, na festynach, na festiwalach, nie festynach.

Nawet to było super zdjęcie Poland Rock.

Tak, teraz to się nazywa Poland Rock, tam też wchodziły jakieś prawa autorskie.

Jeżeli to tak używamy oficjalnie, to lepiej powiedzieć Poland Rock, tak mi się wydaje.

Pierwszy raz byliśmy też na Poland Rocku jeszcze w Kostrzyniu.

Pojechaliśmy tam z trójką dzieci.

Powiedz mi, czy Ty sobie wyobrażasz takie małe dzieci na tak wielkim zgromadzeniu ludzi?

Niepogujące w błocie pod sceną.

Były szacunki, że na koncercie kultu, jedyny koncert kultu na Poland Rocku czy Woodstocku wcześniejszym, szacowali, że tam było 800 tysięcy ludzi.

Obcy człowiek zaproponował, że weźmie dziecko na barana i nie czułem się źle, dziwnie czy jakiś przestraszony, że coś się stanie.

Pomyśl sobie, że... Panie, a komu to potrzebne?

Komu to potrzebne?

No to myśl, jakie zdjęcie chcesz dać jako okładkę naszej rozmowy, bo zawsze was proszę, żebyście mi podsunęli jakąś fotkę.

W 2025 przyjechaliśmy w to samo miejsce, na ten sam parking, miejsce postojowe.

I wiesz jak było miło po roku zobaczyć ludzi, gości, festiwalowiczów w różnym wieku, od 20 do 60 lat, z którymi widzieliśmy się rok temu i ta energia pozostała?

No to jest niesamowite, naprawdę, nie widzisz się przez rok, chociaż ci powiem, że tak, z jedną rodziną, bo byliśmy tam w 24. busem i w tym busie spaliśmy, taki zwykły, roboczy bus, ale tak dostosowałem trochę do, żeby to był kamper taki niby, nie?

Nie wiem, w drugim czy w trzecim dniu festiwalu po prostu już brakło tak prądu w akumatorach, że nawet się telefony nie chciały ładować.

No mówię, w sumie no ma rację i nie będę mu tutaj zatruwał życia, no każdy chciałby odpocząć, nie?

No a nie mam innego wyjścia, nie mam podłączenia do prądu jakiegoś innego zewnętrznego, a dobra rada sąsiada, to dobra rada.

No i pojechaliśmy do sklepu, zrobiliśmy zakupy.

No i ja mówię, wziąłem piwko, dwa piwka, poszedłem do niego i mówię, no tam sorry, tego dziękuję, ten, dzięki za radę i to się nie powtórzy, tam wypiliśmy po piwku.

I Poland Rock jest na początku sierpnia, a już pod koniec sierpnia jechaliśmy razem do, nad rzekę Bug, pod białoruską granicę.

Oni przyjechali do nas, się przenocowali, bo mieli kawałek i na drugi dzień pojechaliśmy nad Bug.

Powiedziałeś odważnie, że jesteś świadomy swoich ułomności.

Co w twoim życiu było twoją największą lekcją pokory, a co uważasz za swój największy osobisty sukces?

Tak jak wspomniałeś, w dzisiejszych szalonych czasach rodziny się rozpadają, a trzeba się trochę, tak myślę, napracować albo po prostu ułożyć sobie to jakoś, żeby to nie nastąpiło, żeby dzieci też były jakoś szczęśliwe i żeby jakoś wychować te dzieci na ludzi.

A propos ułomności, to na pewno moje lenistwo i brak dyscypliny.

Gdybym tutaj zawalczył... Powiedział człowiek, który zapierdziela na gospodarstwie i robi jeszcze milion innych rzeczy, że jest leniwy.

Wiesz to tak, staram się robić, to jest tego z procesu ekstensywne, staram się robić, żeby nie robić po prostu.

No widzisz i tu jest moje lenistwo, bo w tym roku posadziłem ziemniaki i nie chciało mi się iść ich pielić.

Ale za to, że ona bardziej dbała o warzywnika, więc do tej pory mamy por, seler, pietruszkę, marchewkę.

To powiedz, skąd u człowieka, który na co dzień mierzy się z ciężką pracą i odpowiedzialnością za rodzinę oraz za zwierzęta, bierze się tyle entuzjazmu do stwierdzenia kocham życie?

Albo jak jedziesz na festiwal, spotykasz znajomych, albo jak jest udana impreza, dostajesz jakąś gdzieś skórki.

Oczywiście czasem jest ciężko, ale może ja to widzę tak fajnie, bo mi się wydaje, że zapominam te złe sprawy, wiesz?

Czego najbardziej obawiałeś się w spotkaniu z samym sobą przed mikrofonem i jak jest już, kiedy jest po rozmowie, jak się czujesz?

Na przykład tego, że nam sprzęt nie zadziała i mieliśmy problemy techniczne na początku.

I nie wiem, jak ja się będę słuchał w tym podcaście.

Podpowiem, jaki mam problem i co mógłbym zrobić, żeby to poprawić.

Nie ma co poprawiać, masz super głos.

Zobacz, ja seplenię i z moim seplenieniem prowadzę od kilku lat podcast i jakoś ludzie nie zwracają uwagi albo są tak mieli, że mnie nie opierdzielają za to.

Słuchaj, zdarza ci się nucić rockowe klasyki podczas pracy przy bydle?

Pozdrawiam serdecznie sąsiada.

Co byś chciał jeszcze naszym słuchaczom coś powiedzieć, przekazać, zaprosić gdzieś, zareklamować swoje produkty, cokolwiek?

Tylko mam nadzieję, że nikt ze skarbówki nie będzie dzwonił, bo ani... Was jeszcze dziękuję serdecznie i mam nadzieję, że się uda spotkać też na żywo, może pojechać na Woodstock, a też chętnie cię odwiedzę, skoro tak zapraszasz.

No ale gdybyś robił jakieś spotkanie i byście potrzebowali DJ-a, to też bardzo chętnie się spotkam.

Także to są te plusy prowadzenia podcastu i zapraszania różnych ludzi, że człowiek dostaje różne fajne kontakty w różnych branżach.

A to powiedz mi jeszcze takie nazwisko jak Rychlewski ci coś mówi?

Z żoną prowadzili dwa zespoły nawet.

On gdzieś występował w jakichś programach, Idolach czy jakichś innych.

Tam gdzieś był swego czasu, próbował w Voice of Poland, w czymś tam.

Wiesz co, czasem się spotyka, kogoś rozmawia, a naprawdę... Ty czekaj, nawet chyba mam... Rychlewski, Mateusz Rychlewski i oni mnie, słuchaj, zgarnęli kiedyś w Koninie.

Ja podszedłem, zaśpiewałem i tak im się spodobało to, co zaśpiewałem, że mnie zaprosili do zespołu tego jeżdżącego po weselach.

Pozdrawiam w ogóle Mateusza i jego małżonkę, bo to były fajne czasy i miłą współpracę nawiązaliśmy.

Na pewno gdzieś się spotkaliśmy i dlatego... Widzisz, świat jest mały.

To jest potwierdzenie.

Jakbyś chciał potwierdzić, że ja nie kłamię, że jeździłem po tych weselach, to możesz Mateusza zapytać.

Miłego dnia, popołudnia, wieczoru, nie wiem kiedy to oglądacie i słuchacie.