Mentionsy

Vogue Polska Living
Vogue Polska Living
16.06.2025 05:00

Historyczne pracownie w Warszawie

46 punktów rozsianych po mapie Warszawy układa się w szlak historycznych pracowni m.in. Magdaleny Abakanowicz, Jerzego Jarnuszkiewicza czy Grażyny Hase. To kapsuły czasu, prywatne muzea i oddolne mikrodomy kultury z własnym programem i ambicjami. O projekcie „Historyczne pracownie” rozmawiamy z Michałem Krasuckim, Stołecznym Konserwatorem Zabytków.

Podcastu „Vogue Polska Living” możesz posłuchać na platformach Spotify, Apple Podcasts oraz YouTube. 

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 35 wyników dla "SP"

Zastanawiam się, od czego zacząć naszą rozmowę i wydaje mi się, że od czasów powojennych, takiego momentu, kiedy Warszawa powstawała z gruzów, zaczęła się odbudowywać i realizować nową wizję miasta, w której do samego centrum przeprowadziły się różne grupy społeczne i byli wśród nich artyści.

I w ten sposób na przykład została wzięta, czy wynajęta, a de facto później też w jakimś stopniu przekształcona pracownia, jedna z najsłynniejszych dzisiaj, Karla Tchorka na ulicy Smolnej 36.

On w ogóle był dobrze umocowany, też tak miał plecy, byśmy dzisiaj powiedzieli, ale i politycznie, i społecznie miał dość silną pozycję.

W jednym była jego pracownia rzeźbiarska, też z jakimiś tam takimi stojakami, na których się te rzeźby kręciły z całym warsztatem, ale wchodziło się wcześniej przez taki oficjalny salon, gdzie normalnie była kanapa, gdzie były fotele, gdzie było wielkie biurko i gdzie Karol Tchorek załatwiał interesy, bo oprócz tego, że on był rzeźbiarzem, to był także marszandem, który sprzedawał

A drugi okres, o którym wspomniałaś, lata pięćdziesiąte, to się zaczęło rzeczywiście już takie świadome wmontowywanie, wbudowywanie pracowni w tkankę mieszkaniową.

Duże obiekty, takie kamienice już lata pięćdziesiąte, gdzie na samej górze, Jerozolimskie na odcinku od ulicy Kruczej do Nowego Światu, gdzie na samej górze mamy już też takie pracownie realizowane w ramach ZOR-u, czyli Zespołu Siedli Robotniczych.

Jest to dość niezwykłe, bo one są zupełnie wplecione w taką strukturę społeczną.

Dość wspomnieć na przykład pracownię Barbary z Brożyny na Sadach Żeliborskich, Sady Żeliborskie, czyli osiedle z końcówki lat 50.

ZPAP miało umowy ze spółdzielnymi i w Nowych Osiedlach była rezerwacja pewnej ilości mieszkań czy też takich przestrzeni trochę innych niż mieszkanie na pracownię.

Tak było na przykład też w zespole ZOR, Zespołu Osiedli Robotniczych przy Długiej, czyli to się nazywa ZOR Bielańska.

Z czasem te pracownie stają się własnością rodziny, zostają sprzedane, w każdym razie znikają z mapy miasta.

Tak, która już weszła na SP i zaczęła działać w zupełnie innej skali.

W pewien sposób jakby dopełnia tą historię i pokazuje, jak te zależności są ścisłe, jak przebiegały te ścieżki, bo te więzy były wręcz rodzinne i być może właśnie jego droga potoczyła się tak, a nie inaczej, ponieważ jego ojciec, brat pracował w tym materiale i był po prostu świetny technologicznie.

I też skończyła SP.

I też skończyła SP.

Więc rzeczywiście ta ciągłość była, w tej chwili działa też tam człon Kingi Rodziny Maria Komorowska, która też wykładowca ASP, która kuraturuje tej przestrzeni i też tworzy, jest rzeźbiarką, ale przy okazji edukatorką.

Ty wspomniałeś o 46.

A jakie wyznaczniki powinna spełniać taka pracownia historyczna, która rzeczywiście może wnieść wkład?

Rozumiem, że to były jego inspiracje do pracy.

Obejmuje lokale, które właśnie kiedyś były tymi lokalami Związku Polskich Artystów Plastyków, były specjalnie wynajmowane.

Na przykład, albo choćby rodziny Gosławskich na ulicy Nobla, gdzie córka w tej chwili, Anna Rudzka, pielęgnuje tą, też wykładowczyni ASP, pielęgnuje tą rodzinną tradycję.

Więc takie miejsca też były i im staramy się pomóc w inny sposób też.

I była potworna awantura, bo okazało się, że zatracił wtedy, zniszczył to światło takie specjalne, które wpadało do tego pomieszczenia, takie właśnie przydymione, zamglone i rzeczywiście teraz te okna nie są umyte.

Została wynajęta przez Fundację, która w tej chwili też tam prowadzi szereg działań takich społecznych, nie tylko edukacyjnych, ale też społecznych.

Ostatnio tam byłem nawet na spotkaniu studentów Erasmusa z różnych krajów, którzy szli szlakiem warszawskich pracowni i chcą teraz to gdzieś tam wprowadzić u siebie.

Ale rozumiem, że to, co was przekonało, to był odbiór publiczności, że to, jak ludzie żywo reagują, jak nawet osoby niespecjalnie świadome tego, kim był dany twórca.

I to się sprawdza.

To, na co my się umawiamy, to to, że dostają prawo takiego pierwonajmu tej pracowni, czyli na specjalnych też warunkach.

Preferencyjne warunki, to znaczy nie będziecie mieli dokładnie takich samych czynszów jak lokal użytkowy po sąsiedzku, chociaż przyznam, że też czynsze są nadal za duże, ale przede wszystkim wy nie będziecie musieli startować w konkursie i ten lokal jest dla was, to jest ta najważniejsza zaleta, pod warunkiem, że on będzie służył kulturze, że będzie się otwierał dla mieszkańców, że będziecie pokazywali tą spuściznę artysty na określonych z nami zasadach w programie.

I potem wystarczy w zasadzie tylko wspierać finansowo, dotować, ewentualnie raz w jakiś czas animować, ale te programy się toczą same.

Jak sobie myślę o tej siatce 46 punktów z różnymi historiami, to niezwykłe jest też to, że tam są przewodnicy, takie osoby, które znają tą przestrzeń na wylot, często mają jakieś wspomnienia związane z tymi miejscami, no i one oprowadzając tak naprawdę wprowadzają w biografię.

Tutaj wspomniałeś pracownię tworka, w której działa Lena Wicherkiewicz, ona jest kuratorką i ona na przykład odczytuje

Pracownia Tchorka, o której wspomniałaś, była miejscem też filmowym.

Żebyśmy mieli w ogóle społeczne instytucje kultury, które tak działają.

Potrzebujemy ustawy, potrzebujemy prawa, które pomoże takie miejsca tworzyć i wspierać.