Mentionsy

Słuchanocki
Słuchanocki
12.10.2025 17:20

Bajki i baśnie Świata. O kamiennym carze i Matce Słońca

Dzisiaj mam dla Was baśń rodem z Gruzji.

Oczywiście, żeby ją tutaj przedstawić nie musiałam lecieć w podróż daleką ani łapać za rękaw wszystkich Gruzinów mieszkających w okolicy😉 Moc przenoszenia w tak odległe krainy mają na szczęście książki.

Sięgnęłam więc znowu, z największą przyjemnością, do zbiorku baśni autorstwa znanych nam już pań - Wandy Markowskiej i Anny Milskiej. Tym razem jest to zbiór: "Srebrna gołębica". Moje wydanie jest z roku 1975 i mocno już "wysłużone".

Ktoś ma może ten zbiorek?

Jeżeli tak to pochwalcie się z jakiego roku, bo jestem bardzo ciekawa jak wiele wydań miała ta książka.

A tymczasem zapraszam Was serdecznie i miłego słuchania😊

I jeżeli ktoś jeszcze waha się czy subskrybować to - SUBSKRYBOWAĆ! (zapraszam również na YouTube)😎😉

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 53 wyników dla "Carewicz"

Młody carewicz miał już zasiąść na ojcowskim tronie.

Dziwi się tylko, że od pewnego czasu carewicz smutny i zamyślony po zamku się snuje, a najczęściej u stóp ojca cara kamiennego na szczycie przesiaduje.

Pewnego dnia carewicz do matki swej idzie i pyta.

– Pójdę do słońca, matko – carewicz młody woła.

Jedzie carewicz długo, jedzie carewicz krótko, jedzie carewicz sokuł, patrzy.

Podjeżdża carewicz bliżej i widzi ludzie ze zmęczenia ledwo już żywi.

– pyta carewicz oraczy.

Ciężko wam widzę, mówi carewicz, a czemuż to wasze wołki całe w żelazo zakute i jarzma, i chomonta, i rzemienie, i cała uprząż na nich żelazna?

carewicz pyta.

Wziął carewicz od oracza lipowe listeczki, pięknie podziękował, kołpaka uchylił i konia wronego spiął ostrogą.

I pojechał carewicz Sokół w dalszą drogę.

Patrzy carewicz na słońce dalekie, patrzy i piosenkę nuci.

Wtem doleciał carewicza z hali dźwięk dzwoneczków i wnet cała łąka zabieliła się od owieczek i baranków.

— pozdrawia ich carewicz i kołpak z orlim piórem grzecznie przed nimi uchyla.

Dziwi się carewicz.

Pyta carewicz.

Rzeczy na to carewicz.

Na te słowa pasterze z podziwieniem wielkim na carewicza spojrzeli, brody swe pogłaskali i mówią.

Zaśmiał się carewicz wesoło.

Carewicz łzdeczką rumaka powściąga.

Podziękował carewicz pastażom pięknie i pojechał skalną dróżką w górę.

Tu carewicz idąc za radą pasterzy z konika zeskakuje, puszcza go wolno, a sam pod czarną skałą siada.

Nagle, gdy carewicz pod skałą siedział, usłyszał pojękiwanie.

Zdziwił się carewicz niemało na ten widok i pyta.

Zawołał carewicz i opowiedział jeleniowi o wszystkim, co się wydarzyło w miedzianej baście przed dwudziestu laty.

Carewicz podziękował pięknie jeleniowi, grzecznie kołpaka uchylił i rzeczeł.

I dłużej, nie zwlekając, uchwycił się carewicz jelenich rogów i po nich, jak po stopniach drabiny, ją się wspinać mozolnie do nieba.

Carewicz odetchnął nieco i dalej piąć się zaczął.

Gdy noc minęła, spojrzał carewicz w dół i już ziemi pod sobą nie zobaczył.

Carewicz omdlewa z gorąca, coraz wolniej po rogach jelenich się wspina.

Ostatkiem sił carewicz po wyższą koronę rogów sięga i dłonią wrót dotyka złocistych.

Carewicz pchnął wrota, które się przed nim rozwarły bez szalestu i padł bez życia i pamięci na płyty dziedzińca pałacowego.

Na to carewicz odpowiada, podnosząc się z ławy.

Zwołał u carewicz, do kolan staruszki się rzucił i o pomoc ją prosi.

Rzeczy staruszka i wjedzie carewicza przez rozległy dziedziniec do pałacu.

Carewicz spalił włos jelenia, dwa listeczki lipowe przyłożył do powiek i stał się niewidzialny.

Wszystko to słyszał Carewicz.

Kiedy tylko słońce ułożyło się na spoczynek, Carewicz przybrał na powrót ludzką postać, a Matka Słońce znów palec przyłożyła do ust na znak milczenia i wyprowadziła go do altany w swoim ogrodzie.

Tu Carewicz ją jej dziękować za pomoc i wstawiennictwo, a ona zniknęła na chwilę w ogrodzie i wróciła z małą flaszą w ręku.

Podała ją Carewiczowi ze słowami.

— Radbym już w tej chwili na ziemię wracać, ale nie mogę się pojawić bez odpowiedzi twojej dla tych, co jej łakną — rzekł na to Carewicz.

I stara Matka Słońca wróciła do pałacu, a nie za długo zjawiła się przed carewiczem z małym rożkiem górskiej kozicy, napełnionym cudowną miksturą.

Carewicz pokłonił się Matce Słońca do nóg.

— woła carewicz uradowany i zza nadrze rożek kozicy wyciąga.

Wreszcie popędził w dół po skalistej ścieżce i znikł carewiczowi z oczu, jakby się we mgle rozpłynął.

Carewicz na konika swego gwizdnął, a ten zaraz na jego wezwanie przybiegł i zarżał radośnie na widok swego pana.

Zjeżdża Carewicz z góry i widzi halę zieloną, a na niej pasterzy strzegących stada owiec o zaczerwanym runie.

– woła Carewicz i nożyce złote od Matki Słońca otrzymane im daje.

Jedzie carewicz dalej?

Woła carewicz i pęk ziela słonecznego im daje.

Oracze carewiczowi za pomoc dziękują i wskazują mu dalszą drogę.

Jedzie carewicz dalej.

Carewicz wodą słoneczną powieki ojca skropił, a kamienny posąg drgnął cały i z głazów człowieka się zmienił żywego.