Mentionsy

TurboHistoria
TurboHistoria
14.11.2025 23:30

Kim naprawdę były aufzejereki?

Budziły strach i przerażenie. Na dziesięciolecia stały się symbolem niewyobrażalnego okrucieństwa. Kim naprawdę były aufzejereki, czyli niemieckie nadzorczynie w obozach koncentracyjnych? Co w opowieściach o nich jest prawdą, a co mitem? Dlaczego po wojnie niektóre z nich doczekały się wsparcia samych więźniarek, a które uniknęły odpowiedzialności za swoje zbrodnie? Gościem Krzysztofa Grzybowskiego w audycji "TurboHistoria" był Jan Jakub Grabowski, historyk i twórca kanału "Okupowana Polska"

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 37 wyników dla "nadzorczyni"

Kiedyś tego nie było, więc każdy kto podejmował się tego tematu był skazany tak naprawdę na te makabryczne relacje, które dawały jeden konkretny obraz danej nadzorczyni.

Zapominając o tym, że ten sam świadek, ta sama więźniarka, która była w stanie powiedzieć coś bardzo złego na temat jednej nadzorczyni, potrafiła równolegle powiedzieć bardzo dużo dobrego na temat innej.

No on właśnie wynika z samych pseudonimów, które były nadawane nadzorczyniom przez więźniarki.

I też nie ukrywam, że od tego tytułu wszystko się zaczęło, no bo faktycznie, gdy słyszymy o jakichś nadzorczyniach, możemy nie pamiętać ich nazwiska, możemy nie znać ich nazwiska, ale każdy z nas kiedyś słyszał o na przykład Kobyle z Majdanka, prawda?

Tak, staram się to od siebie odseparować, ponieważ mimo tego, że nadzorczynie pełniły służbę na terenie obozów koncentracyjnych czy obozów zagłady, gdy weźmiemy pod uwagę Lublin bądź Birkenau, no to jednak nie były składową

Do czego niestety przyzwyczaiła nas kinematografia zarówno zagraniczna jak i rodzima, w której zawsze gdy pojawia się jakaś nadzorczyni to jeśli nawet nie ma run SS to zawsze musi mieć trupią czaszkę na furażerce.

Same nadzorczynie nie były też dopuszczane do tych największych, do tych najbardziej makabrycznych elementów zagłady.

Najbardziej ostatnim takim etapem, do którego dopuszczano nadzorczynie

Co więcej, same dokumenty jasno wskazują, że sami Niemcy nie traktowali nadzorczyń jako, no właśnie, SS-manki, bowiem gdy często wydawano blankiety, jakieś ausweise, dokumenty dla nadzorczyń, one były teoretycznie przygotowane dla właśnie SS-manów, ale gdy poświęcono je danej nadzorczyni, kobiecie, no to tam przekreślano specjalnie nawet te runy SS, aby nie zmylić kogoś, samych siebie nawet, że

Nadzorczyni może być SS-manką.

Naturalnie, dlatego też niektóre nadzorczynie otrzymały stosunkowo niskie kary, ponieważ trudno było im przypisać jakąś konkretną zbrodnię, gdy okazywało się, że tę zbrodnię dawni więźniowie przypisują trzem różnym kobietom.

Nie inaczej wygląda to w przypadku pozostałych służb mundurowych czy tutaj uniformowych, że tak powiem, aby też nie imputować nadzorczyniom tego, że były służbami mundurowymi.

Tym niemniej posiadały uniform, który, no właśnie, jak pojawiły się cztery nadzorczynie

Co więcej, nadzorczyni nie miała obowiązku tego, aby się jakiejkolwiek więźniarce przedstawiać z imienia i nazwiska.

Dlatego też najpopularniejszą i taką obowiązującą formą zwracania się do nadzorczyni było zwracanie się do niej per Frau Aufseherin, czyli pani nadzorczyni, prawda?

Aby taka nadchodząca nadzorczyni nie usłyszała swojego imienia i nazwiska, nie spostrzegła tego, że więźniarki wzajemnie się ostrzegają przed jej przybyciem, bo to by oczywiście groziło represją.

Te pensje, które otrzymywały nadzorczynie, no one potrafiły być dwu-, trzy-, czterokrotnie wyższe od pensji robotnicy w jakiejś na przykład fabryce.

Nadzorczynie dopuszczały się rozmaitych rewizji, zabierały więźniarkom wszystko to, co te posiadały, a co wydawało się dla nadzorczyni wartościowe.

Nadzorczynie oczywiście nie miały dostępu do tej ostatecznej grabieży, czyli tej grabieży, która pojawiała się w barakach, w szatniach przed gazowaniem, no bo tutaj mówię, to była... Czy też na rampach, przy rozładowywaniu kolejnych transportów.

Z strony pozaobozowej, którą później przekupywano nadzorczynie albo więźniarki funkcyjne.

Może nawet i przekraczało te skądinąd duże, wysokie dochody miesięczne nadzorczyni, bo tam wspominam w swojej książce, że Emily Macha zarobiła za jeden miesiąc blisko 240 marek, o ile dobrze pamiętam, podczas gdy taka robotnica w bardzo trudnych warunkach w fabryce zbrojeniowej zarabiała tych marek mniej niż 100 za miesiąc, prawda?

Aczkolwiek tutaj też trzeba zauważyć, że taka praca nadzorczyni potrafiła być dość wymagająca, a na pewno zabierała bardzo dużo czasu, ponieważ

Zdarzało się, że nadzorczyni miała bardzo dużo nadgodzin, która oczywiście otrzymywała stosowny ekwiwalent, ale to jednak też mogło w jakiś sposób męczyć, szczególnie gdy to było komando zewnętrzne, gdy była fatalna pogoda.

Taka nadzorczyni mogła mieć zły humor.

Jedynie na co warto wskazać uwagę to na to, że nadzorczynie oczywiście posiadały presję swoich pracodawców, bo one w hierarchii obozowej były najniżej.

Teoretycznie nadzorczynie posiadały prawo do tego, żeby posiadać broń, a z drugiej strony mężczyźni

Z drugiej strony, co potwierdzał Rudolf Hess w swoich wspomnieniach, w swojej autobiografii wydanej po raz pierwszy w 1956 roku, nadzorczynie faktycznie na terenie KL Auschwitz nie były w stanie ogarnąć tych zadań, które im powierzano.

Pytanie tylko na ile Rudolf Hess zdarzył po prostu niechęcią kobiety i nadzorczynie jako takie.

Usługiwali podczas takich imprez, gdzie działy się rzeczy niesamowite, ale jednocześnie, i o tym też Pan pisze, mamy sytuację, w której to nadzorczynie padały na przykład ofiarą gwałtów, które popełniali esesmani.

I to, co też jest nie bez znaczenia, że nadzorczynie też potrafiły paść ofiarą systemu, dla którego służyły.

Ta swoista onomatopeja stosowana przez więźniarkę, która relacjonuje taką sytuację i tę sytuację, której ofiarą padła właśnie pozytywna nadzorczyni.

Nadzorczyni, która potrafiła się zachowywać ludzko względem więźniarek, sama w sobie padła ofiarą przedstawicieli męskiego personelu załogi KL Auschwitz.

I to pokazuje właśnie tego typu sytuacje, że choćbyśmy bardzo nie chcieli, musimy spojrzeć na nadzorczynie jako na kobiety, które też mogły paść ofiarą właśnie takiej sytuacji najbardziej skrajnej i najbardziej makabrycznej, bo trudno sobie wyobrazić.

Te nadzorczynie się za bardzo tutaj nie pojawiały, a były przez te kilka miesięcy.

Zależy mi na tym, aby pojawiły się kobiety, którym możemy spojrzeć w oczy, a nie wszystkie nadzorczynie miały wykonane fotografie.

Ja i tak szalenie ubolewam, że w tym wydaniu nie udało nam się jeszcze, znaczy nie uda nam się w tym wydaniu oczywiście, bo to już poszło do druku i jest w księgarniach, ale zgromadziłem masę fotografii przedstawiających nadzorczynię również w życiu codziennym.

No i też to, że te nadzorczynie, które omówiłem,