Mentionsy
MY, MAZURY I VOGULEŻANKI
👉 zamów naszą książkę: https://www.krolowedram.pl
👉 sprawdź nasz merch: https://patronite-sklep.pl/kolekcja/vogule-poland/
👉 wspieraj nas na YouTubie, by mieć bonusowe treści: https://www.youtube.com/channel/UClCufEJK0FvBiMzOyZWV1ng/join
👉 nasz VOGULETTER: http://voguletter.online
👉 więcej nas: http://vogulepoland.online
👉 montaż: Ania Kanik / https://www.instagram.com/xkanix
👉 Fragmenty utworów należą do ich prawnych właścicieli i zostały wykorzystane wg prawa cytatu (art. 29 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych).
#VOGULECOMYŚLISZ?
Szukaj w treści odcinka
Tu Patryk Chlewicz.
Madam.
Witamy was w podcaście W ogóle Poland.
Odcinek numer... Towarzyski.
Bo my jesteśmy takimi towarzyskimi osobami w ostatnich miesiącach.
Bardzo jesteśmy towarzyskimi osobami, a będziemy dzisiaj dokładniej mówić o naszej społeczności, bo tak się złożyło, że ona się zbudowała.
Się sama?
No trochę tak właściwie, wiesz.
Ja mam wrażenie, że my pojawiając się w internecie i tam mówiąc różne rzeczy... Mhm.
I okazało się, że to bliżyło do nas sporą część ludzi.
I tak jak nie byliśmy nigdy w takim życiu realnym zbytnio popularni, tak się okazało, że w internecie
jest więcej tych osób takich podobnych do nas, które czują nasze poczucie humoru i podobnie myślą.
Ja to sobie tak wyobrażam, że my po prostu wynajęliśmy jakąś salę, to jest oczywiście metaforyczne, i do tej sali zaprosiliśmy osoby, z którymi w miarę kumamy poziom żartu albo jakieś poglądy czy cokolwiek innego i te osoby zaczęły się w tym pokoju integrować.
No ja bym powiedział nawet, że nie zaprosiliśmy ich, no bo skąd mogliśmy je zaprosić, skoro ich nie znaliśmy.
One same się zaprosiły, one nas odnalazły, my po prostu zostawiliśmy otwarte drzwi i one przeszły przez ten próg.
Po prostu wjechały z buta nam na chatę.
I no zostały lub nie, to już jest ich wola, ale no my tę społeczność budowaliśmy latami.
No fajnie, że tak wyszło, jak wyszło.
Ja jestem bardzo zadowolony.
Kto by się spodziewał?
No dobra, ale do czego właściwie zmierzam?
A, musi być jakiś plag, więc my opowiadaliśmy w naszej książce o pierwszych 10 latach istnienia w ogóle Poland, więc tam więcej się dowiecie, jak to w ogóle się zadziało, że jesteśmy tutaj, gdzie jesteśmy teraz.
A teraz jest kodzik, kod brzmi 3 i tam go wpisujecie przy zamówieniu i macie 30% zniżki.
Więc korzystajcie.
No i wiecie, na przestrzeni lat poznaliśmy masę osób, czy to w internecie, czy na przykład, nie wiem, na ulicach, podczas naszych imprez.
Dzięki wam, dzięki rozwijającemu się w ogóle Poland, już no...
Dobrych kilka lat temu mieliśmy możliwość zatrudnić Anię, naszą montażystkę, która zdjęła to brzemię z Patryka, który początkowo się tym zajmował, ale nie za bardzo się w tym odnajdywał.
No i nie robiłem to na takim poziomie, który by mnie satysfakcjonował.
My Anię poznaliśmy na naszych imprezach krakowskich.
Była to wariatka, która w pierwszym rzędzie wydzierała się do samego rana i to wyszło całkowicie naturalnie.
Rozmawialiśmy sobie po imprezach, bo w przeszłości, tak jak w przyszłości, zawsze jest szansa i okazja z nami pogadać po imprezie.
Najbliższa odbędzie się
31 października w Krakowie.
Będziemy tam świętować Halloween na naszym w ogólowym Balu Wszystkich Świętych.
Bilety jeszcze są, znajdziecie je w opisie tego odcinka.
No i nie wiem, Ania jakoś wtedy nam tak po prostu rozmawialiśmy, smoltokowaliśmy sobie i powiedziała, no że ona coś tam ogarnia w tym internecie, jakiś ten montaż i te sprawy.
W końcu ta, wiecie, ta lampka, ta żarówka nam zaświeciła w głowie i zaproponowaliśmy jej współpracę.
która trwa w najlepsze.
Podobnie wydarzyło się w ostatnim czasie, ponieważ mieliśmy to szczęście, że mogliśmy zatrudnić drugą w ogóle maniaczkę, Martę z Warszawy, którą również znamy z naszych imprez, na które chodziła.
Z osiem lat?
Osiem lat, jak ostatnio liczyliśmy, no ale znamy nie tylko z imprez, bo znamy też z internetu, gdzie po prostu komentuje, pisze, udostępnia i nas oznacza.
Czy pojawia się na naszej grupie facebookowej Pogóle Wolant?
Zapraszamy.
Zatrudniliśmy Martę, ponieważ mieliśmy taką możliwość oraz stwierdziliśmy, że jeżeli chcemy rozwinąć w jakiś sposób jeszcze w ogóle Polan, to po prostu ona nam w tym pomoże, ponieważ jest osobą, która umie ogarniać rzeczy, których my nie umiemy ogarniać.
Umie rozmawiać, umie załatwiać i przede wszystkim jest na miejscu, czyli w Polsce.
Dlatego nasz zespół się w ostatnim czasie powiększył, z czego jesteśmy bardzo szczęśliwi.
Zobaczymy, co przyszłość przyniesie.
Jak widzicie, to wszystko wychodzi bardzo naturalnie.
My nigdy nie robiliśmy żadnej jakiejś, jak to się mówi... Biznesplanów, o to ci chodzi?
Nie, chodzi mi, że się zatrudnia osoby i się...
Coś takiego, nie?
Nie robiliśmy nigdy rekrutacji, nigdy nie dawaliśmy żadnych ogłoszeń, bo tak naprawdę my nigdy nikogo nie szukaliśmy.
My od samego początku robiliśmy wszystko sami i to się sprawdzało do pewnego momentu, gdy po prostu chcieliśmy się rozwijać i mając dookoła siebie osoby, które mogłyby nam w tym pomóc...
Po prostu uznaliśmy, że będzie super zaprosić je do tego i razem robić coś zajebistego.
Kilka miesięcy temu dostaliśmy ciekawą propozycję, ponieważ dwie inne, dwie w ogóle maniaczki, z którymi również znamy się już od lat, między innymi dzięki naszym imprezom, zaproponowały nam, żebyśmy przyjechali na Mazury.
ponieważ jedna z nich dysponuje działką oraz domkiem, zna bardzo dobrze to miejsce i po prostu zaprosiła nas, abyśmy mogli spędzić na Mazurach kilka dni.
No i my to zaproszenie przyjęliśmy.
Jak to na bardzo towarzyskie osoby przystało.
Jest to dosyć zabawne, tak jak sobie teraz o tym myślę i zresztą gadaliśmy też o tym na miejscu.
Tak, na wyjeździe.
Dlaczego to zrobiliśmy?
Po prostu wiecie o tym, czujecie to i czasami to takie flow, ta energia pomiędzy jakimiś ludźmi jest bardzo wyczuwalna, wręcz namacalnia.
I taka naturalna też, naturalnie wychodzi po prostu jakoś podczas rozmowy, spojrzeń w odpowiednich momentach, uśmieszków czy śmiania się z tych samych rzeczy.
Tak, więc czuliśmy, że to będzie kilka fajnych dni i to jest okazja na fajną przygodę.
Choć tak naprawdę wiecie, życie jest nieprzewidywalne.
I gdy już tam dotarliśmy, to się razem we czwórkę śmialiśmy, że no, to kiedy nas zabijacie?
No bo wiesz, no taka prawda.
Kto by coś takiego zrobił tak naprawdę?
No znamy te osoby.
na przestrzeni lat, ale czy na pewno przylatujemy do Polski, jedziemy gdzieś na wieś na Mazury, gdzie praktycznie właściwie nie ma nawet zasięgu telefonicznego i mamy tam spędzić kilka dni.
I gdy my tam lecieliśmy, to dosłownie zadawałem sobie kilka razy to pytanie, co my właściwie robimy?
Bo od pięciu lat, gdy już mieszkamy w Hiszpanii, w Barcelonie,
Zazwyczaj nasza podróż do Polski wiązała się z jakimiś takimi powiedziałbym misjami po części zawodowymi.
No tak, jakieś imprezy, jakieś inne rzeczy zawodowe.
To był chyba, no nie wiem, pierwszy raz, gdzie całkowicie jechaliśmy na wakacje bez nawet kręcenia żadnych vlogów.
Tak, i wyprowadziliśmy się do Hiszpanii, żeby po pięciu latach pojechać na wakacje na Mazurę.
No tak, jakoś tak wyszło, ale wiesz, nikt tego nie planował.
I nikt nie spodziewał się, że tak wyjdzie.
Dobra, no ale okej, sama podróż, no było ciężko.
Ja ogólnie nienawidzę podróżować.
Ja nie cierpię lotniska.
Szczególnie właśnie samolotami.
Nie cierpię tego, że trzeba być kilka godzin wcześniej, nie cierpię stanie w kolejkach oddawania tych bagażów, nie cierpię później stania do samolotu, nie cierpię momentu, gdy trzeba stać i czekać, żeby usiąść na swoje miejsce.
Siedzisz trzy godziny na tyłku, na tym niewygodnym siedzeniu, kość ogonowa już cię napieprza.
W momencie tylko, gdy wylądujemy, wszyscy wstają i znowu musisz wstać.
Oczywiście standardowo.
Zawsze musi to być autobus, nie?
Jak przylatujemy do Polski.
Więc tam też musisz czekać.
Wiecznie, zawsze, wszędzie musisz czekać.
A ja nienawidzę tego najbardziej na świecie.
Więc byłem taki, co my robimy?
Po co w ogóle my tutaj przyjechaliśmy?
Przyjechaliśmy w jakąś jedną wielką niewiadomą.
To prawda.
Wywożą nas gdzieś na wieś po prostu, wiesz.
Tak, tak, tak.
Więc na początku było ciekawie.
Tak, było ciężko, ponieważ jedna z nich odebrała nas z lotniska, więc po locie jeszcze czekały nas prawie dwie godziny podróży samochodem, ale udało nam się dotrzeć po to, aby pójść od razu spać.
Tak, bo przylecieliśmy jakoś późno i zanim dojechaliśmy na te Mazury, to było przed północą, mam wrażenie.
A my jesteśmy starymi ludźmi, więc już trzeba iść spać, wymęczeni.
To było jakoś po godzinie pierwszej, to była jakaś szalona godzina, no bez przesady, wiesz o co chodzi.
Tak, po pierwszej to było.
Naprawdę, no.
Oczywiście przez jakieś tam poprzednie tygodnie rozmawialiśmy ze sobą i układaliśmy jakieś plany.
Były burze mózgów na temat tego, co każdy i każda z nas, nie wiem, chcieliby porobić, jakieś propozycje.
Więc najważniejszymi punktami właściwie tego wyjazdu miało być ognisko i grillowanie.
Ale zanim do tego przyszliśmy, to pierwszego już takiego pełnego dnia po zakupach, co jest bardzo istotne, pojechaliśmy na zakupy.
Mam wrażenie, że chyba zwiedziliśmy prawie każdy market w tym miasteczku.
Dla mnie było super rozrywką, bo ja uwielbiam... Chodzić po supermarketach, powiem sobie wprost.
I nawet już nie tyle co kupować, ale oglądać i rozeznawać się w ogóle.
A tak jak my zawsze powtarzamy, naprawdę asortyment w polskich sklepach jest...
Naprawdę na wysokim poziomie.
Każdy napój, jakieś napoje, chipsy, cokolwiek, wszystko jest w pięćdziesięciu wariantach, nie?
Do tego jakieś limitowane edycje, nie wiadomo co tam jeszcze.
To tak nie wygląda tutaj w Hiszpanii.
Absolutnie nie.
Więc zakupy się udały.
Później mieliśmy późne śniadanie, które ja postanowiłem przygotować.
Oczywiście, że było pyszne, ponieważ jaj robiłem i była to jajecznica z kurkami.
Z kurkami.
Mniam, mniam, mniam, mniam.
No i wybraliśmy się na jezioro, no bo skoro jesteśmy na Mazurach, no to wypadałoby trochę popływać, prawda?
Przynajmniej na łódce.
Wiecie, ja naprawdę, mając 35 lat, byłem pierwszy raz na Mazurach.
A ty?
Ja jeździłem na Mazury i jeździłem na te Mazury nawet jakieś tam, nie wiem, 12 lat temu ze znajomymi i wspominam dobrze Mazury.
Jeszcze z dzieciństwa pamiętam, jak jechałem na rowerze na Mazurach.
Mam takie wspomnienia.
No to musiało być bardzo dawno temu.
To było bardzo dawno temu, potwierdzam.
No to ciekawe.
Ale byłeś gdzieś w okolicach tego miejsca, gdzie my byliśmy?
Nie, tam trochę w innym rejonie.
My się wybraliśmy nad jeziorko.
Dziewczyny już znały to miejsce, więc wiedziały, co należy wypożyczyć.
Tak, wypożyczyliśmy.
Ja nawet nie wiedziałem.
Wiedzieliście o tym, że takie małe łódeczki, normalnie z silnikiem,
można wypożyczać bez żadnych jakichś pozwoleń, bez żadnych jakichś praw jazdy, czy coś takiego.
Ja nie miałem o tym pojęcia.
Ja też nie wiedziałem tego.
Fascynujące.
To było absolutnie fascynujące.
Ja w ogóle nie spodziewałem się, szczerze mówiąc, że my na czymś takim wylądujemy.
Wstępnie rozmawialiśmy wcześniej przed wyjazdem o kajakach, co też mogłoby być ciekawe, no ale jednak nie byłoby tak wygodne.
No raczej.
No i trzeba byłoby ruszać się.
No i nie można by było sobie robić sesji zdjęciowych na wodzie i tak dalej, bo jesteś w tym małym plastikowym kajaku.
To prawda.
Mieliśmy takie szczęście.
Po pierwsze, dopisała nam na maksa tego pierwszego dnia pogoda.
Było bardzo ciepło.
Bardzo słonecznie i było bardzo mało ludzi na jeziorku, na tym jeziorze.
Właściwie ludzi nie było.
Nie było czegoś takiego, że łódki się mijały.
Tak, były trzy morze łódki w zasięgu wzroku.
Po prostu jezioro było nasze.
Co później zrobiliśmy po łódkach?
Później po łódkach wróciliśmy i zaczęliśmy sobie siedzieć i rozmawiać.
zaczęliśmy wstępnie robić przygotowania do ogniska, ponieważ zdecydowaliśmy, że zrobimy wieczorem ognisko tego pierwszego dnia, bo wiedzieliśmy, że w najbliższych dniach może padać, więc to była ten wieczór, ta noc była pewną suchą nocą.
Pojawił się pierwszy problem, ponieważ okazało się, że nikt nie umie rozpalić ogniska.
Tak, to był dosyć poważny problem, bo żadna z czterech osób nie potrafiła.
Każda z tych czterech osób w przeszłości była na ognisku, ale była jedynie uczestnikiem, obserwatorem.
I okazało się, że zawsze w naszych ogniskowych przygodach była jakaś osoba, która to ogarniała.
W tym przypadku takiej osoby zabrakło.
Byliśmy tylko my, jakaś drewienka i siekiera.
Tylko ta siekiera była po prostu do, wiesz, do zwrotu.
Totalnie.
Jakby ja jestem przekonany o tym, że ona była jakaś tempa na maksa.
Tak, ona była no tak tempa jak...
Słuchajcie, każdy z nas próbował po prostu tą siekierą porozwalać te drewienka na jakieś takie mniejsze, no bo muszą być cienkie, żeby to wszystko się zajęło jakoś, coś tam, coś tam.
To lokalna tradycja, tak, tak.
Słuchajcie, no polegliśmy na maksa.
Nie, chciałem powiedzieć, że to było całkiem zawstydające, ale totalnie nie mam takiego wrażenia, bo byłem na takim luzie na tym wyjeździe i bez żadnej spiny i po prostu nie udało się to ognisko, no to się nie udało, no to trudno jakby.
Zjemy w jakiś inny sposób i nie miałem żadnej takiej rozkminy, że o Boże, co teraz i tak dalej.
A ty miałeś takie rzeczy w głowie?
Myślę, że wiedziałem, że... W sensie, no chciałem to ognisko, no oczywiście.
No tak, no ja też.
Ale wiedziałem, że jakby przeżyję bez tego.
Nawet jeżeli ono się nie wydarzy, no to wiesz, no będziemy jakoś żyć i przyjdzie ten dzień następny.
No ale dobra, no wiecie, to ognisko jakoś nie za bardzo nam szło, bo były próby.
I te jakieś tam, coś tam niby się tliło, ale jednak nie.
No, ale pomyśleliśmy, dobra, no to walcz to ognisko, słuchajcie, zrobimy tego grilla.
No ale okazało się, że nikt nie umie tego grilla rozpalić.
Naprawdę?
Ten grill był grillem gazowym.
Trzeba było podpiąć butlę gazową i nikt nie potrafił tego zrobić.
W sensie okazało się ostatecznie, że zostało to dobrze podpięte, tylko my się cykaliśmy, czy na pewno dobrze to jest podpięte, czy nie wybuchniemy, czy się nie ulatnia gaz i tak dalej.
Także podeszliśmy do tego...
Za bardzo odpowiedzialnie powiedział go.
I ostatecznie ten pierwszy dzień no nie wiem, spędziliśmy na jedzeniu jakichś takich chrupków, coś w tym stylu, ale nie narzekaliśmy absolutnie.
Było wszystko okej i zakończyliśmy go właściwie jakoś tak dosyć wcześnie, bo o 23, co też uważam, że było super decyzją.
Tak.
No nie szło nam, słuchajcie, no nie szło nam, no po prostu nam nie szło tego dnia i ja byłem po prostu gotowy już na następny dzień, więc musieliśmy zakończyć ten poprzedni.
W ogóle to też swoją drogą, taka ciekawostka, bo ja miałem, opowiadałem o tym chyba w przeszłości.
Miałem problemy ze snem.
Na chwilę obecną one się skończyły dzięki mojej wizycie u psychiatry online'owej oczywiście i dzięki pomocy farmakologicznej.
Więc te dni, które spałem tam, na tych Mazurach, spałem jak nie pamiętam kiedy.
Naprawdę.
To ciekawe, bo nawet nie we własnym łóżku, a wiadomo, że nie we własnym łóżku to jest mniej komfortowo.
Tak, w ogóle mi to nie przeszkadzało do tego stopnia, że jak Patryk budził się przede mną, to ja się nie przebudzałem z nim.
Ja się budziłem i jego już nie było, rozumiecie?
A w ciągu nocy potrafiłem się przebudzać wielokrotnie z byle jakiegoś małego dźwięku czy poruszenia, więc było to bardzo uciążliwe.
No i tego pierwszego dnia, jako że trochę pojeździliśmy, no bo były te sklepy, były te łódki, to właściwie stwierdziliśmy, że nie chce nam się nigdzie ruszać, że chcemy po prostu zostać tutaj na miejscu, mamy działeczkę, mamy piękną pogodę.
Pograliśmy trochę w Babingtona.
Pograliście.
Pograliśmy, co niektórzy, bo niektórzy nie zagrali ani przez sekundę.
Trochę sobie podjedliśmy jakichś rzeczy, jakichś owocków.
Ja miałem słoneczniczka oczywiście.
Dobra, już nie przesadzaj z tymi owockami.
Jedliśmy jakieś żelki i chrupki.
No głównie pograliśmy sobie w jakieś karciane gry.
Problem był dla mnie największy.
To były komary.
Było naprawdę ciężko, co było raczej do przewidzenia.
Oczywiście, że tak.
To jednak Mazury.
Dlatego zabraliśmy, byliśmy przygotowani.
Zabraliśmy ze sobą, wiecie, do wtyczki.
Do kontaktu takie urządzonko.
Zabraliśmy świecę antykomarową.
Dziewczyny miały też psikadła na ciało, ale mimo to bywały uciążliwe.
I wiecie, co było najlepszym rozwiązaniem tej sytuacji?
Mogę wam sprzedać tego tipa kawa.
Zwykła kawa mielona.
Wysypujecie ją na jakieś żaroodporne, najlepiej miseczkę czy cokolwiek innego i podpalacie ją.
Żaroodporny, podkreślam, żaroodporny.
Bo my nie zrobiliśmy żaroodporny, nie był przypał.
Zaraz do tego przejdziemy.
I ta kawa zaczyna się palić i ten dym, który jest dymem totalnie przyjaznym i takim niezatykającym, niepodrażniającym i tak dalej.
I ten dym odstrasza zajebiście komary i jakieś inne meszki.
Naprawdę to działa.
I co właściwie?
No i tak sobie chillowaliśmy na kocyczkach, aż do takiego późniejszego popołudnia, no bo postanowiliśmy, że robimy tego grilla.
Nie ma innej opcji po prostu.
To musi się wydarzyć.
Skonsultowaliśmy się telefonicznie z ludźmi bardziej kumatymi niż my i słuchajcie, to się udało rozpalić.
Naprawdę.
To się udało rozpalić.
Wszystko zostało przygotowane.
Było wszystko do jedzenia.
Nieska, warzywka, pieczywa.
Jakby naprawdę wszystko.
bagietki czosnkowe daliśmy normalnie na grilla, rozumiecie to?
I sobie tak siedzieliśmy i słuchaliśmy muzyczki i rozmawialiśmy i było bardzo przyjemnie.
Ja przez ten cały pobyt, który trwał no...
Trzy, cztery dni, no właściwie.
No tak, no cztery dni z tym, ja liczyłem z tym dniem pierwszym, gdzie byliśmy o pierwszej w nocy, ale to jakby się nie liczy.
Ja praktycznie w ogóle nie korzystam z internetu.
Tak, ja tak samo.
Tam dodawałem jakieś, wiedziałem, że muszę o którejś godzinie puścić wideo na w ogóle, no to robiłem sobie budzik, żeby po prostu o tym pamiętać, wziąłem komputer w razie czego, ale też z niego nie korzystałem w celach pracowych właściwie zero i jakoś to tak działało sobie.
Bez tego ciągłego scrollowania świat się nie zatrzymał.
Ja w ogóle nie czułem takiej potrzeby.
Oczywiście zdarzało mi się kilka razy dziennie zajrzeć, dosłownie kilka, ale to było takie zajrzenie na minutę.
Nie było jakiejś takiej potrzeby, ani czegoś takiego w stylu, że jest nuda, nie ma co robić, to sobie poscroluję.
Cały czas coś się działo, ale z drugiej strony nie było żadnego pośpiechu, wiecie.
Tak.
Czułem się z tym dobrze, ale w sumie dziwnie teraz, jak tak sobie myślę z perspektywy czasu.
Tak, to było takie dosyć dziwne i takie oczyszczające, ale bardzo miłe.
No podjedliśmy, więc wtedy przyszedł czas na atrakcje i wrażenia bardzo duże, ponieważ przyszedł huragan.
Tak, naprawdę dostaliśmy, nawet my z zagranicznymi numerami dostaliśmy alerty RCB, chyba to się tak nazywa.
A nie RGB?
Coś takiego.
LGBT chyba.
Że będą sztormy, że będą burze, że będą pioruny i żeby na siebie uważać.
No i myśleliśmy na początku, że to przejdzie obok nas, bo rzeczywiście widzieliśmy z oddali błyski.
No ale nie.
Nie, byliśmy w samym oku cyklonu.
I jeszcze sobie na początku, jak zaczęło padać, siedzieliśmy na zewnątrz, bo było tam zadaszenie, do momentu, nie wiem, to był po prostu jakiś znak, jak właśnie ten spodek, na którym ta kawa się paliła, po prostu wybuchł.
Był przed nami, między nami i on po prostu wybuchł i stwierdziliśmy, aha, aha, okej, to jest czas, żeby chyba jednak iść, schować się do środka.
Do domu, tak.
No i tam sobie w środku oglądaliśmy jakieś głupotki.
Jakieś YouTuby, sruby.
Mieliśmy rzutnik, mieliśmy... Wyświetlacz, w sensie... Jak to się nazywa?
No taką plandekę do wyświetlania.
I świetnie się przy tym bawiliśmy.
Nawet druhny włączyliśmy.
Tak.
I później został nam jeszcze jeden dzień, sobotni, który był już taki, bym powiedział, pochmurny, ponury i deszczowy, wilgotny.
Był idealnym dniem, żeby siedzieć na dupie i po prostu sobie gadać.
Tak, ale w ogóle nam to nie przeszkadzało.
Ponieważ to był idealny dzień na kaca.
A niektórzy go mieli.
Te dwa dni słoneczne zrobiły nam ten wyjazd.
Tak w sensie na zewnątrz.
I mogliśmy teraz sobie ten czas spędzić wewnątrz.
A tak się złożyło, że akurat podczas tego weekendu, gdzie my byliśmy, tam wyszły pierwsze odcinki
drugiego sezonu Good Luck Guys, więc sobie obejrzeliśmy te trzy odcinki od razu tam, co możecie już również zobaczyć u nas na kanale.
Tak, jest komentary u nas na kanale.
Oglądaliśmy Szusz, oglądaliśmy Ewę Makówkę, poznaliśmy jakieś nowe osobistości w internecie, więc trochę też właściwie doedukowaliśmy się.
No tak, tak.
Właśnie, to jest istotne, żeby to łączyć.
Wyjazd dobiegł końca.
To prawda.
Zostaliśmy odwiezieni na lotnisko z powrotem.
Zanim zostaliśmy odwiezieni na lotnisko, to jeszcze poszukiwaliśmy słoneczników do Barcelony.
słuchajcie, to była niedziela, więc to nie było łatwe.
Szukałem jakiegoś targowiska, które było w drodze, po prostu w Warszawie, po drodze z Mazur na Okęcie.
I jeszcze czynnego na tak niedzielę.
I okazało się, że jest czynne, jak ona się nazywa?
Bakalarska?
Tak.
Ja tam nigdy wcześniej nie byłem.
Ja też.
To, co my tam zastaliśmy... Po jednej stronie ulicy kwiaty, a po drugiej stronie ubrania, w sumie może ubrań i jakiegoś badziewia plastikowego.
Tam było największe labo, jakie widziałem w życiu.
Oczywiście podróba, ale było takie wielkie, że szok.
Jak dziesięciolatek, myślę.
Więc ja już byłem taki, wiecie, ja szybko się poddaję, więc byłem taki, no dobra, no trudno, nie będzie słoneczników, nie zabiorę ich.
Bo ja ogólnie wyskoczyłem z tego samochodu i tam szukałem, szukałem.
No i jak wróciłem do samochodu z informacją, że nic z tego nie będzie, to okazało się, że dziewczyny wyszukały warzywniak czynny w okolicy...
Zadzwoniły do niego i zapytały się, czy są słoneczniki.
I pojechaliśmy tam i były słoneczniki.
Wziąłem trzy słoneczniki i nie tylko, że były tam słoneczniki.
I jeszcze w ogóle, to też jest jakiś znak, totalnie.
Słuchajcie, jak już byliśmy, wydaje mi się, w Warszawie, jakoś wjeżdżaliśmy do Warszawy, to mijaliśmy ciężarówkę strzałkowa.
twarogów ze Strzałkowa.
Tak, był nadruk na ciężarówce.
Był na całej wielkiej ciężarówce ten twaróg.
I w tym warzywniaku, gdzie były te słoneczniki, zajebiste swoją drogą, były też moje twarogi ze Strzałkowa.
Przeznaczenie!
przeznaczenie.
Oczywiście musiała być jeszcze akcja na samą ostatnią chwilę, bo gdy wysiedliśmy już przy lotnisku, to ja miałem te trzy słoneczniki, te słoneczniki i twarogi miałem w takiej torbie papierowej, którą dostałem w warzywniaku i ona się rozerwała i to wszystko wyleciało na ulicę.
Te słoneczniki, te twarogi, to łapaliśmy, wiecie, jakiś oczywiście totalny cyrk, ale to już jest klasyk, nie?
Że po prostu zawsze musisz coś jeść,
I tak naprawdę, jak tak sobie myślę, podsumowując ten cały wyjazd, no to niewiele jebo.
Mieliśmy dużo szczęścia i pogodowo, i jeśli chodzi o atrakcje, jeśli chodzi o ludzi przede wszystkim, że dogadaliśmy się z dziewczynami i wiesz, złapaliśmy gdzieś wspólny vibe.
Jeszcze bardziej.
Poznaliśmy się lepiej.
Bo to też zależy, naprawdę, to wszystko zależy od tego, z kim jesteś, z kim spędzysz czas.
Bo na przykład widzicie, ja teraz mam zajebiste wspomnienia z Mazur.
To był mój pierwszy wyjazd na Mazurach.
I jakie udane.
Ale równie dobrze to mogłoby potoczyć się kompletnie inaczej.
No i pozostaje nam dalej siedzieć na dupie i gadać.
I zobaczymy, gdzie to dalej nas poniesie.
Kochani, warto jest mieć osoby, przy których możecie puszczać swobodnie bąki.
I z tą myślą was zostawiam.
Być może te osoby znajdziecie w społeczności w ogóle Poland.
Tak jak my.
Dziękujemy wam bardzo i do zobaczenia.
Do zobaczenia i usłyszenia.
Pa!
Ostatnie odcinki
-
JAK OSZUKANO NAS NA STATUETKĘ
01.01.2026 07:00
-
IMIGRANCI W HISZPANII, LEGENDY O OCUPAS
11.12.2025 07:00
-
PIĘĆ LAT W HISZPANII (wzloty, upadki, aktualiza...
04.12.2025 07:00
-
JAK ZOSTALIŚMY PIOSENKARKAMI
27.11.2025 07:00
-
PEŁNIA KSIĘŻYCA W BYKU (PRZEPOCZWARZENIE)
20.11.2025 07:27
-
POLSKIE SMACZKI
06.11.2025 07:00
-
ZAMIANA DUSZ
30.10.2025 16:22
-
WIELKI POWRÓT DO SZKOŁY
09.10.2025 06:00
-
MY, MAZURY I VOGULEŻANKI
11.09.2025 06:00
-
Burza w dziupli, małe dzieci i stary adres
28.08.2025 06:00