Mentionsy

SpoilerMaster
SpoilerMaster
06.12.2024 16:40

S06E42: "Pulp fiction" (1994) -- CLASSIC

Opowiadam o filmie "Pulp fiction" (1994) Quentina Tarantino.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 26 wyników dla "Tarantino"

10 myśli o Pulp Fiction Quentina Tarantino.

Jakby tego było mało, w połowie czołówki, dokładnie kiedy na ekranie pojawia się napis Music Supervisor, Katrin Ratchman, Tarantino podbija stawkę.

To właśnie tę wersję słyszymy u Tarantino i na polskim portalu Top Guitar Tygodnik Gitarzystów autor Maciej Warda pisał w 2022 roku tak.

Tradycjami, a soundtrack był tak przełomowy między innymi dlatego, że nie był zwykłą kolekcją The Greatest Hits, jak to było chociażby w przypadku soundtracku do Forresta Gumpa, filmu, który w 1995 roku pokonał Oscarowo z Pulp Fiction, tylko była to naprawdę autorska kompozycja przenosząca nas gdzieś w klimaty wielokulturowej Kalifornii, którą Quentin Tarantino będzie celebrował w całej swojej twórczości.

Wszystko pięknie, ale Forster niestety nie zdołał przewidzieć wyłonienia się trzeciej kategorii, intrygi według Quentina Tarantino, która przedstawia się mniej więcej tak.

Oczywiście częścią mitologii Tarantino jest to, że pracował ze swoim kolegą Rogerem Averym w wypożyczalni Video Archives, która obecnie użycza tytułu ich autorskiemu podcastowi, który zresztą bardzo polecam.

Avery w napisach do filmu występuje jako autor opowieści , podczas gdy głównym scenarzystą jest Tarantino.

O tym będzie jeszcze w kolejnych myślach tego odcinka, ale trzeba to podkreślić, że narracyjna maestria Tarantino w tym filmie jest po prostu niezrównana.

Nie tylko dlatego, że Uma Thurman jest ukrytą bronią Tarantino w tym filmie i nie tylko.

Nie jest nawet filmem Quentina Tarantino.

A w końcu, to znaczy na początku i na końcu, tak, wiem, to mylące, Ringo i Yolanda, a raczej Pumpkin i Honey Bunny, którzy kochają razem rabować, jak Bonnie i Clyde, od których zaczęło się nowe kino amerykańskie, które wskrzesza swoim filmem Tarantino, i którzy koniec końców zawdzięczają życie nawróceniu gangstera Julesa.

Jeśli dodać do tego, że Quentin Tarantino zawsze powtarza, że scena tańca w Jackrabbit Slim jest hołdem dla amatorskiego gangu Jean-Luc Goddarda, a krawaty i garniaki noszone przez Vincenta i Julesa są wyraźnie ukradzione z kina Jean-Pierre Melville'a, podobnie jak skodyfikowane zachowania i wyrafinowane gusta kulinarne gangsterów,

Dokładnie to samo robi w Pulp Fiction Quentin Tarantino.

Wymyślił go Tarantino, a Samuel L. Jackson, nominowany w tej roli do Oscara, fantastycznie go podaje i to więcej niż raz.

Pamiętam, że premierze polskiej tego filmu towarzyszyły liczne dyskusje na temat tego, czy Tarantino tylko bawi się cytatem biblijnym albo quasi-biblijnym, czy świadczy to o jego nihilizmie, bezczelności i czy w ogóle Pulp Fiction można uznać za film niemoralny, wcielenie, pustki postmodernistycznej.

Bardzo wiele osób zarzucało wtedy Tarantino całkowitą, etyczną próżnię.

Świadczą o tym, że Tarantino jednak zakotwicza swój film w konkretnym i mającym swoją gravitas systemie etycznym.

Jeśli potraktować dwa pierwsze filmy Tarantino, to znaczy Wściekłe psy i Pulp Fiction, jako jeden film, zaczynający się w dinerze i kończący się w dinerze, to jest to dyptyk zaczynający się od egzegezy, analizy, piosenki Madonny, Like a Virgin i kończący się egzegezą wymyślonego fragmentu Biblii.

Zwłaszcza ta druga jest typowym tarantinowskim żartem.

Tarantino najpierw porąbał, a następnie połączył ze sobą kilka plansz, zlepił kilka kostek w jedną, pożenił pionki z różnych zestawów i spisał własne reguły gry, a wszystko opatrzył nalepką wyciągniętą z ulubionych płatków śniadaniowych Fruit Brut.

Jest to mistrzowski dowód na to, że Tarantino potrafi wymyślać krótkie fabułki fikcyjnych filmów, fikcyjnych seriali, fikcyjnych książek, które mają w sobie potencjał i soczystość tak ogromną, że jesteśmy spokojnie sobie w stanie wyobrazić, jak rozwijają się w cztero-, pięcio-, sześciosezonowe seriale.

To wielki talent Tarantino, który w ostatnich latach rozwija on także jako podcaster w Video Archives, ale także jako eseista i autor.

Pamiętam, że kiedy sięgałem po raz pierwszy po tę książkę, miałem pewne podejrzenie, że Tarantino robi skok na kasę, że będą to luźne myśli.

Polecam Wam obcowanie także z tymi wymyślonymi fabułami, które Tarantino zamieszcza w tej książce, które także zamieścił w swoim podcaście, realizując całe odcinki o filmach, które nigdy nie powstały.

W swobodzie, z jaką Tarantino bawi się tymi elementami opowieści, wydaje się, że musi mieć on ten gen, który mieli pierwsi gawędziarze, z których opowieści przy ognisku wszystkie późniejsze wypłynęły.

A zatem nie tylko oglądałbym Fox Force Five, ale tęsknię już za kolejnym filmem Quentina Tarantino.