Mentionsy

Tłoczone z danych
Tłoczone z danych
13.05.2026 03:24

Pieniądz. Jedna waluta, wiele gospodarek.


W trzeciej części serii o pieniądzu przyglądamy się euro - projektowi, który miał być czymś więcej niż wygodną walutą na wakacje. Euro to obietnica stabilności, głębszej integracji i większego zaufania między państwami członkowskimi Unii Europejskiej. Ale też historyczny eksperyment, w którym jedna polityka pieniężna musi pasować do gospodarek o różnej produktywności, poziomie zadłużenia, historii i odporności na kryzysy.


W tej opowieści cofamy się do załamania systemu z Bretton Woods, pierwszych europejskich prób stabilizacji walut, ECU, raportu Delorsa i traktatu z Maastricht. Pokazujemy, dlaczego Europa uznała, że wspólny rynek potrzebuje wspólnego pieniądza. I co państwo zyskuje, ale też traci, gdy rezygnuje z własnej waluty, stóp procentowych i zarządzania kursem.


To odcinek o ambicji, zaufaniu i cenie integracji. O Grecji, Hiszpanii, Irlandii, Portugalii i Włoszech, gdzie kryzys strefy euro odsłonił słabości wspólnej waluty. Ale też o Słowacji, państwach bałtyckich, Chorwacji i Bułgarii, gdzie euro stało się narzędziem stabilizacji, głębszej integracji i europejskiej wiarygodności. Bo euro nie jest prostą historią sukcesu ani porażki. To opowieść o tym, jak trudno zbudować jeden pieniądz dla wielu różnych gospodarek, i jak wiele zaufania potrzeba, żeby taki projekt przetrwał.



CeterisParibus x Tłoczone z danych

To podcast dla tych, którzy chcą rozumieć świat gospodarki głębiej. Jak działa rynek? Państwo? Jakie jest miejsce człowieka w systemie gospodarczym?

Zaprasza Maciej Krzysztoszek.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 92 wyników dla "Euro"

Witajcie w strefie euro, która dziś liczy już...

No właśnie, wiecie w ilu państwach funkcjonuje już euro?

Jest wspólną walutą dla około 358 milionów Europejczyków.

A tylko przypomnę, że w 2024 roku, kiedy Polska przystępowała do Unii Europejskiej, do strefy euro należało 12 państw.

Euro jest jednym z najbardziej ambitnych projektów gospodarczych i politycznych w historii Europy.

To próba stworzenia wspólnego pieniądza dla państw, które na co dzień jednego państwa nie tworzą, a mimo to można posługiwać się nim w wielu miastach europejskich, m.in. w Paryżu, Madrycie, Rzymie, Wiedniu, Rydze, Bratysławie czy od niedawna w Sofii.

To niesamowite, że jedna waluta może wzbudzać tyle emocji, pozytywnych i negatywnych, bo z jednej strony ułatwia handel, podróże, inwestycje i wzmacnia integrację europejską, ale z drugiej ogranicza państwom część narzędzi, które wcześniej miały do reagowania na kryzysy.

Euro jest sukcesem instytucjonalnym, ale wymagającym bardzo wysokiej ceny, dyscypliny, koordynacji i zaufania między państwami.

Kursy walut były bardziej przewidywalne, handel międzynarodowy mógł się rozwijać, a państwa Europy Zachodniej odbudowywały swoje gospodarki po wojnie.

Dla Europy upadek systemu z Bretton Woods był niezwykle istotny.

Lata 70. to okres, gdy państwa europejskie budowały wspólny rynek i gwałtowne wahania walut nie były, delikatnie mówiąc, pożądane.

Dlatego po upadku Bretton Woods Europa zaczęła szukać własnych mechanizmów stabilizacji walutowej.

Jeśli spojrzymy bliżej na proces integracji europejskiej, to od początku miał on również wymiar ekonomiczny.

Jego twórcom, zresztą wybitnym politykom, zależałoby państwa europejskie powiązać ze sobą tak mocno gospodarczo i jak to możliwe, żeby wojna między nimi stała się nieopłacalna nie tylko moralnie, ale też praktycznie.

Dlatego upadek systemu z Bretton Woods nie stworzył idei euro od zera, ale przyspieszył europejskie myślenie o tym, że wspólny rynek potrzebuje stabilniejszego pieniądza.

Nazwa może nietypowa, ale adekwatna do mechanizmu, którego celem było ograniczenie wahania kursów między walutami europejskimi.

Dlatego w drugim podejściu utworzono Europejski System Walutowy, a miało to miejsce w 1979 roku.

Wtedy pojawiła się także ECU, czyli European Currency Unit.

To wspólna jednostka rozliczeniowa oparta na koszyku walut państw europejskich.

Czyli ECU nie było jeszcze taką walutą jak dzisiejsze euro i nie płaciło się nim powszechnie.

Służyło do obliczeń między instytucjami europejskimi i było punktem odniesienia dla mechanizmu kursowego.

Można powiedzieć, że to taka próba generalna przed euro.

Natomiast prawdziwy impuls do stworzenia euro przyszedł pod koniec lat 80.

W 1989 roku komitet pod kierownictwem przewodniczącego Komisji Europejskiej Jacques Delors zaproponował w specjalnym raporcie trzyetapową drogę do Unii Gospodarczej i Walutowej.

Państwa chcące wejść do strefy euro musiały spełnić kryteria konwergencji, czyli warunki dotyczące m.in. inflacji, deficytu budżetowego, długu publicznego, stabilności kursu walutowego i długoterminowych stóp procentowych.

I tak, waluta euro została wprowadzona najpierw w 1999 roku w obiegu bezgotówkowym, czyli jako środek rozliczeń księgowych i elektronicznych, a od stycznia 2002 roku w formie gotówkowej, czyli dobrze nam znanych banknotów i monet.

Miliony Europejczyków zaczęły płacić tym samym pieniądzem, choć nadal żyły w różnych państwach.

Euro miało przynieść kilka ważnych korzyści.

Firma handlująca z partnerem z innego kraju strefy euro nie musi wymieniać walut ani zabezpieczać się przed zmianami kursu.

Euro ograniczało ryzyko kursowe.

Po trzecie, euro zwiększało przejrzystość cen.

I po piąte, euro miało znaczenie polityczne.

było widzialnym symbolem integracji europejskiej.

Ale euro miało też swoją cenę, bo państwa członkowskie strefy musiały zrezygnować z własnej waluty.

Po wejściu do strefy euro te narzędzia zostają przeniesione na poziom europejski.

Stopy ustala Europejski Bank Centralny, a kurs walutowy jest wspólny dla całej strefy euro.

I tu zaczyna się dosyć duże wyzwanie konstrukcyjne euro.

W Europie te mechanizmy są słabsze, ludzie rzadziej przenoszą się między krajami z powodu języka, kultury, regulacji czy choćby więzi społecznych.

Budżet Unii Europejskiej jest nieporównywalnie mniejszy niż budżet państwa federalnego, a polityka fiskalna nadal w dużej mierze pozostaje krajowa.

Uczciwie należałoby stwierdzić, że strefa euro jako projekt nie była pełna.

I podobnie sytuacja się miała w przypadku kryzysu strefy euro, który był efektem nałożenia się kilku procesów.

Wspólna waluta i niskie stopy procentowe sprawiły, że kraje peryferyjne strefy euro przez lata korzystały z taniego kapitału.

Inwestorzy często traktowali dług państw strefy euro na podobnym poziomie bezpieczeństwa.

Recesja uderzyła także w Europę, wzrosty gospodarcze wyhamowały, dochody budżetowe spadły, a państwa musiały ratować banki i wspierać gospodarkę.

I jeśli teraz przyłożymy te wszystkie czynniki do konstrukcji strefy euro, to zaczynamy rozumieć, dlaczego kryzys tak mocno w nią uderzył.

Państwa najbardziej nim dotknięte, czyli Irlandia i kraje południa Europy nie mogły wzmocnić konkurencyjności swoich gospodarek przez osłabienie własnej waluty, bo jej nie miały.

To było społecznie bardzo bolesne i do dziś zresztą w badaniach zaufania społecznego między krajami europejskimi Grecy wskazują Niemców jako jednych z najbardziej niegodnych zaufania.

Grecja stała się zresztą symbolem kryzysu strefy euro, a w jego szczytowym momencie pojawiło się pytanie, czy euro przetrwa.

Sam doskonale pamiętam, jak mówiono o możliwym wyjściu Grecji ze strefy euro, czyli Grexicie.

Przełomem był rok 2012 i słynna deklaracja Mario Draghiego, prezesa Europejskiego Banku Centralnego, Włocha nomen omen,

że EBC zrobi whatever it takes, czyli wszystko co konieczne, aby zachować euro.

Rynki usłyszały, że EBC nie pozwoli na rozpad strefy euro przez spekulacyjną panikę.

Ta deklaracja była próbą odbudowy wiary, że euro jest nieodwracalne, a jak wiemy, w kryzysie ma znaczenie nie tylko bilans, ale też wiarygodność.

Kilka minut wcześniej powiedziałem, że strefa euro jest jako projekt niepełna, a kryzys to dobitnie pokazał.

Powstał Europejski Mechanizm Stabilności, czyli instytucja udzielająca pomocy finansowej państwom strefy euro w kryzysie.

Europejski Bank Centralny stał się natomiast bardziej aktywnym podmiotem, m.in. przez takie działania jak skup aktywów, ale też otrzymał silniejszą rolę w stabilizowaniu systemu finansowego.

Kryzys nie zniszczył strefy euro, ale zmienił jej naturę, wzmacniając o instytucje zdolne działać w czasie paniki.

O czym chyba w Polsce często zapominamy w dyskusjach o dołączeniu do strefy euro.

Do dziś w internecie można znaleźć zapowiedzi z 2009 roku ówczesnego premiera Donalda Tuska, że termin przyjęcia euro w Polsce w 2012 roku jest możliwy.

Silna polaryzacja z tamtego okresu do dziś pokutuje w świadomości społecznej i wyobrażeniu o strefie euro.

Żeby więc nie przedstawiać euro wyłącznie przez pryzmat kryzysu, warto spojrzeć na kraje, w których konsekwencje przyjęcia wspólnej waluty były wyraźnie pozytywne.

I tu dobrym przykładem jest Słowacja, która przyjęła euro w 2009 roku.

Dla Słowacji wspólna waluta oznaczała mocniejsze osadzenie w europejskim centrum gospodarczym.

To kraj stosunkowo niewielki w Europie i nastawiony na eksport, szczególnie silnie powiązany z Niemcami i resztą strefy euro przez handel oraz inwestycje w przemyśle motoryzacyjnym.

Euro ograniczyło ryzyko kursowe i zwiększyło przewidywalność dla inwestorów.

Oczywiście warto pamiętać, że Słowacja dołączyła do strefy euro w możliwie trudnym momencie z perspektywy globalnego kryzysu, więc utraciła możliwość zarządzania własną walutą jako amortyzatorem.

Odczuła tego skutki, ale miały one zupełnie inny charakter niż na południu Europy, ponieważ wynikały ze spowolnienia w branży motoryzacyjnej, która była silnym akceleratorem produkcji i eksportu tego kraju.

A wzrost cen to temat, który regularnie się pojawia w debacie o przystąpieniu do strefy euro.

ale wydaje się, że z tego doświadczenia Europa już wyciągnęła wnioski.

Dla nich euro miało znaczenie gospodarcze, ale także geopolityczne.

Ich gospodarki były małe, otwarte i silnie zależne od handlu z Europą.

Wejście do euro eliminowało ryzyko kursowe i wzmacniało wiarygodność.

Taka strategia pomogła im utrzymać drogę do euro.

I mam dla Was jeszcze przykład najmłodszego członka strefy euro, czyli Bułgarii, która przyjęła wspólną walutę z początkiem tego roku, czyli 2026.

Dla władz w Sofii była to naturalna kontynuacja wcześniejszej polityki kursowej, bo LEF przez lata był sztywno powiązany z euro.

Według eurobarometru 78% Bułgarów czuło się dobrze poinformowanych o wprowadzeniu euro, a 62% uznało sam proces przejścia za płynny i efektywny.

Komisja Europejska oceniła również, że miesięczny okres podwójnego obiegu gotówki, czyli gdy można było płacić zarówno lewem jak i euro, przebiegł bez większych zakłóceń.

Nawet dobrze przygotowane operacyjnie wejście do strefy euro nie usuwa automatycznie społecznych obaw.

Według tego samego badania Eurobarometru około 66% Bułgarów obawiało się, że euro zwiększy inflację, a tylko 21% wyraziło przekonanie, że wspólna waluta pomoże utrzymać stabilność cen.

Jednocześnie opinie o samym euro były podzielone.

Co ciekawe, aż 67% badanych oceniało euro jako dobre, ale dla Unii Europejskiej.

Bułgarzy częściej widzieli sens euro jako projektu europejskiego niż jako jednoznacznie korzystnej zmiany dla własnego kraju.

Euro w Bułgarii jest przykładem pozytywnego przejścia technicznego, ale też przypomina, że społeczna akceptacja wspólnej waluty może trwać dłużej niż sam proces wymiany pieniędzy.

Przytoczone dotychczas przykłady pokazują, że euro nie działa wszędzie tak samo i że za przystąpieniem do strefy nie stoją tylko czynniki ekonomiczne, ale też polityczne, bo choć euro działa trochę jak sztywny gorset, do którego musisz się dopasować,

Polska jest członkiem Unii Europejskiej i jednym z sześciu krajów unijnych poza strefą euro.

Formalnie, po zadaniu, wszystkie państwa należące do wspólnoty zobowiązały się przyjąć euro po spełnieniu kryteriów.

Polska jest silnie powiązana handlowo ze strefą euro.

Stawiałaby nas też w ścisłym centrum integracji europejskiej, a także dawała możliwość uczestnictwa w decyzjach Europejskiego Banku Centralnego.

Innymi słowy, przystąpienie do strefy euro jest istotną zmianą mechanizmu reagowania całej gospodarki, ale sama decyzja o przystąpieniu ma charakter w dużej mierze polityczny.

Historia euro pokazuje, że taka konstrukcja może działać, ale potrzebuje wiarygodnych instytucji, odpowiedzialnej polityki fiskalnej, mechanizmów reagowania na kryzysy i gotowości państw do współpracy także wtedy, gdy sytuacja mocno się komplikuje.

Wspólna europejska waluta przetrwała kryzys zadłużeniowy, pandemię i szoki energetyczne i myślę, że to całkiem niezły pokaz jej siły, ale każdy kryzys lub szok przypomina, że wspólna waluta wymaga wspólnych reguł i zaufania, o które warto dbać nie tylko przed jej przyjęciem, ale też będąc jej posiadaczem.

I przepraszam, jeśli liczyliście, że powiem Wam, czy to już jest ten czas, kiedy Polska powinna przystąpić do strefy euro.