Mentionsy

W związku ze śledztwem
W związku ze śledztwem
17.02.2026 18:00

Czy Kostecki naprawdę powiesił się w celi? Nowy świadek w sprawie #OnetAudio

[AUTOPROMOCJA] Pełnej wersji podcastu posłuchasz w aplikacji Onet Audio

W nowym odcinku „W związku ze śledztwem" Dominika Długosz i Mariusz Gierszewski rozmawiają między innymi: - o kulisach nagłej dymisji Andrzeja Parafianowicza, urzędnika walczącego z jednorazowymi e‑papierosami, - o tajemniczym włamaniu do jego mieszkania, podczas którego sprawcy zostawili wyraźny sygnał zastraszenia, - o gigantycznym rynku jednorazowych e‑papierosów, który w praktyce pozostaje poza kontrolą państwa, - o powrocie do sprawy śmierci Dawida Kosteckiego i nowych świadkach, - o podobieństwach między tą sprawą a aferą Epsteina, - o zatrudnieniu ojca szefa ARP - Marka Babuśki - w spółce Macieja Morawskiego.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 272 wyników dla "R"

Doszło do włamania do mieszkania Parafianowicza.

Bardzo dziwnego włamania.

Bo zginęło tylko kilka pamiątek rodzinnych, jakiś pierścień rodowy, ale sprawcy pozostawili jakby specjalnie sygnał, jakby pozostawili specjalnie pewne rzeczy, żeby dać do zrozumienia coś Parafianowiczowi.

Szczerze mówiąc, to bardzo mi przypomina to włamanie, które my mieliśmy do domu, po którymś z Twoich artykułów.

Tylko Warszawski Uniwersytet Medyczny przeprowadził niezależne badania w 2025 roku tylko z własnej inicjatywy składów chemicznych i substancji, które są w tych jednorazówkach i że ten skład chemiczny kompletnie nie zgadzał się z deklarowanym.

Janik to był agent CBA, który twierdził, twierdzi nadal, że natknął się przynajmniej na jedno nagranie pochodzące z agencji towarzyskiej braci R, na którym występował znany polityk PiSu.

Ta paralela, którą oni obydwaj czynią do sprawy Epstina jest taka, że śmierć Epstina też nie jest do końca wyjaśniona.

No i skoro służby rosyjskie mogły

Potencjalnie, hipotetycznie maczać ręce w jego śmierci w 2019 roku również, bo też popełnił samobójstwo w celi, to ta metoda działania jest dość podobna do tego, co wydarzyło się w przypadku Kosteckiego.

I że być może należałoby tutaj sprawdzić właśnie te powiązania.

To jest stare powiedzenie wszystkich ludzi służb, że korek, worek i rozporek to są trzy rzeczy, które pozwalają trzymać polityka.

Używki, alkohol, czyli korek, worek, czyli pieniądze, no i rozporek.

Małżeństwem jesteśmy od prawie 20 lat.

Codziennie rozmawiamy ze sobą o polityce.

Tropimy kulisy władzy, odkrywamy nieznane fakty, weryfikujemy teorie spiskowe.

Zapraszamy na podcast W związku ze śledztwem.

Dominika Długosz-Gierszewska i Mariusz Gierszewski.

Witamy Państwa bardzo serdecznie w naszym małżeńsko-śledczo-politycznym podcaście W związku ze śledztwem.

Ja nazywam się Dominika Długosz-Gierszewska, jestem z Newsweeka.

Nazywam się Mariusz Gierszewski, jestem z Radia Zet.

Chcieliśmy od razu też państwu się pochwalić, że mamy nominację do nagrody imienia Andrzeja Wojciechowskiego.

Oczywiście za materiał ujawniający spotkanie Szymona Hołowni z Jarosławem Kaczyńskim w domu u Adama Bielana.

Bardzo dziękujemy za tę nominację i gratulujemy również wszystkim pozostałym nominowanym.

A w dzisiejszym odcinku opowiemy o tym, czy ktoś chciał załatwić jedynego właściwie polskiego urzędnika, który walczy z jednorazówkami tymi papierosami.

I odpowiemy na pytanie, dlaczego mecenas Roman Gierty chce wznowienia śledztwa w sprawie śmierci boksera Dawida Kosteckiego.

A opowiemy też państwu, co robić w przypadkach, kiedy na przykład uważamy, że nasza sprawa w sądzie poszła zupełnie nie tak i że zostaliśmy skazani za coś, czego żeśmy po prostu nie zrobili.

Natomiast w części zamkniętej, która należy przeważnie do mnie bardziej, czyli bardziej politycznej, opowiem państwu o tym, jak to się stało, że Jacek Kurski nie został zawieszony w Prawie i Sprawiedliwości i o tym, co dzieje się w Krakowie, bo tam

Dojdzie do referendum, które ma na celu odwołanie Aleksandra Miszolskiego, prezydenta miasta.

Kto za tym stoi i co tam się w ogóle dzieje wokół tej sprawy?

To dobrze.

To co, ruszamy?

No dobrze.

Bohater tej historii jest Andrzej Parafianowicz.

To jest człowiek, który był urzędnikiem państwowym przez...

Pamiętam pana Parafianowicza od zawsze właściwie.

Generalnym Inspektorem Informacji Finansowej, czyli trzymał pieczę nad wszystkimi przelewami finansowymi.

Pamiętasz taką oferę z dopalaczami?

Tak, pamiętam wojnę, którą wydał Donald Tusk nie mu, tylko dopalaczom.

Tak, on był jakby narzędziem Donalda Tuska.

A od niedawna był też głównym urzędnikiem walczącym z e-papierosami.

Szczególnie z tymi, właściwie z tymi jednorazówkami.

To są trochę dwie różne rzeczy, bo e-papierosy i jednorazówki chińskie to trochę są różne rzeczy, ale technicznie różne.

Technicznie różnie, ale nazywa się ogólnie e-papierosami, ale będziemy rozmawiać o

No i ten urzędnik w styczniu tego roku nagle wyleciał ze stanowiska.

Do tej pory, bo był wicedyrektorem Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego.

Właściwie zwolniono go z dnia na dzień i właściwie do tej pory na pytanie za co, to nie ma jednoznacznej odpowiedzi, za co wyleciał.

Ministerstwo Zdrowia do dziś jakby nie podało powodów tej decyzji, a Parafianowicz w wywiadzie dla Rzeczpospolitej

Niemcy wierszami sugerował, że mogła być to właśnie cena, jaką zapłacił za tą walkę z jednorazówkami.

No i twierdził, że padł ofiarą lobbingu.

No i właśnie dlatego nas ta historia bardzo zainteresowała, ale nie tylko.

Dlatego, że chcemy państwu powiedzieć, że tam zdarzyły się pewne dziwne rzeczy przed tą dymisją.

Otóż w połowie ubiegłego roku

Kiedy ta wojna, ten spór, no taka też polityczno-pijarowska, o te restrykcje nałożone na te jednorazówki, toczyła się właśnie ta wojna, to wtedy doszło do włamania do mieszkania Parafianowicza.

Bardzo dziwnego włamania.

Bo zginęło tylko kilka pamiątek rodzinnych, jakiś pierścień rodowy, ale sprawcy pozostawili jakby specjalnie sygnał, jakby pozostawili specjalnie pewne rzeczy, żeby dać do zrozumienia coś Parafianowiczowi.

No to było między innymi, że zdjęli wszystkie kwiatki z okien i postawili na środku pokoju.

A także położyli na takim stosie powywalanych rzeczy, położyli archiwalną gazetę wyborczą wyciągniętą z jego archiwum i otworzyli na artykule niebezpieczne związki.

I cóż, no sprawców do tej pory nie ustalono, ale trudno oczywiście nie odczytać tego jako pewne ostrzeżenie.

I też typowa metoda zastraszania mówi się rodem ze wschodu, tak?

W ten sposób się zastrasza.

Ale w tej historii oprócz...

Szczerze mówiąc, to bardzo mi przypomina to włamanie, które my mieliśmy do domu po którymś z twoich artykułów.

I to było też bardzo podobne.

I to było bardzo podobne, bo przecież też niewiele rzeczy nam zginęło.

Jakieś drobiazgi, pierścionek po babci mój, którego nie mogę odżałować do tej pory.

Ale na wierzchu leżały laptopy, na wierzchu leżał sprzęt i aparaty fotograficzne.

Tak, zniknęła, potem się okazało, że panowie szukali zdjęć, więc to było dość logiczne, że aparaty... No to są takie właśnie łamania, które mają, wyglądają... Ale wyglądało to dość podobnie.

Tak, wyglądają, że niby mają podłoże kryminalno-finansowe, a tak naprawdę to chodzi o to, żeby komuś dać znać, żeby czegoś nie robił.

Tutaj w tej historii dalej pojawia się element dotyczący niestety opieszałości policji, no bo to jest dosyć ważny, to był dosyć ważny urzędnik państwowy.

A słuchajcie, po tym włamaniu, dopiero 11 dni po włamaniu, policja wysłała policjantkę dzielnicową, żeby się zorientowała, czy nie ma przypadkiem jakiegoś monitoringu w okolicy, jakichś kamer.

Okazało się, że tak, oczywiście są kamery na wszystkich sąsiednich domach, tylko... Nadpisane.

Dalej dopiero po 71, musiało płynąć 71 dni, aby policja wysłała zebrane odciski palców do laboratorium.

Nie wiem, po co trzymała tyle czasu te odciski palców.

Parafianowicz to wszystko odczytał w aktach sprawy i napisał pismo z takim jakby zażaleniem.

No to policja mu odpisała, że zawiadomi prokuraturę, bo ich obraża.

No to wszystko, ja nie chcę powiedzieć, że policja działała specjalnie w jakimś układzie, no tutaj po prostu natknął się na pewną opieszałość, tylko że ta opieszałość tej policji być może skutkowała i skutkuje tym, że nigdy tych sprawców się nie odnajdzie i nie odnajdzie się kto był zleceniodawcą, kto mógł być zleceniodawcą tego, tego włamania.

No więc nie znajdziemy odpowiedzi na to pytanie, ale możemy pokazać, z czym się mierzył ten Parafianowicz.

Nie chcę powiedzieć, że to właśnie tam ci ludzie konkretnie za to odpowiadają, ale co było po drugiej stronie?

No ten rynek papierosów, tych właśnie jednorazówek, to w 2023 roku był szacowany na 3 miliardy złotych obrotu.

Na rzecz tych firm sprzedających te jednorazówki działają i lobbyści, i firmy PR, znane postacie ze sceny politycznej tam występują.

A na komisji sejmowej razem z przedstawicielami tej branży pojawił się znany i wpływowy prawnik Marek Chmaj.

Wszystkie te jednorazówki pochodzą z Chin i właściwie to nie wiemy, jakie są ich skutki uboczne.

Maciej Powroźnik ze Związku Pracodawców Branży Wappingowej, która skupia właśnie tych sprzedawców, producentów, taką każdą inicjatywę zmierzającą do wprowadzenia jakiejś realnej kontroli, co to się sprzedaje i tych papierosów.

Argumentuję, że przecież to są niepotrzebne regulacje, bo każdy papieros na rynku jest badany przez biuro do spraw substancji chemicznych, które podlega Ministerstwu Zdrowia.

No ale Parafianowicz, rozmawiałem z nim, zaprzecza temu.

Twierdzi, że nie został zbadany ani jeden z kilkunastu tysięcy zgłoszonych w ostatnich kilku latach typów, smaków, modeli tych jednorazówek.

A kontroli właśnie dopuszczonych na rynek tych jednorazówek, miga się od tych kontroli zarówno Główny Inspektor Sanitarny,

I tylko Warszawski Uniwersytet Medyczny przeprowadził niezależne badania w 2025 roku, tylko z własnej inicjatywy, składów chemicznych i substancji, które są w tych jednorazówkach.

I że ten skład chemiczny kompletnie nie zgadzał się z deklarowanym.

No i ta branża oczywiście walczy o zniesienie tych niekorzystnych dla siebie regulacji, które zostały niedawno przyjęte, zwłaszcza chodzi o podatek akcyzowy 40 złotych od sztuki papierosa lub innego urządzenia do waporyzacji.

I posłuchaj, do Sejmu trafiła właśnie całkiem niedawno petycja o zniesienie tej opłaty i ona ma całkiem wielu zwolenników.

Petycję przedstawia między innymi poseł Koalicji Obywatelskiej Marcin Józefaciuk.

W petycji postuluje się, jak to napisano, dokonanie takiego kompleksowego i spójnego przejrzenia uregulowań i żeby to było jedno podejście państwa do kwestii wszystkich produktów nikotynowych.

W ogóle porządek w prawie jest generalnie słuszną tezą.

Ale potem oczywiście zmierza ta petycja do tego, żeby zawiesić czy też zrezygnować z tych prowadzonych wysokości akcyzy.

One zostały wprowadzone 20 lutego ubiegłego roku.

Właśnie w końcówce tej petycji autor doprecyzowuje, że chodzi o zniesienie lub ograniczenie akcyzy na urządzenia i wkłady do e-papierosów, przewrócenie przewidywalnego racjonalnego systemu opodatkowania płynów nikotynowych oraz przeprowadzenie rzetelnej analizy itd.

No i komisja sejmowa po przedstawieniu tej petycji oraz po dyskusji podjęła decyzję o przygotowaniu projektu dezyderatu do Ministerstwa Zdrowia.

I tak się to tam w tym sejmie pewnie będzie dalej... No pewnie jeszcze trochę będzie się to kisić, ale to wiesz co, to jest 100 milionów sztuk rocznie, to jest strasznie dużo, 100 milionów sztuk rocznie tych jednorazówek.

Ale to jest podobno biznes, który no właśnie może właściwie zrobić każdy, tylko żeby była jasność.

Powołanie pana Andrzeja Parafianowicza na to stanowisko wicedrektora Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego Państwowego Zakładu Higieny, bo to jest taka podwójna nazwa, ono było bardzo źle przyjęte w tym politycznym świadku.

Dlatego, że po pierwsze Parafianowicz nie miał żadnego, absolutnie żadnego doświadczenia w pracy w pochodnych resortu zdrowia.

Oni się z Izabelą Leszczyną znali sprzed lat z Ministerstwa Finansów, bo tam Izabela Leszczyna była wiceministrem za drugiego Tuska.

W drugim rządzie Donalda Tuska Izabela Leszczyna była wiceministrem w resorcie finansów i w tym samym resorcie wiceministrem był również Parafianowicz.

Tam się poznali, być może się zaprzyjaźnili, ale Parafianowicz miał w życiorysie aferę taśmową, bo w aferze taśmowej była również taśma.

Z jego rozmowy ze Sławomirem Nowakiem

W której rozmawiano o kontroli u żony Nowaka.

I to była taka rozmowa mocno... Panowie rozmawiali ze sobą, znali się najwyraźniej długo, pozwolili sobie na kilka słów.

Tyle tylko, że padły tam, poza niecenzuralnymi słowami, również takie zdania.

Nowak mówił, chcą ją trzepać cały 2012 rok.

Chcą najpierw wziąć rachunek bankowy.

Mam nadzieję, że to dotyczy tylko jej działalności, a nie będą chcieli crossować tego z moim rachunkiem.

Mówił Sławomir Nowak.

Na co Parafianowicz mu odpowiadał, ja to wszystko wiem, ale bo ja z Urzędu Kontroli Skarbowej, to już odkryliśmy dawno temu.

UKS komputery wyrzuciły, zablokowałem to.

Odpowiadał mu Parafianowicz.

Tutaj było kluczowe również dla prokuratury.

Prokuratura tamtą sprawę umorzyła.

I tej sprawy właściwie nie ma i można powiedzieć, że po 14 latach nie ma co do niej wracać, ale to, że Parafianowicz wrócił...

Do Izabeli Leszczyny, do resortu zdrowia.

Oczywiście wywołało bardzo duże kontrowersje, zwłaszcza, że na mieście się wtedy mówiło, że Parafianowicz ma zostać u niej wiceministrem.

Że ona chciała go na wiceministra do swojego resortu i to jest cytat z Gazety Wyborczej, która wtedy pisała.

O nominacji dla Andrzeja Parafianowicza, że wirówka się zacięła, czyli nie przeszedł rutynowego sprawdzania przez służby kandydatów na wysokie stanowiska.

I dlatego nie został wiceministrem u Izabeli Leszczyny te dwa lata temu.

Tylko został wicedyrektorem właśnie w tym instytucie.

Więc sprawa Parafianowicza, no tak jak powiedzieliśmy na początku, Parafianowicz jest od 20 lat gdzieś związany z administracją publiczną, ale nie było to taki, powiedziałabym, wzorowy przebieg służby i kompletnie bez kontrowersji żadnych.

Wiesz co, ja nie wiem, czy nie... Ponieważ tutaj właśnie największym zarzutem, jak on został powołany do tegoż Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i Państwu... To największym zarzutem było to, że on nie ma żadnego doświadczenia w tej sprawie.

Zmieniła się ministra zdrowia.

Ministra zdrowia, ona się zmieniła, co prawda, pół roku temu.

No, ale robi swoje porządki.

Ale być może również pani ministra, która bardzo stara się wyrzucić wszystkich politycznych nominatów, po prostu go znalazła i go wyrzuciła.

Wspomniałaś o bardzo, bardzo starej sprawie nagrań U Sowy i Przyjaciele.

No to ja teraz też do bardzo starej sprawy chcę.

No nie aż tak starej, ale jednak nawiązać.

Jakie niepłynne przejście.

Do śmierci boksera Dawida Kosteckiego.

Otóż mecenas Roman Giertych złożył 6 lutego wniosek o powrót do tej historii, o to, aby prokuratura znowu się nią zajęła.

Jego zdaniem, mówił zresztą to i wcześniej, bo przecież reprezentował rodzinę Dawida Kosteckiego, że to nie była śmierć samobójcza, tylko że w więzieniu na Białołęce doszło do morderstwa.

No i dlaczego teraz jest ten powrót właściwie do Dawida Kosteckiego i do afery podkarpackiej?

No bo to wszystko chodzi o aferę podkarpacką.

Przypomnę pokrótce o co chodziło.

Chodziło o to, że dwóch braci R Ukraińców założyło sobie świetny interes

Agencji Towarzyskich na Podkarpaciu.

Wycięli całą konkurencję.

Boże, te afery podkarpackie to trzeba numerować jakoś, no.

Mówi się, że około 500 kobiet sprowadzili z Ukrainy tutaj do tych swoich agencji.

No, ale oni oprócz tego, że świadczyli te usługi, to jeszcze nagrywali.

Nagrywali swoich klientów i te nagrania

Nikt oczywiście nigdy ich nie przyniósł, ale mówiło się o nich, że tymi nagraniami bardzo były zainteresowane ukraińskie służby, a to były lata, kiedy ukraińskie służby ściśle współpracowały z rosyjskimi służbami, były całkowicie zależne.

No i na tych nagraniach mieli być politycy, miał być jeden wiceminister obrony, szef jednej z komend policji czy arcybiskup.

To jest takie clue tej afery podkarpackiej.

Bokser Dawid Kostecki dostał 2,5 roku więzienia za współkierowanie grupą przestępczą, która miała trzy agencje towarzyskie konkurencyjne do braci R. I Kostecki dostał 2,5 roku więzienia.

Ale to miał kierować w latach 2003-2007, współkierować tą grupą przestępczą.

Ale musimy przeskoczyć troszeczkę do przodu.

I w 2012 roku oskarżył naczelnika rzeszowskiego CBS-u, Dawida Eś, o to, że on otoczył parasolem ochronnym tę agencję towarzyskie braci R. To wszystko.

Potwierdziło się, bo ten naczelnik, Daniel Eś, został aresztowany w 2016 roku i rzeczywiście okazało się, że tam takie rzeczy się działy, czyli że CBŚP wycinał konkurencję braci R i chronił R. Daniel Eś był częstym gościem w agencjach towarzyskich braci R i tak dalej.

Taka historia.

Co to za miejsca to Podkarpacie, naprawdę?

Okazało się właśnie, że przedstawiciele ukraińskiego SB-u, zdaje się, jeżeli dobrze mówię, służb specjalnych, nie dość, że nagabywali tych braci R, bo oni też oczywiście przemycali broń, potem się okazało, ale że nagabywali tych braci R w sprawie różnych nagrań, pendrive'ów i nagrań na CD.

Zarówno na Ukrainie, jak i też przyjeżdżali tutaj do Polski, żeby z nimi rozmawiać i próbować od nich wyciągnąć te nagrania.

Czyli bardzo ich interesowało to, co te bracia R, kogo tam ponagrywali w tych agencjach towarzyskich.

Teraz, dlaczego Roman Giertych chce wrócić do tej historii?

Otóż, z tego co się dowiedziałem, Roman Giertych ma nowe dowody.

Jest to osoba, która pochodzi z Białołęki, z więzienia na Białołęce, zdaje się.

Ty masz jakiś taki związek osobisty z Białołęką, więc może pochodzić z innego miejsca, przebywa w więzieniu.

Nie, nie, właśnie tego nie wiemy, czy przebywa, czy przebywał.

Czy przebywała, ale dobrze.

W jakiej roli, ale w każdym razie jest to osoba, która ma wiedzę o tym, co się zdarzyło w więzieniu na Białołęce.

I to jest właśnie ten, będzie to zgłoszona we wniosku dowodowym przez Romana Giertycha.

I dlatego Roman Gajer tych twierdzi, że należy wszcząć znowu to śledztwo, bo doszło tam do morderstwa, bo też muszę przypomnieć, że bokser Kostecki powiesił się w celi na swoim łóżku na prześcieradle w sposób taki, że leżący.

Co oczywiście zawsze zaczyna rodzić różne pytania.

Rodzina i mecenas Giertych twierdzą, że na szyi miał dwie kropki, jakby po ukłuciu.

Giertych dowodził, że to mogło być taki paralizator ręcznej roboty, który można zrobić nawet w więzieniu z kilku tam z baterii i tak dalej, więc że mógł być użyty taki paralizator.

Wtedy, czyli kilka lat temu prokuratura nie dała temu wiary, teraz Giertych uważa, że należy do tego wrócić.

Jeśli ma nowego świadka, no to jest szansa na taki powrót, bo to zawsze nowy świadek jest dodatkowym materiałem.

Ale według mojej wiedzy Giertych ma jeszcze coś, dlatego że w jego kancelarii zdeponował swoje materiały były agent specjalny Wojciech Janik.

To jest druga postać ważna dla tej afery podkarpackiej i nierozerwalniec według mnie jakby związana też z Dawidem.

Dlatego, że Janik to był agent CBA, który twierdził, twierdzi nadal, że natknął się przynajmniej na jedno nagranie pochodzące z agencji towarzyskiej braci R, na którym występował znany polityk PiSu.

I że on to nagranie przywiózł do centrali CBA, a tam się zaczęła cała zabawa wokół niego, czyli że to nagranie... Znany sprawujący wysoką funkcję publiczną.

A tam to nagranie mu zostało wyjęte z szafy pancernej, wobec niego wszczęto postępowanie, które doprowadziło do, jakby szykany rozpoczęły się wobec niego.

Szykany, które doprowadziły do tego, że w 2018 roku agent specjalny Wojciech Janik znalazł się poza CBA.

On napisał, to wszystko pisał w liście do premiera, w liście do szefa CBA.

Pisał, pisał, nic to nie przyniosło, więc dlatego

Przyszedł do nas do dziennikarzy.

I na początku roku 2019, luty, marzec, opisaliśmy te twierdzenia.

Opisaliśmy to, co twierdził Wojciech Janik.

I tu jest właśnie taka korelacja czasowa, że jakby Janik w marcu 2019 roku ujawnia

Bo ta afera podkarpacka gdzieś tam się toczyła, ale na peryferiach, a on ją wyciągnął tutaj na światło dzienne i jeszcze dodał do niej właśnie ten element znanego polityka, który miał być tam nagrany.

I co się zdarzyło kilka miesięcy później?

No właśnie w sierpniu 2019 roku

Dawid Kostecki, który opowiadał o tych samych rzeczach, może nie było w jego opowieści tego polityka, ale były też właśnie nagrania i tak dalej z agencji towarzyskich, no właśnie popełnił samobójstwo.

Czyli jakby... Pół roku później, jakoś tak w sierpniu.

Tak, w sierpniu.

W marcu Janik zaczął opowiadać swoją historię, w sierpniu Kostecki się powiesił.

Więc te dwie postacie są jak najbardziej ze sobą związane.

I myślę, że wracając do Dawida Kosteckiego, trzeba też spróbować zweryfikować to, co Wojciech Janik twierdził.

Co prawda pan mecenas, poseł Giertych robi bardzo daleką jakąś paralelę do sprawy Jeffrey'a Epsteina.

Nie wiem, czy to ma słuszność, nawiązując do tej sprawy, ale minister sprawiedliwości Waldemar Żurek

Ostatnio powiedział, też nawiązując do afery Epstina, nie wiem, coś tak uparli, że przeczytał raport dotyczący śmierci Dawida Kosteckiego i on widzi tam miejsce do analizy i widzi tam miejsce przynajmniej do sprawdzenia jeszcze niektórych wątków.

Tak, że na niektóre rzeczy należałoby pogłębić i wyjaśnić to, co tam się zdarzyło.

Ta paralela, którą oni obydwaj czynią do sprawy Epstina jest taka, że śmierć Epstina też nie jest do końca wyjaśniona.

No i skoro służby rosyjskie

Mogły potencjalnie, hipotetycznie maczać ręce w jego śmierci w 2019 roku również, bo też popełnił samobójstwo w celi, to ta metoda działania jest dość podobna do tego, co wydarzyło się w przypadku Kosteckiego i że być może należałoby tutaj sprawdzić właśnie te powiązania.

Kończąc ten wątek jeszcze tylko dodam, że były agent specjalny CBA Wojciech Janik twierdził, że mowa jest o około 4000 różnego rodzaju nagrań z agencji towarzyskich, które mogły gdzieś w Polsce się znajdować, a mogły się już znajdować gdzieś za granicą.

Pamiętajmy, proszę Państwa, że to jest stare powiedzenie wszystkich ludzi służb, że korek, worek i rozporek to są trzy rzeczy, które pozwalają trzymać polityka.

Używki, alkohol, czyli korek, worek, czyli pieniądze, no i rozporek.

Teraz wrócimy do poprzedniego naszego odcinka, ponieważ chcemy coś jeszcze doprecyzować, bo mówiliśmy w poprzednim odcinku o aferze ze szwajcarską spółką Orlenu, gdzie zginęło...

Półtora miliarda złotych wysłanych jako zaliczki na ropę, która nigdy się nie pojawiła.

Nie dość, że nie przypłynęła, ale nigdy się nie pojawiła na tych stankowcach, które czekały na tę ropę.

I mówiliśmy o tym, że jeden z głównych tam podejrzanych, Marcin O., czyli człowiek, który był w zarządzie tej szwejcarskiej spółki, miał wrócić do Polski, że się dogaduje, że ma wrócić.

No okazało się, że już wrócił.

I że 15 grudnia sąd wydał dla niego list żelazny, czyli takie zapewnienie, że jak się stawi tu w Polsce, to nie będzie wsadzony do aresztu.

I rzeczywiście pan Marcin O. stawił się.

Ponoć składał wyjaśnienia przez trzy dni.

Ale co jest ważne w tej historii?

Ważne jest to, że dzięki jego wyjaśnieniom być może prokuratura będzie mogła jeszcze raz wystąpić do Zjednoczonych Emiratów Arabskich o ekstradycję tej drugiej co do ważności osoby, Samera A. To on też był tam kierownikiem tej szwajcarskiej spółki i bardzo dużo o tym wie.

Podobno ten wniosek polski, który wystosowaliśmy do Zjednoczonych Emiratów Arabskich był taki sobie.

Popełniono tam jakieś błędy, w związku z tym nie doszło do jego ekstradycji.

Ale teraz, dzięki tym nowym wyjaśnieniom Marcina O., to może będzie można ponownić ten wniosek.

Podobno prawo w Zjednoczonych Emiratach Arabskich dopuszcza taką możliwość ponowienia takiego wniosku o ekstradycję.

I wszyscy liczą na to, że prokuratura ściągnie także Samera A, bo jego wiedza jest jeszcze większa.

A tam jest ten element finansowania terrorystów arabskich, bo to wyszło w różnego rodzaju działaniach służb specjalnych.

Między innymi nasze ABW o tym donosiło, że są powiązania między Samerem A, a różnymi grupami, które finansowały właśnie arabski terroryzm.

Więc sprowadzenie tej osoby też może zapoczątkować bardzo ciekawe nowe wątki w tej historii.

To jest takie coś, na co bardzo wiele osób czeka, bo Samara to jest legendarna postać.

I tak, oczekiwanie na to, co będzie miał do powiedzenia w bardzo wielu instytucjach budzi emocje.

Tak i przepraszam jeszcze tutaj, no jak już jesteśmy przy Orlenie, to muszę to powiedzieć, że Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego zajęła się wnioskiem o, kolejnym wnioskiem polskiej prokuratury o zdjęcie imunitetu Danielowi Obajtkowi.

Tym razem za takie dwie sprawy.

Jedna, w której chodzi o to, że wycofał ze stacji benzynowych jeden numer tygodnika, nie?

Ponieważ według niego obrażał uczucia religijne.

A drugi zarzut o to, że znając przed sądem, po prostu powiedział coś, co stoi w sprzeczności z ujawnionymi teśmami.

Daniel Obajtek miał mówić, że nie znał dziennikarza Piotra Nisztora, czy też w ogóle...

Nie było między nimi żadnego kontaktu, a potem się okazało, że jest taśma ujawniona przez Onet, fragmenty ujawnione przez Onet, że Piotr Nisztor przyszedł do Daniela Obajtka i załatwiać robotę dla rodziny.

Daniel Obajtek twierdzi, że te nagrania zostały pocięte, zmanipulowane.

Ale prokuratura nie dała ten wiary.

Ale nie zmienia to trochę faktu, że znał Piotra Nisztora.

A zeznał pod przysięgą, że nie znał.

Więc Komisja Prawna zajmowała się tym wnioskiem.

W ciągu dwóch, trzech tygodni będzie taka rekomendacja napisana Komisji Prawnej.

Prawdopodobnie ta rekomendacja będzie pozytywna i w marcu Parlament Europejski będzie głosował nad kolejnym zdjęciem imitetu do tych dwóch spraw Danielowi Obajtkowi.

Jeszcze mamy jeszcze, przepraszam, jeszcze jedna sprawa też wynikająca z poprzedniego naszego odcinka.

Opowiadaliśmy o tym, o kontroli przeprowadzonej w spółce Agencji Mienia Wojskowego, w spółce, która się nazywa Agencja Mienia Wojskowego Kwatera, która zajmuje się wojskowymi kwaterami, że tam wykazała ta kontrola nieprawidłowości, że pan prezes kwatery, pan Maciej Morawski, chciał

Podpisać koniecznie jednoosobowo sprzedaż działki, to było niezgodne z... Z niczym to niezgodne było.

No i myśmy przypomnieli, że pan Maciej Morawski to jest taka prawa ręka obecnego prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu Bartłomieja Babuśki, że od wielu lat się znają, że pan Maciej Morawski jako adwokat reprezentował go w wielu sprawach, razem robili interesy w Polsce, na Ukrainie.

No powiedzieliśmy też, że pana Macieja Morawskiego, że to jest też jakiś współpracownik pana ministra aktywów państwowych, Wojciecha Balczuna.

Pan minister Balczun mówi, że go nie zna.

To mówimy, że pan minister mówi, wycofujemy się z tego.

Minister Balczun nie znał pana Macieja Morawskiego.

W tej spółce u pana Macieja Morawskiego zatrudniony jest też...

Pan Marek Babuśka.

Szok, niedowierzanie.

Jako doradca, tak?

Muszę odczytać, bo pan prezes Maciej Morawski zażądał, żeby całe oświadczenie odczytać, więc... Czytaj.

Jest prawdą, że od lipca 2024 roku na stanowisku doradcy zarządu ds.

inwestycji zatrudniony jest pan Marek Babuśka.

O zatrudnieniu pana Marka Babuśki zdecydował zarząd spółki AMW Kwatera.

Pan Marek Babuśka posiada ogromne doświadczenie w zarządzaniu podmiotami gospodarczymi i nadzorowaniu inwestycji wykorzystane w szczególności podczas pełnienia funkcji członka zarządu TBS Kwatera w latach 2011-2017, czyli

Po prostu w spółce, która była wcześniej tą kwaterą, tu się przeobraziła, później pewnie WAM-2 kwatera.

Pan Marek Babuśka.

Dobra, przepraszam.

Posiada wykształcenie wyższe zdobyte na Politechnice Krakowskiej.

Ukończył studia na kierunku budownictwo lądowe o specjalności konstrukcje budowlane i inżynierskie.

Od 1978 roku pracował jako nadzorujący inwestor.

Przypomnę, jest to ojciec pana Bartłomieja Babuśki, który jest prezesem Agencji Rozwoju Przemysłu, a którego bliskim współpracownikiem jest właśnie prezes AMW Kwatery, pan Maciej Morawski.

I kropka.

I kończymy na tym pierwszą, czwartą część naszego podcastu.

Za chwilę przejdziemy do historii pana Marcina, który za moment będzie musiał odbyć karę więzienia.

Prawie półtora roku.

Półtora roku za pobicie, no tyle tylko, że pan Marcin nikogo nie pobił.

Więc za chwilę o tym będziemy państwu opowiadać i o moich politycznych różnych historiach.

Zapraszamy państwa bardzo serdecznie na kolejną część naszego podcastu do aplikacji OnetAudio.

Nowe odcinki znajdziesz w każdy wtorkowy wieczór w aplikacji OnetAudio na Newsweek.pl oraz na kanałach youtubowych Radia Zet i Newsweek Polska.