Mentionsy

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 39 wyników dla "E,"

Oferujemy otwarte, nieodpłatne spotkania muzyczne, otwierając boczną ścianę tego

Pod tym zadaszeniem gramy koncerty, ale te koncerty są o tyle, myślę, nietypowe, że często włączamy publikę do wspólnej gry na instrumentach, które rozdajemy do śpiewu.

Ta ściana, kiedy opadnie, tworzy taki zamknięty pokój.

Doświadczenie bardzo dobre, fajne.

Ważniejsze, że jesteśmy śrub ludzi.

Ja w tej chwili jestem tak na dnie, wychylam nos i łapię powietrze powoli, ale będzie lepiej.

Dla mnie muzyka stała się przestrzenią przyjazną, a kiedyś była dla mnie przestrzenią oceny samej siebie, ale też przez innych, przestrzenią wyścigu, konkurencji i zdecydowanie lepiej odnajduję się w tej przestrzeni wspólnej, przestrzeni społecznej.

Historia zaczęła się od projektu, który nie spodziewaliśmy się, że przerodzi się w już ponad sześcioletnią historię Zespołu Siły Specjalne, finansowany przez miasto Poznań.

Koncertów dawanych przez nowo powstały zespół osób, które mają różne doświadczenia życiowe, różne doświadczenia muzyczne, różne drogi zawiodły ich na tą właśnie uliczną scenę.

Mam zapisane, że bas ma cztery miary takiej malusieńkiej solówki przed refrenem.

Mówię o tym ostatnim refrenie po Irenie, nie?

Czekam, kiedy będzie telefon, kiedy Dominika zadzwoni, albo smsa przyślę, mamy spotkanie, mamy próbę, mamy koncert.

Czasami coś nie wyjdzie, ale jak widzę jeszcze u ludzi to zadowolenie, ten uśmiech na twarzy, to mnie to podnosi.

A kiedy przyjdzie także po mnie zegar mi światła purpurowy, by mi zabełtać błękit w głowie, to będę jasny i gotowy.

Odprowadzałem, ale widziałem, jak koledzy stali sobie, piwko piwkowali i tak dalej.

On nie robi nigdzie, a ja robię.

W tym czasie uzyskałem, nabyłem prawa emerytalne, no i teraz jestem

Byłem też rok na terapii, a teraz mieszkam w zakładzie, w domu opieki społecznej.

A mam kolegów, którzy... E, Gabriel, chodź, piwko, coś tu.

No tak po prostu reklamował siebie, że jest w zespole.

Przedstawił mnie, że przyszłam posłuchać, Dominika mnie zachęciła, to może byś posłuchała, może byś z nami śpiewała, nie?

Muzyka, to śpiewanie, to mnie jakoś tak nastawiło inaczej do spojrzenia na świat.

Poznałem właśnie, w sumie wtedy jeszcze były dwie Dominiki, bo była i Dominika Dopierała i druga Dominika.

Bo takie było założenie ogólnie, żeby rozśpiewać i rozkołyszać i muzycznie podnieść na duchu ludzi w Poznaniu, żeby dali ich te ciężkie sytuacje, może jakieś rodzinne czy tam jeszcze inne, bo to wiadomo, że w dzisiejszych czasach ludzie są zagonieni.

Każdy coś tam potrzebuje, no a my właśnie byliśmy takim zespołem, no do dzisiaj jesteśmy takim ulicznym praktycznie, gdzie po prostu publikum są przychodnie.

Zwykłe, normalne tam dni, śpiewamy i polskie i zagraniczne przerobione piosenki.

Dopiero się zacząłem uczyć na próbach, no bitów ogólnie, które powinny być wykonywane.

Zobaczyłam, że taka możliwość dzielenia się muzyką w ogóle istnieje, że można zamiast grać dla ludzi, grać z ludźmi.

Obie formy dzielenia się muzyką są dla mnie bardzo ważne, ale zdecydowanie bardziej odnalazłam się w tej drugiej, graniu z innymi i muzykowaniu z tymi, którzy chcą.

Ale tutaj chodzi o to, że oni powiedzieli mi, że no super, zaśpiewałeś i grasz tam, bo grałem wtedy na we mnie, też super.

Ręce są dużo sprawne, bo ja sport też uprawiałem.

No, pracuję sobie, tak, przy tych kolczykach.

No i w ramach Fundacji Nordofromis Polska realizujemy różnego rodzaju projekty, różnego rodzaju wydarzenia muzyczne, które pozwalają nam tego doświadczyć.

I same właściwie odkrywają raz siebie, to co ja potrafię, że potrafię więcej niż w ogóle myślałam, myślałem, a dwa odkrywają drugiego człowieka.

To jest bardzo ubogacające, ta różnorodność.

My się jej czasami może w pierwszej chwili boimy, bo nie wiemy co to jest, to inne, ten inny, ta inna, ale jak się spotkać, to na takim właśnie gruncie

Przyjaznym, muzycznym, w gruncie kreatywnym to się okazuje, że mamy też ze sobą wiele wspólnego i może właśnie ta muzyka pozwala nam łatwiej być ze sobą pomimo różnic i czasami też napięć, które pojawiają się od czasu do czasu, ale zespół trwa i myślę, że to jest po prostu naturalna historia napięcia i odpuszczenia.

Są tak blisko twojej ręki, że mały ruch sprawi, że te dzwonki zostaną usłyszane przez zespół, a koło ciebie stoi jeszcze wolontariuszka z mikrofonem, więc te dzwonki są jeszcze głośniejsze, więc słyszy ją zespół i jeszcze osoby, które stoją za zespołem i nagle stajesz się ważną

Co jest też ważne, dla mnie bardzo, nie dotyczy tylko uczestników czy uczestniczek terapii, to w takiej samej mierze dotyczy osoby w roli terapeutki, terapeuty.

Ostatnie odcinki