Mentionsy
Klaudia Adamek
Szukaj w treści odcinka
Inspirujące historie o kobietach, wyborach, spełnianiu marzeń, realizacji i samorealizacji.
Na rozmowy z wyjątkowymi kobietami zaprasza Anna Skoczek.
Dzień dobry, dobry wieczór.
To program o wyjątkowych kobietach, o ich sukcesach, osobistych drogach na szczyt.
Występowałaś już na igrzyskach letnich jako sprinterka i teraz będą igrzyska zimowe bobsleistka.
Gratuluję Tobie bardzo tego sukcesu i chciałabym się dowiedzieć, jak do niego doszło.
Dziękuję bardzo.
Ja chyba gdzieś dopiero wczoraj sobie to uświadomiłam.
Tak, że faktycznie coś takiego zrobiłam, że tak naprawdę można powiedzieć, że stałam się nieśmiertelna.
Ja sobie to dopiero uświadomiłam na ślubowaniu w Polskim Komitecie Olimpijskim.
Tak, bo my się spotykamy na gorąco tutaj, można powiedzieć, dzisiaj, zaraz po złożeniu tej przysięgi.
No bo to jest też ogromne wydarzenie, składanie przysięgi.
Jestem świeżutko właśnie po ślubowaniu, dlatego te emocje jeszcze są takie dosyć wysokie.
Zostałam poproszona, aby odczytać ślubowanie w imieniu wszystkich sportowców jadących na Igrzyska Olimpijskie.
Więc to było dla mnie ponownie kolejne wyróżnienie, bo pamiętam, jak było ślubowanie do Tokio i wyszła też zawodniczka razem z trenerem i zaczęli czytać to ślubowanie i sobie tak pomyślałam wtedy, mówię, kurczę, ale fajne wyróżnienie.
Też chciałabym kiedyś tak wyjść i odczytać to ślubowanie.
Co prawda delikatna gafa, delikatnie się... Gafą bym tego nie nazwała.
To znaczy, no ja się bardzo stresowałam tym wyjściem, bo to nie jest moje naturalne środowisko, no nie ukrywam tego.
Na co dzień nie wychodzę na scenę i nie mówię i nie czytam czegoś przy tak ważnych osobach.
No ale myślę, że wyszło bardzo, tak jak mówisz, rozładowująco.
Wybrnęłam z tego myślę bardzo dobrze.
No ale jestem z tego też bardzo dumna, że to właśnie mnie poproszono o taką ważną rzecz.
Mediolan, to wszystkim hejterom zamknijmy teraz buzie.
Właściwie te medale i tytuły zdobywasz od 2015 roku.
Doszło do tego, że wybrałaś i postawiłaś w swoim życiu na bieganie na sprint.
To jest bardzo ciężki sport.
Ja od samego początku wiedziałam, że chcę biegać sprinty.
Ja byłam dzieckiem, które nie lubiło się męczyć.
Sprint jest męczący, no nie ukrywajmy, to niby jest 100 metrów, ale też męczy, ale sam trening, no nie wyobrażam sobie siebie biegnącą na 800 metrów, 800 metrów jeszcze na zawodach, to jest tylko jedno 800 metrów, ale trening, katorżniczy trening, jaki jest wokół tego dystansu, jest no dla mnie, dla małej dziewczynki wtedy, jak zaczynałam sport, no w ogóle nie chciałam o tym słyszeć, więc ten sprint to 60 metrów, od którego zaczynałam.
Było dla mnie takim idealnym dystansem, bo myślałam wtedy, że będę biegała tylko 60 metrów i trening jaki będzie wyglądał wokół tej 60-tki, to będę tylko po prostu biegała maksymalnie 60 metrów i to wszystko.
Okazało się, że to nie jest tylko bieganie 60 czy 100 metrów, tylko to też jest i siłownia, skoczność i wszystkie takie specjalistyczne treningi.
Pamiętam, że gdzieś tam czwartki lekotyczne były w klasie podstawowej.
Potem gdzieś tam były rozmowy, że faktycznie może lepiej dać mnie i moją siostrę do gimnazjum sportowego, no ale gdzieś tam jedyne sportowe gimnazjum było w Pile, no to już było troszeczkę daleko, ale też trener gdzieś tam nie był.
Taki trener początkowy nie był zadowolony z tego, że mówi nie, te szkoły sportowe to nie jest dobry pomysł.
To też jest osiągnięcie, bo to pokazuje, jak dużą ambicję i zacięcie miałaś w sobie, żeby poza zwykłymi lekcjami jeszcze sama, z własnej woli, uczestniczyć w treningach.
W późniejszym etapie też było ciężko, jakby zaczęłam wyjeżdżać na obozy kadrowe i mnie praktycznie nie było.
No to gdzieś tam nadrabianie materiału samemu no nie jest czymś łatwym, no ale jak widać dam radę.
Z perspektywy czasu człowiek myślę, że tak patrzy na to i docenia tamten czas też, przede wszystkim kiedy teraz pracuję i też dzielę pracę ze sportem, to tamten czas bardzo doceniam.
Ja jestem żołnierzem Wojska Polskiego, służę w 12 Brygadzie Zmechanizowanej w Szczecinie, więc najpierw idę do pracy, a potem chwilka odpoczynku dla siebie i uciekam na trening.
Kiedy to do ciebie przyszło?
Miałam w grupie starsze koleżanki, które myślę, że też z tej rozmowy dużo wyciągnęłam i trzeba było po prostu myśleć o takiej karierze dwutorowej.
No ale następnie gdzieś tam musiałam, ze względu właśnie na słabe wyniki sportowe w lekkoatletyce, zmienić jednostkę.
Obecnie jestem w dwunastej brykedzie zmechanizowanej.
Mogę być właśnie oddelegowana do tej jednostki i dzięki temu ja mogę wyjeżdżać po prostu na sezon i obozy przygotowawcze.
No ale jak zjeżdżam z obozów, no to najczęściej tutaj do Poznania do narzeczonego i wtedy odwiedzamy i moją rodzinę i jego rodzinę.
Tak, tak i po prostu ja załatwiam wszystkie szybkie sprawy i odwiedzam wszystkich, którzy chcą się ze mną spotkać, no i potem znowu następnie wyjeżdżam i mnie znowu nie ma gdzieś tam przez miesiąc.
Bo jeszcze zanim przejdziemy do tych bobslejów, to chciałabym cię się spytać, jak wygląda trening sprinterki, bo wspomniałaś o tym, że to nie tylko bieg.
Na pewno jest bardzo dużo takich treningów szybkościowych, dynamicznych, skocznościowych.
Tutaj też trzeba zachować spokój, którego tak naprawdę w tym momencie nie ma, bo się stresujesz, myślisz, żeby jak najlepiej wyjść.
Nawet tutaj wśród kobiet ma znaczenie to, czy jesteś w czasie miesiączki, jak dzisiaj spałaś, jak się czujesz, co ci się zjadłaś.
To wszystko ma znaczenie i jednak wyjście z bloków jest bardzo mocne.
Potem gdzieś tam w trakcie biegu to ciało też
Musisz utrzymać ten krok, to kolano i gdzieś tam, a na przykład widzisz, że zawodniczki zbliżają się koło ciebie czy gdzieś tam cię wyprzedzają.
Czasem jest tak, że po prostu zawodnik się usztywnia i mimo tego, że chce szybciej biec, to w momencie tego usztywnienia tego ciała, no nie jest w stanie tego zrobić.
No niby to 100 metrów jest bardzo krótkie, ale... Ale to jest 11 sekund.
I to jest naprawdę tak skomplikowane i wszystkie mankamenty muszą się złożyć, żeby naprawdę pobiec fantastyczny wynik.
Ale na początku była lekkoatletyka i sprint.
Kiedy zdałaś sobie sprawę z tego, że jesteś w tym dobra?
Był taki czas, kiedy byłam właśnie tą nastolatką i wygrywałam wszystkim szosok Polski w mojej kategorii na 100 i 200 metrów.
Oni po prostu byli przyzwyczajeni tylko do tego wygrywania i były takie momenty, kiedy na przykład miałam srebro, no to ja już nie byłam zadowolona.
Wtedy, w tamtym okresie myślałam, że jestem super i w ogóle to źle może zabrzmie, ale wtedy miałam takie poczucie, że nieważne jaki trening bym zrobiła, to i tak wygram.
To też myślę, że wyszło troszeczkę z mojego takiego zaniedbania w treningu.
Bo w treningu jest tak, że robimy główny ten trening, który trener oczekuje.
To miałam tak, że główny trening był podstawą i to było do zrobienia, a jeżeli były jakieś rzeczy stretchingowe, rozciągające, jakieś ćwiczenia, które miałyby wzmocnić partie, których no nie do końca na treningu potrafimy zrobić, to było takie coś dodatkowego i jak miałam coś takiego robić, to ja miałam robić to albo przed treningiem, albo po treningu.
No i czasem wiadomo, że ja jeszcze jak dojeżdżałam pociągiem z moją siostrą do Piły, no to nie było czasu na to.
I to było zaniedbane.
Była pierwsza kontuzja.
To nie do końca zaniedbania, co z kwestii logistycznych.
No bo to jednak kawał i drogi i czasu.
No to raz, ale... Nie jesteś zbyt surowa dla siebie?
Możliwe, ale ja uważam, że dla chcącego nic trudnego, no w tamtym okresie troszeczkę też nie miałam jakby głosu na to, no bo pociąg był o którejś, trener nas też odwoził na pociąg, więc no nie miałam jakby takiej możliwości, żeby, nie wiem, powiedzieć, nie, ja pojadę za godzinę, no bo też mama czekała na nas w Zakrzewie właśnie na peronie i gdzieś tam to wszystko było dobrze ustalone.
Może jestem surowa dla siebie?
Mówisz, że zaniedbanie, a to tak naprawdę kwestia tego, że doba ma tylko 24 godziny.
No i czasami po prostu brakuje tych dodatkowych jeszcze dwóch, trzech godzin.
Ja lubię wszystko ogarnąć na już.
Dla mnie czegoś nie ma, że potem, albo zaraz, albo za chwilę, tylko że ja już chciałabym wszystkie rzeczy robić na już.
I to mój narzeczony mi często wypomina, bo jak gotuję, to ja wywieszam pranie, tutaj jeszcze coś przetrę, tutaj coś zrobię, tutaj jeszcze trzeba coś w łazience zrobić.
I po prostu pięć rzeczy naraz i potem się tylko denerwuję, że mam tyle rzeczy na głowie i że nikt mi nie pomaga, więc kurczę, to już jest chyba taki wiek, bo moja mała też tak miała.
No ale faktycznie czasem nie umiem tego opanować i faktycznie zbyt wiele sobie biorę na głowę.
Potem wychodzi tak, że jestem bardzo zmęczona po całym dniu.
W którym momencie przyszedł ten pomysł, żeby połączyć twoją sprinterską karierę z karierą bobslejową?
Tak naprawdę ja dostałam telefon od trenera kadry bobslejowej, teraz trenera kadry B w bobslejach.
Ja mówię, no dobra, podaj mu, nie ma problemu.
No i ten trener do mnie zadzwonił, no ale ja wtedy odmówiłam, bo zapowiedział mi, czy nie chciałabym dołączyć do kadry bobslejowej, że tutaj gdzieś tam on widzi, że te wyniki moje w lekkoatletyce nie idą tak dobrze, no i czy nie chciałabym dołączyć i spróbować zobaczyć właśnie w bobslejach.
No i ja kategorycznie jeszcze, ja to pamiętam, że jechałam na trening właśnie, kategorycznie odmówiłam, powiedziałam, że ja się przygotowuję do sezonu halowego, a gdzieś tam w późniejszym etapie myślę o Igrzyskach w Paryżu, bo jeszcze o nie walczyłam.
Nikt ci nie będzie marzeń zabierał.
Ja nawet nie wiedziałam, co to są bobsleje, ja nie wiedziałam w ogóle, czy to jest sport olimpijski na tamten moment, więc no naprawdę, może to głupio zabrzmi, ale
Aż tak bardzo się interesowałam tymi zimowymi, tak dokładnie, więc bardziej byłam tutaj w świecie tych letnich sportów.
No nie ukrywajmy, bo pslaje są dosyć mało popularne w naszym kraju.
No i tak było chyba z takich trzech spotkań właśnie na meetingach na hali.
No i pamiętam, że były Mistrzostwa Polski, ja przyjechałam tam bardzo zestresowana, bo liczyłam i gdzieś tam łudziłam się chyba troszeczkę, że wejdę do tego finału.
No ja gdzieś tam powalczę, o ten wynik chociaż, bo jednak też miałam nacisk duży od sponsorów, innych.
Bardzo mocno.
Bardzo mocno, bo po tym starcie dostałam 15 minut później wiadomość, że jakby nie spełniłam oczekiwań i że muszę przyjechać na spotkanie.
To, o czym myślałam, więc no jeszcze na dobitkę dostałam taką informację.
No i przychodzi ten trener i mówi, no Klaudia, dobra, to tutaj wypełnij mi informację, no tu imię, nazwisko, PESEL, maila, no i wyślemy ci powołanie na obóz.
Ale wypełniam mu, mówię dobra, on niczemu nie jest winien, więc no wypełnię i przynajmniej się ode mnie odczepi, a nie będzie pytał dlaczego.
To jest historia o tym, że jak się zamykają jedne drzwi, to się otwierają inne i wystarczy być otwartą.
Ja w tamtym momencie w ogóle nie byłam na tym etapie psychicznym w podejściu do życia, jaki jestem teraz.
W tamtym momencie myślałam, że mi się po prostu świat zawala, bo lekkoatletyka to moja miłość i nagle co ja mam z niej zrezygnować?
No i to bardzo.
W pewnym momencie ja nie wiedziałam, co ja mam zrobić.
Siedziałam sama w mieszkaniu w Bydgoszczy i tak naprawdę, gdyby nie moja pani psycholog i moja przyjaciółka, to ja po prostu nie wiem, czy ja bym, jakby no nie wiem, czy po prostu byłabym w tym miejscu, w którym jestem.
Myślę, że na pewno nie, bo też nie jestem osobą, która dzwoni z każdym problemem do mamy.
Sponsor odchodzi ode mnie, bo w lekkoatletyce jest słabo i chce zmienić dyscyplinę na bobsleya.
Ja sobie tłumaczę, że to po prostu gdzieś tam też, nie wiem, moim zaniedbaniem.
Ale otwierają się nowe drzwi i jadąc na pierwszy obóz, jeszcze wiadomo, że jak już podjęłam tą decyzję, która no nie była łatwa i taka była troszeczkę... A musiałaś wtedy zrezygnować z lekkoatletyki, żeby się zdecydować na te bobsleje?
No nie, no po prostu jakby ja nigdzie nie
Dopiero chyba po dwóch miesiącach
To był pierwszy mój post na Instagramie w mediach społecznościowych, nad którym się zastanawiałam, może z dwa dni.
Najgorsze było wtedy to, co ludzie powiedzą z mojego środowiska lekkoatletycznego, jak oni będą na mnie patrzeć.
I na pewno, i jakby gdzieś ja już założyłam, że wszyscy będą sobie myśleli, a to już koniec Adamek, to już na tym się zakończyło i nic z niej już wtedy nie będzie.
Myślę, że tamten moment i ta sytuacja i te wszystkie sytuacje, które się zbiegły w jedną, chyba po prostu musiały wtedy nadejść, żeby może po prostu ruszyła też skopyta w drugą stronę.
No i też postanowiłam się wyprowadzić z Bydgoszczy, bo już naprawdę ta Bydgoszcz mnie bardzo gdzieś tam przyciążyła.
Pojechałam na pierwszy obóz ten bobslejowy.
Wróciłam z tego obozu bobslejowego, moja gdzieś tam familka, bo oni myśleli, że to takie jest bardziej takie no na chwilę, ale że gdzieś tam wrócę jeszcze do tej lekkiej.
dziadek bardzo był podekscytowany, bo on był bardzo wielkim fanem żużlu i gdzieś tam, jak zobaczył mnie, jak dostałam ten kombinezon, chyba po dwóch miesiącach albo trzech miesiącach dostałam kombinezon
Po pierwszym miesiącu nie byłam zadowolona w ogóle z tego obozu bobstrojowego, ale drugi, trzeci już tak się zaczęło fajnie dziać.
No tak, bo jako sprinterka byłaś indywidualna, totalnie.
Tak, no zawsze sobie powtarzałam, że ja nigdy nie będę w sportach drużynowych.
Ja sobie to tak tłumaczę, wiesz, że los po prostu wystawia mnie na próby.
Proszę, mamy bobsleje.
Że ja nie będę nigdy w sportach drużynowych, bo się nie nadaje.
A tu mamy sztafety i bobsleje.
Tak, i bobsleje.
Czekaj, jeszcze coś było.
No to takie bardziej prywatne rzeczy, że ja nigdy, nigdy, nigdy, a tu proszę.
Takie sytuacje, więc no myślę, że po prostu coś mnie takiego spotyka, żeby mnie to tak doprowadziło do pewnego celu, który muszę osiągnąć w życiu.
I po prostu chyba też czekam, co jeszcze mnie czeka w tym.
Dzisiaj już jesteś bardziej otwarta, już nie mówisz, że nigdy czegoś nie zrobisz?
Mój narzeczony się śmieje, że teraz jest tylko chyba może, zobaczymy, ale no słowo nigdy zostało wykluczone z mojego słownictwa.
Dzięki tej zmianie ja jestem bardziej otwarta też na inne rzeczy i nie zamykam się w takim hermetycznym moim kręgu i nie dopuszczam niczego innego.
Wiadomo, że rzeczy, które przychodzą do mnie są gdzieś tam filtrowane, analizowane, podejmowane w sposób odpowiedzialny, ale na pewno dużo to we mnie zmieniło.
Kiedy dostałaś tą informację, po jakich zawodach, po których, że jesteś zakwalifikowana, jedziesz na igrzyska w bobslejach?
W sumie to był taki ostatni tydzień zawodów, bo do 18 stycznia w ogóle zamykało się kwalifikacje.
Kwalifikacje się robią do 18 stycznia, koniec, kropka.
No i w bobslejach jest tak, że liczą się 7 najlepszych startów.
My miałyśmy na przykład ich 9 bodajże, ale 7 najlepszych punktowanych startów się wliczało do tej całej klasyfikacji.
Tydzień wcześniej byłyśmy w St.
Moritz na Pucharze Świata i pamiętam, jak Linda mi powiedziała, dobra, musimy tylko dojechać, musimy tylko dojechać.
Taka byłam bardzo spokojna i mówi, ale potem jeszcze dodała, że jak dojedziemy w top 10, to w ogóle będzie krzyczała i chyba tego bobsleya podniesie.
Przyjęłam instrukcję, ale też nie chciałam się emocjonować za bardzo, bo wiem jak to jest.
Byłyśmy 21.
To była niedziela.
My po tym starcie od razu jechałyśmy do Innsbrucka na Puchar Europy, bo tam właśnie były podwójne zawody i w mono, czyli w jedynce, czyli sama Linda i w dwójce.
Ale to nie tak, że byłam na nie zła i obrażona, tylko po prostu... Byłaś smutna?
Byłam smutna i rozżalona.
Może nie, że nie umiałam sobie poradzić, ale było mi bardzo ciężko i rozmawianie o jakichś, nie wiem, pierdołach nie sprawiało mi za bardzo jakichś takich przyjemności.
No było ciężko, no ale myślę, że każdej z nas było ciężko, bo Lindzie też było ciężko.
Co prawda, no Linda na przykład w mono już miała tą kwalifikację, więc jakby mogła sobie spokojnie powiedzieć, no kurczę, no jestem, mam już w mono kwalifikację, no to w dwójce najwyżej nie będzie, tak?
Więc no tutaj też byłam taka, nie wiem, taka trochę zmieszana.
Bo my mamy tam jeszcze jedną rozpychającą właśnie, Marikę.
No ale gdzieś tam, no mi zależało bardzo na tych igrzyskach, po prostu.
No ale pojechaliśmy do Innsbrucka.
Ja w ogóle gdzieś tam nie chciałam w ogóle, poszłam po prostu na spacer, bo musiałam trochę odetchnąć, też porozmawiać z narzeczonym, bo to gdzieś tam taka osoba, z którą zawsze rozmawiam.
Przychodzę z tego spaceru, a laski już tam, tabelki zrobione, liczenie punktów, nazwiska wypisane, które jesteśmy, kto nam jeszcze może zagrozić.
I to był tydzień,
Gdzie była wyższa matematyka, logistyczne układanie tej punktacji tak, abyśmy po prostu zwiększyły tą naszą pozycję, bo tak naprawdę my tą kwalifikację stuprocentową dowiedziałyśmy się 17 stycznia.
W sobotę, kiedy dojechałyśmy do... Czyli nawet nie, że po... Nie, nie, nie.
Zobaczyłyśmy jedynkę z przodu i mówię, dobra, zarąbiście.
W najgorszym wypadku będziemy trzecie, bo jeszcze dwie Niemki za nami jechały, nie?
No chyba pojedziemy na tę igrzyskę.
No ja chyba do momentu, kiedy nie odebrałam rzeczy na Igrzyska Olimpijskie, nie mogłam w to uwierzyć.
Że niby nie miałaś tego wybuchu takiego?
Tylko krzyknęłam po prostu, jak dojechałyśmy do mety, to krzyknęłam, mówię, znaczy krzyknęłam takie juchu i jakby cieszyłam się po prostu ze swojej wygranej, cieszyłam się, nie umiem tego określić, że jakby niby wiedziałam, że to nam da tą kwalifikację,
Ale ja nadal bałam się, że coś się wydarzy, bo przecież w niedzielę był Puchar Świata w Altenbergu, na którym my nie startowaliśmy, tylko byliśmy na Pucharze Europy.
I mówię, kurde, jak ta jedna zawodniczka, nie wiem, nagle będzie jakieś objawienie i dojedzie, nie wiem, w top 3, to jesteśmy w czarnej D. No ale dziewczyny mi wtedy też tam tłumaczyły i uświadamiały tak już na siłę, że słuchaj, no nawet jak ona była...
I to była taka radość.
Nie miałaś takich, jak odbierałaś ten cały pakiet do Tokio?
To jest taka historia o niebywałej sile.
Ty z turbo trudnego momentu w swoim życiu, w którym byłaś zdołowana, było ci przykro i właściwie nie wiedziałaś, co będzie dalej się działo.
Ja chyba nie jestem gotowa na takie rzeczy, jeżeli chodzi, no nie wiem, po prostu ja chyba mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna, że mimo tego, co się działo w moim życiu od najmłodszych lat do teraz, nie załamałam się, chociaż było ciężko, ale po prostu wyszłam z tego i no stałam się nieśmiertelna po prostu w świecie sportowym i
Kurde, ja jestem taką jajcarą trochę, że ja z tego filmu to raczej komedię bym zrobiła.
Kurczę, nie chcę, nie chcę wyjść na... Ja jestem taka skromna dziewczyna, wiesz, ja jestem taka skromna, ja nie lubię tym emanować.
Trzymamy kciuki i będziemy ci pewnie wszyscy dodawać tu energii.
Bardzo dziękuję Tobie, że znalazłaś czas w swoim tutaj zabieganym też harmonogramie na to, żeby odwiedzić Radio Poznań.
Dziękuję bardzo.
Jeśli podobał się Państwu ten odcinek podcastu, zachęcamy do obserwowania naszego kanału, dodania odcinka do swojej listy lub pozostawienia komentarza.
Ostatnie odcinki
-
Barbara Wysoczańska
21.02.2026 09:00
-
Klaudia Adamek
20.02.2026 14:18
-
Olga Kuźmińska
21.12.2025 07:30
-
Zofia Wawrzyniak-Wacko
20.12.2025 09:00
-
Ewa Gawryluk
20.12.2025 08:00
-
Ilona Wiśniewska
19.12.2025 09:15
-
Emilia Kiereś
19.12.2025 09:00
-
Helena Minginowicz
18.12.2025 14:15
-
Grażyna Łobaszewska
18.12.2025 14:15
-
Weronika Marczuk, odc.39
08.07.2025 08:44