Mentionsy

Ślady Zbrodni
Ślady Zbrodni
08.03.2026 19:00

Kolejna zmowa milczenia? Co stało się z Rafałem Słomką?

Rafał zostaje namówiony przez kolegę na wypad na piwo. Kiedy po kilku godzinach kolega odwozi go do domu, chłopak nie oddycha i jest zimny w dotyku. Co stało się w ciepłą, majową noc w malutkim Debrznie?


Chcesz nagłośnić swoją sprawę?

Zapewniamy stuprocentową anonimowość!

Skontaktuj się z nami pod adresem: [email protected]\


Wpadnij do nas:

https://instagram.com/kanal.slady

https://www.tiktok.com/@kanal.slady

https://www.facebook.com/kanal.slady

Sponsorzy odcinka (1)

Ślady post-roll

"reportaż jak ten mógł powstać dzięki wsparciu wspierających, a także sponsorów"

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 1027 wyników dla "D"

Co tak naprawdę wydarzyło się w maju 2011 roku?

Na to pytanie w Debrznie wciąż odpowiada głucha cisza.

Tak jakby od samego początku wiedziałam, że to nie jest normalne, że mojego brata już nie ma i że to nie był wypadek jakiś.

Tak dużo rzeczy się nie zgadza, że to jest aż niepojęte.

Dla mnie nic tam nie jest wiarygodne, no bo on przywiózł go już nieżywego.

Ja uważam, że są odpowiedzialni za to koledzy lub kolega i oni ponoszą za to odpowiedzialność.

Cały czas dawałem się oszukiwać, dlatego on jest u mnie numer jeden na liście podejrzanych, bo on był cieniem.

Był niewygodnym świadkiem, tak można powiedzieć.

Chce poznać prawdę o życiu i śmierci Rafała Słomki.

Zawsze prawda wyjdzie na jaw, prędzej czy później.

Niewielkie Debrzno położone na południowym Pomorzu.

Wśród pogrążonych we śnie mieszkańców miasteczka są Agnieszka i Jacek oraz ich mała córeczka Ola.

Jak pani dowiaduje się o tym, że coś się wydarzyło?

Dostajemy telefon w nocy.

Było pół do trzeciej, przed trzecią.

Przez Rafałem coś się dzieje.

Oli mama zadzwoniła do nas, żebyśmy przyjechali pod ich dom.

No to co się dzieje, to jeszcze nie wzbudzało takiej jakby paniki.

Ale nikt nie dzwoni w nocy, żeby taką informację przeszła.

Więc ja szybko się ubrałem, przyleciałem do samochodu, pojechałem pierwszy.

Agnieszka musiała do gości się tam dostukać i powiedzieć, żeby na ten czas, bo co się dzieje z Rafałem, zajęła się Olą.

Mój były partner, niedoszły mąż, wyjechał za granicę i byłam sama w piątym miesiącu ciąży.

I pamiętam pukanie do drzwi, ale to było takie pukanie, walenie.

I weszła Agnieszka i mówi, proszę cię, gośka, idź do Oli, bo ona zostaje sama, bo z Rafałem się coś dzieje.

Pogotowie chyba będziemy wzywać.

Weszłam do tu Oli szybciutko.

Też taka przebudzona była chyba.

I zaczęłam się modlić, ja mówię, wieju, co się stało?

Pojechaliśmy, to tylko zobaczyliśmy karetkę, kolega Rafała, Daniel i jeszcze dwie osoby tam były.

Nie wiedzieliśmy na początku, kto to jest.

No, mąż nawet nie wychodził z samochodu, bo po prostu nie wiedział, co się stało, nie?

Nie wysiadałem z samochodu na początku, dlatego że widziałem, że karetka jest zamknięta i się rusza.

Nie pamiętam, czy ja dzwoniłam, czy był telefon, że reanimują Rafała.

Jeszcze gorzej się poczułam, siedziałam tylko przy tej Oli, pamiętam, że przytuliłam się do niej, głaskałam tym brzuchem.

Tutaj jeszcze doszedł mój brat, młodszy Tomasz.

Zdenerwowany.

Siedziałem do godziny 23.30-40 i byłem w garażu.

Koledzy jeszcze byli u mnie, posiedzieliśmy.

No i później poszedłem do domu i około 2.30 w nocy właśnie telefon był tutaj od Agieszki czy od Jacka do moich rodziców, że z Rafałem.

Niedobrze się stało, że prawdopodobnie nie żyje.

Podeszłam do karetki, karetka cała chodziła.

Po praktycznie 30 minutach lekarz wyszedł i powiedział, że Rafułowie życia już nie wróci.

Tylko on już nie żyje od dłuższego czasu.

Tak powiedzieli.

Wypadek?

Bo ja niczego nie wiedziałem, żadnej informacji, oprócz tego, że coś się dzieje z Rafałem.

Lekarz stwierdził zatrzymanie krążenia.

I nie możemy się pogodzić z tym.

Rafał był zdrowym, zdrowym dwudziestolatkiem.

No ja mówię, to dawajcie ten defibrylator, strzelimy, no nie mam nic do stracenia, on nie żyje, no może są różne przypadki.

Wiem, wiedział gdzie to mają.

A nóż, jak robimy mu masaż serca i sztuczne oddychanie, to się wydawało, że on żyje.

I wszedł Jacek, głowa w dół, nic, nic nie było, ten wszedł taki obojętny i...

A mój tata podszedł i mówi, i co?

Wydaje nam się, że małe dzieci nie rozumieją takich sytuacji, ale trauma potrafi zaszczepić się w pamięci bez względu na wiek, a później zadomowić w niej na dobre.

Ola wie o tym aż za dobrze.

Kiedy straciłaś brata, byłaś małym dzieckiem, miałaś 6 lat, tak?

Pamiętasz w ogóle ten dzień, ten moment, jak się dowiedziałaś?

Pamiętam to bardzo wyraźnie.

Pamiętam, że rano, jak się obudziłam, wstałam i weszłam do kuchni i zobaczyłam, że mama płacze.

Wtedy tego dnia była jeszcze koleżanka mamy i powiedziała, że mama dostała zastrzyk i jest jej smutno i że boli, no i że dlatego płacze i poszła spać dalej.

Poszłam spać dalej, obudziłam się znowu i podeszła do mnie mama i powiedziała, że Rafał jest ubozi.

Żebym nie płakała, żebym tylko obiecała, że nie będę płakać, ale Rafał jest ubozi.

Rozumiałaś wtedy, co to znaczy?

Od razu się rozpłakałam.

Wiedziałaś, że to jest nieodwracalne.

Jak zobaczyłam jej łzy i łzy taty, to tym bardziej.

Na pewno starali się chronić, bo tak samo nie wiedziałam nawet o pogrzebie.

Ja dowiadywałam się sama.

Z tego, co podsłuchałam, pamiętam nawet, jak była sytuacja, że stałam z uchem przy ścianie, żeby słyszeć, co się dzieje tutaj w pokoju.

Tak jakby od samego początku wiedziałam, że to nie jest normalne, że mojego brata już nie ma.

I że to nie był wypadek jakiś.

Tylko nie wiadomo, dlaczego go nie ma.

Na początku roku dostałam poruszającego maila.

To tragedia, która na zawsze zmieniła życie mojej rodziny, a mimo upływu czasu wciąż pozostaje niewyjaśniona i niewystarczająco nagłośniona.

Wierzę, że opowiedzenie tej historii szerzej mogłoby mieć realne znaczenie zarówno dla pamięci o moim bracie, jak i dla poszukiwania sprawiedliwości.

To słowa młodej kobiety, która jako 6-letnia dziewczynka straciła swojego brata i nigdy się z tym nie pogodziła.

W zasadzie od kiedy pamiętam, jak już chodziłam do podstawówki, to już dużo o tym myślałam, ale nigdy nie pytałam rodziców wprost.

Jak czegoś chciałam się dowiedzieć, to pytałam

Osoby z bliskiego otoczenia, ale nie do rodziców.

Z nimi rzadko kiedy rozmawiałam na ten temat.

Dlaczego tak?

Chyba nie chciałam, żeby oni do tego wracali.

Przed rozdrapywaniem ran.

Ale jesteśmy tu dzisiaj razem i jestem tutaj za sprawą ciebie, bo to ty napisałaś do mnie maila.

Co się stało, że ty poniekąd przejęłaś sprawę swojego brata jako dorosła osoba?

Bo od zawsze to mnie męczyło, a im zrobiłam się starsza, tym było coraz gorzej.

I tak od tej podstawówki, jak już stałam się bardziej kumatym dzieckiem, no to cały czas we mnie było i im stawałam się starsza, tym bardziej mi go brakowało.

Dlatego też poszłam na takie studia, jakie poszłam, czyli na kryminologię, z nadzieją, że to mi w czymś pomoże.

I teraz po prostu przyszedł odpowiedni moment.

Ja to chciałam zrobić już dawno.

A teraz poczułam, że to jest odpowiedni moment i zostawiłam wszystko na boku i skupiłam się głównie na tym.

I dlatego napisałam z nadzieją, że może akurat mi pomożeć.

To miała być taka droga do czego właściwie?

Do poznania swoich uczuć?

Czy może ty sobie obrałaś za cel, że chcesz rozwiązać zagadkę śmierci swojego brata?

To był mój cel właśnie, że chcę doprowadzić, żeby ta prawda wyszła na jaw.

Jakie wnioski masz dzisiaj, kiedy już jesteś dorosła, kiedy jako kryminolog trochę odsuwasz te emocje na bok?

Co widzisz w tej historii?

Widzę bardzo dużo niezgodności.

Widzę, że tak dużo rzeczy się nie zgadza, że to jest aż niepojęta.

To nie była taka przypadkowa śmierć.

Młoda osoba, dwudziestoletnia zdrowa osoba nie umiera nagle.

Niewydolność krążeniowo-oddechowa też to jest skutek, ale musi być do tego jakaś przyczyna, a tej przyczyny nie znamy do tej pory.

Śmierć dwudziestolatka jest bardziej tajemnicza niż wskazują na to ustalenia prokuratury.

Tak twierdzi Ola i jej rodzina.

Dowiem się jakie mają powody, aby wątpić w wyniki śledztwa.

Chcę poznać prawdę o życiu i śmierci Rafała Słomki.

Debrzno to jedno z tych miasteczek, w których czas płynie jakby wolniej, a zimowa aura potęguje to wrażenie.

drugą drogę wybrała rodzina taty Rafała, Jacka, który zdecydował się na powrót do rodzinnej miejscowości na przełomie lat 80. i 90.

Zaczynaliśmy praktycznie od zera, nie mieliśmy niczego.

Ja to mieszkanie dostałem z racji tego, że wziąłem urlop dziekański i zatrudniłem się w jednostce wojskowej, która już była rozwiązana, ale przy rozwiązywaniu też są potrzebni ludzie i zgodzili się zatrudnić mnie.

I ojca mojego znali, bo mój ojciec był do końca...

Pracował w wojsku, dopiero odszedł, dopiero zajął się tym, co go naprawdę interesowało.

A interesowała go energia właśnie wodna.

I on zaszczepił właściwie tą energię wodną w nas wszystkich.

I to było dobrze płatne, ale związane z wyjazdami po całej Polsce praktycznie i małym kontaktem z rodziną.

Dębno przywitało mnie atakiem zimy.

Wszechobecny śnieg i skrzypiący mróz sprzyjają rozmowie w ciepłym domu i wspominaniu dawnych, lepszych dni.

Dla Agnieszki, mamy Rafała, takim czasem był początek 1991 roku, kiedy na świecie pojawił się jej jedyny syn.

Pamięta pani ten dzień jak pierwszy raz trzymała go w rękach?

Tak do niego po prostu pasowało.

I to było pierwsze dziecko?

I jakim był dzieckiem?

Dawał pospać?

I bardzo długo Rafał był jedynakiem.

Przez większość swojego życia w zasadzie był jedynakiem.

I jak był takim typowym jedynakiem, którego się trochę rozpieszczało?

Rafał jest oczkiem nie tylko w głowie Agnieszki, ale również Małgorzaty, młodszej siostry Jacka.

Kim dla pani był Rafał?

Kimś bardzo bliskim sercu mojemu, chyba najbliższym w tamtym czasie, najbliższa osoba.

Co stało się z Rafałem Słomka, Dębno.

I nawet dałam mu drugie imię, Rafał.

To było kochane, złote dziecko.

I jak przyjeżdżałam z internatu do domu, musiałam się nacieszyć nim przez te trzy dni i brałam go na noc.

Pamiętam jak przechodziłam, a on jeszcze kiwał rączką mamu, mamie, tacie przez okno.

Ja wiesz, będzie wszystko dobrze.

Ale w domu jak już się znaleźliśmy, to był zadowolony, radosny jak go tam

Każdego dnia tu byłam u nich, u rodziców Rafała, bo ja musiałam go przytulić, ukochać, wycałować i nie wiem, pójść gdziekolwiek z nimi.

W Debrznie wszyscy się znają, więc silne więzy łączą też dzieci, które spędzają razem całe dzieciństwo.

Taką przyjaciółką Rafała od zawsze jest Natalia.

Znaliśmy się od jego urodzenia tak naprawdę, ponieważ nasze mamy są przyjaciółkami do dzisiaj.

I tak naprawdę się wychowywaliśmy razem.

Krawki u jednej, u drugiej, a my się bawiliśmy.

Urodziny czy moje, czy Rafała zawsze byliśmy obecni.

Tu namioty, tu gdzieś tam wyjazd do lasu.

Był takim trochę dla ciebie bratem?

Zdecydowanie tak.

Ze względu na to, że ja byłam jedynaczką i on wtedy był jedynakiem, no to się tak traktowaliśmy.

Dużo czasu ze sobą spędzaliśmy, dużo ze sobą rozmawialiśmy, dużo się śmialiśmy.

Bronił mnie przed moim kuzynem, więc był opiekuńczy.

Już wkrótce Rafał ma szansę na zdanie prawdziwego sprawdzianu z opiekuńczości, bo na świecie pojawia się Ola, jego mała siostrzyczka.

Na pewno to, jak tłumaczył mi, siedząc przed komputerem, dlaczego ja mówię do niego po imieniu, bo on zawsze zwracał się do mnie siostra.

Siostra to, siostra tamto, a ja do niego zawsze po imieniu na Rafał.

I mi tłumaczy, do mamy mówisz mama, do taty mówisz tata.

Do Tomka mówisz wujek, a do mnie mówisz Rafał.

I cały czas tak mówiłam Rafał i on wtedy przyszedł i mnie zaczął tak łaskotać, że zaczęłam krzyczeć do mamy, żebym mu coś powiedziała, żebym przestał.

I to jest taka jedna z tych historii, które pamiętam.

Pamiętam jak zawsze mi tłumaczył jak mi dokuczali w przedszkolu.

To, że jak będę miała z czymkolwiek problem kiedykolwiek, to żebym do niego przyszła i powiedziała brat, zaosła mi dokucza, pomóż mi, zrób coś, że on zawsze mi pomoże.

Rafał nie lubi się nudzić.

Rodzina pomaga mu je rozwijać, a on nie wstydzi się pokazywać ich światu.

Był wesołym chłopakiem, był strasznie mądry i był uzdolniony.

I grał i dla mnie to było takie wow, jak w ogóle ja nie potrafiłam nut odczytać, a on grał.

Na pianinie przede wszystkim, tak?

Zdarzyło się wiele razy, że grał mi właśnie na pianinie, a też słyszałam jak się uczą, bo akurat była nauka teraz, w tym momencie, a my przyszłyśmy i też musiał się uczyć, a ja musiałam czekać aż skończy się uczyć.

Tak, dokładnie.

Odbierałaś to tak, że on ma jakiś taki wrodzony talent do tej muzyki?

Rafał grał na pianinie jak na akordeonie.

Kolędy graliśmy razem.

On gdzieś mu utkwiła jakaś tam nutka, gdzieś jakaś melodia i sam próbował ze słuchu.

Na ognisko akordeon, o Słomka będzie grał, nie Słoma.

Ciocia, no ciocia jadę, bo ten, cicho przy tym ognisku biorę akordeon, będę grał i mnie.

My też chętnie jechaliśmy, bo miło widzieć syna, jak gra i ludzie na plaży się bawią i potem biją brawo albo dopraszają się, żeby zabicował to, co przedtem... Bo grał dla ludzi, lubił to robić, prawda?

Wodził też akordeon.

Akordeon w samochodzie.

Ten akordeon zajmował 80% miejsca w tym magazynku.

I do tego plus narzędzia z branży technicznej.

Dwa światy się zderzały.

Dokładnie.

Jakąś szkołę średnią wybrał, ale zaoczną.

To były zajęcia weekendowe, tak?

A gdzie pracował Rafał?

Wszędzie go brał, także pomagał mu.

A co dokładnie robili?

I podobało mu się to?

Rafał jako nastolatek wchodzi do rodzinnego biznesu, gdzie pracuje nie tylko z ojcem, ale również z jego bratem, a swoim wujkiem Tomkiem.

Przed niego było pełno.

Współpracowaliśmy ze sobą, jeździł, pomagał nam do pracy, bo wspólnie z dziadkiem, z moim ojcem prowadziliśmy działania gospodarcze.

Myśmy ogólnie się zamówili hydroenergetyką wodną.

Moje ojciec to zapoczątkował w naszej rodzinie, a Rafał pomagał w tym wszystkim.

Tak, miał plany i ja miałem po prostu, nie dawałem sobie rady z tą maszyną.

Siadał i tak jakby był do tego stworzony.

Smykałka do technicznych rzeczy jest naturalnym wynikiem największej pasji Rafała.

Zanim mieszkańcy Debrzna zobaczą młodzieńca, już z daleka mogą go usłyszeć.

Uwielbiał motory od dzieciństwa.

Znaczy tata miał praktycznie motor, od dzieciństwa siedział.

Miał siedem miesięcy, to już jeździł na motorze.

Z nami w środku.

Do samego końca.

Na zdjęciach widziałam go na takich ścigaczach.

Tak, na samym początku dostał właśnie Chopera, a później miał Kawasaki.

Ja od początku motorami siedziałem.

No właśnie, bo ja widziałam takie zdjęcia w albumie, gdzie stoi pan i trzyma takiego malutkiego Rafała na wielkim motocyklu.

Czyli to, rozumiem, było od zawsze w nim zaszczepiane.

No, nie wiem, ile w tym jest prawdy.

Ja wierzę, że jakaś część jest, bo to by się wydawało, że samochód, motocykl, rower, pojazdy, jak każdy inny do przemieszczania służy.

Ale jazda motorem to jest takie coś specyficznego.

Lubił motocykle, bardzo, bardzo od samego początku.

To było takie imponujące, że jeszcze jak zrobił prawko i mógł jeździć, mówi choć przejedziemy się łato, bo to było przyjemne przede wszystkim,

Co stało się z Rafałem Słomka, Dębno.

Names mentioned, Rafał Słomka, Dębno.

Czyli tam się spotykali młodzi ludzie, przyjeżdżali motorami, samochodami i tam się po prostu kręciło bączki, tak?

Tak, dokładnie tak.

Albo jeździł na tym motorze po mieście, tam ścigasz jego i na kole nagle dęba.

Ja szłam z koleżanką, gdzieś tam idziemy, no ale on dęba musiał stanąć, bo wiedział, że ja się denerwuję i później jak go spotkałam, ja mówię, powiem mamie i tacie, to mów.

Już ugadka się z koleżanką urwała i ja już cała byłam rozdygotana, jak widziałam tę jazdę.

To specjalnie to robił, bo on wiedział, że... Chyba tak.

On nie chciał trąbić, ale chciał zaznaczyć, że jedzie.

Baliśmy się bardzo.

Siostra to nie jedyna Ola w życiu Rafała, który od lat jest związany z dziewczyną o takim właśnie imieniu.

Aleksandra myśli o swojej miłości z dawnych czasów tylko dobrze, ale minęło już 15 lat i dojrzała dziś kobieta ma swoją rodzinę i swoje życie.

Dlatego nie zdecydowała się na wzięcie udziału w nagraniu, ale udostępniła wspólne fotografie z Rafałem z tych momentów, gdy byli szczęśliwi.

W pewnym momencie w jego życiu pojawiła się też dziewczyna.

Ola, kiedy to było?

Oj, w szkole podstawowej.

Długo byli razem?

Do samego końca.

Do dzisiaj koleżanka ze szkoły żadnej pary tak nie zapamiętała jak Olę z Rafałem.

I tak mi pasowała, bo Ola teraz odbiera swojego syna z drugiej klasy.

I czasami ta koleżanka mówi, zawsze jak widzę Olę to od razu do tego waszego Rafała.

Nie wiem dlaczego.

Bardzo był stały, bardzo był wrażliwy, bardzo był...

Troskliwy, stały był bardzo.

Zawsze razem wszędzie.

Tak, dokładnie, wszędzie.

Czy jeździli samochodem razem, czy gdzieś wychodzili to też razem.

No bo byli parą od dawien dawna.

To tak fajnie to wyglądało, że razem, że gdzieś tam się wspierali nawzajem i byli razem, mieszkali razem.

W pewnym momencie Rafał się wyprowadza.

Ile miał lat, kiedy już się przeniósł na swoje?

No skończone osiemnaście, pod dziewiętnaście.

Chcieli gdzieś tam sobie wynająć mieszkanie i samodzielnić się.

No i jak się na to zapatrywała pani, że tak, no ten syn... No na początku nie podobało mi się to, no ale poszli, staraliśmy się im tam jakoś pomóc.

Jedno za drugim było.

Jest taka zawsze taka zazdrość trochę, tak?

Troszeczkę, ale potem było dobrze.

Dzień w dzień, ja tu mijałam ich na klatce.

To nie koledzy.

Rafał był bardzo uczuciowy.

Jak ktoś go nie znał, to mógł myśleć, że to taki trochę twardziej, tu motory, tu koledzy, dziewczyna.

Ale wzruszał się często i ja byłem świadkiem tych wzruszeń wielokrotnie.

Po jakimś, nie wiem, rozstałam się z jednym facetem, długo choruję po takich jakichś tam rozstaniach, a Rafał wiedział o tym, wiedział jaka jestem.

Napisał taki wiersz, pamiętam, przychodził do mnie, pamiętam, próbował gdzieś tam coś, że mam gdzieś wyjść, tego, tak na wesoło, na wesoło.

On nigdy na nic nie narzekał.

Zawsze optymistycznie podchodził i zarażał mnie tym.

Jak go widzieli inni?

Nigdy.

Był postrzegany jako dobry chłopak, taki nasz, typowo nasz.

On wszystkich znał, można powiedzieć.

Ja nie wiem, czy w Debrznie jest osoba w jego wieku teraz już, gdzie miałby 35 lat, która go nie pamięta, nie zna.

No tak tutaj akurat na osiedlu miał takich swoich trzech kolegów i z nimi tak utrzymywał kontakt.

Od maleńkości tutaj wychowywali się na tym osiedlu.

A ci reszta, którzy byli w tych ostatnich dniach z nim, kiedy doszło do tego, co się stało, to byli tam, naklejki to były takie, przykleją się i są.

Tak, no może od roku.

Dokładnie.

Na pewno był duszą towarzystwa.

Prze Rafała nie szło się nudzić.

Zawsze dookoła niego byli znajomi.

Jedno czego możemy być pewni, to że w chwili śmierci Rafała również otaczali go znajomi.

A dokładniej Daniel, sąsiad z bloku, z którym Rafał w feralny wieczór wychodzi na piwo.

Z bilingów wynika, że w czasie poprzedzającym tragedię była to osoba, z którą Rafał kontaktuje się najczęściej.

Co wydarzyło się w Debrznie w majową noc 2011 roku?

Czy Daniel lub ktokolwiek inny zna odpowiedź na to pytanie?

A może odpowiedź jest w aktach, a rodzina nie potrafi jej zaakceptować, bo za wszelką cenę chce nadać sens czemuś, co jest sensu pozbawione?

Odnaleźć logikę w kompletnym przypadku i wymierzyć winnym sprawiedliwość w sprawie, w której nikt nie jest winny?

Rafał niedawno skończył 20 lat.

Ma spore grono znajomych i dziewczynę Olę, z którą mieszkają przy rynku w Debrznie, miejscowości, w której żyją od urodzenia.

Na co dzień pomaga w rodzinnym biznesie.

Pracuje wspólnie z ojcem, wujkiem i dziadkiem.

W weekendy chodzi do szkoły.

Wtorek, 17 maja, to dla niego dzień wyjątkowy.

On się cieszył, to był jego ostatni dzień matur.

Pamiętam, jeszcze moja mama mówi, spotkałam Rafała w Biedronce.

No i mama często do dzisiaj, to ona płacze przy tym, nie?

Kilka godzin wcześniej, zanim pojechał do babci swojej, do mojej mamy, widziałem go wcześniej i wiedziałem, że coś planuje, dlatego że mówi tata, masz trochę pieniędzy?

17 maja rano w Człuchowie Rafał zdaje ostatni egzamin, a po nim jedzie do Debrzna i odwiedza kiosk, w którym pracuje jego bliski znajomy Radosław.

Potem widzi się z ojcem i wpada do babci i dziadka na obiad.

Później spotyka sąsiada Daniela.

Wieczorem Daniel ma wpaść do Rafała i Oli, żeby oblać koniec maturalnego maratonu.

Ale stwierdzili z Olą, że zostaną w domu.

Zadzwonił po niego Daniel i mówił, żeby poszli na piwo.

Ale jednak wychodzi.

O której wychodzi z domu?

Spotkali się chyba pod blokiem około 22.30.

A co powiedział Oli, że wychodzi na chwilę?

Tak, że za 15-20 minut, do pół godziny wróci.

To ostatni kontakt jaki ma z Rafałem na żywo jego dziewczyna.

Mamy do dyspozycji zeznania świadków, ustalenia śledczych, bilingi telefoniczne, zapisy monitoringu, treści SMS-ów oraz relacje bliskich Rafała.

Z tych puzli odtworzymy wydarzenia z 17 na 18 maja 2011 roku.

Siostra Rafała setki razy, minuta po minucie przemierzała drogę, którą przeszedł jej brat w tę najciemniejszą noc.

Wiemy, że o 22.38, może 20.40 był w sklepie osiedlowym, nocnym w zasadzie już.

Kupowali alkohol, tak jak się dogadali, wyszli na piwo, więc kupowali alkohol.

Później nie wiemy, gdzie był.

Druga wizyta w sklepie była godzinę później o 23.30.

I na pewno wiemy, że wtedy z Rafalem było wszystko w porządku.

I wiemy to z monitoringów, na których widzimy po prostu Rafała całego i zdrowego.

Tak, bo wyszedł z samochodu, przeszedł się, wrócił do samochodu i było z nim wszystko w porządku.

Kiedy w takim razie znamy ten ostatni moment, kiedy Rafał jest cały i zdrowy?

Podczas ostatniej wizyty w sklepie, chwilę po północy.

Chłopaki podjeżdżają zielonym Oplem Omegą należącym do Daniela, który jest również kierowcą.

Za każdym razem to on idzie do okienka i kupuje butelki z piwem lub innym alkoholem.

Wydaje się lekko zawiany, chwieje się.

Otwiera drzwi, siedzi w fotelu lub kręci się przy aucie.

Czy w międzyczasie ktoś się z nim kontaktował, mówił gdzie jest, co robi?

Ola do niego pisała wiele razy, żeby zadzwonił do niej.

On oddzwaniał, mówił, że niedługo wróci, ale no to za każdym razem powtarzał to samo i no nie wracał.

Minęło już dosyć sporo czasu i Rafała nie było.

Rafał na początku mówił, że za chwilę przyjadą, że są cały czas pod blokiem.

Sprawdzamy bilingi.

Ola wysyła wiadomości z bramki internetowej.

Rafał oddzwania i obiecuje szybki powrót, ale dalej siedzi z Danielem.

Z wiadomości można wyczytać rosnące zdenerwowanie Oli, której nie podobają się kłamstwa Rafała.

Chłopaki w pewnym momencie wsiadają do auta, opuszczają parking pod blokiem i kierują się w stronę jeziora, gdzie młodzież z Debrzna lubi posiedzieć w wolnym czasie.

Czyli on celowo unikał kontaktu i kłamał, że jest pod blokiem, mimo że go wcale tam nie było.

Z jakiegoś powodu chciał stworzyć jakąś alternatywną wersję tego, jak wygląda ten wieczór.

Rafał i Ola ostatni raz rozmawiają o godzinie 12.26.

Kilka minut później Ola odpisuje:"Idę na miasto, a jak cię spotkam, to masz przeja**ane".

Dziewczyna kontaktuje się z Sandrą.

Partnerką Daniela, która z kolei dwukrotnie dzwoni do niego i próbuje przekonać chłopaków do zakończenia posiadówki, jest za dziesięć pierwsza, a Sandra słyszy w tle śmiech Rafała.

Co się dzieje dalej?

A czy ktoś do niego dzwoni?

Ola pisała na pewno do niego smsy.

I jak on nie odpowiadał na te smsy, nie dzwonił, nie kontaktował się z nią, to wyszła z domu, żeby go poszukać.

I to było gdzieś około godziny pierwszej.

Ola cały czas myślała, że oni są pod blokiem.

No ale, że ich nie było, jak Ola zeszła na dół zobaczyć, no to stwierdziła, że denerwuje się bardzo, gdzie oni są.

O 1.04 mijała się z samochodem Daniela na wysokości jednego z domów i to widać na monitoringu wtedy z tego domu, było widać.

Mijali się, samochód zwolnił, ale się nie zatrzymał, pojechał dalej.

Czyli my mamy pewność, że to był samochód należący do Daniela, tak?

Czy na tym monitoringu widać kto prowadzi?

Dokładnie tego nie widać.

Więc wiadomo tylko, że to był ten samochód i że on zwolnił i przyspieszył już na wysokości Oli.

Niewyraźny monitoring sprzed jednego z domów jest słabym dowodem minięcia Oli przez auto Daniela, bo trudno coś dostrzec, ale fakt ten potwierdza nie tylko Ola, później robi to też Daniel.

Dziewczyna idzie pod blok, jednak chłopaków nie ma na parkingu.

Wraca do domu i wysyła do Rafała wiadomość.

Tak się o ciebie martwiłam i nie chciałam, żebyś zrobił coś głupiego i poszłam cię szukać nad jezioro.

Ostatni raz coś k*** dla ciebie zrobiłam.

Tak się bałam tam iść sama w środku nocy i płakałam ze strachu całą drogę, ale poszłam, bo martwiłam się o ciebie, a ty przejechałeś obok i mnie zostawiłeś tam samą.

Co się dzieje dalej?

Dalej nie wiadomo, bo Ola wraca do domu, bo pomyślała, że tam właśnie pojechali, a ich nie było.

Pod dom podjechali dopiero pierwsze 27, bo o tej godzinie Daniel zadzwonił do Oli, że z Rafałem jest coś nie taki, żeby zeszła na dół.

Mogło to trwać minutę, dwie, zanim ona zeszła na dół.

Rafał leżał już na tylnym siedzeniu.

Dotykała go, miał silne usta, silne uszy.

Był zimny w dotyku, tak?

Ola z początku, z tego co czytałam w jej zeznaniach, myślała, nie wiedziała w ogóle co się dzieje.

Chyba była w takim szoku, że no nie wiedziała, nawet nie była w stanie sprawdzić mu pulsu, ale Daniel próbował go wziąć po prostu do domu.

Chciał go podnieść na ręce i do domu zaprowadzić, ale się z nim przewrócił.

Tak, miał na czoło ślad.

Czyli podejrzewa się, że to obrażenie powstało przy tym upadku?

Tak, tak zeznała też Ola, która powiedziała, że ona widziała, że wtedy Rafał uderzył głową o chodnik czy tam o ziemię i że w tym momencie też wypłynęła mu z ust jakaś ciecz czerwona, że to mogła być krew, mogły być jakieś wymiociny.

Przebieg tych kilkunastu minut na parkingu znamy jedynie z zeznań dwójki obecnych tam żywych osób.

Daniel dzwoni do Oli dokładnie o 1.29, czyli 25 minut po minięciu jej przy jeziorze.

Dziewczyna jest na parkingu kilka chwil później.

Oboje potwierdzają, że… Gdy Ola zeszła na dół, Rafał leżał na tylnym siedzeniu samochodu.

Daniel, próbując go stamtąd wyciągnąć i zaprowadzić do domu, przewrócił się wraz z nim na ziemię.

Oboje nie byli w stanie sprawdzić pulsu u Rafała.

Rozmawiali o chorobach Rafała, a Ola wspominała o podobnej sytuacji z przeszłości.

Co do innych okoliczności, ich zeznania nie są identyczne.

Daniel zeznaje, że gdy dotykał klatki piersiowej Rafała, słychać było charczenie.

Daniel twierdzi, że to Ola chciała, żeby zaprowadzić Rafała do domu.

Dziewczyna natomiast mówi, że proponował to Daniel.

Ola wspomina o dziwnej czerwonej mazi wypływającej z ust Rafała na parkingu.

Daniel mówi o wymiocinach, którymi Rafał miał pobrudzić siebie oraz auto wewnątrz.

Jeden fakt nie budzi dyskusji.

Ani Ola, ani Daniel nie wzywają pogotowia.

Jesteśmy przed blokiem.

Trwa jakiś dziwny chaos.

Zarówno Ola, jak i Daniel nie do końca wiedzą, co mają zrobić.

Daniel nawet nie zadzwonił po pogotowie, za co zadzwonił do swojego kolegi.

Ola usłyszała jedyne co, że powiedział do niego, co ci zależy i tak niedługo wyjeżdżasz.

I dzwonił do niego dwa razy.

I to jest jedyna osoba, z którą kontaktuje się w tym takim momencie newralgicznym?

Dodatkowo też pobiegł do domu innego kolegi, Radka, tak jakby też po pomoc, żeby jeden i drugi przybiegł na miejsce.

Daniel dzwoni do Oli o 01.29.

Daniel wykonuje pierwszy telefon do Cornela Kwadrans później, o 01.45, następny za kolejne 6 minut.

Ola twierdzi, że Daniel użył podczas jednej z rozmów słów, Rafał jest już trupem.

6 minut później Daniel dzwoni do Radosława, kolegi z kiosku i podchodzi pod jego dom.

Tam są już Kornel z żoną Martyną, która o 2.01 zawiadamia pogotowie.

Po przyjeździe pytała Olę czy ta zadzwoniła po pomoc medyczną, ale Ola odpowiedziała, że Rafał ma atak padaczki i że zaraz mu przejdzie.

Małżeństwo prowadzi masaż serca aż do przyjazdu karetki około godziny 2.20.

Próba ratowania życia trwa przez kolejną godzinę.

O 3.20 lekarz stwierdza zgon Rafała Słomki.

Medyk zezna później, że według niego Rafał do czasu przyjazdu karetki nie żył już od godziny do półtorej.

To oznacza, że śmierć mogła nastąpić między pierwszą a pierwszą dwadzieścia, dokładnie wtedy, gdy istnieje luka w umiejscowieniu pojazdu.

Rodzina Rafała jest w stanie niewyobrażalnego szoku.

Nic nie mogło przygotować ich na kompletnie niezapowiedzianą tragedię.

Obecni na miejscu rodzice Rafała nie wieddlaczego ich syn nie żyje, bo lekarz na ten moment nie jest w stanie podać przyczyny zgonu.

Wiadomo tylko, że doszło do zatrzymania krążenia.

Rodzice nie wiedzą, co dalej robić i nie wiedzą, jak powinny się w takiej sytuacji zachować służby.

To znaczy lekarz przyjeżdża na miejsce?

Stwierdza zgon i go zabiera do Czechowa.

Do szpitala?

Dlaczego nie pojawia się na miejscu prokurator?

Dla mnie ta noc się w tym momencie skończyła jak odjechała karetka z zwłokami.

Nie znałem tych procedur, policyjnych, prokuratorskich, sędziowskich i różnych tam.

Teraz już mam większe dom, ale tego już się nie zmieni.

Zgody prokuratora.

Oglądałem filmy kryminalne, ale jakoś tak nie przyswoiłem sobie tych informacji do głowy.

Dlaczego pogotowie nie wezwało policji?

Lekarz stwierdza, że zgon nastąpił parę godzin prędzej i nie powiadamia policji.

Policja nie przyjeżdża.

Dlaczego tak?

A skąd ja mam wiedzieć, jak oni to tłumaczyli?

Tam jest dziki zachód.

Najpoważniejszym błędem było to, że lekarz w ogóle nie wezwał na miejsce prokuratora.

Więc ta sprawa od początku była dziwna i niepoprawnie poprowadzona, no bo lekarz zabrał Rafała do szpitala, a policja o tym nawet nie wiedziała.

Nie wiedziała, co się wydarzyło.

Dopiero o 5.50 wujek z dziadkiem zawiadomili policję o tym, że Rafał nie żyje i że coś jest nie tak.

Przyjechaliśmy do domu, dopiero męża brat zadzwonił z teściem na policję.

Powiedzieli, że jeszcze nie dostali żadnego powiadomienia od lekarza.

Czyli nie zabezpieczono żadnych śladów na miejscu?

Nie, żadnych.

A kiedy do Pana dotarło, że jest ten błąd, że tutaj stało się nieodwracalne, że nie jesteście w stanie, że przede wszystkim nie tak to powinno wyglądać?

Jednego dnia jedna rzecz, a prokurator był, a kto pozwolił na zabranie zewoku, a gdzie one trafiły?

Bo my nawet nie wiedzieliśmy gdzie on jest.

Dlaczego moja znajoma idzie rano do sklepu na godzinę siódmą i na chodniku znajduje dokumentację medyczną mojego bratanka, Rafała Słomki.

Dwoje do mnie po jakimś czasie, Tomek przyjedź, bo ja znalazłem dokumenty twojego bratanka.

Ona znajduje to na chodniku, jak śmieć, jak gazetę jakąś, co reklamową wyrzuca się do śmietnika, makulaturę, to ona dokumenty medyczne znalazła.

No co to jest za burdel w tym szpitalu Czechowskim?

A kiedy to było?

To było długo po śmierci?

Jak długo po śmierci?

Od razu tego samego rana?

Tego samego dnia rano to było.

No pogotowie przyjeżdżają, oni siedzą w szkole, oni mają jakieś szkolenia czy coś.

Nie wiedzą, że muszą zawiadomić policję.

Prokurator czasami musi przyjechać, oni tam nic nie zawiadamiają, nie wiem co to byli.

Ale rozmawiała pani z tym lekarzem, prawda?

On twierdził, że miał ciężki dzień i nie wezwał po prostu nikogo.

Że to był jego błąd?

Wydaje mi się, że tak.

Trudno nazwać tę sytuację skandalem, bo zwyczajnie nie mieści się w głowie.

To zaprzeczenie wszelkich procedur i realne utrudnienie na drodze do odkrycia prawdy o śmierci Rafała.

Żadna osoba obecna na miejscu zdarzenia nie zostaje przesłuchana, żaden dowód nie zostaje zabezpieczony, żaden pojazd ani żadna lokalizacja nie zostają przeszukane.

Przecież bez żadnej wyraźnej przyczyny

Umiera dwudziestolatek.

Wiadomo tylko, że jego serce przestało bić.

Wzrok rodziny kieruje się rzecz jasna w stronę Daniela.

To osoba w towarzystwie, której Rafał spędził ostatnie godziny życia.

Myśmy stali równanogi z moim tatą i zaczęliśmy działać.

Pojechaliśmy na miejsce, w ogóle chciałem znaleźć tego właśnie jego kolegę, z którym był, cudzysłowy kolegę, tego Daniela.

Póki sprawa jest ciepła, jak to się mówi, wziąć go w jakiś sposób, żeby nam odpowiedział, co się stało.

Czyli po to pan pojechał na miejsce przede wszystkim, żeby... Na miejsce, gdzie szukaliśmy go w ogóle.

Samochód tylko widzieliśmy pod blokiem tam, gdzie mieszkał Rafał.

Później dowiedziałem się, że też ten Daniel tam mieszkał w tym bloku.

On sobie siedział, herbatkę pił z matką dziewczyny Rafała.

No Ola wiadomo, płakała, leżała na łóżku, nie była z sobą, ale siedzi jej matka i sypije herbatkę z gościem, który przywozi jej przyszłego zięcia martwego do domu.

Dziwna sprawa dla mnie jest, nie?

W jaki sposób wyciągnęlibyśmy od niego informacje, to byśmy dzisiaj może być tutaj się nie spotykali w ogóle.

Gdybyśmy wtedy w jakiś sposób przycisnęli go z moim tatą, może bym miał za to jakieś problemy, karany może bym był za to, ale może bym powiedział prawdę do dyktafonu, czy do tego bym go nagrał i powiedział co się tam stało i by była wyjaśniona na miejscu.

A później oni jak się spotykali, ci którzy brali w tym udział, to oni sobie mogli każde alipi wymyślić.

No ale próbujecie się czegoś dowiedzieć.

Jakie są wasze kroki, żeby odkryć prawdę?

Pojechałem z ojcem moim do Czuchowa, do komendy powiatowej policji w Czuchowie.

Tu był komendant pan Kutka, który mówi, to co ja mam teraz postawić swoich 50 funkcjonariusz się na nogi, żeby tą sprawę rozwikłać?

Ja się zadziwiłem, co pan mówi?

To nie przejechali kota, nie przejechali psa, tylko człowiek nie żyje, młody człowiek, on nie zmarł naturalną śmiercią ze starości, bo był stary, tylko został zamordowany.

No i tak zadziwił sobie ze mnie, no i jeszcze tam trochę zacząłem krzyczeć, bo jestem nerwowy, to przypuszczam, że może mnie by tam na 48 wsadził do celi, dlatego wykazałby się.

Policja przyjmuje od Tomasza zawiadomienie o przestępstwie.

Wujek Rafała wspomina, że nad ranem przyjrzał się samochodowi Daniela stojącemu pod blokiem i nie zauważył w nim śladów wymiocin.

Widział za to opakowanie z nieokreślonymi tabletkami.

Gdy ojciec Rafała, Jacek, jedzie chwilę później zrobić zdjęcia, auta nie ma już na swoim miejscu.

Tomasz wspomina, że wczesnym rankiem widział swoich sąsiadów, Cornela i Martynę.

Spakowali torby do samochodu i gdzieś wyjechali.

Policja wzywa na przesłuchanie Daniela, ale jego wyjaśnienia bynajmniej nie uspokajają rodziny zmarłego.

Przede wszystkim nie zgadzają mi się zeznania Daniela, który mając przed sobą trzy kartki zeznaniego, widzę w każdym mówi co innego.

Na pierwszym zeznaniu mówi, że w ogóle ich nad jeziorem nie było, że cały czas byli pod blokiem, co nie jest prawdą, no bo pod tym blokiem nie byli.

To było takie też miejsca, gdzie tam jechali sobie wieczorem wypić piwko, papierosa zapalić, no i te nie tam byli, bo ja na drugi dzień tam jeździłem, węszyłem, szukałem, tam były...

Nie do pałki papierosów, które Rafał palił.

No to wiedziałem, że tam musieli być, tam spędzać ten czas.

Jeżeli chodzi o to, że nie był nad jeziorem, to można sobie wytłumaczyć to na przykład tym, że bał się konsekwencji, że był pod wpływem dla ciebie.

Czy to jest racjonalne wytłumaczenie, że mogło tak być, że no bał się, że ktoś po prostu go pociągnie do odpowiedzialności, że prowadził po pijaku?

Jeśli chodzi o te pierwsze zaznania, może to go skłoniło do tego, ale już kolejne nie, no bo to już się przyznał do tego, że byli nad jeziorem, już powtarzał to wielokrotnie, a jednak mimo wszystko te takie najistotniejsze rzeczy, no nie zgadzają się.

Zeznając wieczorem 18 maja, Daniel przyznaje się do złożenia kilka godzin wcześniej fałszywych zeznań w sprawie jazdy autem.

Pojechał nad jezioro na życzenie Rafała, którego denerwowały ciągłe SMS-y od Oli i fakt, że zaraz zejdzie pod blok i zrobi mu awanturę.

Po zakupach pojechali wreszcie pod blok i tam wypili w aucie po kolejnej butelce.

To wtedy Rafał źle się poczuł.

Zaczął wymiotować, więc Daniel otworzył mu drzwi, a Rafał zasłabł i wypadł z auta.

Daniel podniósł go z ziemi, położył na tylnej kanapie auta i zadzwonił po Olę.

Dziewczyna uznała, że jej chłopak jest pijany i trzeba go odprowadzić do domu, choć Daniel pytał czy nie zadzwonić po karetkę.

Podczas tragicznej nocy wypili z Rafałem po trzy piwa, a cały wieczór spędzili tylko we dwóch.

Daniel tłumaczy brak wezwania pogotowia paniką, a Luki w pamięci i nieścisłości w zeznaniach wpływem alkoholu.

Próbujecie dotrzeć do prawdy, co się wydarzyło i co udaje wam się ustalić w tych pierwszych momentach?

Że pojechał z kolegą, kolego po niego przyjechał, praktycznie wyciągnął go, czy no może się umówili, że wyjdą razem, wyszli razem i kolego go przywiózł, martwego.

Co się stało w tym czasie, kiedy byli razem?

I nie wiemy do końca, co się stało.

Od początków to nie uwierzyliście?

Nikt nie jeździ z drugą osobą martwą, a na pewno Rafał już nie żył.

Czemu macie takie podejrzenia, że już nie żył, że jeździł z nim?

Ponieważ przywiózł go w ogóle na tylnym siedzeniu samochodu.

Dwa, że karetka jak przyjechała, to lekarz powiedział, że od godziny lub półtora nie żyje, bo już miał plamy opadowe.

Dlatego czujecie, że coś tu jest nie tak, że z jakiegoś powodu ukrywał prawdziwy przebieg tego wieczora.

I gdzie oni byli po prostu przez te pół godziny?

Gdzie on go woził?

Bo powiedział, że byli pod sklepem, a pod sklepem już ich nie było.

Zdrowy chłopak, nagle go nie ma.

Ja pamiętam ten dzień, jak ja się zbierałam na egzamin na studiach na angielski.

Po prostu mi tata zadzwonił i powiedział, że Rafała nie ma z nami, że Rafał nie żyje i że nie wie co jest.

Ja rozczaskałam telefon wtedy.

Zaraz przecież się zebrałam, spakowałam w pociąg i do Dębny jechałam.

A jak ty się dowiedziałaś, co się stało, że Rafała nie ma, to... I potem usłyszałaś całą tą historię.

Jak dla ciebie wygląda ta opowieść?

Czy to, co przedstawia Daniel, jest dla ciebie wiarygodne?

Dla mnie nic tam nie jest wiarygodne, no bo on przywiózł go już nieżywego.

Pojechał z kolegą i przywiózł go kolega ten sam, nieżywego, to mówię no... No albo mu dali coś tam, albo trucizna jakaś, nie wiem, otruli go, albo mu dali przedawkę.

W każdym razie oni zrobili mu coś złego.

Młody mężczyzna nie osiągnąłby takiego wyniku wypijając 3 piwa w ciągu 2,5 godziny, więc prawdopodobnie Rafał musiał pić już wcześniej albo Daniel nie mówi prawdy co do ilości lub rodzaju spożywanego alkoholu.

Bezpośrednią przyczyną śmierci dwudziestolatka była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa.

Podstawowa toksykologia daje wynik negatywny.

Czyżby Rafał umarł bez wyraźnego powodu?

Moje próby dowiadywania się, co oznacza niewydolność krążeniowo-oddechowa, bo taka była przyczyna, to wszyscy lekarze, a z kilkoma widziałem i każdemu zadawałem to samo pytanie, tak się pisze, jeżeli się nie wie na co pacjentom.

Bo niewydolność krążeniowo oddechowa polega na tym, że serce przestaje bić, czyli człowiek umiera.

Mi się to w głowie nie mieściło, że zdrowy chłopak wychodzi i wraca nieżywy z powodu przyczyn naturalnych.

Śmierć z przyczyny naturalnej, to dla Ciebie to jest ta wersja?

Prawdziwa wersja?

Dla mnie...

Było to dziwne.

I nie umiałam sobie tego poukładać i do dzisiaj sobie tego nie poukładałam.

Nawet jeżeli, bo naprawdę zdarzają się takie sytuacje, ale to był zdrowy chłopak, no jak zatrzymanie jak w sercu, a serio w wieku, w takim wieku?

W taki sposób nie umiera, młody chłopak nie umiera z przyczyn naturalnych, dwudziestoletni.

Nie ma takiego przypadku, że naturalnie się kładzie spadzioną i się nie budzi.

Chyba, że mu ktoś truciznę poda.

Albo ktoś go uderzył w czuły punkt.

Prokuratura zleca kompleksową toksykologię, ale na jej wyniki przyjdzie trochę poczekać.

A może Rafał umarł z powodu jakiejś niewykrytej lub przemilczanej choroby?

W zeznaniach różnych osób, w tym matki i dziewczyny, czytamy, że Rafał na około rok przed śmiercią zasłał był siedząc w pobliskiej knajpie.

Incydent mógł przypominać atak padaczki.

Przewieziono go do szpitala.

Ale lekarz stwierdził, że mógł to być jednorazowy atak, a na pewno nie wspominał nic o zagrożeniu życia.

Czy Rafał przede wszystkim miał problemy zdrowotne?

Rafał był zdrowy.

Nie miał żadnych chorób?

Jedyną chorobę jaką miał to była choroba żołądka, no ale ona nie powoduje śmierci.

To jest oka zdrowia.

Czyli słyszycie zatrzymanie krążenia i nie dowierzacie?

Nigdy nie miał problemów zdrowotnych?

Chorował na żołądek tylko.

Czy przyjmuje Pani do wiadomości tą wersję, że po prostu to była śmierć z przyczyn naturalnych?

Ja uważam, że są odpowiedzialni za to ludzie, koledzy lub kolega i oni ponoszą za to odpowiedzialność.

Śmierć Rafała jest tematem numer jeden w Debrznie.

Wszyscy zastanawiają się, dlaczego zwyczajny dwudziestolatek stracił życie i to w tak tajemniczych okolicznościach.

Pytania mnożą się również przez ospale prowadzone śledztwo, które musi wspierać rodzina ofiary.

Nie wiedzieć czemu, to właśnie rodzina, a nie służby, zajmują się zabezpieczeniem monitoringu.

Nagrania z przedmonopolowego są przełomem.

Kamery zarejestrowały ostatnią obecność Daniela i Rafała kilka minut po północy, a więc po minięciu Oli przy jeziorze o 1.04 chłopaki wcale nie pojechali na zakupy.

Daniel po kilku miesiącach po raz kolejny zmienia zeznania.

Mówi, że od wyjazdu z nadjeziora do przyjazdu pod blok robili z Rafałem kółka wokół Debrzna.

Swoją niepamięć tłumaczy zażywaniem silnych leków, które przepisał mu dentysta.

Jak widać, świeżo po śmierci Rafała zapomniał, że je zażywał albo pomylił je z ibuprofenem.

Rodzina Rafała jest przekonana, że na sklepowych kamerach widać, że w samochodzie znajduje się trzeci niezidentyfikowany pasażer.

Nagrania wszystkie, to nie, że policja chciała, jeździła, załatwiała, żeby jakieś nagrania z monitoringu, coś.

Rodzina musiała prywatnie chodzić, załatwiać, prosić kierowniczki sklepu.

Tak jak pojechałem prywatnie do pana burmistrza.

Co widzimy na tym monitoringu?

Widzimy, jak podjeżdżają.

Siedzi Daniel z przodu i Rafał i z tyłu zapala się w pewnym momencie światło i widać postać.

Czyli zakładacie, że jeszcze była jedna osoba i tak jak potwierdza to też pani ze sklepu.

Tak, sprzedawczyni, która widziała Rafała pod sklepem twierdziła, że tam były trzy osoby, nie dwie.

No tak z tego wygląda.

Bo Daniel upiera się przy wersji, że byli sami we dwoje.

Czyli o 12.04 widzimy nagranie, na którym widzimy samochód.

W środku na fotelu pasażera siedzi Rafał i widzimy też Daniela, który co robi w tym czasie?

Wyszedł z samochodu do sklepu, kupił alkohol i wrócił do samochodu.

Ale widać też prawdopodobnie jakąś trzecią postać.

Widać to na nagraniu.

Nie ma pewności, ale jak ty widzisz to nagranie?

I według mnie jest tam ktoś.

Bo to moim zdaniem nie wygląda na na pewno jak jest załamanie światła, bo no nie byłoby tak bardzo intensywne.

No nie jest to też zagłówek według mnie.

Moim zdaniem była to jakaś trzecia osoba.

Zresztą to samo powiedziała sprzedawczyni w sklepie, że były trzy osoby w samochodzie.

Policja dostaje to nagranie.

Detektywi, śledczy, no jeszcze jakieś, nie wiem jakie wielkie tytuły mają przed swoim nazwiskiem, czy stopnie, ale niech mają jak najwięcej, oni tego nie widzą.

Oni twierdzą, że tam nie ma trzeciej... Tak, tam nie ma, oni tam twierdzą.

Pan również tam widzi z tyłu człowieka?

My to oglądaliśmy...

Dziesiątki, a może nawet setki razy.

Daniel otwierał drzwi, no bo to jest takie coś, że w kabinie zapala się światło jak się drzwi otwierają.

I wtedy jest osoba widoczna, zarysy wszystko, nawet pochylenie takiej głowy, ale to jest widok od tyłu.

Daniel.

Dokładnie.

Kolega, nie Rafała, tylko kolega Daniela, bliski przyjaciel serdeczny jego, Kornel.

Bo kolega mój, który jechał, widział, stał młody pod blokiem u siebie z Danielem i Kornel stał.

Jarek, który jechał do mnie, bo on tam mieszka na tej ulicy, na samym końcu, przy samym jeziorze, widział właśnie, że stali pod domem Rafał, Daniel i Kornel.

Ten wieczór to był specyficzny, myśmy o tym wieczorze gadali co dzień później.

Ja każde szczegóły próbowałem wyjaśnić, co się tam działo, kto tam był.

Podejrzenia były takie, głównie opierając się na zeznaniach świadków, że to może być Kornel, po którego dzwonił Daniel po śmierci Rafała, albo to może być też Radek.

Radek.

Dlaczego Radek?

Ze względu na jasne odcienie włosów.

Tak, to wygląda przynajmniej na monitoringu.

Pasowałby najbardziej.

Też w międzyczasie rozmawiali ze sobą.

Radek i Daniel.

Kiedy rozmawiali ze sobą?

Wtedy było połączenie.

A Radek w swoich zeznaniach nie wspomniał o tym ani razu.

I nie miał kontaktu żadnego z Danielem.

Kiedy wspominał tą feralną noc, tylko powiedział o tym, kiedy przybiegł do niego Daniel.

Ale nie powiedział o tym, że niedługo wcześniej rozmawiali przez telefon.

Jak długie to było połączenie?

To mogło być przypadkowe połączenie?

Nie, trwało dwie minuty.

Skontaktowałam się z Radkiem, ale mężczyzna nie chce wracać do sprawy sprzed lat.

Według niego lata temu został wciągnięty w sytuację, z którą nie miał nic wspólnego, a przez którą miał później nieprzyjemności.

Nie potrafi przypomnieć sobie aż dwuminutowej rozmowy z Danielem, przeprowadzonej 15 minut po północy tamtego tragicznego dnia.

Kornel, starszy od innych bohaterów tego dramatu, po śmierci Rafała wyjeżdża z Debrzna.

Po powrocie zeznaje, że nie wie dlaczego to właśnie do niego odezwał się Daniel feralnej nocy.

Obaj tłumaczyli to autorytetem, jakim Kornel cieszył się wśród znajomych z racji na zaangażowanie w sport.

Był człowiekiem budzącym respekt, niektórzy pewnie mogliby powiedzieć, że nawet strach.

Oni dwaj wraz z Danielem uczestniczyli w reanimacji Rafała.

Być może zadecydował o tym ślepy los i panika Daniela, ale może nie znaleźli się wtedy na parkingu przez przypadek.

Debrzno aż huczy od plotek, a każdy chce dorzucić swoje trzy grosze do mniej i bardziej prawdopodobnych teorii.

Przecież tutaj wszyscy się znają i wiedzą, jakie grzechy plamią sumienie sąsiada.

Nigdy sobie nie wyobrażałem, że mieszkając w takiej mieścinie, cokolwiek się wydarzyło, że ktoś tam coś narozrabiał, czy gdzieś tam nogę złamał, no takie pierdolone można powiedzieć, to się rozchodziło błyskawicznie.

Dlatego ja święcie przekonany byłem, że to się wyjaśni błyskawicznie, bo tu się nie da nic ukryć w tej małej miejscowości naszej.

Tutaj, jak ja nie wezmę telefonu z domu, a ten, no to żona i tak wie, gdzie ja byłem od razu, bo gdzieś tam zadzwonił i widzieliśmy.

Tak, widziałem, był przed chwilą i no wszystko jest wiadome od razu.

Także dla mnie to była taka sprawa na początku, że wszystko będzie jasne.

A co się mówiło między wami, młodymi, że co się wydarzyło, no bo na pewno spotkaliście się i rozmawialiście o tym, co się stało, próbowaliście dojść do tego, dlaczego po prostu Rafała nie ma.

Tak, wielokrotnie gdzieś tam rozmawialiśmy na ten temat.

Głupie gadanie było, że za dużo wypił i gdzieś tam się zawrócił i tyle.

No właśnie, bo Rafał... Widzisz Rafała, którym mógłby coś zażyć?

Nie mówimy o żadnych tam narkotykach, które się wciąga, czy tam gdzieś tam coś.

Czy kiedykolwiek dotarły do was słuchy, że Rafał mógł sięgać po jakieś mocniejsze używki?

Nawet słyszałam od pewnej osoby, że po mocniejsze na pewno nie sięgał Rafał.

Nie, i nawet nie biorę pod uwagę tego, że mógłbym wziąć to sam.

Czyli jeżeli już, to myślisz, że... Że ktoś mu to podał.

W jednym z dokumentów pojawia się nazwa Mercedes.

To jest nazwa jakiegoś dopalacza.

Skąd w ogóle ona się tam znajduje?

To się pojawiło od kolegi, który pojawił się tak nagle.

Mało kiedy występuje w tych zaznaniach, ale jak już się pojawił, no to z taką informacją dosyć zaskakującą, bo do Oli na przykład pytał, czy dziwi się czemu ona się żyje.

Tak to odbieracie?

A kim był Mateusz dla Rafała?

Czy jest szansa, żeby dzisiaj z nim o tym porozmawiać?

Nie udało się nigdy tego tematu pociągnąć, tak?

Pisali ze sobą wtedy na Facebooku, ale on mówił, że skontaktuje się z mamą, miał jej numer telefonu, ale później mówił, że wyjechał, że się nie skontaktował, no i policja też nic w tym kierunku nie zrobiła.

W zeznaniach innych jawi się jako ktoś, kto mówi dużo dziwnych rzeczy i równie dziwnie się zachowuje.

Twierdził, że jego również ktoś chce się pozbyć oraz, że sam rozwiąże sprawę śmierci Rafała.

Opowiadał o łączącym ich braterstwie krwi i wyrzutach sumienia, jakie go dręczą.

Na ścianie pokoju napisał:" Ty, który się przyczyniłeś, zginiesz marnie, Andrzeju".

Podobno widział się z Rafałem 17 maja i chciał się umówić wieczorem na piwo, ale ten mu odmówił.

Mercedes.

Nie chodziło tu o tonącego, tylko chodziło o wyjaśnienie.

Wczoraj prowadził taką działalność prywatny detektyw.

I do niego się zwróciliśmy.

I on właśnie wyskoczył, że miał najprawdopodobniej podany jeden z dwóch narkotyków.

Jeden się nazywał Mercedes.

Nie znalazłem w internecie ani nigdzie takiej nazwy.

I drugi jeszcze coś tam, jakiś inny.

A sprawa prowadziła na jakąś wieś koło Dębieżna.

To znaczy to ten detektyw odkrył, tak?

Detektyw odkrył, że zginął od jakiegoś narkotyku, tak?

Tak, od narkotyku, który został mu podany, a kto w tym brał udział, to też się dowie, tylko to musi potrwać.

Ale widać było, że on stoi w miejscu.

To teorie, ale są też twarde dane.

Okazuje się, że w organizmie Rafała nie było żadnych substancji psychoaktywnych czy trucizn, ale wyniki przychoddopiero 9 miesięcy od zdarzenia, więc rodzina nie do końca w nie wierzy.

Pamiętajmy, że mówimy o czasach, gdy w Polsce dopiero rozkręca się walka z nowymi substancjami psychoaktywnymi, czyli dopalaczami.

Masowa akcja zamykania sklepów rozpoczęła się w październiku 2010 roku, a badanie specyfików tam sprzedawanych dopiero raczkowało.

Szczyt popularności tych używek połączony z falą zatruć niesławnym mocarzem miał przypaść dopiero na 2015 rok.

To możliwe, że toksykologia przeprowadzona na początku 2012 roku nie brała pod uwagę całej gamy substancji, które były wtedy dostępne na rynku i zażywane przez mniej lub bardziej świadomych, przeważnie młodych konsumentów.

Z drugiej strony nikt nigdzie nie wspomina o ciągotach Rafała do dopalaczy.

Wyniki toksykologii są dla śledztwa ostatnim gwoździem do trumny.

Organy ścigania i rodzina zmarłego od początku nie miały ze sobą po drodze.

To samo zawsze gadają.

To jest sprawa rozwojowa, żeby czekać, będziemy na bieżąco informowani.

Ale wy nie czekaliście, robiliście swoje, robiliście swoje śledztwo.

A my jeździliśmy jeszcze cały czas, żeby przypominać o sobie.

Ale jest taka sprawa, że ja w pewnym momencie straciłem cierpliwość, wsiadłem w samochód, pojechałem na policję do Czuwoła.

Byłem przekonany, że wchoddo komendanta, a się okazało, że to był zastępca.

No, mówi tak, przeglądał akta, tu wszystko tego, tu jest porządek, jest trochę chaosu, jest tu trochę rozbieżności, ale to jest prokuratorska sprawa, ale my tu mamy jeszcze dużo do zrobienia.

Ale my byśmy mieli też jedną rzecz.

Podrzucisz nam jakieś informacje, to tam się u Was dobrze nie dzieje.

Kto czym handluje?

To ja mówię, nie wiem czy dobrze zrozumiałem, to znaczy co, mam być informatorem, tak?

Mam robić komuś inwigilację, ewidentną inwigilację, czyli być donosicielem, czyli kapusiem, inaczej mówiąc.

Wstałem, szykowałem się do wyjścia.

Już nie chciałem z nim gadać więcej.

I tylko jeszcze zdążyłem powiedzieć z takimi propozycjami, to ty się p...

Co stało się z Rafałem Słomka, Dębno.

Ten prokurator, z którym ja miałem, akurat my mieliśmy do czynienia w sprawie Rafała, no to taki oszust dla mnie zwyczajny.

On nam dzisiaj mówi, że pojawiły się nowe tropy i sprawa będzie kontynuowana, a wracamy z żoną do domu, wyciągamy ze szynki listowej

Dwa oddzielne pisma, ale jednakowej treści, tylko jedno do mnie, a jedno do żony, że sprawa zostaje umorzona.

Prokuratura umarza śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci zaledwie 10 miesięcy po odejściu Rafała.

W tym samym postanowieniu umorzono też śledztwo w sprawie nieudzielenia pomocy umierającemu.

Inna decyzja pewnie byłaby dla rodziny Rafała namiastką sprawiedliwości i dałaby przynajmniej lekkie ukojenie złamanym sercom.

Ale postanowiono nie brać pod uwagę tych czynników, przez co od 15 lat rosną żal i gniew, których nie koi dążenie organów państwa do odkrycia prawdy, którego po prostu nie ma.

Dzwoni do jednego kolegi, do drugiego biegnie.

Dlaczego nikt nie wzywa pogotowia?

No właśnie to jest najważniejsza kwestia, dlaczego Daniel nie udziela mu tej pomocy, nie dzwoni po pogotowie.

W ogóle nie jest przy nim, nie dokonuje żadnej resuscytacji, tylko dzwoni do kolegi, który mieszka kawałek dalej, ale z tego co wiem, kolega mówił mu, żeby zadzwonił na pogotowie.

Mówił mu to dwa razy, ale mimo to Daniel nie zadzwonił.

Ale za to kolega przyjechał i razem z żoną stwierdzili, że nie czują impulsu i zaczęli wykonywać resuscytację.

I też zadzwonili w tym momencie na pogotowie?

Kiedy pojawia się karetka?

Zawiadomienia dostali o godzinie 2-2, a pojawiła się tak około 20 minut później.

Czyli godzinę po tym, jak znaleźli się na osiedlu, tak?

Tyle czasu minęło od pewności, że coś jest bardzo źle z Rafałem, do momentu, kiedy przyjechała fachowa pomoc.

To jest naprawdę ogrom czasu.

Moim zdaniem nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć, bo

Mając świadomość tego, w jakim stanie był Rafał, Daniel jest w stanie zadzwonić do kolegów z prośbą o pomoc czy cokolwiek, a nie jest w stanie zadzwonić na pogotowie?

Jeden telefon na pogotowie trwałby na pewno szybciej i byłoby prostsze niż dzwonienie do kolegi i tłumaczenie całej sytuacji.

Dlaczego tak się skończyła ta sprawa?

Dlaczego nikomu nie postawiono zarzutów?

Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, bo tego nie rozumiem po prostu.

Daniel będąc przez godzinę albo nawet dłużej z Rafałem, który już nie żył, nie udzielił mu pomocy w żaden sposób.

Prokuratura i wszyscy stwierdzają, że mógł być w szoku, no ale jak widzi się kolega, który nie żyje i inni mówią zadzwoń na tą karetkę, to się to robi.

Analizowałaś wiele razy te wszystkie godziny, niuanse.

Twoim zdaniem, kiedy tak naprawdę i mamy ten taki moment tragedii, kiedy dzieje się realna krzywda Rafałowi?

Myślę, że to było przed wyjazdem z jeziora, czyli przed godziną pierwszą.

Wtedy też już Ola przestała mieć kontakt z Rafałem.

Ja jak odjeżdżali po pierwszej z jeziora i mijali się, Daniel w zasadzie nie zatrzymał się, więc Rafał już nie żył.

Najprawdopodobniej.

Więc to musiało się wydarzyć między ostatnim kontaktem Rafała z Olą, a tym mijaniem się.

Według mnie nie.

Jeśli Rafał byłby w stanie, na pewno bym widział i na pewno by się zatrzymał.

Moim zdaniem Rafał już wtedy nie żył.

Dlatego nie chcieli się zatrzymać?

A jak przyjechali na miejsce już po dłuższym czasie, gdzie nie wiadomo gdzie przez pół godziny jeździli, to Rafał był już zimny.

To nie są wystarczające dowody, by postawić komuś zarzut nieudzielenia pomocy?

Najwidoczniej nie, według prokuratury.

Oburzenie siostry Rafała jest zrozumiałe, ale jako kryminolog musi zachować fachowy osąd i postarać się o obiektywizm.

Analizując wydarzenia rozgrywające się na parkingu między 01.30 a 02.00 dojdziemy do wniosku, że Daniel nie byłby jedynym oskarżonym o nieudzielenie pomocy.

Daniel i Radosław po 22.

Dla tych młodych ludzi to zapewne pierwsze zetknięcie z tragiczną śmiercią na żywo.

Panika i złe decyzje w tak krytycznym momencie nie są czymś niewyobrażalnym.

Daniel sprawiał wrażenie autentycznie dotkniętego śmiercią Rafała.

Jak sam mówił mi przez telefon, to wydarzenie miało wielki wpływ na jego życie, bo przecież mało komu kolega umiera na rękach, nosi ciężar poważnego poczucia winy.

To wszystko, ten pogrzeb przecież, wiadomo, no też pogrzeb był bardzo duży, pogrzebem było bardzo, bardzo, bardzo, bardzo dużo ludzi młodych i w ogóle znajomych i ze szkoły i nauczycieli, no, no, no, to było widowisko, można powiedzieć, tyle co potrafię pamiętać, bo to był ten, to był jeden wielki stres wtedy, nie?

A czy w tym wszystkim był na przykład Daniel?

Ja pamiętam, że on chyba wtedy wyjechał.

Mi się wydaje, że on uciekł z Dębrzna.

Wiadomo, dla każdej strony było to trudne, nawet jeżeli

Wyjdzie, czy wyszło, czy nigdy się nie dowiemy, że naprawdę tak się wydarzyło, jak się wydarzyło.

No to wiadomo, najciężej rodzicom i siostrze i wszystkim znajomym, przyjaciołom Rafała, że go nie ma z nami.

Ale jemu, co się wydarzyło, to też na pewno w głowie zostało.

I jakiś ślad zostawiło.

To mam nadzieję, że zostawiło, że pamięta o tym i... Tylko pytanie, czy mówi prawdę?

Na tej wątpliwości opiera się cały dramat opowieści o śmierci Rafała.

Daniel zmieniał zeznania już pierwszego dnia, a potem jeszcze mieszał.

Być może próbował się zwyczajnie wybielić, ale trudno się dziwić, że bliscy Rafała nie wierzą w jego słowa.

Kluczem do zagadki pozostają wspomnienia jedynego znanego świadka ostatnich chwil życia Rafała.

Daniel ostatecznie nie zdecydował się wziąć udziału w nagraniu.

Jego zdaniem stało się tak głównie na skutek działań rodziny Rafała.

Inna sprawa, że bliscy Rafała nie dostali szansy, żeby szczerze porozmawiać z człowiekiem, który mógłby pomóc zrozumieć im tamtą tragiczną noc.

Udaje się?

Cokolwiek od niego wyciągnąć?

Mąż się umówił z Danielem pod garażem.

Daniel przyszedł, ale nie doszło to do skutku.

Pojawił się akurat jego pseudo, dzisiaj twierdzę, przyjaciel.

Andrzej?

Wybrałem całkiem przypadkowy dzień, całkiem przypadkową godzinę.

Zadzwoniłem i się umówiłem na

Pół godziny do przodu, pod garażem.

Ja podjechałem, on wsiadł do samochodu.

Ja mówię, słuchaj, nie mam żadnych nagrywających tych, tego się nie obawiaj.

Chcę tylko, żebyś powiedział mi, co się wydarzyło.

I dlaczego nie mówisz prawdy, tylko gmatwasz, motasz.

I on przynosi alternator od jakiejś tam...

Zanim ja wszedłem w najważniejszy element, no to on już przejął nad nim kontrolę, bo nie nade mną.

Ode mnie to mógł dostać jedynie przez łeb jakimś przedmiotem, który miałem w garażu pod ręką.

Jak się wtedy Daniel zachował?

Czy on w ogóle odpowiedział?

Daniel wyszedł i Daniel poszedł.

Zanim on ze mną skończył rozmowę, Daniel już nie był.

Czyli macie wrażenie, że oni byli cały czas w jakimś takim stałym kontakcie między sobą?

Tak, jakby Andrzej ich wszystkich pilnował.

Żeby coś się może nie wydało.

A mogłoby być coś, co chciał ukryć przed światem?

Myślę, że on miał dużo wspólnego ze śmiercią Rafała.

Takie jest moje podejrzenie.

Ale tak samo to, co się wydarzyło tej nocy, czyli kradzież w domu jego ojca.

Poznajmy kolejną, być może najbardziej tajemniczą postać tej opowieści.

Według rodziny Rafała jest to postać zdecydowanie najbardziej złowroga.

Kim jest Andrzej?

W całej tej historii pojawia się też wątek Andrzeja.

Nie mamy go w bilingach, nie widzimy go nigdzie na nagraniach, nikt nie mówi, że w ogóle tam był, a jednak jakoś

Dlaczego?

Andrzej był cały czas po śmierci Rafała blisko nas, blisko naszej rodziny.

Oni kolegowali się, niby się przyjaźnili, a po śmierci Rafała był cały czas przy nas albo nawet, można powiedzieć, krok przed nami.

Tak jakby chciał nas uprzedzić przed wszystkim, co chcemy zrobić.

Mówię do Rafała kiedyś, ty, ale wiesz, ja jego nie znam.

Nie kojarzę, skąd, jak to tam, ten, mówię, no dobrze, jak przyjaciel, nie?

Mówię, Andrzejek to jest taki gość, nie?

A Andrzejek to był taki dwulicowy, ten Andrzejek pewnie, nie?

Andrzej twierdzi, że Rafał był jego dobrym kolegą.

Też Rafał zawsze też twierdził, że Andrzej był jego kolegą.

Andrzej był bardzo blisko nas.

Kiedy był bardzo blisko was?

To znaczy tracicie Rafała i nagle obok pojawia się Andrzej?

On nam bardzo współczuł, jechaliśmy do Jasnowidza, wiedział o tym, że będziemy jechali dzień wcześniej, wziął sweter Rafała, on po prostu to wykorzystał, pojechał.

Uprzedził was, tak?

Jasnowiec nam powiedział, że on tą sprawę już zna.

A my się dziwiliśmy.

Tak mówiliśmy tam na drugi dzień rano.

A on mówił, że godzinę temu miał o to samo, miał petenta.

A przed nami był Andrzej.

Bez naszej wiedzy pojechał.

Bez naszej wiedzy, rzeczami Rafała.

A Jasnowic ma to do siebie, że jak chce, żeby nic mu nie mówić, żeby być cicho po prostu, tylko dać jakiś przedmiot i co się stało, czy zaginął, czy został zamordowany.

Przecież Andrzej wiedział, co się stało doskonale, więc on nie pojechał informacje, tylko pojechał przekazać mu pewne informacje.

Rodzice Rafała odwiedzają Krzysztofa Jackowskiego w sąsiednim Człuchowie 19 maja, na samym początku swojej walki o prawdę.

Jasnowic przekazuje im, że Rafał nie zmarł naturalną śmiercią, był z dwoma kolegami w jakimś mieszkaniu, dostał od jednego z nich tabletkę lub biały proszek, wygłupiali się, Rafał nagle zasłabł i zmarł.

Obaj koledzy doskonale wiedzą, dlaczego dwudziestolatek nie żyje, a jeden z nich może nazywać się Marcin lub Mariusz.

Mam wielką rezerwę do tego typu wizji.

Natomiast otrzymana już na zajutrz po śmierci syna przepowiednia musiała mocno wpłynąć na punkt widzenia rodziców.

Szczególnie, że są bardziej niż ja otwarci na metody pozanaukowe.

Tymczasem Andrzej staje się nieoczekiwanie wielkim przyjacielem rodziny Rafała.

Dobrze Rafał jeszcze nie ostygł w tym grobie, jak to się mówi.

Już przylatuje tu do rodziców, motor kupuje od nich.

Miejsce do pochówku koło Rapała.

W wieku dwudziestu paru lat?

Rafał zmarł, on zaraz na drugi dzień chyba, to było na drugi dzień albo nie wiem, miejsce.

Nagle on po śmierci odwiedza moją rodzinę tu.

Pamiętam, że w lipcu rocznicę ślubu zawsze obchodzą, Agnieszka z Jackiem.

On z matką chyba przyszedł wtedy, rocznica ślubu.

Andrzej, ja go znałem tylko tak z widzenia.

Raz u mnie był na urodzinach jednego roku, ale to nie, że ja go zapraszałem, tylko sam się po prostu prosił.

A po tej sprawie, po tym wszystkim, co się stało, to on się przykleił do mnie, tak jakby, nie wiem, GPS-a gdzieś przypiętego do samochodu.

No wszędzie był, gdzie ja się pojawiałem, to wszędzie był.

Czego ja bym nie ruszył, czego tego, to wszędzie on był.

I wiecie, nagle się zrobił moim serdecznym kolegą i przyjacielem.

Dużo takich kwestii właśnie, że Andrzej był po prostu pierwszy.

W tej chwili, kiedy prosiłam pana, który miał monitoring, to tak samo Andrzej wyprzedził mnie i on pojechał po ten monitoring.

Kamery z monitoringu, który by stwierdził kiedy jechali i gdzie jechali, to Andrzej jako pierwszy poszedł załatwić te kamery.

Okazało się, że nie ma zapisu z tych kamer od północy 17 do chyba rana 18 lub południa.

Czyli dokładnie w tym czasie?

W tym czasie, kiedy to by było potrzebne.

Czy próbowaliście znaleźć tam odpowiedzi, jak wyglądał ten wieczór?

My nie zdążyliśmy, bo Andrzej zrobił to jako pierwszy.

Bardzo chciał tak jakby odwrócić jego uwagę, no a tata będąc w szoku, no robił to, co Andrzej go prosił, czyli poszukał tego PINu, półku, wszystkiego do blokowania telefonu, a Andrzej jako pierwszy miał dostęp do telefonu Rafała.

Czyli wy nie byliście przy tym, kiedy odblokowywano ten telefon, tak?

Jakichś nagrań, zdjęć?

Nie wiadomo nic.

Nie wiadomo.

O tym wie tylko Andrzej.

W tamten moment widzieliście, że to jest jakieś niepokojące, czy wtedy myśleliście, że on... Nie, wtedy myśleliśmy, że jest naprawdę przyjacielem.

Wy to odbieraliście jako współczucie, jako chęć pomocy?

A tak naprawdę myślicie, że... Co to było?

Czy próba odwrócenia uwagi?

Próba właśnie odwrócenia tej uwagi, że jest nam pomocny.

W ogrodzie rzeczy wszystko nam popsuł.

Ja jestem pewna na dwieście procent, że Andrzej jest współwinny.

Cały czas dawałem się oszukiwać.

Dlatego on jest u mnie numer jeden na liście podejrzanych, bo on był cieniem.

Dlaczego Andrzej jest jak cień dla bliskich zmarłego Rafała?

Z powodu szczerego współczucia?

Czy chce stworzyć swój fałszywy obraz w ich oczach i ingerować w ich działania?

Wróćmy do nocy z 17 na 18 maja 2011 roku.

Wiemy, że Rafał i Daniel parkują przez jakiś czas w okolicach jeziora.

Z tego miejsca widać stojące na wzniesieniu budynki, wśród nich dom rodziców Andrzeja.

W tym dniu, co Rafał zmarł, u góry, u Andrzeja w mieszkaniu rodziców, okazuje się, że była kradzież pieniędzy.

I my z perspektywy czasu twierdzimy, że Rafał mógł coś po prostu wiedzieć, coś słyszeć.

Mówimy o dużej kwocie.

Kilkadziesiąt tysięcy na tira zbierali pieniądze.

Co może mieć wspólnego kradzież ze śmiercią Rafała?

Albo inaczej, jak powiązać w ogóle te dwie historie, które dzieją się równolegle tej samej nocy w małym miasteczku?

Myślę, że Rafał mógł być takim niewygodnym świadkiem.

Tak mi się wydaje.

Mógł coś widzieć, słyszeć, wiedzieć o czymś.

Bo tamtej nocy dochodzi do kradzieży, tej samej nocy.

I wszyscy wiedzą kto dokonał kradzieży.

Tam kiedyś ten dom nowy stoi tutaj przy tej ulicy, zaraz przy działkach, przy tym lesie.

To tam były chaszcze takie, zarośla i tam można było pod sam płot przedsiębiorstwa pana D podejść, dostać się do

Co stało się z Rafałem Słomka, Dębno.

Names mentioned, Rafał Słomka, Dębno.

I okradli go.

Tam był na pewno Andrzej i był jeszcze jeden, ale on nie żyje teraz też.

I to było tak, że psy dostały tabletki, następne spały trzy dni później.

Ale psy nie szczekały, no bo znały osobę, która podała im tabletkę.

Oni po tym całym skoku musieli gdzieś opuścić ten teren.

Tam ciemno było, tam teraz są latarnie postawione, jest zrobiony chodnik, że można zejść.

Kiedyś tam nic nie było.

Bo tam był taki wąwóz stąd, jakbyśmy gdzieś w lesie byli, no.

Oni tam schodząc zobaczyli, a Rafał mógł skojarzyć fakty.

Ojciec Andrzeja ma na celu kupna auta i wiedział o tych pieniądzach, o tym, o tamtym.

W tym czasie ten Andrzej był jego kolegą takim, można powiedzieć.

Tam razem pędzali czas, na motorach jeździli, Rafał miał motor.

On chyba nie miał motoru, chciał kupić motor, to Rafał może mu tam doradzę o tym, nie?

Oni z tego skoku schodzili tam, najlepszą drogą, bo tam ciemno.

W tamtym czasie akcjodziale na tym parkingu u góry była polana i tam teren był taki otwarty, tam bezdomni mieli taki szałas.

A z jeziora było widdom, z którego skradziono kilkadziesiąt tysięcy.

Myślę, że Rafał mógł wtedy dać znać swojemu koledze, Andrzejowi, o tym, że może coś tam się dzieje.

Mógł nawet nie wiedzieć co, ale że coś się dzieje, na przykład okradają ci ojca.

I mógł być po prostu niewygodnym takim świadkiem.

Bali się, że ich sprzeda po prostu z tym, że to sprawa jest powiązana, ten rabunek miejscowego przedsiębiorcy ze śmiercią mojego bratanka.

To nie jest bieg okoliczności, przypadek.

Najprawdopodobniej to tak wyglądało, nie?

To czemu stała się krzywda Rafałowi?

A Daniela?

A Daniela, nie wiem, może liczyliście, będzie trzymał tajemnice w sobie i nie powie.

Osoby, które powinny to wyjaśnić, to nie widzą, ale reszta społeczeństwa zdaje mi się, że to jest jedność, jest wolność.

No bo to jest mała społeczność, naprawdę nikt nic nie mówił, nie mówiło się czegoś w kuluarach.

Ale nie udało się tego w żaden sposób udowodnić.

W żaden sposób się nie udało udowodnić.

Policja nie wiedziała kto, a cała ulica, wszyscy wiedzieli kto okradł ojca.

Dlaczego ojciec go wyrzucił z domu?

On się pojawiał, matka go odwiedzała, ale ojciec go nie odwiedzał.

Nie wydał go, wycofał oskarżenie.

On chciał mnie, swojego świadka na wesele.

Mnie na świadka na wesele, a jego ojciec na te wesele nie przychodzi.

Dziwna sprawa, nie?

To moja dziewczyna i mi powiedziała, coś to Andrzej musiał takiego w życiu paskudnego zrobić, że twój własny ojciec cię tak nienawidzi.

I od tamtej pory Andrzej ku** zniknął z naszego życia.

Zawiadomienie o kradzieży zostało wycofane, więc nie mamy nawet potwierdzenia, że do niej doszło.

Ale mieszkańcy Debrzna wiedzą swoje.

Możliwe, że Rafał wcale nie był świadkiem owego przestępstwa, tak samo jak możliwe jest, że w nim uczestniczył.

Na pewno nie bez powodu temat kradzieży i jej sprawców jest w lokalnej społeczności znany i dyskutowany.

I nie bez powodu postać Andrzeja wywołuje u bliskich Rafała dreszcze.

Czy kiedykolwiek na przykład z Andrzejem skonfrontowaliście swoje wątpliwości?

Dlaczego nie?

Ponieważ ja zaczęłam się bać Andrzeja.

Kiedyś starałam się nie zwracać na niego uwagi, bo miałam jakiekolwiek podejrzenia.

On po prostu z zaskoczenia do mnie powiedział to dzień dobry, tak że bałam się go.

To było dzień dobry, który nie odebrała pani za miły gest?

Rafał Słomka odszedł w najczarniejszą z nocy w maju 2011 roku.

Rodzina jak jeden mąż odrzuca ustalenia śledztwa, które nie należało do najbardziej dogłębnych.

Rozpacz rozrywa od środka tych, którzy poszukują prawdy, ale nie mogą jej odnaleźć.

Żyją w poczuciu osamotnienia wobec zła i krzywdy zadanej przez system, który za prawdą się nawet nie rozejrzał.

Bliscy Rafała nadal przeżywają żałobę.

Jest nienasycona sprawiedliwością, więc niezaspokojona, wygłodniała, czeka na katarzys.

Moim zdaniem to się wyda, jeżeli nastąpi

Osób, które znają prawdę, a kryją głównego winowajca.

Dwadzieścia lat miał, przeżył trochę.

Bliscy Rafała nie wierzą, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych i bez udziału osób trzecich.

Widzieliście, szukają odpowiedzi w najróżniejszych miejscach, z których wiele jest ślepymi uliczkami.

Wskazują nie jednego, a wielu winnych, choć przecież na pewno nie wszyscy z nich winę w sobie noszą.

Każdy, kto kochał Rafała ma poczucie głębokiej niesprawiedliwości.

Rodzina pogrążona od 15 lat w żałobie każdego dnia zadaje sobie pytanie dlaczego?

I wciąż nie słyszę odpowiedzi.

Osobą, która może tej odpowiedzi w jakiejś części udzielić jest człowiek, który spędził z Rafałem ostatnie chwile jego życia.

Ale on wybrał milczenie i uniknięcie trudnej i bolesnej konfrontacji z tymi, którzy wciąż cierpią, bo nie rozumieją co wydarzyło się w tamtą majową noc.

To jest sprawa, która ciągle do Was wraca.

Nie uzyskaliśmy żadnej odpowiedzi co się stało.

I macie takie poczucie, że dopóki nie zrobicie wszystkiego, żeby wyjaśnić, to nie zamkniecie tego rozdziału.

Ciągle was gnębi ta sprawa, prawda?

Nie da się zamknąć tego rozdziału.

Jak może być, że dwudziestoletni chłopak umiera?

Ta sprawa to ma po prostu łączyć się z tą kradzieżą i był niewygodnym świadkiem, tak można powiedzieć.

Wierzy pan w to, że to się jeszcze uda rozwiązać, że jeszcze dotrzecie do prawdy, że może ktoś w końcu coś powie?

Zawsze prawda wyjdzie na jaw, prędzej czy później.

Bliscy Rafała od lat starają się nadać jego śmierci logiczny sens i wymierzyć sprawiedliwość tym, którzy są winni.

Winni według nich.

Bo organy ścigania nie dopatrzyły się w tym tragicznym wydarzeniu udziału osób trzecich.

Nie godzą się na obojętność wszechświata, przypadkowość śmierci, losowość życia.

Ja upatruję sporą winę po swojej stronie, ale nie winę za to, co się stało wtedy, tego tragicznego maja, tylko to, że po prostu zbyt mało czasu mu poświęcałem.

Bo mnie praktycznie w Debrzinie nie było w ogóle.

Ja wyjeżdżałem rano, wracałem w noc.

Albo nad ranem.

I wyjeżdżałem za parę godzin z powrotem.

Rafał wtedy albo był w szkole, albo z kolegami.

Ci, którzy kochali Rafała, mają w sobie niezabliźnioną ranę i smutek, który nigdy ich nie opuści.

Ale ten ból pozwala im pamiętać o tym niezwykłym chłopaku, który potrafił zarażać optymizmem i wlewać światło w ciemne dni.

Żałują wszystkich chwil, których nie dane było im spędzić wspólnie z nim.

Mam nad łóżkiem jego zdjęcie, motor, miniaturkę jego motoru.

Jak się kładę spać, to zawsze

Daję mu z rączki całuska.

Staram się nie rozczulać aż tak, chociaż często płaczę, ale to już się zbiera wszystko wtedy.

Najbardziej jak widzę, bo na tym zdjęciu Rafałek jest taki, no już dorosły jest, ale taki bladziutki, taki jakiś zmarnowany, taki nie wiem, taki wyjątkowo jest, niby się uśmiecha, ale taki jakby nie wiem.

Zastanawiasz się, kim byłby dzisiaj, jakby potoczyło się jego życie?

Często i myślę, że byłby na pewno znany, bo był dużym artystą i na taką sławę zasługiwał, ale był też naprawdę dobrym człowiekiem i im jestem starsza, tym jest to dla mnie cięższe, bo bardziej mi go brakuje.

Opowieść o śmierci Rafała Słomki jest ciężka, trudna i przygnębiająca.

Ale jeśli chcemy odnaleźć światło w mroku, to jest nim właśnie Ola.

Była bezbronną dziewczynką, gdy odchodził jej ukochany starszy brat.

Dziś jest silną kobietą, która ma realny wpływ na odkrycie prawdy o śmierci Rafała.

Ludzie, mi się wydaje, w ostatnim czasie zaczęli udostępniać wszystko.

Na zasadzie, że chcemy dowiedzieć się prawdy, te posty Oli, co się wydarzyło.

Ja mam nadzieję, że przyjdzie taki czas, albo już się coś zadziało, że ktoś gdzieś coś pęknie, że gdzieś coś takiego wyjdzie.

Nie wiem, że może się czegoś dowiemy.

Przede wszystkim też ludzie zawsze pisali dobrze i postami cioci czy Oli właśnie, że pamiętamy o Rafale i tak dalej.

Gdzieś tam jakieś dobre słowa dla cioci.

No bo kurczę, no przeżyć własne dziecko to jest najtrudniejsza rzecz chyba dla, no na pewno najtrudniejsza rzecz dla rodzica.

Ola i Rafał znali się krótko, ale wspomnienie o bracie już nigdy nie opuści siostry.

Jest dumna, że mogli przez parę lat dzielić ten mały kawałek świata.

Rafał jest z nią każdego dnia, przez cały czas.

Od kiedy tutaj przyszłam, puszcza cię.

Dostałam ją właśnie od Rafała.

I ona jest ze mną od zawsze.

Od kiedy otrzymałam od niego jest przy mnie cały czas.

W każdej trudnej chwili, czy się stresuję, czy się boję, czy się o coś martwię, czy potrzebuję jego po prostu teraz przy mnie, to ta maskotka jest przy mnie od zawsze.

Tak na wszelki wypadek, jakby nie mógł być ze mną fizycznie, to mam go na sobie na ciele.

I od początku stał się takim ważnym atrybutem dla ciebie, tak?

Tak, bo to praktycznie jedyne co mi po nim zostało.

To jest pierwszy zapis w pamiętniku i jako pierwszy do pamiętnika wpisał mi się właśnie Rafał.

I narysował mi motor i się podpisał.

Mogłoby to być 2010 rok, bo to wtedy miałam ten pamiętnik, to praktycznie rok przed jego śmiercią.

Co tak naprawdę wydarzyło się w maju 2011 roku?

Na to pytanie w Debrznie wciąż odpowiada głucha cisza.

Rodzina jest pewna, że ktoś zna odpowiedź i wreszcie jej udzieli.

Że Andrzej, Daniel, Radosław, Kornel, Ola czy ktokolwiek inny zrzuci z siebie ciężar winy lub brzemię niechcianej wiedzy.

Uszanuję śmierć Rafała i życie ludzi, którzy go kochali.

Bez tego ani ci, którzy coś wiedzą, ani ci, którzy chcą wiedzieć, nie są w stanie pójść naprzód, a mrok i nieufność zatruwają ich od środka.

Ale jest też druga opcja.

Ta, której nikt z członków rodziny nie chce zaakceptować.

Być może tragicznych nocnych zdarzeń nie da się ułożyć w logiczny ciąg, bo ich najukochańszy człowiek po prostu umarł bez wyraźnej przyczyny i bez określonego celu.

Spotkał go pech, medyczna anomalia, niewytłumaczalny przypadek.

Co tak naprawdę wydarzyło się w maju 2011 roku?

Cisza w Debrznie nadal trwa, ale dopóki siostra pyta o prawdę, jej brat nigdy do końca nie odejdzie.

Jak straciłaś brata, miałaś tylko 6 lat, ale mimo wszystko ta historia jednak w tobie ciągle żyła.

To nie jest tak, że dorastałaś, że zaczęłaś mieć swoje życie, tylko ona wracała i przybierała na sile.

Dlaczego myślisz, że tak jest?

Bo jednak rodzeństwo to jest taka osoba, która będzie przy Tobie zawsze.

Choćby nie wiem, co się działo, to rodzeństwo zawsze jest.

I Rafał byłby dla mnie wsparciem.

Razem dla siebie bylibyśmy wsparciem.

Dlatego chcesz teraz walczyć o prawdę dla niego.

Tak, tylko dla niego.

Bo nie chcę tego dla siebie, chcę to dla niego.

Bo nie mogę się z tym pogodzić, że jego nie ma, że jemu to życie zostało dobrane, nie wiadomo w jaki sposób, a osoby odpowiedzialne za to albo osoby, które wiedzą coś o tym, chodzą sobie po tym świecie normalnie, bez żadnych konsekwencji.

Budują sobie życie jak gdyby nigdy nic, a on nigdy tego nie może zrobić.

Taki reportaż jak ten mógł powstać dzięki wsparciu wspierających, a także sponsorów.

Dziękuję, że jesteście w imieniu swoim, a także całej ekipy Śladów.

Kanał Ślady małpa gmail.com.

Piszcie do nas.