Mentionsy

Pismo do słuchania
Pismo do słuchania
05.08.2025 16:00

Dom, lew pod Żabką, struś na Bornholmie

Napisz do mnie, tak jak się mówi czasem do księżyca. Raz w miesiącu wybiorę list, na który odpowiedź może przydać się nam wszystkim. Nie musi być poważny, nie musi być głęboki – ale może też być niezwykle istotny i prawdziwy. Zawsze chciałam to robić: słuchać i myśleć o tym, co usłyszałam.


Napisz do mnie, a może uda nam się przeżyć moment prawdziwej rozmowy: [email protected]

Karolina Lewestam

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 62 wyników dla "M"

Pismo Magazyn Opinii Karolina Lewestam Rozmowy z K Dom, lew pod żabką, struś na Bornholmie Czytają Karolina Lewestam i Katarzyna Hołyńska Szanowna K

Piszę do ciebie, bo trochę się zdenerwowałam.

Usiadłam przed chwilą w pociągu, którym jadę szczęśliwie jeszcze z moją sytą zniżką kolejową i ledwo skończonymi dwudziestoma pięcioma latami na karku.

Otwieram pierwszą stronę kupionego na podróż pisma.

Spokojnie czytam twój felieton i nagle pod koniec strony widzę, że ludzki dom zaczyna się, kiedy kogoś pokochasz.

No, ubodło mnie to do żywego.

Niby się z tym zgadzam, ale zgadzam się obecnie bardzo niechętnie.

Ja z moim krótkim stażem życiowym już zdążyłam kogoś pokochać.

Już był dom, piękne plany, notarialno-zagraniczne, bo ślub pary jednopłciowej po polsku to nie lada zagwostka.

Jednak zamiast do wesela doszło do rozstania i złamania serca.

Teraz próbuję koić różne dolegliwości sercowe i umościć się.

Zadomowić w świecie sama.

A tu nagle czytam takie rzeczy.

Czyli teraz do następnego pokochania czeka mnie bezdomność?

Pozdrawiam, M. Kochana M.

Piszę do ciebie z Bornholmu.

Nade mną latają dzikie gęsi, a pode mną szaleją wielkie czerwone mrówki.

Przede mną, nad morzem, wrzeszczą wkurzone mewy.

A co się dzieje za mną tego?

Nie wiem, ale prawdopodobnie nic dobrego.

W końcu, gdyby to było dobre, nie robiono by tego za moimi plecami, prawda?

I na tym chłodnym Bornholmie, patrząc na otaczające mnie formy życia rodem ze skandynawskiej literatury, bo przecież nie można spojrzeć na takie choćby dzikie gęsi bez wspomnienia Selma Lagerloff, kontempluję, czy to nie cudowne słowo, zasadę wolnej energii, lepiej znaną jako Free Energy Principle.

Zasada owa jest rewolucyjnym ujęciem sposobu, w jaki działa nasz organizm, a w ramach niego nasz aparat poznawczy, a głosi ona, że każda rzecz żyjąca, która trwa w czasie i nie rozpada się od razu na gnijące atomy, postępuje zawsze i wciąż tak, by minimalizować niespodzianki.

Innymi słowy, mózg M bez przerwy buduje sobie model świata, taki mikroświatek.

A gdy już go ma, to ma nadzieję, ba, oczekuje, że świat będzie właśnie taki, jak to sobie wymodelował.

Czasem z hukiem okazuje się, że model był do chrzanu.

Na przykład myśleliśmy, że ktoś nas kocha, a on nas zdradza.

Sądziliśmy, że muchomor jest fajną przekąską i kończymy na sorze.

I wtedy trzeba na gwałt nasz model przemodelowywać.

Ale zanim nie nastąpi jednoznaczne pogrążenie naszego aktualnego modelu, będziemy próbować widzieć wszystko tak, jak on zakłada.

I jeśli spodziewasz się psa na ulicy, a nie spodziewasz się lwa, to zanim stojący pod żabką lew zaryczy ci w twarz, usuwając wszelkie wątpliwości co do swojego istnienia, przez długą, nieuważną chwilę będziesz naprawdę widzieć tam psa.

M. Myśląc o tej zasadzie, myślę o twojej dziewczynie.

Z którą miałaś wielkie plany.

O tym, jak budowałaś swój obraz świata, z nią w samym środku.

Jak długo musiałaś postrzegać sygnały końca, jako nieszkodliwe drgania.

Jak boleśnie ten obraz musiał się roztrzaskać, kiedy w końcu się rozstałeś, kiedy lew zaryczał ci w twarz.

Ale myślę też o zasadzie wolnej energii dlatego, że ja w tej odpowiedzi, która cię wkurzyła, dałam ci lwa pod żabką, a ty zobaczyłaś tam psa.

Bo w naszym modelu świata miłość to zawsze partner czy partnerka.

Miłość to coś, co się domaga seksu i welonu albo chociaż patrzenia sobie w oczy w pociągu pędzącym w stronę szczęścia.

Na słonecznych twarzach kochanków migają cienie lasu.

Nic więc dziwnego, M, że się denerwujesz, kiedy ktoś ci mówi, że bez miłości jesteś bezdomna.

Czy dom się robi z welonu?

Jak jakiś chory kokon, psia, czy też lwia jego mać?

Ale ja się będę nadal upierać, że miłość jest potrzebna w architekturze życia, tyle że miłość potrafi być lwem pod żabką.

Albo strusiem na Bornholmie.

Czyli czymś zupełnie, ale to zupełnie innym.

Denerwuje mnie co innego ten prymat w naszych głowach, w naszej kulturze romansu nad innymi formami miłości.

Ty, M, czytasz kochać i od razu wracasz myślą do swoich związków.

A ja czuję, że jest tak wiele różnych form miłości, że miłościami, które na przykład mnie samą najdobitniej uczyniły, są przyjaźnie.

Że najgłębiej w domu zawsze byłam właśnie w nich.

Ciężko może zbudować sobie dom z przyjacielem czy przyjaciółką, bo czasem zmierzamy w różnych kierunkach, by potem się z radością spotkać znowu.

Ale taka miłość też tworzy domy.

Domy na kółkach, kampery i tabory.

Droga M, przeróbmy ten model świata.

Niechaj miłość zobaczona zostanie tam, gdzie się jej nie spodziewamy.

Niechaj będzie w naszych matkach, ojcach, siostrach, braciach, mentorach i mentorkach.

Niechaj buduje nam domy, domy chwilowe i ulotne, ale domy, w których jesteśmy u siebie, w których jest nam ciepło.

Tą wizją pozdrawiam cię mocno z Bornholmu, gdzie lecą dzikie gęsi, ale może tak naprawdę strusie.

Felieton ukazał się w 80. numerze miesięcznika pismo Magazyn Opinii.

Czytały Karolina Lewestam i Katarzyna Hołyńska.

Czytaj i słuchaj innych materiałów autorki tego tekstu na stronie magazynpismo.pl.

Materiał zrealizowany we współpracy z Audioteką.